Poszukiwany listem gończym wpadł przez brak maseczki

Policjanci podjęli interwencję wobec przechodnia, który poruszał się ulicami miasta nie mając zakrytych ust i nosa. W trakcie czynności okazało się, że 44-latek posiada przy sobie narkotyki. Po sprawdzeniu mężczyzny w policyjnych systemach okazało się również, że jest on poszukiwany przez austriackie organy ścigania. Mieszkaniec Opola został zatrzymany i trafił prosto do aresztu.

Od kilku miesięcy w naszym kraju mamy obowiązek zakrywania ust i nosa. Dlatego policjanci patrolujący ulice zwracają szczególną uwagę na to, czy mieszkańcy naszego powiatu przestrzegają obostrzeń wydanych przez Ministerstwo Zdrowia.

W ubiegłą sobotę, 12 grudnia br., policjanci z komisariatu II w Opolu patrolując ulicę 1-go Maja zauważyli mężczyznę, który nie miał zasłoniętych ust i nosa. Funkcjonariusze wylegitymowali przechodnia. Podczas rozmowy 44-latek zachowywał się nerwowo, był pobudzony. To wzbudziło czujność policjantów. Po kontroli osobistej okazało się, że mężczyzna miał przy sobie marihuanę. Okazało się jednak, że to nie jedyne przewinienie mieszkańca miasta.

Po sprawdzeniu go w policyjnych systemach okazało się bowiem, że za mężczyzną został wydany europejski nakaz aresztowania. 44-latek miał dopuścić się w Austrii wielu oszustw na kwotę ponad 42 000 euro.

Mieszkaniec miasta został zatrzymany i trafił prosto do aresztu. Teraz strona Polska zadecyduje o jego ekstradycji do Austrii.
Źródło info i foto: Policja.pl

Austria: Nielegalny arsenał trafić do prawicowych ekstremistów

Minister spraw wewnętrznych Niemiec Horst Seehofer nazwał w poniedziałek „alarmującym” wykrycie w Austrii znacznych ilości nielegalnie nabytej broni, amunicji i materiałów wybuchowych, które miano zakupywać na potrzeby ewentualnej niemieckiej prawicowo-ekstremistycznej milicji. W sprawie tej austriacka policja aresztowała w ubiegłym tygodniu pięć osób. Jedną z nich jest uprzednio karany 53-letni neonazista, którego traktuje się jako głównego podejrzanego. W trakcie kolejnych pięciu rewizji w różnych miejscach przejęto od środy do piątku łącznie 76 sztuk broni automatycznej i półautomatycznej, 14 ręcznych pistoletów, ponad 100 tys. sztuk amunicji, granaty oraz materiały wybuchowe, w tym heksogen i trotyl.

Śledczy uważają, że do sfinansowania tego arsenału wykorzystano pieniądze pochodzące z handlu narkotykami. Paradoksalnie główny podejrzany miał planować poszczególne transakcje w więzieniu i realizować je w trakcie przerw w odbywaniu kary.

Występując w sobotę na konferencji prasowej w Wiedniu minister spraw wewnętrznych Austrii Karl Nehammer nie ujawnił tożsamości podejrzanych ani miejsc, gdzie znaleziono broń. Powiedział tylko, że zdemaskowana siatka funkcjonowała na styku „sfery prawicowo-ekstremistycznej i przestępczości zorganizowanej”, przy czym aktywność ekstremistyczna dawała o sobie znać głównie na terytorium Niemiec.

Powołując się na koła poinformowane, austriacka agencja APA podała, że fundamentem całego procederu była zażyłość między austriackimi prawicowymi ekstremistami a grupami niemieckich bikerów. Na trop afery z bronią wiedeński Krajowy Urząd Kryminalny (LKA) natrafił dzięki prowadzonemu śledztwu narkotykowemu. Czynności dochodzeniowe odbywały się również na terenie Niemiec, gdzie aresztowano jeszcze dwóch ludzi – jednego w Bawarii, a drugiego w Północnej Nadrenii-Westfalii – oraz przejęto znaczną ilość środków odurzających.

Według Nehammera, wśród zatrzymanych przez austriacką policję są „nazwiska ze sceny neonazistowskiej, znane niestety w Austrii już od dawna”. Jedna z tych osób poruszyła w swych zeznaniach temat planowanego utworzenia prawicowej milicji – zaznaczył minister.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Są wyniki dziennikarskiego śledztwa ws. otrucia Nawalnego

​Dziennikarskie śledztwo Bellingcat, The Insider, CNN i „Der Spiegel” przyniosło odwiedź na pytanie kto dokonał otrucia Aleksieja Nawalnego. Miała to być grupa ośmiu funkcjonariuszy Federalnej Służby Bezpieczeństwa z wydziału działającego wewnątrz Instytutu Kryminalistyki FSB.

Dziennikarze prowadzący śledztwo ustalili tożsamość agentów Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej zaangażowanych w zamach na Aleksieja Nawalnego. Dotarli do danych telekomunikacyjnych, adresowych i lotniczych, które są albo ogólnodostępne.

Po przeanalizowaniu zebranych informacji odkryto, że rosyjski opozycjonista był śledzony przez funkcjonariuszy podczas 30 podróży po Rosji w latach 2017, 2019 i 2020. W trakcie podróży Nawalnego do Tomska podążało za nim trzech mężczyzn – Aleksiej Aleksandrow, Iwan Osipow oraz Władimir Panajew. Skład grupy zmieniał się jednak na przestrzeni lat. Ustalono także, że czasami funkcjonariusze kupowali bilety na fałszywe nazwiska.

Główna działalność FSB miała miejsce w 2017 roku, gdy Nawalny ogłosił, że będzie kandydował na prezydenta. Wszyscy funkcjonariusze zaangażowani w akcję to: Stanisław Makszakow, który był jednocześnie koordynatorem grupy, Oleg Tajakin (pseud. „Tarasow”), Aleksiej Aleksandrow (ps. „Frolow”), Iwan Osipow (ps. Spirifonow), Konstantyn Kudriacew (ps. „Sokołow), Aleksiej Kriwoszczekow, Michaił Szwiec (ps. „Stiepanow”), Władimir Paniajew.

Według dziennikarzy kiedy okazało sie, że Nawalny żyje, trzech funkcjonariuszy udało się do Bijska. Znajduje się tam Instytut Problemów Energii Chemicznej, z którym współpracuje FSB. Tam funkcjonariusze mieli pozbyć się śladów Nowiczoka. Śledztwo prowadziło Bellingcat, The Insider, CNN i „Der Spiegel”.
Źródło info i foto: o2.pl

Tokio: „Morderca z Twittera” skazany na śmierć

Pochodzący z Japonii „morderca z Twittera” został skazany na karę śmierci – informuje agencja AFP. 30-latek przyznał się do zamordowania dziewięciu osób. Zabijał młodych ludzi, którzy w mediach społecznościowych dzielili się myślami samobójczymi. 30-letni Takashiro Shiraishi został aresztowany w listopadzie 2017 roku, gdy w jego mieszkaniu w prefekturze Kanagawa niedaleko Tokio znaleziono fragmenty dziewięciu ciał.

We wrześniu mężczyzna przyznał się do zamordowania i składowania poćwiartowanych zwłok. Wyznał, że znajdował swoje ofiary na Twitterze. Według aktu oskarżenia Japończyk, nazywany „mordercą z Twittera”, udusił i poćwiartował osiem kobiet i jednego mężczyznę w wieku 15-26 lat. Zbrodnie miały miejsce między sierpniem a październikiem 2017 roku, a ofiary pochodziły z Tokio i czterech innych prefektur.

Tokijski sąd zdecydował we wtorek o karze śmierci wobec Shiraishiego za zabójstwo dziewięciu osób – informuje agencja AFP. Odsetek samobójstw w Japonii jest jednym z najwyższych wśród najbogatszych krajów świata. Sprawa zabójstw dokonanych przez Shiraishiego wstrząsnęła całym krajem.
Źródło info i foto: interia.pl

Policjanci z „Archiwum X” coraz bliżej rozwiązania sprawy zabójstwa 20-letniej Zyty Michalskiej

Policjanci z poznańskiego Archiwum X zatrzymali mężczyznę w sprawie dokonanego 26 lat temu zabójstwa Zyty Michalskiej – podał w poniedziałek rzecznik Wielkopolskiej Policji w Poznaniu. Jej zwłoki znaleziono w lesie, niedaleko domu w Mikuszewie k. Wrześni.

20-latka zginęła w kwietniu 1994 roku. Policja nie podaje na razie bliższych szczegółów na temat okoliczności zatrzymania mężczyzny. Rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak powiedział w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że został on zatrzymany w poniedziałek, na razie nie usłyszał zarzutów. Więcej informacji policja ma podać prawdopodobnie we wtorek. Wcześniej Borowiak poinformował o sprawie na Twitterze:

Zyta Michalska zginęła w Wielkanoc 3 kwietnia 1994 r. Tego dnia 20-latka po raz ostatni była widziana, gdy szła na spacer w stronę lasu. Jej ciało znaleziono dzień później niedaleko domu w Mikuszewie k. Wrześni (woj. wielkopolskie) z obrażeniami głowy. Sekcja zwłok wykazała, że kobieta zmarła w wyniku uduszenia. Śledztwo zostało umorzone w związku z niewykryciem sprawcy.

Jak przypomniała w poniedziałek „Gazeta Wyborcza”, sprawę kilka miesięcy temu ponownie zaczęli badać funkcjonariusze ze specjalnego zespołu KWP w Poznaniu , tzw. Archiwum X. Gazeta napisała, że przesłuchano ponownie znajomych Michalskiej, na nowo przebadane zostały też zabezpieczone w śledztwie dowody. Co najmniej od kilku osób pobrano wymazy do badań DNA
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

W Hiszpanii rozbito marokańską mafię imigracyjną

Hiszpańska policja we wspólnej operacji z Europolem rozbiła działające w tym kraju komórki imigracyjnej mafii marokańskiej. Zatrzymano 19 osób, w tym w większości Marokańczyków, ale i Hiszpanów – podał dziennik „La Razon”, powołując się na wiarygodne źródła. Jak napisała gazeta w sobotę, podczas akcji policja użyła dronów do śledzenia podejrzanych.

Operacja policyjna, która rozpoczęła się w połowie ubiegłego tygodnia, była skierowana przeciwko organizacjom zajmującym się przerzucaniem nielegalnych imigrantów z Maroka drogą morską na Wyspy Kanaryjskie. Na archipelagu imigranci byli lokowani w wiejskich domach lub w nielegalnie zajmowanych mieszkaniach, gdzie przebywali do czasu wyrobienia im fałszywej dokumentacji umożliwiającej kontynuowanie podróży na Półwysep Iberyjski, a stamtąd do innych krajów UE.

Jak działała mafia?

Sposób działania mafii polegał m.in. na tym, że nielegalni imigranci zgłaszali rzekomą utratę dokumentów, np. kradzież paszportu, a z otrzymanym legalnym zaświadczeniem i po nabyciu biletów mogli wejść na pokład samolotu lub statku płynącego do Hiszpanii kontynentalnej.

Mafia miała komórki na Wyspach Kanaryjskich, w Kadyksie, Maladze, Granadzie i Murcji. Osoby, które nie płaciły wcześniej ustalonej kwoty, były porywane – napisał dziennik. Obecnie policja usiłuje obliczyć wysokość zysków mafii z organizowania nielegalnej imigracji.

Według agencji Europa Press od stycznia do listopada br. przybyło na hiszpański archipelag blisko 20 tys. nielegalnych imigrantów, w tym ponad połowa z Maroka. Obecnie tylko 9 tys. imigrantów pozostaje na wyspach, a pozostali prawdopodobnie znajdują się na Półwyspie Iberyjskim lub w innych krajach Europy.

Co mają wspólnego z biednymi mieszkańcami Afryki subsaharyjskiej

Konserwatywny „La Razon” pisał o nielegalnej imigracji nie tylko w kontekście mafii imigracyjnych, ale także dżihadyzmu.

Agenci policji pracującej w terenie, z którymi konsultował się ten dziennik, wyrażali zaniepokojenie zjawiskiem „doskonale zorganizowanej i dysponującej środkami finansowymi nielegalnej imigracji z krajów Maghrebu, a zwłaszcza z Maroka”. „(Ci imigranci) nie mają nic wspólnego z biednymi mieszkańcami Afryki subsaharyjskiej” – ocenili policjanci cytowani przez tę gazetę.
Źródło info i foto: TVP.info

Funkcjonariusze KAS zabezpieczyli 12 tys. paczek nielegalnych papierosów

12 tys. paczek nielegalnych papierosów zabezpieczyli w wyniku kontroli pociągów towarowych funkcjonariusze z Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej oraz lubelskiej Krajowej Administracji Skarbowej (KAS). Pudła wypełnione papierosami znajdowały się w dwóch pociągach towarowych relacji Brześć-Kobylany oraz jednym Brześć-Małaszewicze. Kontrabanda ukryta była pod warstwą towaru zadeklarowanego w dokumentach jako drewniana zrębka. Łączna wartość rynkowa udaremnionych przemytów to ponad 170 tys. zł.

Funkcjonariusze straży granicznej oraz Krajowej Administracji Skarbowej ustalają organizatorów tych nielegalnych transportów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prezydent Krakowa pod lupą śledczych. Chodzi o urlopy na czas Strajku Kobiet

Prokuratura bada, czy prezydent Krakowa Jacek Majchrowski udzielił pracownikom Urzędu Miasta urlopów na czas Strajku Kobiet i sprowadził tym samym niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób powodując zagrożenie epidemiologiczne.

Rzecznik krakowskiej prokuratury okręgowej Janusz Hnatko poinformował, że postępowanie sprawdzające prowadzone jest w Prokuraturze Rejonowej Kraków – Śródmieście Zachód. Dotyczy ono „sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób powodując zagrożenie epidemiologiczne”, m.in. w związku z udzielaniem przez prezydenta Krakowa urlopów podległym pracownikom Urzędu Miasta Krakowa „w celu brania udziału w zgromadzeniach w ramach tzw. Ogólnopolskiego Strajku Kobiet”.

Rzecznik wskazał, że postępowanie prowadzone jest z zawiadomienia osoby prywatnej. Prokuratura zwróciła się już do urzędu z pismem „o podanie szeregu informacji dotyczących okoliczności podnoszonych przez zawiadamiającego”. W zależności od wyników prowadzonych czynności zostanie podjęta decyzja o wszczęciu postępowania bądź odmowie wszczęcia – doprecyzował Hnatko. Rzeczniczka prezydenta Krakowa Monika Chylaszek powiedziała, że odpowiedź na to pismo jest przygotowywana.

Jak dowiedziała się PAP, prokuratura chce ustalić m.in. czy prezydent albo podlegli mu urzędnicy w swoich wystąpieniach w mediach lub we wpisach w mediach społecznościowych nawoływali lub zachęcali do udziału w manifestacjach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i czy faktycznie pracownikom urzędu udzielone zostały urlopy.

„Nie będę utrudniał ani zniechęcał do przystąpienia do strajku”

27 października prezydent Majchrowski na swoim profilu w mediach społecznościowych odniósł się do trwających w Polsce protestów wywołanych orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego. Już dawno nie widziałem takiej determinacji i mobilizacji protestujących – napisał.

Dodał, że kolejny dzień – środa ma być dniem ogólnopolskiego strajku kobiet i dla niego jako pracodawcy „jest oczywiste, że każda pracownica urzędu, która będzie chciała dołączyć do tej inicjatywy, ma do tego pełne prawo”. Nie będę utrudniał ani zniechęcał do przystąpienia do strajku i mam nadzieję, że tak samo postąpią też inni krakowscy pracodawcy – zadeklarował Majchrowski.

Poinformował, że ze względu na pandemię, Straż Miejska Miasta Krakowa na polecenie wojewody małopolskiego przeszła do dyspozycji Komendanta Miejskiego Policji, ale zakazał komendantowi straży miejskiej wykonywania zadań, które nie wiążą się bezpośrednio z zagrożeniem epidemicznym. Krakowscy strażnicy mają zakaz ochraniania na polecenie policji obiektów, także tych będących siedzibami partii czy urzędów, obiektów sakralnych oraz uczestniczenia w ochranianiu demonstracji, jeżeli ich tematyka nie jest bezpośrednio związana z pandemią – napisał w październiku na FB prezydent Krakowa.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Śląsk: 67-latek zabił swoją byłą partnerkę?

Jak relacjonuje śląska policja, zwierzę próbowało obronić swoją właścicielkę przez napastnikiem. Ślady, które zostawiło, pomogły wytypować podejrzanego. W piątek 11 grudnia przed godz. 22:00 funkcjonariusze z Komisariatu Policji w Rydułtowach dostali zgłoszenie o leżącej kobiecie, która nie dawała oznak życia. Informator przekazał także, że przy jej ciele czuwa pies.

Na miejsce zdarzenia zostali skierowani policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, którzy wspólnie z kryminalnymi z Wodzisławia wyjaśniali okoliczności tego zdarzenia. Przedstawiciele służb stwierdzili, że doszło do zabójstwa, a obrażenia, które znajdowały się na ciele mieszkanki Rydułtów wskazywały na atak z użyciem ostrego narzędzia.

Dzień później zatrzymano podejrzanego o dokonanie zbrodni 67-latka, który spotykał się z ofiarą dwa lata temu, a mimo upływającego czasu nie mógł się pogodzić z rozstaniem. Jak podaje śląska policja, mężczyzna czekał na swoją byłą partnerkę w parku, a gdy kobieta wyszła na spacer z psem, zaatakował ją.

Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że czworonóg chciał obronić kobietę, a na nodze napastnika zostawił ślady pogryzienia. To właśnie te świeże ślady pozwoliły na wytypowanie podejrzanego, który w momencie ich ujawnienia, przyznał się do dokonania zbrodni i wskazał przedmiot, którym zaatakował ofiarę – informuje policja. Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Wciąż nie ma śledztwa ws. przekroczenia uprawnień przez policję w trakcie Strajku Kobiet

Choć minęły tygodnie, prokuratura nie wszczęła żadnego śledztwa związanego z podejrzeniami przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy policji, którzy interweniowali w czasie Strajków Kobiet w Warszawie. Inaczej jest w sprawie wicemarszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. Jak informuje RMF FM, prokuratura wciąż bada, czy zachowanie policjantów zabezpieczających protesty kobiet nosi znamiona przestępstwa, a śledczy czekają na materiały od policji. Zarówno w sprawie użycia gazu wobec posłanki KO Barbary Nowackiej, jak i bicia demonstranta pałką teleskopową toczy się postępowanie sprawdzające.

Barbara Nowacka została spryskana gazem łzawiącym w czasie strajku kobiet 28 listopada. Posłanka interweniowała w sprawie demonstrujących na Trasie Łazienkowskiej. Zdjęcia z tego wydarzenia pokazują, że parlamentarzystka pokazała policjantowi legitymację poselską, a ten chwilę później zastosował wobec niej gaz.

– Nieatakujący, nieagresywny człowiek, znaczniej mniejszy, otoczony przez kordon policji nie stwarza żadnego zagrożenia. Jeżeli policjant chciał coś zrobić, to trzeba było mnie znieść, zepchnąć, powiedzieć, żebym się odsunęła, a nie wrzeszczeć coś, potem pryskać gazem, zanim człowiek zdąży zareagować – komentowała sprawę Barbara Nowacka w rozmowie z RMF FM.

Gazem spryskana została także posłanka Lewicy Magdalena Biejat, która prowadziła interwencję poselską w czasie protestów 18 listopada. Moment, w którym policjant używa gazu wobec parlamentarzystki, został zarejestrowany, a nagranie to zostało opublikowane m.in. na stronie partii Razem.

– Starałam się interweniować u policji i pokazałam moją legitymację poselską i krzyczałam, żeby przestali eskalować i używać przemocy wobec zgromadzonych. Kiedy trzymałam legitymację podniesioną przed sobą, dostałam od jednego z policjantów w cywilu gazem. Ten policjant zaraz potem ukrył się za szpalerem umundurowanych już policjantów – mówiła w rozmowie z Gazeta.pl.

Co ciekawe, prokuratura nie ma wątpliwości do co sprawy wicemarszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. 25 listopada informowaliśmy, że Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła dochodzenie, a śledczy badają, czy nie naruszył on nietykalności cielesnej funkcjonariusza policji podczas incydentu, do którego doszło przed budynkiem. W sprawie tej przesłuchiwani są świadkowie, prokuratura zebrała też dokumentację medyczną policjanta, który miał ucierpieć w wyniku starcia z Włodzimierzem Czarzastym.
Źródło info i foto: Gazeta.pl