Aleksiej Nawalny z powrotem wrócił do kolonii karnej w Pokrowie

Rosyjski opozycjonista Aleksiej Nawalny został z powrotem przewieziony ze szpitala więziennego we Włodzimierzu do kolonii karnej nr 2 w Pokrowie. Tam odsiaduje wyrok za rzekome malwersacje finansowe. Opozycjonista trafił do Pokrowa w obwodzie włodzimierskim w marcu. W tamtejszej kolonii karnej miał odbywać wyrok 2,5 roku pozbawienia wolności.

31 marca Nawalny ogłosił głodówkę i w kwietniu trafił do szpitala w innym zakładzie karnym, we Włodzimierzu. 23 kwietnia opozycjonista ogłosił, że przerywa protest. Podczas wychodzenia z głodówki musiał być pod kontrolą lekarzy.

W kolonii karnej w Pokrowie Aleksiej Nawalny został uznany za „więźnia skłonnego do ucieczki”. Na drodze sądowej ubiegał się o wykreślenie go z tej kategorii więźniów, ale 2 czerwca sąd odrzucił jego skargę.
Źródło info i foto: TVP.info

Śmierć małżeństwa lekarzy. Są wstępne ustalenia śledczych

Są już znane wstępne wyniki sekcji małżeństwa medyków, których ciała w ubiegłym tygodniu znaleziono na ich prywatnej posesji we wsi Zajezierce koło Zabłudowa (Podlaskie). Wykluczono porażenie prądem i bezpośrednie przyczynienie się osób trzecich. Ostateczna przyczyna śmierci powinna być znana po serii szczegółowych badań.

Chodzi o okoliczności śmierci 63-letniego prof. dr hab. Tadeusza Wojciecha Łapińskiego, wieloletniego pracownika Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku i pracownika naukowego miejscowego Uniwersytetu Medycznego oraz jego 53-letniej żony – dr Małgorzaty Michalewicz.

Ciała obojga znaleziono w minioną środę na ich prywatnej posesji. Z nieoficjalnych informacji podawanych wówczas w mediach wynikało, że na numer alarmowy zadzwonił mężczyzna, który miał udzielać pierwszej pomocy swojej żonie, wszystko działo się przy basenie zlokalizowanym na tej posesji. Po przyjeździe służb medycznych na miejsce okazało się, że nie żyją dwie osoby.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Białymstoku. Przyjęta przez nią obecnie kwalifikacja prawna, to nieumyślne spowodowanie śmierci człowieka. Kluczowe dla ostatecznej oceny będą opinie specjalistów z Zakładu Medycyny Sądowej.

– Zgromadzony do tej pory materiał dowodowy pozwolił na wykluczenie możliwości porażenia prądem oraz bezpośrednie przyczynienie się osób trzecich. Dalej będziemy dążyli do ustalenia, co było bezpośrednią przyczyną zgonu tych państwa, na przykład czy był to niefortunny zbieg okoliczności z fatalnym skutkiem – poinformował we wtorek szef tej prokuratury Karol Radziwonowicz. Dodał, że śledczy czekają na pełne wyniki sekcji, wciąż zbierane są inne dowody.

O tragedii poinformował uniwersytet

W specjalnym komunikacie wydanym w ubiegłym tygodniu Uniwersytet Medyczny w Białymstoku poinformował, że zmarli to prof. Tadeusz Wojciech Łapiński i jego żona dr Małgorzata Michalewicz.

„Z głębokim żalem zawiadamiam, że w dniu 2 czerwca br. zmarli tragicznie prof. dr hab. Tadeusz Wojciech Łapiński i jego żona dr Małgorzata Michalewicz, wieloletni pracownik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, przedstawicielka Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Pan Profesor był pracownikiem Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii, lekarzem, wieloletnim nauczycielem akademickim, absolwentem Wydziału Lekarskiego UMB w 1984 roku” – poinformowała na swojej stronie internetowej uczelnia.

Podpisany pod nekrologiem rektor UMB prof. Adam Krętowski złożył – w imieniu społeczności akademickiej – wyrazy współczucia bliskim zmarłych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Gang wyłudził 45 mln złotych unijnych dotacji. 7 osób zatrzymanych

Grupę przestępczą, która wyłudziła 45 mln zł unijnych dotacji i usiłowała wyłudzić drugie tyle, rozbiła podlaska Prokuratura Krajowa. Na jej polecenie funkcjonariusze CBŚP i Krajowej Administracji Skarbowej zatrzymali 7 osób, z których 5 trafiło do aresztu. Podejrzani występowali o unijne wsparcie z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego za pośrednictwem Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Dofinansowanie miało służyć projektom wdrażającym innowacyjne linie technologiczne z branży higienicznej.

Okazuje się, że przedstawiali dowody zakupu linii produkcyjnych, których wartość były wielokrotnie zawyżona. Sprzęt dostarczały spółki zarejestrowane w Warszawie i na Tajwanie.

Funkcjonariusze przeprowadzili akcję zatrzymań i przeszukań na Mazowszu, w Kujawsko-Pomorskiem na Pomorzu i w Świętokrzyskiem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kanada: Wjechał ciężarówką w muzułmańską rodzinę. Zginęły 4 osoby

W Kanadzie zginęło czterech członków muzułmańskiej rodziny, po tym jak wjechała w nią rozpędzona ciężarówka. Atak był zamierzony – informuje kanadyjska policja. Do ataku doszło w mieście London w prowincji Ontario. Dziewięcioletni chłopiec, który jako jedyny ocalał z wypadku, znajduje się w szpitalu. Jego obrażenia są poważne – podaje BBC.

W niedzielny wieczór, przy dobrej widoczności, ciężarówka nagle wjechała na chodnik, taranując rodzinę. Zginęły cztery osoby: dwie kobiety w wieku 77 i 44 lat, 46-letni mężczyzna oraz 15-latka. Świadkowie zdarzenia mówią o strasznym widoku i chaosie, który powstał tuż po zdarzeniu. – Musiałem zasłaniać swojej córce oczy – powiedział CTV News mężczyzna, który widział tragiczne sceny.

Policja schwytała 20-letniego napastnika, któremu postawiono zarzuty zabójstwa czterech osób i usiłowania zabójstwa piątej.

– Uważa się, że ofiary stały się celem, ponieważ były muzułmanami – powiedział na konferencji prasowej detektyw Paul Waight. Jak dodał, policja rozważa oskarżenie 20-latka także o terroryzm. Czyn uznawany jest jako przestępstwo z nienawiści.

Niedzielny atak był najgorszym atakiem na społeczność muzułmańską w Kanadzie od czasu 2017 roku, kiedy to w meczecie w Quebec City zginęło sześć osób.

Premier Kanady Justin Trudeau napisał na Twitterze, że był przerażony wiadomościami o tragedii, która rozegrała się w Ontario. Zdarzenie nazwał aktem terroryzmu, zapewniając bliskich ofiar o wsparciu. Zwrócił się także do społeczności muzułmańskiej w Londynie i muzułmanów w całym kraju. „Jesteśmy z wami” – napisał, zapewniając, że na islamofobię nie ma w Kanadzie miejsca. „To podstępna i godna pogardy nienawiść – i musi się skończyć” – zaznaczył Justin Trudeau.
Źródło info i foto: interia.pl

Belgia: Obława na komandosa. „Zaatakuje wirusologów i przedstawicieli reżimu”

Od trzech tygodni trwa policyjna obława na byłego żołnierza i komandosa Jurgena Coningsa, który groził głównemu wirusologowi kraju Marcowi Van Ranstowi. 50 tys. osób poparło Coningsa na Facebooku, a flamandzcy nacjonaliści nazywają go symbolem swoich politycznych praw – pisze portal Politico. Poszukiwany Jurgen Conings znajdował się na liście osób, które stanowią zagrożenie terrorystyczne i ze względu na swoje skrajnie prawicowe poglądy polityczne był obserwowany przez resort spraw wewnętrznych.

Były wojskowy groził za pośrednictwem mediów społecznościowych kilku osobom, w tym Marcowi Van Ranstowi – wirusologowi, który należy do najbardziej wpływowych ekspertów doradzających rządowi Belgii w sprawie działań przeciwepidemicznych.

Van Ranst został wraz z rodziną objęty policyjną ochroną i przebywa w bezpiecznym miejscu. Na podstawie publikowanych przez Coningsa listów również inne osoby otrzymały dodatkową ochronę policyjną.

Silnie uzbrojony

Według policji poszukiwany Conings uzbrojony jest w granatnik, karabin automatyczny oraz pistolet. Przed zniknięciem wysłał pożegnalne maile, w którym stwierdził, że „zaatakuje wirusologów i przedstawicieli reżimu”.

Kiedy w pierwszych dniach obławy żołnierze przeczesywali park narodowy Hoge Kempen w Limburgii na wschodzie kraju- gdzie znaleziono samochód Coningsa – dziesiątki tysięcy Belgów wyrażało poparcie dla niego w Internecie, a grupa na Facebooku „Murem za Jurgenem” zrzeszała ok. 50 tys. członków i została usunięta przez władze serwisu. Kilkuset fanów protestowało na ulicach, trzymając m.in. transparenty „Jurgen’s life matters” (na wzór Black lives matter).

Problem Flandrii

Poparcie dla Coningsa, wraz z rosnącym poparciem dla skrajnie prawicowej partii Vlaams Belang (Interes Flamandzki), ujawnia problem Flandrii, północnej części Belgii, gdzie ponad 40 proc. mieszkańców chce poluzować więzy z biedniejszym, francuskojęzycznym południem – pisze Politico.

– Dla niektórych flamandzkich prawicowców sprawa Coningsa jest uosobieniem wykluczenia z rządu flamandzkiego prawicowego ruchu nacjonalistycznego (którego Conings był członkiem). Conings, który w liście pożegnalnym stwierdził, że nie może już żyć „z kłamstwami ludzi, którzy potem decydują, jak powinniśmy żyć”, nagle zmienia się w symbol głębszego flamandzkiego niezadowolenia i wyobcowania – komentuje brukselski portal.

Przewodniczący Vlaams Belang, Tom Van Grieken, wyjaśnia, że „kiedy wybuchła pandemia, belgijski rząd zmusił wszystkich do pozostania w domu, we własnych izolatkach”.

– Podczas pandemii opozycja prawie nie pojawiła się w mediach. Minister zdrowia Frank Vandenbroucke, który odegrał dużą rolę w kryzysie, nawet nie ma wyborczego mandatu. (…) Politycy byli zbyt tchórzliwi, by tłumaczyć nowe ograniczenia i pozostawili to wirusologom, by bronili podjętych środków – powiedział Van Grieken.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Meksyk: Dwie ludzkie głowy i szczątki znalezione w lokalach wyborczych

Dwie głowy i szczątki ludzkie zostały znalezione w niedzielę w lokalach wyborczych w mieście Tijuana w północno-zachodnim Meksyku podczas wyborów parlamentarnych i regionalnych – poinformowały lokalne władze. Ponad godzinę od otwarcia lokali wyborczych do jednego z nich podszedł mężczyzna i wrzucił do środka ludzką głowę. Głosowanie zostało na chwilę przerwane ze względu na interwencję policji.

Kilka godzin później w innym lokalu wyborczym w tej okolicy mężczyzna zostawił drugą głowę i rozczłonkowane szczątki ludzkie w drewnianej skrzynce, umieszczonej tuż obok urny wyborczej. W pobliżu innego lokalu wyborczego również znaleziono worki ze szczątkami ludzkimi – poinformowała miejscowa prokuratura.

Seria incydentów miała miejsce w tym samym okręgu wyborczym Tijuana, graniczącym z San Diego w amerykańskim stanie Kalifornia. Tijuana, będąca w centrum przemocy związanej z handlem narkotykami, już wcześniej stawała się miejscem makabrycznych odkryć ludzkich szczątków.

Według oficjalnych danych, od 2006 roku, kiedy to rząd federalny rozpoczął szeroko zakrojoną operację wojskową przeciwko kartelom narkotykowym, w Meksyku zginęło ponad 300 tys. osób.

W niedzielę w kraju odbyły się wybory do liczącej 500 miejsc Izby Deputowanych, niższej izby parlamentu, oraz wybory regionalne, podczas których wybierano gubernatorów w 15 z 30 stanów federalnych, ponad 21 tys. lokalnych urzędników i 2 tys. burmistrzów. W trakcie kampanii dochodziło do licznych aktów przemocy – od września zginęło 91 polityków, w tym 36 kandydatów.

Jak zauważa agencja Reutera, powołując się na oficjalną prognozę opartą na wczesnych wynikach głosowania, Meksykanie ograniczyli w niedzielnych wyborach władzę prezydenta Andresa Manuela Lopeza Obradora, dając jego partii MORENA (Ruch Odnowy Narodowej) i jej sojusznikom uszczuploną większość, która utrudni przeprowadzenie w kraju gruntownych zmian.

Narodowy Instytut Wyborczy (INE) przewiduje, że koalicja rządząca zdobędzie od 265 do 292 miejsc w Izbie Deputowanych, czyli nie uzyska większości dwóch trzecich potrzebnych do przeforsowania zmian w konstytucji. Obecne wybory są postrzegane jako referendum w sprawie polityki prezydenta i jego zmian w meksykańskich instytucjach.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Łagodny wyrok z 2009 dla zabójcy Sebastiana to kpina. Tomasz M. łagodnie potraktowany

„Konsekwencje niezrozumiale łagodnego wyroku z 2009 r. ponoszą teraz rodzice zamordowanego Sebastiana z Katowic. Mają prawo zastanawiać się, dlaczego sąd wcześniej tak łagodnie potraktował oprawcę ich syna” – mówi o sprawie Tomasza M. wiceminister sprawiedliwości, Marcin Romanowski

Paulina Nowosielska: Tomasz M., który przyznał się do zabicia 11-letniego chłopca, 13 lat temu porwał w Siemianowicach Śląskich inne dziecko. Czy to prawda, że choć postawiono mu poważne zarzuty, prokuratura wnioskowała wtedy o karę w zawieszeniu? Jak pan to ocenia?

Marcin Romanowski, wiceminister sprawiedliwości: Uprowadzenie małoletniego, posiadanie treści pornograficznych z udziałem małoletnich oraz paserstwo programów komputerowych – takie wówczas usłyszał zarzuty Tomasz M. Wyrok zapadł w kwietniu 2009 r., a do zdarzenia doszło rok wcześniej. Wtedy to Tomasz M. zaciągnął małoletniego Dawida do auta, a następnie do swojego mieszkania w Sosnowcu.

Działania sądu i prokuratury w tamtym okresie są potrójnym skandalem. Przede wszystkim fakt, że tak niski wyrok zapadł za każdy z czynów. Sprawca za uprowadzenie nieletniego dostał rok pozbawienia wolności. Za posiadanie pornografii dziecięcej podobnie. Tamto dziecko było fotografowane, a jego wizerunek posłużył do tworzenia pornografii. Tomaszowi M. w ówczesnych realiach prawnych za dwa najpoważniejsze czyny groziło do 3 lat za uprowadzenie dziecka (art. 211 k.k.) i do 8 lat (art. 202 par. 3 k.k.) za posiadanie i rozpowszechnianie treści pornograficznych z udziałem nieletnich. Analizując tamten wyrok, można odnieść wrażenie, że sąd skoncentrował się na ukaraniu Tomasza M. za paserstwo. W wyroku znajduje się długa lista programów komputerowych i gier, które oskarżony kopiował bez uprawień, i za to sąd wymierzył mu karę sześciu miesięcy pozbawienia wolności.

Kolejna bulwersująca rzecz to zastosowanie w sprawie przez sąd kary łącznej. Można powiedzieć, że Tomasz M. dostał nagrodę w postaci niższego wyroku za większą liczbę popełnionych przestępstw. Jako Ministerstwo Sprawiedliwości postulowaliśmy zasadniczą zmianę przepisów w zakresie wymierzania kary łącznej, bo dziś wielokrotni przestępcy dostają premię za to, że popełniają wiele różnych czynów. Wracając do wyroku z 2009 r.: skandalem jest nie tylko to, że sąd operował w dolnych granicach paragrafów, obniżając karę jeszcze w ramach kary łącznej (do 2 lat – red.). Dodatkowo postanowił warunkowo zawiesić jej wykonanie tytułem próby na okres pięciu lat. Nawiasem mówiąc, dziś już mamy regulację, która uniemożliwia zawieszenie wykonania kary wyższej niż rok (m.in. wprowadzone w tarczy 4.0).

Nie ma pisemnego uzasadnienia tamtego wyroku?

Nie…
Źródło info i foto: Dziennik.pl

101 zarzutów dla 25-letniej oszustki

25-letnia kobieta z powiatu sejneńskiego przez 4 miesiące oszukiwała inne osoby na popularnych internetowych platformach sprzedażowych. Sejneńska policjantka zgromadziła materiał dowodowy, który pozwolił na przedstawienie podejrzanej, aż 101 zarzutów oszustwa. Sprawa wyszła na jaw we wrześniu 2020 r., kiedy to sejneńska policjantki dotarła informacja o oszustwach dokonywanych przez mieszkankę powiatu. Podejrzana za pośrednictwem popularnych platform sprzedażowych wystawiała na sprzedaż ubrania i buty. Pokrzywdzone kupowały te rzeczy, a następnie wpłacały pieniądze na wskazane konta, towaru jednak nie otrzymywały.

Funkcjonariusze wszczęli w tej sprawie dochodzenie. Jak ustaliła policjantka, swoją przestępczą działalność oszustka prowadziła od maja do sierpnia 2020 roku. Jej ofiarami padło ponad 100 osób z całej Polski. Łączną wartość strat, jakie wyrządziła swoim działaniem podejrzana oszacowano na blisko 10 tysięcy złotych.

W minioną środę (2.06.2021) 25-letnia mieszkanka powiatu sejneńskiego usłyszała aż 101 zarzutów. Wszystkie dotyczyły oszustw. Zgodnie z Kodeksem karnym grozi za to kara do 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Norwegia: Policja ustaliła dane chłopca, którego ciało znaleziono na plaży

Norweska policja poinformowała w poniedziałek o ostatecznym ustaleniu tożsamości chłopca, którego ciało znaleziono w styczniu na plaży w gminie Karm?y. To 1,5-roczny Artin, który zginął w tragicznych okolicznościach wraz z czterema członkami swojej rodziny. Szczątki dziecka zostały znalezione na plaży w norweskiej gminie Karmøy. W trakcie sekcji zwłok zabezpieczono materiał do analizy DNA.

Jak poinformowała w poniedziałek norweska policja, znaleziony chłopiec miał 1,5 roku, pochodził z Iranu i miał na imię Artin. Dziecko zginęło w wyniku zatonięcia łodzi, do którego doszło 27 października w kanale La Manche. Wówczas zginęli także jego rodzice oraz dwoje starszego rodzeństwa.

Norwegia. Wiadomo, kim był 1,5-roczny chłopiec

Funkcjonariusze od pewnego czasu podejrzewali, że znalezione dziecko mogło zginąć w październikowej katastrofie. W ostatecznym ustaleniu tożsamości chłopca mógł krewny z Norwegii, który przekazał swoje DNA policji. Jak podaje BBC, rodzina chłopca próbowała dostać się z Francji do Wielkiej Brytanii. Szczątki dziecka mają być pochowane w Iranie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl