Wjechała w stację paliw w Rymaniu. Padły strzały. 37-latka zgłosiła się na policję

W nocy z soboty na niedzielę kobieta prowadząca bmw wjechała do budynku stacji paliw w Rymaniu w woj. zachodniopomorskim. Mimo interwencji policji i oddanych strzałów odjechała z miejsca zdarzenia. Jednak nie daleko.

Jak informuje PAP, policjanci zostali wezwani na miejsce przez pracowników stacji ze względu na irracjonalne i agresywne zachowanie kobiety. Gdy mundurowi przybyli na miejsce, doszło do zaognienia sytuacji. Kobieta wjechała w budynek stacji paliw, niszcząc drzwi. Na tym jednak się nie skończyło.

Kierująca bmw wycofała, na szczęście omijając dystrybutory paliwa. Następnie, ignorując polecenia policjantów, ponownie, tym razem z większą prędkością uderzyła w budynek, zupełnie go demolując. Sytuacja była bardzo groźna – w szczególności dla osób przebywających w budynku. Dość powiedzieć, że samochód zupełnie wjechał do jego wnętrza. Po wyjechaniu z budynku kierująca zaczęła uciekać. Wtedy policjanci zdecydowali się na użycie broni. Oddano kilka strzałów, ale nie zatrzymało to kierującej bmw.

Jak informuje policja, niedługo potem kobieta została zatrzymana przez mundurowych. Na razie nie wiadomo, co wywołało zachowanie 37-latki. Badanie alkomatem nie wykazało obecności alkoholu w wydychanym powietrzu. Kobiecie pobrano krew, by sprawdzić, czy nie znajdowała się ona pod wpływem innych substancji. Na szczęście w zdarzeniu nikt nie ucierpiał.
Źródło info i foto: autokult.pl

Zapadł wyrok ws. zabójstwa właściciela restauracji. Dwaj obywatele Indii skazani

Sąd Okręgowy Warszawa-Praga wydał wyrok w sprawie zabójstwa 37-letniego właściciela restauracji z kuchnią nepalską w Legionowie. Za winnych morderstwa uznani zostali dwaj obywatele Indii. Jeden z nich otrzymał karę 10 lat pozbawienia wolności, natomiast drugi karę w wysokości ośmiu lat. Trzeci z oskarżonych został uniewinniony. Prokuratura zapowiedziała apelację.

Trzej obywateli Indii odpowiadali przez sądem oskarżeni o to, że w nocy z 26 na 27 grudnia 2018 roku w nepalskiej restauracji „Everest” w Legionowie „działali wspólnie i w porozumieniu, w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia 37-letniego Ishwora S.”. Z ustaleń śledczych wynikało, że pokrzywdzony został obezwładniony, przytrzymany, a na jego szyi zaciśnięto pętlę z szalika, którym został uduszony.

Sprawcy porzucili zwłoki w należącej do pokrzywdzonego toyocie yaris przy ul. Gen. Bolesława Roi w Legionowie. 29 grudnia zwróciła uwagę na zaparkowane auto kobieta, która spacerowała z psem, wezwała pomoc. Ishwor S. siedział na miejscu kierowcy, był siny i odrapany na twarzy. Miał zsunięte spodnie i zdarte noski butów, wskazujące na to, że mógł być przez kogoś ciągnięty. Policjanci znaleźli przy zwłokach dokumenty, dzięki którym od razu ustalono, że zmarłym jest mężczyzna, którego zaginięcie zgłoszono dzień wcześniej.

Konflikty w pracy

30 grudnia przeszukano mieszkanie ofiary i zatrzymano współlokatorów zamordowanego mężczyzny, będących jednocześnie pracownikami restauracji „Everest”. Jeden z nich, który później był świadkiem w sprawie, znał kulisy śmierci szefa. Zeznał, że Sanjeev K. wielokrotnie odgrażał się, że pobije Ishwora S., ponieważ obrażał jego rodzinę i krzyczał, gdy K. popełniał w pracy jakieś błędy. Konflikty nasiliły się, gdy Sanjeev K. i Tapender S. postanowili zrezygnować z pracy w Legionowie i podjąć lepiej płatne zajęcie w podobnej restauracji w Łodzi. Ishwora S. oskarżał pracowników, że chcą mu zepsuć biznes.

Świadek powiedział też, że 26 grudnia, wychodząc z restauracji „Everest”, widział jak S. i K. oraz trzeci mężczyzna wchodzą do lokalu, w którym był ich szef. O tym, co zdarzyło się w środku, opowiedział mu nazajutrz Sanjeev K. Mówił, że udusił pracodawcę. Jednym z powodów miała być próba wymuszenia przez 37-latka pieniędzy od pracowników za legalizację ich pobytu w Polsce oraz powtarzające się groźby deportacji.

Prokurator z Prokuratury Rejonowej w Legionowie ustalił, że Sanjeev K. przygotował sobie alibi na wypadek zatrzymania. Prosił swoją dziewczynę, by podczas przesłuchania zapewniała, że noc, w którą doszło do zabójstwa, spędzili razem. Natomiast 27 grudnia mężczyzna na własną rękę „szukał” Ishwora S., jeżdżąc po ulicach Legionowa. Kobieta nie wiedziała, że jej partner zabił pracodawcę.

To ich zdradziło
30 grudnia zatrzymano Sanjeeva K. i Tapendera S. Ich obecność na miejscu zbrodni, a następnie w miejscu znalezienia zwłok potwierdziły m.in. dane logowań ich telefonów komórkowych. Badania osmologiczne i genetyczne dowiodły, że obaj oskarżeni byli w samochodzie, w którym znaleziono zwłoki. Saini A., trzeci podejrzany – znajomy zabójców – został zatrzymany 3 stycznia 2019 roku.

Podczas pierwszego przesłuchania Sanjeev K. nie przyznał się do winy. Zmienił swoje wyjaśnienia dopiero podczas posiedzenia aresztowego – opowiedział, że to on zacisnął szalik na szyi szefa, a Tapender S. trzymał ofiarę. Kilka tygodni później oskarżony wysłał do prokuratora pismo, w którym winę za zabójstwo zrzucił na Tapendera S. Sanjeev K. nie chciał wziąć udziału w wizji lokalnej. Tapender S. nie przyznał się do winy w toku śledztwa. Udziału w zbrodni nie potwierdzał także Saini A.

Wyrok sądu

Jak ustaliła Polska Agencja Prasowa, wyrok w tej sprawie zapadł w lutym br., po przeprowadzeniu 14 rozpraw. Wydała go sędzia Małgorzata Wasylczuk, a w składzie orzekającym drugim sędzią była Barbara Piwnik.

Sąd uznał, że 28-letni Sanjeev K. i 29-letni Tapender S. są winni zabójstwa właściciela restauracji „Everest” w Legionowie. Sani A. został przed Sąd Okręgowy Warszawa-Praga uniewinniony od zarzucanej mu zbrodni. Tapender S. został także skazany za posiadanie marihuany, którą znaleziono przy nim w chwili zatrzymania.

29-latek został skazany na karę łączną ośmiu lat pozbawienia wolności. 28-letniemu Sanjeevowi K. sąd wymierzył karę 10 lat więzienia. Żaden z nich nie był wcześniej karany. Obaj skazani mają wyższe wykształcenie.

Mężczyznom groziło dożywocie. Oskarżyciel publiczny, który wnioskował o wyższe kary dla sprawców zbrodni, złożył do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga wniosek o sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku. Po zapoznaniu się z jego treścią zostanie wywiedziona apelacja, ponieważ orzeczone przez sąd kary są w ocenie prokuratury niewspółmierne do zarzucanych oskarżonym czynów.
Źródło info i foto: interia.pl

Nigeria: Porwano 371 uczennice z bursy

Grupa uzbrojonych mężczyzn przyjechała w piątek w nocy ciężarówkami do bursy szkoły na północy Nigerii i porwała 371 uczennic. To nie pierwsze porwanie w regionie w ostatnim czasie. Według służb, najczęstszym motywem takich porwań jest okup. 371 uczennic uprowadzono z jednej ze szkół na północy Nigerii. Stało się to w czasie nocnego nalotu na szkołę. To kolejne podobne porwanie w ostatnich dniach.

Według świadków, grupa około stu napastników miała przyjechać przed budynek szkoły średniej w kolumnie ciężarówek. Inni twierdzą jednak, że porywacze przyszli na piechotę. Lokalne władze informują, że spośród ponad 400 dziewczynek, które były w tym czasie w szkolnej bursie, uprowadzono 371 uczennic.

Nigeria. Trwa akcja poszukiwawcza porwanych uczennic

Na miejscu trwa zakrojona na szeroką skalę akcja poszukiwawcza, a policja twierdzi, że ślady prowadzą do pobliskiego lasu. Część zdesperowanych rodziców sama wyruszyła na poszukiwania. Żadna z grup nie przyznała się na razie do porwania. Policja podkreśla, że najczęstszym motywem takich porwań w Nigerii jest okup. W ubiegłym tygodniu w sąsiednim Nigrze uprowadzono 42 osoby, w tym 27 dzieci.

To kolejne porwanie uczennic w Nigerii

Za najgłośniejszym porwaniem – 276 uczennic z miasta Chibok w Nigerii – stała radykalna islamska grupa partyzantów Boko Haram. Po tym zdarzeniu wspólnota międzynarodowa zebrała ponad 20 milionów dolarów na zabezpieczenie szkół w Nigerii.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Areszt dla Łukasza B. ws. śmierci 3-letniej Hani

Na trzy miesiące aresztował świdnicki sąd 25-letniego Łukasza B., który wraz z matką 3-letniej Hani z Kłodzka, jest podejrzany o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem i zabójstwo dziecka. Prokurator zaskarżył również decyzje o miesięcznym areszcie dla matki dziecka – Lucyny K. O zastosowaniu aresztu wobec B. poinformowała w piątek wieczorem PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy prok. Tomasz Orepuk.

3-latka zmarła w nocy z piątku na sobotę w szpitalu w Kłodzku na Dolnym Śląsku. Dotychczas prokuratura analizowała wersję przedstawianą przez matkę dziewczynki, z której wynikało, że postawiła dziecko pod prysznicem z zimną wodą po tym, gdy zmoczyło się ono w łóżeczku. Dziewczynka miała być pod zimną wodą od trzech do pięciu minut. Zaczęła wymiotować, słabnąć i wykazywać oznaki nieprzytomności. Wtedy wezwano pogotowie ratunkowe. Mimo reanimacji, 3-latki nie udało się uratować.

Pierwotnie matce dziecka, 30-letniej Lucynie K., postawiono w Prokuraturze Rejonowej w Kłodzku zarzut znęcania się nad 3-latką poprzez stosowanie przemocy fizycznej w postaci klapsów oraz szarpania. Kobieta decyzją sądu została tymczasowo aresztowana na miesiąc. Jej konkubent, 25-letni Łukasz B., usłyszał wówczas zarzut znęcania się nad 3-latką poprzez stosowanie przemocy fizycznej w postaci klapsów oraz szarpania. Wobec mężczyzny zastosowano wtedy dozór policji.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy prok. Tomasz Orepuk powiedział w piątek, że sprawę śmierci 3-letniej Hani z Kłodzka przejęła Prokuratura Okręgowa w Świdnicy. Prokurator przypomniał, że w czwartek w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu przeprowadzono sekcję zwłok dziecka.

„W wyniku sekcji ustalono, że przyczyną zgonu dziecka były obrażenia wielonarządowe” – powiedział prokurator Orepuk.

Matka podała inną wersję…

Prokuratura Krajowa w komunikacie przesłanym PAP w piątek po południu poinformowała, że sekcja zwłok wykazała, iż dziewczynka doznała bardzo poważnych obrażeń jamy brzusznej. „Wyniki sekcji wykluczyły wersję zdarzenia podaną pierwotnie przez matkę, jakoby dziecko zasłabło, gdy polewała je zimną wodą” – podano.

Jak wskazano, z ustaleń śledztwa wynika, że dziewczynka była niemal codziennie bita przez matkę i jej konkubenta. „Podejrzani zadawali dziecku ciosy po plecach i po rękach, często polewali dziewczynkę lodowatą wodą” – podano.

Dowody pozwoliły na zmianę zarzutów

Prok. Orepuk powiedział PAP, że wynik sekcji oraz zebrany do tej pory materiał dowodowy pozwolił na zmianę wcześniej postawionych zarzutów. Matka dziecka oraz jej konkubent są teraz podejrzani o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad 3-letnią Hanią oraz jej zamordowanie. Prokuratura Krajowa podała zaś, że K. i jej konkubent przyznali się do pobicia dziecka. Według ustaleń śledztwa B. kopnął leżącą na podłodze dziewczynkę w brzuch – podała PK.

25-latek został zatrzymany w czwartek i tego dnia prokurator postawił mu zarzuty. Również w czwartek zmieniono zarzuty matce dziecka. Prokuratora złożyła do sądu wniosek o trzymiesięczny areszt dla Łukasza B., który został w piątek późnym popołudniem pozytywnie rozpatrzony przez Sąd Rejonowy w Świdnicy.

Prokurator Orepuk dodał, że śledczy zaskarżyli również decyzję o miesięcznym areszcie dla Lucyny K; wnioskują, aby kobieta została aresztowana na trzy miesiące.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójstwo dziennikarza. Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na Arabię Saudyjską

Administracja prezydenta USA Joe Bidena ogłosiła sankcje i zakazy wizowe dla obywateli Arabii Saudyjskiej w związku z zabiciem saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego w 2018 roku. Powstrzymano się od nałożenia sankcji na księcia Mohammad ibn Salmana. To pokłosie upublicznionego raportu wywiadu USA, w którym stwierdzono, że następca tronu Arabii Saudyjskiej Mohammad ibn Salman zlecił operację pojmania lub morderstwa Chaszodżdżiego.

Ministerstwo finansów USA nałożyło sankcje na byłego zastępcę szefa wywiadu Arabii Saudyjskiej Ahmeda al-Asiriego oraz siły szybkiego reagowania Saudyjskiej Gwardii Królewskiej. Podmioty objęte sankcjami mają zamrożone wszelkie aktywa w USA, a obywatele Stanów Zjednoczonych mają zabronione prowadzenie z nimi interesów.

Ograniczenia wizowe

W związku z zabójstwem Chaszodżdżiego Stany Zjednoczone wprowadziły również ograniczenia wizowe dla 76 obywateli Arabii Saudyjskiej. To działanie w ramach szerszej polityki skierowanej do rządów, które prowadzą działania przeciwko dziennikarzom i dysydentom poza granicami ich państw. „Ze względu na bezpieczeństwo dla wszystkich w naszych granicach, sprawcy atakujący w dysydentów w imieniu jakiegokolwiek obcego rządu nie powinni mieć możliwości dotarcia na terytorium Stanów Zjednoczonych” – przekazał w oświadczeniu sekretarz stanu Anthony Blinken.

Mimo obciążenia Mohammada ibn Salmana Waszyngton nie zdecydował się ukarać bezpośrednio następcy saudyjskiego tronu, który de facto rządzi krajem. Do takiego kroku w piątek wezwała USA ekspertka ONZ ds. praw człowieka Agnes Callamard. Jej zdaniem władze Arabii Saudyjskiej powinny także ujawnić szczegóły morderstwa.

Zwłok nie odnaleziono

Opozycyjny wobec władz w Rijadzie Chaszodżdżi został zabity w saudyjskim konsulacie w Stambule, do którego poszedł 2 października 2018 roku, by załatwić formalności związane ze ślubem. Władze saudyjskie przez długi czas twierdziły, że nie mają nic wspólnego z jego zaginięciem, ale ostatecznie przyznały, że doszło do zabójstwa, gdy zawiodły próby nakłonienia dziennikarza do dobrowolnego powrotu do kraju. Zwłok nigdy nie odnaleziono. Saudyjski prokurator przyznał, że zostały rozczłonkowane i wyniesione z konsulatu.

Stosunki USA z Arabią Saudyjską

Poprzedni prezydent USA Donald Trump nigdy nie chciał publicznie obwiniać Mohammada ibn Salmana, dbając o sojusz z Arabią Saudyjską, którą traktował jako filar swojej antyirańskiej strategii i lojalnego kupca amerykańskiej broni. Biden od dawna jednak utrzymywał, że z powodu kontrowersji, które narosły wokół sprawy Chaszodżdżiego i naruszania praw człowieka, Arabia Saudyjska powinna być traktowana przez USA z większym dystansem.

Wysoki rangą urzędnik administracji Bidena, zastrzegając anonimowość, powiedział, że nowe podejście Waszyngtonu do relacji z Rijadem ma na celu „stworzenie nowego punktu wyjścia” bez zrywania podstaw stosunków na Bliskim Wschodzie.
Źródło info i foto: interia.pl

Policjanci zlikwidowali dwa laboratoria metamfetaminy. Mocne uderzenie w śląski narkobiznes

4 osoby zatrzymane, w tym 2 „chemików”, zlikwidowane 2 „laboratoria” narkotyków syntetycznych, przejęte narkotyki, substancje i urządzenia służące do ich produkcji, to efekt ostatnich działań CBŚP. Sprawy nadzorują dolnośląska Prokuratura Krajowa oraz Prokuratura Rejonowa w Lwówku Śląskim. 3 osoby zostały tymczasowo aresztowane. Wszystko wskazuje na to, że narkotyki produkowane w tych „wytwórniach” mogły trafiać głównie na Dolny Śląsk, ale także do Czech i Niemiec.

Policjanci Zarządu we Wrocławiu Centralnego Biura Śledczego Policji w ostatnim czasie na terenie województwa dolnośląskiego zlikwidowali dwa „laboratoria” produkujące narkotyki syntetyczne, głównie metamfetaminę, a także zatrzymali osoby podejrzane, w tym tzw. „chemików”. Akcje przeprowadzono na terenie powiatów zgorzeleckiego oraz lwóweckiego, a sprawy nadzorują odpowiednio Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu oraz Prokuratura Rejonowa w Lwówku Śląskim.

W ramach działań przeprowadzonych przez funkcjonariuszy CBŚP, przy wsparciu policjantów z Komendy Powiatowej Policji w Zgorzelcu, w powiecie zgorzeleckim przeszukano dwie nieruchomości, w których mogła odbywać się produkcja narkotyków. W jednym z obiektów policjanci odkryli, a następnie zabezpieczyli linię produkcyjną narkotyków syntetycznych. Zatrzymali 2 osoby, w wieku 44 i 42 lat, a także przejęli urządzenia i prekursory niezbędne do produkcji metamfetaminy. Z ustaleń śledczych wynika, że jedna z osób zatrzymanych to tzw. „chemik”, który odpowiadał za cały proces produkcyjny.

W wyniku przeszukań funkcjonariusze zabezpieczyli m.in. palniki gazowe i elektryczne, naczynia laboratoryjne i żaroodporne, jak również ponad 35 litrów różnych środków chemicznych, mogących służyć do wytwarzania narkotyków. Ponadto przejęli kanistry z substancjami poprodukcyjnymi oraz gotową metamfetaminę, a także pseudoefedrynę, z której można by uzyskać kolejną porcję tego narkotyku. Funkcjonariusze zabezpieczyli nawet odręcznie napisane instrukcje wytwarzania metamfetaminy, jak również pieniądze na poczet ewentualnych grzywien.

Ze wstępnych szacunków śledczych wynika, że wartość przejętych narkotyków, substancji chemicznych oraz zabezpieczonych urządzeń to kilkadziesiąt tysięcy złotych, a samo „laboratorium” mogło działać w okresie od grudnia 2020 do stycznia 2021 roku. Wyprodukowane narkotyki mogły trafiać na dolnośląski czarny rynek, jak również do Czech i Niemiec. Podejrzany mężczyzna usłyszał zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz wytwarzania znacznych ilości narkotyków. Decyzją sądu został on tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.

Kolejną akcję przeprowadzono w powiecie lwóweckim, gdzie policjanci CBŚP w jednym z budynków mieszkalnych odkryli kolejne „laboratorium” metamfetaminy. Funkcjonariusze zatrzymali 2 osoby, w wieku 25 i 33 lata, w tym także kolejnego „chemika”. Przejęli również urządzenia służące do produkcji narkotyków, w tym palniki elektryczne i urządzenia żaroodporne, a także 32 litry chemikaliów mogących służyć do produkcji narkotyków syntetycznych oraz gotową metamfetaminę oraz MDMA.

Z ustaleń śledczych wynika, że „wytwórnia” metamfetaminy działała od września 2020 roku do lutego 2021 roku, a produkowany tam narkotyk mógł potem trafiać na teren województwa dolnośląskiego. W Prokuraturze Rejonowej w Lwówku Śląskim zatrzymanym przedstawiono zarzuty wytwarzania znacznych ilości narkotyków. Sąd tymczasowo aresztował podejrzanych na okres 3 miesięcy.

Obecnie śledczy wyjaśniają wszystkie okoliczności tych spraw, czyli ile narkotyków mogło zostać wyprodukowane, a następnie wprowadzone na rynek oraz inne osoby mogące mieć związek z procederem. Za produkcję znacznych ilości narkotyków grozi kara pozbawienia wolności nawet do 15 lat.
Źródło info i foto: Policja.pl

Świdnica: Skatowana 3-letnia Hania z Kłodzka. Łukasz B. zostanie aresztowany?

Prokuratura Okręgowa w Świdnicy chce, by sąd aresztował tymczasowo 25-letniego Łukasza B., który wraz z matką 3-letniej Hani z Kłodzka jest podejrzany o znęcanie się i zabójstwo dziecka. Dziewczynka miała umrzeć z wychłodzenia, po tym jak matka polewała ją zimną wodą za posikanie łóżeczka. Po sekcji zwłok okazało się jednak, że 3-latka zmarła z powodu urazów wielonarządowych.

3-letnia Hania zmarła w nocy z piątku na sobotę w szpitalu w Kłodzku na Dolnym Śląsku. Jej matka twierdziła, że umieściła ją pod prysznicem z zimną wodą za to, że zmoczyła się w łóżeczku. Dziewczynka miała przebywać pod zimną wodą od trzech do pięciu minut. Zaczęła wymiotować, słabnąć i wykazywać oznaki nieprzytomności. Wtedy wezwano pogotowie ratunkowe. 3-latki nie udało się uratować.

Pierwotnie 30-letniej matce trojga dzieci postawiono zarzut znęcania się nad córeczką. Kobieta została tymczasowo aresztowana na miesiąc. Teraz – kiedy postawiono jej zarzut znęcania się i zabójstwa dziecka – prokuratura chce zaskarżyć tę decyzje. Złożyła też wniosek o areszt dla 25-letniego konkubenta Lucyny K., który na dzień dzisiejszy ma dozór policyjny. Sekcja zwłok, przeprowadzona w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu, wykazała bowiem, że Hania nie zmarła z wyniku wyziębienia organizmu, ale na skutek wielonarządowych urazów.

„Rodzina dysfunkcyjna, ale nie patologiczna”

Rzecznik Sądu Okręgowego w Świdnicy sędzia Marzena Rusin-Gielniewska poinformowała, że sąd ustalił dozór kuratora sądowego dla najstarszej 8-letniej córki Lucyny K. w 2015 roku, a dla zmarłej 3-latki w 2019 roku. Kobieta ma jeszcze trzecią 10-miesięczną córeczkę, której ojcem jest obecny partner.

„To była może rodzina dysfunkcyjna, ale nie patologiczna. Dzieci były czyste, zadbane i miały zapewnione podstawowe życiowe potrzeby, takie jak pożywienie, środki czystości, ubranie, zabawki. Najstarsza córka miała bardzo dobre wyniki w nauce. Nie ma sygnałów o problemach z alkoholem czy nałogami w tej rodzinie” – powiedział sędzia.

Dodała, że kurator ostatni raz wizytował tę rodzinę 15 lutego, a asystent był w tym domu 17 lutego (dwa dni przed śmiercią dziecka – przyp. RMF FM) i wówczas nic nie wskazywało na to, że może „dojść do takiego nieszczęścia”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zachęcił 14-letnią Roksanę do ucieczki z domu i uwięził ją w lesie. Jest akt oskarżenia

14-letnia Roksana chciała uciec z domu. Pomocy szukała w sieci. To tam odnalazł ją 37-letni mieszkaniec powiatu lwóweckiego, który podając się za jej rówieśniczkę, zachęcił ją do przyjazdu do siebie. Później przetrzymywał dziewczynkę w lesie.

14-letnia Roksana długo planowała ucieczkę z domu. Nie miała jednak na tyle odwagi, by zrealizować swój pomysł. Do działania pchnął ją 37-latek, który, podając się za jej rówieśniczkę, zachęcił ją do przyjazdu do siebie. Wymiana informacji była prowadzona tak, by miejscem ucieczki były okolice Bolesławca, a później Lwówka Śląskiego.

37-latek poprzez rozmowy internetowe zmanipulował Roksanę. 14-latka była przekonana, że na miejscu odbierze ją znajomy koleżanki poznanej w sieci. Tymczasem na dworzec przybył sam zainteresowany, który całą akcję dobrze zaplanował.

Dziewczyna zamiast iść do szkoły, we wrześniowy poniedziałek ubiegłego roku wsiadła do pociągu w stronę Bolesławca. Po drodze zafarbowała blond włosy na czarno i zmieniła styl ubioru, by nikt jej nie rozpoznał.
Źródło info i foto: wp.pl

Są już wyniki sekcji zwłok Kasi Lenhardt

Znane są już wyniki sekcji zwłok zmarłej Kasi Lenhardt, byłej partnerki Jerome’a Boatenga. Jak poinformowała Prokuratura Generalna w Berlinie, w sprawie wykluczono udział osób trzecich. Wszystko wskazuje na to, że niemieccy prokuratorzy nie mieli zamiaru dzielić się wiedzą na temat sekcji zwłok. Sytuacja zmieniła się jednak po tym, jak wznowiono śledztwo w sprawie Jerome’a Boatenga. Choć sprawa Boatenga dotyczy oskarżenia o napaść z końcówki 2019 roku, sieć zalała lawina komentarzy, sugerujących bezpośredni związek piłkarza ze śmiercią polskiej modelki. To spowodowało, że prokuratura zajęła oficjalne stanowisko w tej sprawie.

„Śledztwo w sprawie śmierci Kasi Lenhardt: Sekcja zwłok w Instytucie Medycyny Sądowej Charité w Berlinie nie wykazała żadnych dowodów na udział osób trzecich. Dalsze informacje nie zostaną udzielone” – poinformowała Prokuratura Generalna w Berlinie.

Wszystko wskazuje więc na to, że 25-letnia Polka, która na początku lutego została znaleziona martwa w swoim mieszkaniu w Berlinie, popełniła samobójstwo. Potwierdza to nagranie prof. Michaela Tsokosa, który przeprowadzał sekcję zwłok. Na udostępnionym krótkim nagraniu mówił:

– Ona nie została zabita. W ostatnich kilku dniach na portalach społecznościowych krążyły plotki, że została zabita, a sekcja zwłok i dalsze badania medycyny sądowej nie zostały przeprowadzone rzetelnie. Z tego też powodu nagrywam się tutaj w porozumieniu z prokuratorem w Berlinie, ponieważ sam przeprowadziłem sekcję zwłok – zadeklarował Tsokos.
Źródło info i foto: interia.pl

Małopolska: 62-latek zabił żonę i popełnił samobójstwo

62-letni mężczyzna z Woli Kosnowej (woj. małopolskie) najprawdopodobniej zabił 56-letnią żonę, a następnie popełnił samobójstwo – podają małopolskie media. Śledczy na razie nie ujawniają szczegółów sprawy. Do tragicznego zdarzenia doszło w środę w Woli Kosnowej w gminie Łącko w powiecie nowosądeckim. Jak podaje „Gazeta Krakowska”, policja odkryła ciała 56-letniej kobiety i 62-letniego mężczyzny na podwórku przed domem.

Portal Sądeczanin.info podał nieoficjalnie, że mężczyzna był myśliwym i trzymał w domu broń. Podobno już niejeden raz groził nią swojej żonie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl