Olsztyn: Zdewastowano kilkadziesiąt dziecięcych nagrobków

Kilkadziesiąt nagrobków dzieci zostało zniszczonych przez wandali na cmentarzu przy ul. Poprzecznej w Olsztynie. Wandale połamali i porozbijali tablice i krzyże na dziecięcych grobach. Zniszczenia powstały w kwaterze grobów dziecięcych. Kilkadziesiąt grobów zostało uszkodzonych w różnym stopniu, są poprzewracane stele, połamane krzyże. Na szczęście nie było ingerencji w groby – mówi dyrektor Zarządu Cmentarzy Komunalnych w Olsztynie Zbigniew Kot.

Wygląda to jakby tornado przeszło. Jesteśmy wstrząśnięci tym, co się stało. Tym bardziej jest to bulwersujące, że chodzi o kwaterę dziecięcych grobów – dodaje.

Bramy i furtki cmentarza komunalnego przy ulicy Poprzecznej są zamykane na noc. Najprawdopodobniej sprawcy musieli przeskoczyć przez ogrodzenie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: Sprawca zamachu w Bostonie zostanie skazany na śmierć? Sąd Najwyższy rozpatrzy wniosek

Amerykański Sąd Najwyższy wydał zgodę na rozpatrzenie wniosku o karę śmierci dla Dżochara Carnajewa, terrorysty, który wraz z bratem przeprowadził zamach bombowy w czasie bostońskiego maratonu w 2013 roku. Mężczyzna odbywa obecnie karę dożywotniego pozbawienia wolności. O przywrócenie kary śmierci dla zamachowca wnioskowała administracja poprzedniego prezydenta Donalda Trumpa.

Podczas ataku 15 kwietnia 2013 roku z użyciem dwóch bomb zginęły trzy osoby, a ponad 260 zostało rannych. Starszy brat Carnajewa, 26-letni Tamerlan, został zabity w strzelaninie z policją trzy dni później. Ranny Dżochar został ujęty.

W czerwcu roku 2015 roku został skazany na najwyższy wymiar kary między innymi za zabicie Krystle Campbell, Martina Richarda oraz Lingzi Lu, a także policjanta Seana Colliera. Jest przetrzymywany w więzieniu federalnym o zaostrzonym rygorze w Florence, w stanie w Kolorado.

W lipcu ubiegłego roku federalny sąd apelacyjny uchylił wcześniejszy wyrok śmierci na terrorystę. Przychylając się do wniosku obrony uznał ich argumenty, że Dżochar Carnajew ma prawo do nowego procesu, ponieważ sędziowie przysięgli byli stronniczy, a przy ich wyborze popełniono błędy. Podkreślił jednak, że sprawca zamachu dopuścił się „niewyobrażalnie brutalnych czynów (…) i spędzi pozostałe mu dni w więzieniu”.

O interwencję do Sądu Najwyższego zwróciła się administracja byłego prezydenta Donalda Trumpa. Przypomniała, że bomby „spowodowały oszałamiające obrażenia, a po wybuchu ulica wyglądała jak pobojowisko”. W petycji do Sądu Najwyższego rząd przedstawił wydarzenia, które miały miejsce w dniu zamachu i skrytykował orzeczenie sądu apelacyjnego po jednym z „najważniejszych postępowań w procesie o terroryzm w historii naszego narodu”.

We wniosku do Sądu Najwyższego prawnicy administracji Trumpa napisali, że jeśli nie podejmie działań, prokuratorzy będą musieli powtórzyć proces. Jak przekonywali, „ofiary, potencjalni sędziowie przysięgli, sąd okręgowy, rząd i naród” nie powinni ponosić ciężaru wysiłków w sprawie przywrócenia kary śmierci.

CNN zwraca uwagę, że nie jest jasne, czy nawet gdyby kara śmierci w sprawie Carnajewa została przywrócona, wyrok zostałby wykonany. Administracja prezydenta Joe Bidena przeciwna jest bowiem skazywaniu przez sądy federalne na karę śmierci.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Moskiewski sąd odrzucił skargę ws. otrucia Nawalnego

Sąd w Moskwie odrzucił w poniedziałek skargę obrońców Aleksieja Nawalnego na Komitet Śledczy, który – zdaniem obrońców – powinien był wszcząć śledztwo wobec funkcjonariuszy Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB), zamieszanych w próbę otrucia opozycjonisty. Sprawę rozpatrywał sąd wojskowy w Moskwie. Uznał on za zgodną z prawem decyzję Komitetu Śledczego, który w styczniu odmówił wszczęcia postępowania wobec funkcjonariuszy FSB. Zabiegali o to współpracownicy Nawalnego, którzy wnioskowali o sprawdzenie, czy funkcjonariusze są powiązani z próbą otrucia opozycjonisty w sierpniu zeszłego roku.

Sędzia Andriej Tkaczenko zauważył, oddalając skargę, że wcześniej również MSW Rosji odmówiło wszczęcia postępowania karnego w tej kwestii.

Brak postępowania po otruciu Nawalnego 

W grudniu 2020 roku portale Bellingcat i Insider podały, że w próbę otrucia Nawalnego zamieszani byli eksperci FSB od broni chemicznej. Należeli oni do specjalnej jednostki FSB i podążali za opozycjonistą w czasie jego podróży do Tomska, podczas której użyto przeciwko niemu bojowego środka chemicznego z grupy tzw. nowiczoków.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Piłkarz Jagiellonii Białystok, Kamil W. z zarzutami

Piłkarz Jagiellonii Białystok, Kamil W., który w niedzielę spowodował stłuczkę samochodową uciekając przed policją, usłyszał zarzuty – poinformowała Polska Agencja Prasowa. Grozi mu nawet kilka lat więzienia.

Jako pierwszy o całej sprawie poinformował Onet. Pierwsze doniesienia mówiły o tym, że piłkarz nie zatrzymał się do kontroli drogowej i zaczął uciekać przed policjantami. Ostatecznie spowodował stłuczkę, opuścił pojazd i kontynuował ucieczkę na piechotę. W poniedziałek sam zgłosił się na komisariat policji, gdzie został przesłuchany. Został poddany tez badaniu narkotestem. Ten wykazał, że 23-latek był pod wpływem środków odurzających.

PAP poinformował, że piłkarz usłyszał już zarzuty. Dotyczą one przestępstwa przeciw bezpieczeństwu w komunikacji. Kamil W. nie zatrzymał się do kontroli mimo poleceń policji. Ta chciała zatrzymać piłkarza, bo przekroczył prędkość w terenie zabudowanym. – Kierowca mercedesa nie zareagował na sygnały policjantów do zatrzymania się, uciekł, a następnie porzucił samochód – powiedział rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa. Kamilowi W. grozi od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.

Jednak to nie jedyny kłopot piłkarza. – Kierowcy została pobrana krew do badania na zawartość środków odurzających w organizmie – powiedziała Elżbieta Zaborowska z zespołu prasowego podlaskiej policji. Jeżeli badania krwi wykażą obecność takich substancji, to Kamil W. usłyszy kolejny zarzut – prowadzenia pojazdu pod wpływem. Za to grozi grzywna, kara ograniczenia wolności lub do dwóch lat więzienia.

Kamil W. został zwolniony do domu. Kiedy stawi się w klubie, ten najprawdopodobniej zerwie z nim umowę z winy zawodnika. Jagiellonia Białystok wystosowała już oświadczenie, w którym zapowiada wyciągnięcie surowych konsekwencji wobec piłkarza.
Źródło info i foto: Sport.pl

USA: Masakra w supermarkecie w Boulder . Nie żyje 10 osób

BOULDER, CO – MARCH 22: Healthcare workers walk out of a King Sooper’s Grocery store after a gunman opened fire on March 22, 2021 in Boulder, Colorado. Dozens of police responded to the afternoon shooting in which at least one witness described three people who appeared to be wounded, according to published reports. Chet Strange/Getty Images/AFP) == FOR NEWSPAPERS, INTERNET, TELCOS & TELEVISION USE ONLY ==

W masowej strzelaninie w supermarkecie w miejscowości Boulder w stanie Kolorado w USA, zginęło 10 osób, w tym policjant. Podejrzany o masakrę mężczyzna, który doznał obrażeń, został zatrzymany. W miejscowości Boulder w stanie Kolorado rozpętała się ona w jednym ze sklepów. O 10 zabitych poinformowała początkowo agencja Associated Press, powołując się na źródła policyjne. 

W strzelaninie w Boulder w Kolorado zginął funkcjonariusz policji. To 51-letni Eric Talley, o czym poinformowała lokalna policja na konferencji prasowej.

Wcześniej podczas konferencji prasowej komendant policji w Boulder, Kerry Yamaguchi, odmówił w rozmowie z mediami podania szczegółów, zasłaniając się bardzo wczesnym etapem śledztwa. Powiadomił o zabiciu jednego funkcjonariusza oraz zatrzymaniu podejrzanego.

„Policja/koroner nie ujawnią nazwisk innych ofiar, dopóki rodziny nie zostaną powiadomione” – dodała policja z Boulder na Twitterze. Na pokazywanym przez stacje telewizyjne nagraniu wideo widać, jak funkcjonariusze policji wyprowadzają ze sklepu rannego mężczyznę zakutego z tyłu w kajdanki. Był bez koszuli, odziany tylko w bokserki. Umieszczono go na noszach i załadowano do karetki.

Rzecznik szpitala Boulder Community Health, Rich Sheehan poinformował o przewiezieniu tam karetką jednej osoby z supermarketu. Przyznał, że pacjent poddany został leczeniu, ale odmówił sprecyzowania charakteru obrażeń lub stanu jego zdrowia. Reuters podał cytat kilku świadków strzelaniny, m.in. Deana Schillera, który przedstawił się jako dziennikarz transmitujący na żywo z miejsca zbrodni dla kanału YouTube ZFG Videography. Opisywał w wywiadach dla lokalnych mediów, że słyszał coś, co brzmiało jak wystrzał, gdy wychodził ze sklepu spożywczego. Zauważył też trzy rzekome ofiary, ale nie potrafił ocenić, w jakim były stanie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest wyrok za napaść na policjantów w czasie Marszu Równości

Na rok więzienia w zawieszeniu i konieczność zapłaty na cel społeczny 3 tys. zł świadczenia pieniężnego skazał w poniedziałek Sąd Rejonowy w Białymstoku młodego mężczyznę oskarżonego m.in. o czynną napaść na policjantów w czasie Marszu Równości. Skazany był uczestnikiem kontrmanifestacji. Wyrok nie jest prawomocny.

Marsz Równości z lipca 2019 roku odbywał się pod hasłem „Białystok domem dla wszystkich”; był legalny, ale towarzyszyło mu kilka kontrmanifestacji, których uczestnicy kilkakrotnie próbowali go zablokować. W stronę uczestników marszu rzucano kamieniami, petardami, jajkami i butelkami, wykrzykiwano też obraźliwe słowa, policja musiała użyć gazu.

Rzucanie kostką brukową

Ostatecznie ustaliła ponad 140 osób, które popełniły różne wykroczenia, w kilku przypadkach były też zarzuty karne, m.in. dotyczące pobić. Białostockie sądy wciąż zajmują się tymi sprawami.

Oskarżonemu, którego sprawą sąd rejonowy zajmował się w poniedziałek, prokuratura zarzuciła udział w zbiegowisku, którego celem było zablokowanie przejścia uczestników Marszu Równości oraz czynną napaść na kilku policjantów zabezpieczających to zgromadzenie, w stronę których miał rzucać kostką brukową.

Proces zakończył się w ciągu jednego dnia, oskarżony złożył wniosek o wyrok bez konieczności przeprowadzania postępowania dowodowego. W śledztwie przyznał się do udziału w blokowaniu marszu, ale nie do czynnej napaści na funkcjonariuszy. „Rzucałem, ale nie w stronę policji tylko w zupełnie inną stronę. To było pod presją tłumu” – mówił wtedy. Przed sądem zapewniał, że żałuje tego co zrobił i powtórzył, że był pod presją tłumu. Prosił o łagodną karę.

– Wszystko, co było w aktach sprawy, za wyjątkiem części wyjaśnień, ewidentnie świadczyło o tym, że pan popełnił zarzucane mu przestępstwo – mówił w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Piotr Markowski. Zwracając się do skazanego powiedział, że oznacza to, iż nie toleruje on „innych osób”. – A nasza przestrzeń jest dla każdego, należy się i tym, co inaczej myślą i tym, co po pana myśli myślą – mówił podkreślając, że chodzi o to, by nie naruszało to wolności innych obywateli.

Sędzia mówił, że dowody na to, iż skazany rzucał w policjantów kostką brukową „są ewidentne”. – To, co działo się w tamtym miejscu niestety z tolerancją nie ma nic wspólnego – dodał.

Jaka kara?

Sędzia Markowski wyjaśnił, że wpływ na zawieszenie wykonania kary (na trzy lata) miała dotychczasowa niekaralność sprawcy oraz to, że wyraził żal.

Świadczenie pieniężne (wpłata na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej) ma być finansową dolegliwością pokazującą, że „nie opłaca się w ten sposób postępować”. – Warunkowe zawieszenie wykonania kary ma nie oznaczać, że pan bezrefleksyjnie wyjdzie z tej sali i pomyśli sobie, że udało się. Tylko że będzie nadzór kuratora, będzie długi okres próby i ta wpłata w kwocie 3 tys. zł, która – gdy pan będzie ją uiszczał – z pewnością spowoduje myślenie, że nie opłacało się – powiedział sędzia.

Skazany ma też zapłacić 1,4 tys. zł kosztów sądowych. Sędzia powtórzył, że to również powinno dać do myślenia i świadczyć o tym, że „chyba jednak się nie opłaca”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Seksafera znów uderza w Australię. Wypłynęły sekstaśmy, rejestrujące stosunek płciowy w budynku parlamentu

Australijski kryzys związany z przemocą seksualną przybiera na sile. Po ogólnokrajowych manifestacjach wyrażających poparcie dla Brittany Higgins światło dzienne ujrzały sekstaśmy, rejestrujące stosunek płciowy w budynku parlamentu. O sprawie informuje m.in. BBC.

Temat „toksycznych” polityków i seksualnych nadużyć nadal trawi Australię, stając się w ostatnich dniach jedną z dominujących kwestii w tym kraju. Wszystko zaczęło się od ujawnienia w lutym przez 26-letnią Brittany Higgins sprawy rzekomego gwałtu z 2019 roku.

Pracując jako doradczyni medialna minister przemysłu obronnego Lindy Reynolds, Higgins miała zostać zgwałcona w gabinecie swojej szefowej. Później w tym samym gabinecie musiała odbyć z przełożoną rozmowę na ten temat i pod wytworzoną presją podjęła decyzję o niezgłaszaniu sprawy na policji. Dopiero w styczniu 2021 roku zrezygnowała z pracy w resorcie i uznała, że będzie dochodzić swoich praw w sądzie.

Australijskie #meToo roku 2021

Od tamtego momentu przez kraj przetoczyły się manifestacje poparcia dla byłej pracownicy ministerstwa. Ubrani na czarno demonstrujący często występowali z transparentami, wyliczającymi nazwiska ofiar śmiertelnych przestępstw seksualnych w kraju. Wściekłość protestujących podsycały kolejne doniesienia o przypadkach przemocy i dyskryminacji, związane z osobami zajmującymi wysokie stanowiska w australijskiej polityce, ale także z ich współpracownikami.

Jedną z najgłośniejszych spraw był rzekomy gwałt prokuratora generalnego kraju Christiana Portera. Zarzucono mu, że w 1988 roku zgwałcił 16-latkę, która w 2020 roku popełniła samobójstwo. Dziewczyna dopiero przed rokiem zgłosiła się na policję, ale formalnie nie rozpoczęła procedury prawnej. W marcu tego roku policja ogłosiła zakończenie dochodzenia w tej sprawie w związku z „brakiem wystarczających dowodów”.

Sekstaśmy z parlamentu

Najnowszą odsłoną australijskiego łańcucha skandali są sekstaśmy, które wykonano w tamtejszym parlamencie. Jedno z nagrań pokazuje scenę seksu przy biurku należącym do posłanki. Premier Scott Morrison opisał całą scenę mianem „haniebna”. Widocznego na nagraniu asystenta zwolniono.

Materiał wideo został opublikowany przez byłego pracownika obsługi rządu. Oprócz wypuszczenia do sieci nagrań – pochodzących sprzed około dwóch lat – opowiedział on także o przypadkach kopulacji w kaplicy oraz sprowadzaniu do parlamentu pracowników seksualnych. Całość tych zachowań określił mianem „kultury mężczyzn, myślących, że mogą robić cokolwiek zechcą”, a byłych kolegów nazwał „moralnymi bankrutami”.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Zaginął 56-letni Janusz Laskowski

Zaginięcie 56-letniego mężczyzny zgłosiła jego córka w lutym 2021 r. 12 lat temu Janusz Laskowski wyjechał do Wielkiej Brytanii. Swoich bliskich w Polsce odwiedzał regularnie, jednak od 2017 r. z mężczyzną nie ma żadnego kontaktu. Wtedy ostatni raz skontaktował się telefonicznie z rodziną. 56-latek może przebywać w Londynie. Policjanci proszą o pomoc w poszukiwaniach.

Policjanci z Dobrego Miasta prowadzą poszukiwania za zaginionym Januszem Jackiem Laskowskim. Informację o zaginięciu mężczyzny, policjanci otrzymali od córki 56-latka w lutym 2021 roku.

Janusz Laskowski w 2009 roku wyjechał do Wielkiej Brytanii i do 2017 roku sporadycznie odwiedzał swoich bliskich w Polsce. Ostatni raz z rodziną skontaktował się przez telefon w 2017 roku. Policja przypuszcza, że 56-letni mężczyzna może przebywać na terenie Londynu. W przeszłości mieszkał on również w Olsztynie. Zaginiony Janusz Laskowski jest szczupłej budowy ciała, mierzy ok. 170 cm wzrostu, ma zielone oczy, a w przeszłości nosił wąsy.

Policja zwraca się z prośbą do każdego, kto może mieć informacje na temat miejsca przebywania zaginionego 56-latka, w szczególności do osób przebywających na terenie Wielkiej Brytanii. Informacje można przekazywać do jednostki prowadzącej poszukiwania tj. Komisariat Policji w Dobrym Mieście przy ul. Plac 1-go Sierpnia 1, telefonicznie pod nr 47 73 119 31, mailowo: dyzurny.dobre-miasto@olsztyn.ol.policja.gov.pl lub dzwoniąc pod nr alarmowy 112.
Źródło info i foto: se.pl

Legion Chrystusa wydał nowy raport ws. pedofili. Ok. 170 nieletnich ofiar, 27 kapłanów winnych

Od początku powstania Legionu Chrystusa ofiarami przemocy seksualnej ze strony księży padło ok. 170 nieletnich, w większości chłopców – wynika z raportu „Prawda, sprawiedliwość i uzdrowienie”, opublikowanego w tym tygodniu przez zgromadzenie. W jednej trzeciej przypadków sprawcą była jedna osoba – założyciel zgromadzenia Marcial Maciel Degollado. Dane opublikowane w raporcie nie są ostateczne, bo wciąż badane są kolejne zarzuty wobec duchownych.

Katolickie zgromadzenie Legion Chrystusa wydało w poniedziałek zaktualizowany raport dotyczący przemocy seksualnej wobec nieletnich. Poprzedni raport ukazał się pod koniec 2019 r. i obejmował okres od 1941 r., kiedy to zgromadzenie zostało założone.

W 2020 r. ponownie przeanalizowano 33 sprawy dotyczące księży Legionistów. W dwóch przypadkach nie udało się stwierdzić, czy sprawa dotyczyła molestowania osoby nieletniej. W jednym przypadku osoba, która miała być ofiarą nieżyjącego już księdza, stwierdziła, że nie doszło do przemocy seksualnej. W trzech przypadkach sprawy nie zostały jeszcze wyjaśnione, jedna z nich jest analizowana przez policję.

Pozostałych 27 przypadków zostało potwierdzonych za sprawą m.in. przyznania się do winy, procesu cywilnego lub procesu kanonicznego. 16 duchownych wciąż jest członkami zgromadzenia (jeden został wydalony ze stanu duchownego), czterech nie żyje, sześciu nie jest już kapłanami i członkami zgromadzenia, a jeden zgromadzenie opuścił.

„Spośród 16, którzy pozostają w Zgromadzeniu, 15 nie pełni publicznej posługi kapłańskiej; jeden ma posługę ograniczoną, która wyklucza posługę z nieletnimi (szkoły, grupy młodzieżowe itp.)” – informuje Legion Chrystusa.

Co więcej, w 2020 r. pojawiło się siedem nowych oskarżeń o przemoc seksualną wobec nieletnich, które nie były uwzględnione w raporcie z 2019 r. Dotyczą one sytuacji, do których miało dojść po 1970 r. Jedna ze spraw została zamknięta z powodu braku wystarczającej ilości informacji. Oskarżeń wobec drugiego kapłana nie potwierdzono. Cztery przypadki wciąż są badane.

„Jeden kapłan czeka na instrukcje Kongregacji Nauki Wiary dotyczące możliwego procesu kanonicznego. Nie pełni publicznej posługi kapłańskiej” – czytamy w komunikacie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl