Trzej Polacy zamordowali rodaka w Anglii. Jest wyrok

Trzech Polaków zostało skazanych za zamordowanie rodaka w Wielkiej Brytanii. Atak został przez nich zaplanowany, a za cel obrali sobie dobrego znajomego. Zostali skazani na dożywocie z możliwością zwolnienia warunkowego. Sąd w Leeds skazał za morderstwo trzech Polaków. 24-letni Adam L., 24-letni Michał Sz. i 28-letni Maciej S. zostali uznani za winnych rabunku oraz pobicia ze skutkiem śmiertelnym 30-letniego rodaka. Usłyszeli wyrok w poniedziałek.

Wszyscy trzej zostali skazani na dożywocie z możliwością warunkowego zwolnienia. Adam L. może się o nie ubiegać po 30 latach więzienia, a Michał Sz. i Maciej S. – po 27 latach.

8 września ubiegłego roku napastnicy przyjechali aż 360 km z Southampton do Wakefield, żeby obrabować swojego znajomego. Około północy zaatakowali 30-letniego Aleksandra P. w progu jego mieszkania przy Pinderfields Road.

„Aleksander został zamordowany w najbardziej przerażających okolicznościach przez ludzi, których uważał za swoich przyjaciół” – podkreśla Emma Winfield z West Yorkshire Police.

Napastnicy pobili 30-latka do nieprzytomności, zadając m.in. kilkadziesiąt ciosów różnymi przedmiotami w głowę. Potem obrabowali jego mieszkanie, zabierając m.in. dwa telewizory, konsolę do gier i zegarek. Sąsiedzi, słysząc krzyki, wezwali policję – informuje BBC.

Ciężko ranny 30-latek został znaleziony w progu swojego mieszkania. Mimo przyjazdu karetki Polaka nie udało się uratować. Sekcja zwłok wykazała wiele złamań, w tym także kości twarzoczaszki. Napastnicy wrócili do Southampton i próbowali uciec z Wielkiej Brytanii. Policja zatrzymała ich, kiedy w samochodzie czekali w kolejce na wjazd na prom w Dover.
Źródło info i foto: o2.pl

Londyn: Przyczynili się do śmierci 39 wietnamskich imigrantów. Jest wyrok

Sąd w Londynie uznał za winnych dwóch mężczyzn, którzy przyczynili się do śmierci 39 imigrantów z Wietnamu. Ofiary zmarły w zamkniętym kontenerze. Do zdarzenia doszło w hrabstwie Essex w październiku 2019 roku.

Centralny Sąd Karny Anglii i Walii uznał 24-letniego Eamonna Harrisona oraz 43-letniego Gheorghe’a Nicę za winnych nieumyślnego zabójstwa 39 osób. Wraz z dwoma innymi mężczyznami mieli oni także, według sądu, uczestniczyć w procederze nielegalnego przemytu ludzi. W nocy z 22 na 23 października zeszłego roku na terenie parku przemysłowego w Grays w hrabstwie Essex w kontenerze-chłodni na naczepie ciężarówki odkryto ciała 31 mężczyzn i ośmiu kobiet. Wśród zmarłych było 10 nastolatków, w tym dwóch 15-letnich chłopców. Wszyscy zmarli byli Wietnamczykami. Kontener tej samej nocy przypłynął promem z Zeebrugge w Belgii.

Według sądu temperatura wewnątrz kontenera osiągnęła 38,5 stopnia Celsjusza, a ofiary były w nim zamknięte przez co najmniej 12 godzin. Wcześniej podawano, że prawdopodobną przyczyną śmierci było wychłodzenie i brak powietrza.

Nie wiedział, że w kontenerze są ludzie

Według brytyjskiego nadawcy BBC, Harrison, który miał dowieźć ciężarówkę do Zeebrugge, skąd następnie promem kontener popłynął do Wielkiej Brytanii, twierdził podczas procesu, że nie wiedział, iż są w nim ludzie.

W sierpniu właściciel ciężarówki, w której znaleziono ciała, 40-letni Ronan Hughes, przyznał się do nieumyślnego zabójstwa 39 Wietnamczyków, a także do zarzutu pomocy w nielegalnej imigracji do Wielkiej Brytanii w okresie między 1 maja 2018 roku a 24 października 2019 roku. W kwietniu do 39 zarzutów nieumyślnego zabójstwa przyznał się Maurice Robinson, który kierował ciężarówką w momencie, gdy znaleziono w niej ciała, a wcześniej także do pomocy w nielegalnej imigracji.
Źródło info i foto: tvn24.pl

ABW prowadzi kolejne przesłuchania świadków torturowania Polaków na Białorusi

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przesłuchała kolejnych świadków w związku ze śledztwem w sprawie zatrzymania, pobicia i torturowania trzech Polaków po wyborach prezydenckich na Białorusi – dowiedział się nieoficjalnie dziennikarz RMF FM Patryk Michalski. Sprawą brutalności białoruskich służb zajmuje się Prokuratura Krajowa, ale wykonywanie czynności zostało zlecone ABW.

Z informacji Patryka Michalskiego wynika, że wśród przesłuchanych są funkcjonariusze białoruskich służb mundurowych, którzy zdecydowali się wypowiedzieć posłuszeństwo reżimowi. Byli oni świadkami torturowania Polaków.

Ich zeznania są cenne, bo ujawniają mechanizmy stosowane przez władze w Mińsku wobec protestujących, pomagają dowiedzieć się, jak wyglądał system wydawania rozkazów. W sprawie cały czas pojawiają się nowe wnioski dowodowe. Zajścia na Białorusi z udziałem Polaków udało się odtworzyć niemal minuta po minucie od chwili ich zatrzymania.

W związku ze sprawą zgłaszają się kolejni funkcjonariusze białoruskiego reżimu, którzy deklarują, że chcą być świadkami. Nie wszyscy jednak są wiarygodni – nieoficjalnie ustalił nasz dziennikarz. Dlatego przechodzą weryfikację. Niektórzy z nich wciąż pracują dla reżimu, a ich prawdziwym zadaniem jest wyciągnięcie informacji na temat trwającego śledztwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe materiały śledcze ws. otrucia rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Jest reakcja FSB

Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa oświadczyła, że publikacje śledcze dotyczące próby otrucia opozycjonisty Aleksieja Nawalnego są „zaplanowaną prowokacją”, która nie mogła się odbyć bez pomocy obcych służb.

„Tak zwany ‚materiał śledczy’ opublikowany przez Nawalnego w internecie na temat działań jakoby podjętych przeciwko niemu stanowi zaplanowaną prowokację” – oświadczyły służby prasowe FSB. Celem owej prowokacji – dodały – jest „zdyskredytowanie FSB i pracowników organów Federalnej Służby Bezpieczeństwa, a jej przeprowadzenie nie byłoby możliwe bez wsparcia organizacyjnego i technicznego obcych służb specjalnych”.

Nagranie rozmowy telefonicznej Nawalnego z rozmówcą przedstawionym jako funkcjonariusz FSB jest podrobione – zapewniły służby. Oświadczyły przy tym, że użycie fałszywego numeru telefonu jest „znanym chwytem zagranicznych służb specjalnych, nieraz w przeszłości akceptowanym przy akcjach antyrosyjskich”. Według FSB metoda ta nie pozwala na ustalenie „realnych uczestników rozmowy”.

Służby zapowiedziały, że w związku z posłużeniem się przez Nawalnego podrobionym numerem telefonu organy rozpoczną postępowanie, by ocenić tego rodzaju działania pod kątem prawnym.

Dwa materiały śledcze

Komentarz FSB dotyczy dwóch materiałów śledczych. 14 grudnia dwa portale podały nazwiska funkcjonariuszy FSB, którzy – według dziennikarzy – zaangażowani byli w próbę otrucia Nawalnego w sierpniu bieżącego roku. Sam opozycjonista w poniedziałek upublicznił przeprowadzoną przed 14 grudnia swoją rozmowę telefoniczną z jednym z domniemanych funkcjonariuszy. Nawalny zadzwonił do niego, podszywając się pod współpracownika byłego szefa FSB Nikołaja Patruszewa.

Oskarżenia, że Nawalnego wspierają zagraniczne służby specjalne, padły w zeszłym tygodniu na dorocznej konferencji prasowej Władimira Putina. Rosyjski prezydent uzasadniał w ten sposób zainteresowanie rosyjskich służb opozycjonistą. Następnie rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow potwierdził, że Nawalny był inwigilowany.

„Szokująca” otwartość rozmówcy Nawalnego

W nagraniu opublikowanym przez Nawalnego jego rozmówca wyjaśnia niektóre szczegóły operacji, której celem było otrucie opozycjonisty. Człowiek ten przedstawiony został jako Konstantin Kudriawcew, specjalista z zakresu obrony chemicznej. W rozmowie wyjaśnił m.in., że dostał odzież Nawalnego, by ją oczyścić ze śladów trucizny.

Rosyjski dziennikarz Andriej Sołdatow, autor książek o służbach specjalnych, powiedział w poniedziałek BBC, że otwartość rozmówcy Nawalnego jest „szokująca”, co można wyjaśnić tym, że jest on zapewne specjalistą technicznym, a nie funkcjonariuszem zajmującym się operacjami specjalnymi.

Po sześciu godzinach od publikacji nagrania zebrało ono w serwisie YouTube blisko 5 milionów odsłon.
Źródło info i foto: interia.pl

Zamachowiec z Halle skazany na dożywocie

Wyższy Sąd Okręgowy w Naumburgu skazał w poniedziałek na karę dożywotniego więzienia Stephana B., który w ubiegłym roku dokonał zamachu terrorystycznego na synagogę w Halle – informują niemieckie media. Po ponad 14-miesięcznym procesie zapadł werdykt w procesie zamachowca z Halle. Stephan B. został skazany na dożywocie m.in. za podwójne zabójstwo, wielokrotne usiłowanie zabójstwa i podżeganie.

9 października 2019 roku uzbrojony mężczyzna przerzucił ładunki wybuchowe przez mur okalający teren synagogi w Halle i próbował wedrzeć się do świątyni, w której ponad 50 wiernych obchodziło Jom Kippur, najważniejsze żydowskie święto. Po nieudanej próbie dostania się do środka sprawca zastrzelił dwie przypadkowe osoby oraz ranił wiele innych. Następnie został złapany.

Zabójca filmował swoje czyny i transmitował je na żywo w sieci. Akt oskarżenia mówił o przesłankach rasistowskich, antysemickich i ksenofobicznych.

Wydając werdykt, sędziowie zastosowali się do żądań Prokuratury Federalnej i prokuratury pomocniczej. Proces jest uważany za największą sprawę karną w historii Saksonii-Anhalt. Od wyroku przysługuje odwołanie do federalnego Trybunału Sprawiedliwości.
Źródło info i foto: TVP.info

Warszawa: 27-latek zniszczył kilkanaście aut

Policjanci z warszawskiego Targówka zatrzymali 27-latka podejrzanego o zniszczenie kilkunastu samochodów – poinformowała mł. asp. Irmina Sulich z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI. Do zdarzenia doszło kilka dni temu na warszawskim Targówku. Jak przekazała mł. asp. Irmina Sulich na ul. Wolbromskiej i Potulickiej młody mężczyzna demolował zaparkowane pojazdy. – Na miejscu mundurowi ujawnili kilkanaście zniszczonych samochodów, które miały wybite szyby – powiedziała policjantka.

– Na miejsce przybyła grupa dochodzeniowo-śledcza, która zabezpieczyła ślady i dokonała oględzin pojazdów. Policjanci bardzo szybko dotarli do większości właścicieli zniszczonych aut i przyjęli od nich zawiadomienie, część z nich już podała wartość strat, pozostali w najbliższym czasie ustalą, jakie straty ponieśli i jaki jest koszt naprawy uszkodzonych samochodów – tłumaczyła.

Wskazała, że sprawą zajęli się kryminalni z komisariatu przy ul. Chodeckiej, który pracując nad sprawą zabezpieczyli m.in. zapis monitoringu z pobliskich budynków. – Po kilku dniach zatrzymali 27-latka, który ukrywał się przed nimi w hostelu – wyjawiła dodając, że podczas rozpytania mieszkaniec Targówka przyznał, że uderzał w szyby młotkiem.

– Po zebraniu materiału dowodowego 27-latek został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty zniszczenia cudzego mienia. Prokurator zastosował wobec mieszkańca Targówka dozór policyjny – dodała.

Za zarzucane mu czyny może grozić do 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Atak piratów na kontenerowiec Port Gdynia u wybrzeży Afryki

W poniedziałek rano na wodach Zatoki Gwinejskiej u wybrzeży Afryki doszło do nieudanej próby porwania kontenerowca M/S Port Gdynia. W załodze statku jest 20 polskich marynarzy. „Piraci po nieudanym ataku ostrzelali mostek i zeszli z jednostki” – powiedział PAP wiceminister infrastruktury Marek Gróbarczyk.

Informację o nieudanym ataku na jednostkę zarządzaną przez PLO, jako pierwsze podało radio RMF FM. Do nieudanej próby uprowadzenia doszło w poniedziałek ok. godz. 6. Prezes PLO Dorota Arciszewska-Mielewczyk powiedziała PAP, że do ataku na jednostkę doszło na wodach Zatoki Gwinejskiej. Kontenerowiec M/S Port Gdynia zmierzał do portu Bata w Gwinei Równikowej. Jednostka pływa pod maltańską banderą. Załogę stanowi 20 Polaków.

Na szczęście, nikomu nic się nie stało. Marynarze zachowali się bardzo odważnie. Z uwagi na śledztwo na razie nie możemy zdradzać szczegółów zajścia – powiedziała PAP prezes PLO. Wiceminister infrastruktury Marek Gróbarczyk powiedział PAP, że w tej sprawie został zorganizowany zespół zarządzania kryzysowego z udziałem premiera Mateusza Morawickiego i wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego.

Porywacze ostrzelali mostek i zniszczyli część wyposażenia jednostki

Załoga skutecznie uniemożliwiła uprowadzenie jednostki. Po ataku schowała się w tzw. cytadeli uniemożliwiając sterowanie kontenerowcem. Dla nas najważniejsze jest, że nikomu nic się nie stało. Porywacze prawdopodobnie w akcie furii ostrzelali mostek i zniszczyli część wyposażenia jednostki – dodał wiceminister infrastruktury.

Gróbarczyk powiedział, że piraci po tym, gdy zorientowali się, że nie są w stanie przejąć kontroli nad jednostką, opuścili ją. Szczegóły incydentu wyjaśni śledztwo.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Były poseł i były zastępca Komendanta Głównego Policji z zarzutami w tzw. aferze podkarpackiej

Były Poseł PSL Jan B. i były zastępca Komendanta Głównego Policji Mirosław S. usłyszeli zarzuty w tzw. aferze podkarpackiej – informuje Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Z ustaleń śledczych wynika, że w 2013 roku były wiceszef policji Mirosław S. miał przekroczyć swoje uprawnienia, działając na rzecz byłego posła PSL Jana B. CBA informuje w swoim komunikacie, że powodem całej sytuacji był konflikt między posłem PSL a ówczesnym wicemarszałkiem województwa. W celu odwetu na rywalu, poseł PSL miał zasięgnąć od wiceszefa policji tajnych informacji i wykorzystać je w politycznej walce – czytamy.

To już kolejne zarzuty dla byłego posła Jana B. Pierwsze usłyszał w 2015, kolejne w 2019 roku. Oprócz niego, zarzuty w sprawie usłyszało także kilkadziesiąt innych osób, w tym między innymi były wiceminister infrastruktury, byli szefowie rzeszowskich prokuratur, podkarpacki biznesmen z branży paliwowej, były prezes i były wiceprezes Rafinerii Jasło oraz dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie.

Część wątków zakończyło się już skierowanymi do sądu aktami oskarżenia między innymi wobec byłego szefa NIK oraz byłej szefowej prokuratury apelacyjnej w Rzeszowie. W styczniu 2020 roku prawomocny wyrok trzech lat pozbawienia wolności usłyszał Mirosław K., były marszałek województwa podkarpackiego – przypomina CBA.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Kontrole policji na Wigilię

Zgodnie z rozporządzeniem rządu Mateusza Morawieckiego, przy jednym stole wigilijnym nie może zasiąść więcej, niż 5 os. wyłączając domowników! Pytanie nasuwa się jedno. W jaki sposób rząd ma zamiar egzekwować te przepisy? Oczy wszystkich obywateli kierują się na policję, którą podejrzewa się o przygotowywanie kolejnej szeroko zakrojonej akcji o chwytliwej nazwie. Był bowiem „Znicz”, „Trzeźwy poranek”, to nie może być „Wigilii”?

Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji, był gościem programu „Newsroom” telewizji WP. Inspektor rozwiał wszelkie wątpliwości dotyczące masowej akcji kontrolowania stołów wigilijnych Polaków. – Żadnych specjalnych działań nie będzie – mówi Ciarka. – Nie będziemy chodzili po domach i sprawdzali, czy jest wystarczająca liczba osób przy wigilijnym stole – mówi. Jak zapewnia, policja będzie egzekwowała wprowadzane rozporządzenia rządu przede wszystkim w oparciu o sąsiedzkie donosy.

– Policjanci będą reagować w ramach pełnionej służby, tak jak musimy reagować, gdy docierają do nas informacje od obywateli – deklaruje rzecznik KGP. – Jeśli będziemy mieli informacje, że rygory są nieprzestrzegane, policjant będzie musiał wysłać patrol i reagować adekwatnie do sytuacji.

Przypominamy przy tym, że większość Polaków ma zamiar przestrzegać ograniczeń nałożonych w związku z szalejącą pandemią. Aż 84,6 proc. przekonuje, że Boże Narodzenie spędzi we własnym domu, wynika z sondażu United Surveys dla RMF FM i Dziennika Gazety Prawnej.
Źródło info i foto: se.pl

Postawiono zarzuty konstruktorowi bomby z samolotu Pan Am. W 1988 roku nad Lockerbie zginęło 270 osób

Podejrzanemu o skonstruowanie bomby, która w 1988 roku wybuchła w samolocie linii Pan Am Flight nad Lockerbie w Szkocji, postawiono zarzuty w Stanach Zjednoczonych. Zamach nad Lockerbie to najbardziej tragiczny zamach terrorystyczny w Wielkiej Brytanii. Abu Agila Mohammad Masud po 32 latach został oskarżony o popełnienie przestępstwa o charakterze terrorystycznym. W zamachu bombowym na Boeinga 747 zginęło 270 osób, w tym 190 obywateli amerykańskich.

Akt oskarżenia wystawiły Stany Zjednoczone. Prokurator generalny William Barr powiedział, że prokuratorzy będą się starali o ekstradycję Abu Agila Mohammada Masuda, aby stanął przed amerykańskim sądem. – Czas ani odległość nie powstrzymają Stanów Zjednoczonych i naszych szkockich partnerów w dochodzeniu sprawiedliwości w tej sprawie – dodał prokurator.

Atak na lot z Londynu do Nowego Jorku pozostaje najbardziej tragicznym zamachem terrorystycznym, jaki kiedykolwiek miał miejsce w Wielkiej Brytanii, i drugim najbardziej tragicznym atakiem powietrznym w historii Stanów Zjednoczonych.

Ładunek w magnetofonie, deszcz szczątków nad Lockerbie

Jak pisał Maciej Kucharczyk na łamach Gazeta.pl, ładunek wybuchowy był ukryty w magnetofonie w walizce. Jego wybuch wystarczył, aby wybić półmetrową dziurę w burcie wielkiego boeinga 747 Jumbo Jet. Osłabiony falą uderzeniową kadłub zaczął pękać, a potem błyskawicznie się rozpadać. Po trzech sekundach cały dziób oderwał się od reszty kadłuba, a szczątki maszyny z 259 osobami na pokładzie zaczęły spadać ku szkockiemu miasteczku Lockerbie. Nad szkockim miasteczkiem wystrzeliły płomienie wysokie na kilkadziesiąt metrów, a na całą okolicę spadał deszcz szczątków. Wśród nich byli ludzie. Ich zwłoki znajdowano w całej okolicy.

Najprawdopodobniej nikt z nich nie zdążył się zorientować, co się dzieje. Ludzie w samolocie w wyniku gwałtownej dekompresji szybko stracili przytomność. Ci na ziemi, mogli usłyszeć tylko niezrozumiały huk narastający nad ich domami. W katastrofie zginęło jeszcze 11 mieszkańców Lockerbie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl