Zaginęła 20-latka. Trwają poszukiwania

Policja poszukuje 20-letniej Magdaleny, która zaginęła 26 czerwca 2021 roku. Od tego dnia nie nawiązała kontaktu z rodziną. Magdalena Jażdżewska ostatni raz była widziana na ul. Łąkowej w Suszu, kiedy to wyszła z domu.

Młoda kobieta ma 175 cm wzrostu, jest szczupła, ma długie blond włosy i szare oczy. Ma przy sobie telefon komórkowy iPhone i prawdopodobnie okulary w czarnych oprawkach. Wszystkie osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje w tej sprawie proszone są o kontakt telefoniczny pod numerem 47 73 262 00, 112 lub osobisty z najbliższą jednostką policji.
Źródło info i foto: interia.pl

Mariusz B. z ostatecznym wyrokiem dożywocie za zabójstwo czterech osób

To już pewne, że skazany za cztery zabójstwa Mariusz B. resztę życia spędzi w więzieniu. Mężczyzna w ciągu niespełna dwóch lat zabił kolejno: męża swojej kochanki, ich wspólną córkę, partnera kochanki do tańca oraz znajomego księdza. Sąd Najwyższy odrzucił kasację obrońców, nie dając wiary zarzutom o wymuszeniu początkowych zeznań sprawcy.

Sprawa Mariusza B. ciągnęła się od kwietnia 2006 roku i była jednym z bezprecedensowych procesów ostatnich lat. Dowody były wyłącznie poszlakowe – między innymi ślady zapachowe, dane z logowania do sieci telefonów komórkowych. Wiadomo było, że są cztery osoby, po których zaginął ślad. Do dziś nie odnaleziono ich ciał. Prokuratura od początku była pewna, że oskarżony je udusił. Tę wersję potwierdził w 2017 roku warszawski sąd okręgowy, a rok później podtrzymał sąd apelacyjny.

Mariusz B. oskarżony był o zabójstwo:

– Zbigniewa D., męża swojej kochanki Małgorzaty (zginął w kwietniu 2006 roku),
– Aleksandry D. – córki Zbigniewa i Małgorzaty (zginęła w tym samym czasie, co ojciec),
– Henryka S. – partnera Małgorzaty do tańca (zabity w marcu 2007 roku),
– Piotra S. – znajomego księdza, który miał molestować go w dzieciństwie (zamordowany w grudniu 2008 roku).

Decyzja Sądu Najwyższego oznacza, że wyrok dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 40 latach jest nadal w mocy. W tej sprawie na karę sześciu lat więzienia został również skazany Krzysztof R., oskarżony między innymi o pomoc B.

„Przyznał się do popełnienia wszystkich czterech zabójstw”

Obrońcy oskarżonych w skardze kasacyjnej wskazywali, że zeznania obu mężczyzn, gdy w 2009 roku mieli jeszcze status podejrzanych, zostały wymuszone. – W tej sprawie była podnoszona kwestia stosowania tortur wobec skazanych (…). Trzeba powiedzieć, że sąd odwoławczy w sposób rzetelny wywiązał się ze swych obowiązków i rozważył ten zarzut obrońców – mówił w uzasadnieniu orzeczenia SN sędzia Antoni Bojańczyk.

Jak dodał, kwestia rzekomego wymuszenia wyjaśnień była dokładnie analizowana przez sądy. – To były niewątpliwie najistotniejsze zarzuty obrony, bo gdyby nie te kluczowe dowody w postaci depozycji, które składali skazani, w których B. przyznał się do popełnienia wszystkich czterech zabójstw, to dowodzenie w tej sprawie byłoby znacznie utrudnione – zaznaczył sędzia.

– Gdyby funkcjonariusze wymuszali określoną treść wyjaśnień, to niewątpliwie te wyjaśnienia byłyby znacznie bardziej spójne i nie zawierałyby luk – wskazał sędzia Bojańczyk. Dodał, że przesłuchania były rejestrowane na kasecie VHS, a nagranie poddano następnie „dokładnej analizie”. Obrażeń nie potwierdziły też badania lekarskie zatrzymanych.

Sędzia zaznaczył także, że „teza o stosowaniu tortur jest o tyle fałszywa i nieuprawniona, że ten wątek pojawia się dopiero na późniejszym etapie postępowania i dopiero wtedy obaj skazani z niemal fotograficzną dokładnością przypominają sobie okoliczności”. – Wcześniej o tym nie mówili – wskazał.

Trójkąt, negatywne emocje i psychopatyczna osobowość

Mariusz B. poznał małżeństwo Małgorzatę i Zbigniewa D. w parafii, w której służył jako ministrant i jeszcze jako nastolatek zamieszkał z nimi pod jednym dachem. Sądy ustaliły, że „doszło do swoistego trójkąta”, co spowodowało, że kobieta odeszła od męża, zamieszkała z B. i urodziła mu córkę.

W kwietniu 2006 r. Mariusz B. uprowadził Zbigniewa D. i zmusił go do podpisania wartej dwa miliony złotych polisy ubezpieczeniowej na rzecz żony. Kilka dni później miał ponownie uprowadzić D. i jego 18-letnią córkę Aleksandrę, których udusił na działce w okolicach Pułtuska. Motywem zbrodni miało być „skumulowanie się negatywnych emocji B. wobec patologicznego układu” między nim a małżeństwem D. Aleksandra mogła paść ofiarą mordu, bo weszła w konflikt z matką.

Po roku B. miał uprowadzić 55-letniego Henryka S., z którym Małgorzata D. tańczyła tango w klubie tańca. Zazdrość oraz sprawy finansowe były, według sądu, powodem zbrodni. Mariusz B. chciał go zmusić do podania numerów PIN kart bankomatowych i wyłudzić od jego rodziny 50 tysięcy złotych.

Zabójstwo księdza Piotra S. nastąpiło zaś z motywacji „odwetu za wykorzystanie seksualne”. Duchowny zginął w 2008 r. w okolicach Pułtuska. Znaleziono po nim tylko pusty samochód.

„Rozsmakował się w tym, co robi”

Biegli psychologowie stwierdzili u B. osobowość psychopatyczną, tendencję do kłamania, niskie poczucie winy i skłonność do narzucania innym swej woli. Według biegłych B. cechuje „ponadprzeciętna inteligencja”.

– Oskarżony jest osobą o słabej empatii. Ma skłonność do manipulowania otoczeniem, cechuje oskarżonego brak poczucia winy i skłonność do pasożytniczego trybu życia. Narcyzm i egozim – mówił tuż po ogłoszeniu wyroku w 2017 roku sędzia Igor Tuleya. – Pan oskarżony jest osobą gotową przekraczać normy społeczne i moralne celem uzyskania własnych korzyści. Dokonanie czterech zabójstw z pełną świadomością i premedytacją, stanowi, że mamy do czynienia z osobą, która całkowicie lekceważy nie tylko obowiązujący porządek prawny, ale również nie dostrzega w ludzkim życiu żadnych wartości – podkreślał sędzia. – Żadne z zabójstw nie może być w jakikolwiek sposób usprawiedliwione. Nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Nic nie wskazuje na to, żeby oskarżony miał wyrzuty sumienia. Nie wykazał żadnej empatii, nie wykazał żadnej skruchy.

W niektórych momentach sędzia zwracał się wprost do oskarżonego. – Fakty wskazują, że zabójstw dokonuje pan z pewną regularnością. Od kwietnia 2006 roku do grudnia 2008 roku oskarżony pozbawił życia cztery osoby. I może jest to lekką przesadą, ale nasuwa się wrażenie, jakoby pan oskarżony rozsmakował się w tym, co robi – stwierdził sędzia Tuleya.

Długa historia sądowa

Proces miał długą historię. Mariusz B. był już w 2014 r. w związku z tą sprawą skazany na dożywocie przez Sąd Okręgowy w Warszawie, ale tamten wyrok został uchylony i przekazany do ponownego rozpoznania. W pierwszym procesie doszło do naruszenia prawa do obrony, bo obaj oskarżeni korzystali z jednego obrońcy w sytuacji konfliktu między nimi: R. w śledztwie obciążał B.

Sąd Najwyższy rozpatrywanie tej sprawy rozpoczął kilka miesięcy temu. Pierwotnie orzeczenie miało zostać ogłoszone na początku marca tego roku, wówczas jednak SN zdecydował o ponownym otwarciu przewodu kasacyjnego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Parlament Europejski zagłosował za nowymi przepisami o tropieniu pedofilii w internecie

Parlament Europejski opowiedział się za przyjęciem w Unii Europejskiej tymczasowych przepisów, które pozwalają internetowym firmom zajmującym się tropieniem pedofilów, na usuwanie materiałów pornograficznych z udziałem dzieci. W środę debatowano także na temat węgierskiej ustawy dot. ochrony osób do 18. roku życia przed pornografią oraz homoseksualizmem. Do grudnia 2020 firmy internetowe na własną rękę zajmowały się tropieniem pedofilii. W tym czasie, jeśli coś wykryły, to zgłaszały wykryte przypadki molestowania dzieci służbom, oraz dobrowolnie kasowały nielegalne treści pornograficzne.

Związane ręce

W grudniu ubiegłego roku „Łowcy pedofilii” nie mogli już przetwarzać internetowych danych bez zgody i wiedzy internautów, nawet jeśli miałoby to służyć ujawnieniu działalności przestępczej jak pedofilia. Wszystko przez obowiązujący przepis o prywatności komunikacji elektronicznej, który objął poczty i komunikatory internetowe zapisami unijnej dyrektywy o prywatności i łączności elektronicznej tzw. e-Privacy Directive.

– To związało firmom internetowym ręce. Niektóre przestały zgłaszać tego typu materiały, bojąc się zarzutów o naruszenie prywatności użytkowników. W ciągu kilku miesięcy raportowanie przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci spadło o 53 proc. To oznacza tylko, że ofiary zostały na łasce swoich oprawców – przekazała komisarz Unii Europejskiej ds. wewnętrznych Ylva Johansson.

Ochrona zwykłych użytkowników?

Teraz zmiana przepisów może wejść w życie. W kwietniu Parlament a Rada doszły do wstępnego porozumienia w sprawie rozporządzenia, który miałby zmienić przepis z grudnia 2020.

Po trzech miesiącach, we wtorek (6 lipca), PE przegłosował nowe regulacje, które umożliwią internetowym „Łowcom pedofilii” dotychczasową działalność. Na razie przepisy będą przejściowe, ale w niedalekiej przyszłości ma się to zmienić.

– Zgodziliśmy się na wyjątki od dyrektywy o prywatności. Serwisy nadal będą mogły skanować bez zgody właściciela prywatne wiadomości pod kątem przeciwdziałania nadużyciom seksualnym wobec dzieci. Dzięki temu będzie można wykrywać np. pornograficzne zdjęcia lub filmy i porównywać je z tzw. cyfrowym odciskiem palców sprawcy. Musimy jednak pamiętać o zabezpieczeniu prywatności zwykłych użytkowników – powiedziała niemiecka europosłanka Birgit Sippel z grupy socjaldemokratów.

Tymczasowo na trzy lata

Nowe przepisy będą obowiązywały przez maksymalnie trzy lata. Mogą być krócej, ale tylko w przypadku, kiedy zostaną uzgodnione nowe, stałe przepisy dotyczące seksualnego wykorzystywania dzieci w internecie. Komisja Europejska ma jeszcze w tym roku przestawić związany z tym projekt.

– To rozwiązanie przejściowe, które musieliśmy pilnie przyjąć. Ale już niedługo KE zaproponuje nowe zasady unijne, które nałożą na serwisy internetowe obowiązek wykrywania i zgłaszania przypadków molestowania dzieci. Rozwiązanie oparte na dobrowolności już nie wystarcza -powiedziała Ylva Johansson.

Wykorzystywanie w pandemii

W dobie pandemii koronawirusa Komisja Europejska zauważyła, że jest zdecydowanie więcej treści związanych z wykorzystywaniem dzieci. Z ich danych wynika, że w ubiegłym roku w sieci opublikowano pół miliona zdjęć i filmów przedstawiających gwałt na nieletnich.

Coraz częściej pedofile stosują „cyber-grooming” wobec nieletnich. Są to próby uwodzenia dzieci przez internet, w tym namawiania ich do udziału w pornografii dziecięcej.

Węgierska ustawa dot. pornografii i homoseksualizmu

W środę w Parlamencie Europejskim debatowano także na temat węgierskiej ustawy dot. ochrony osób do 18. roku życia przed pornografią oraz homoseksualizmem.

– Szereg przepisów tego aktu prawnego (…) jednoznacznie dyskryminuje ludzi w oparciu o ich orientację seksualną i narusza fundamentalne wartości Unii Europejskiej. Godność ludzka, równość i poszanowanie praw człowieka – tych wartości nie możemy poświęcić. Ochrona dzieci przed pedofilią i przestępcami to bez wątpienia wspólny cel, który realizują wszystkie instytucje UE i wszystkie państwa członkowskie. Wszakże uzasadniony interes publiczny nie może być pretekstem dla wprowadzania przepisów, które naruszają prawa podstawowe i dyskryminują grupy mniejszości w oparciu o ich orientację seksualna i tożsamość płciową – mówiła wiceszefowa Komisji Europejskiej Viera Jourova w PE.

– Przy wdrażaniu prawa unijnego państwa członkowskie muszą w pełni szanować Europejską Kartę Praw Podstawowych i spełniać zasady rynku wewnętrznego Unii Europejskiej. (…) Węgierski akt prawny narusza w związku z tym przepisy zakazujące dyskryminacji ze względu na płeć i orientację seksualną zapisane w art. 21 karty. (…) Ustawa potencjalnie powoduje również obawy związane z wykonaniem budżetu europejskiego na Węgrzech. (…) 30 czerwca Komisja otrzymała odpowiedź Węgier na nasze pismo dot. nowego aktu prawnego. Oceniamy tę odpowiedź. Nie zawahamy się przed podjęciem działań zgodnie z nasza rolą strażniczki traktatów – zapowiedziała wiceszefowa KE.

Praworządność w Polsce

W debacie, która dotyczyła też praworządności w Polsce, wzięli udział polscy europarlamentarzyści.

– Rządy w Polsce i na Węgrzech chcą zbudować brunatną koalicję, autorytaryzm, dyktatura, rasizm, prześladowanie osób LGBT, prześladowanie kobiet. Co zrobić? Najlepiej zastosować sankcje i zrobić kolejną debatę. A może znów wezwać, by Polskę i Węgry zagłodzić. Gdzie są granice absurdu? – pytał europoseł Joachim Brudziński (PiS).

– Jaki sens ma przypominanie wam, że kiedy w Hiszpanii, Francji, Niemczech palono na stosach i prześladowano Żydów, to w Polsce znaleźli schronienie i bezpieczeństwo. W języku jidysz Polin znaczy tutaj spocznij, tutaj spocznij bezpiecznie. Jaki sens ma przypominanie wam, że w Polsce homoseksualizm nigdy nie był karany, a Polki jako jedne z pierwszych kobiet w świecie miały prawa wyborcze. (…) Czy to się wam podoba, czy nie, Polska i Węgry są integralną częścią Europy – mówił Brudziński, zwracając się do europosłów.

Europoseł Andrzej Halicki (PO) powiedział, że „Europa ma dość tego, co wyprawiają Kaczyński i Orban”. – Ma dosyć polityki opartej na nienawiści, nietolerancji, na dyskryminacji. Europa ma dosyć niszczenia tego, co jest podstawą państwa demokratycznego. (…) Chcę użyć słów Donalda Tuska, który wrócił do polskiej polityki. Powiedział wprost: my się do tego nie przyzwyczaimy. Polacy się do tego nie przyzwyczają i nie może przyzwyczaić się Europa – powiedział.

Halicki zaapelował o wykorzystywanie procedury art.7 traktatu „wobec rządu PiS, a nie Polski”. – To rząd PiS, Prawo i Sprawiedliwość zawiera brunatną koalicję ze spadkobiercami najgorszych idei w Europie, które tyle złego uczyniły. Zapisujecie się do klubu przyjaciół Putina, wroga demokratycznej Polski i wspólnej Europy – powiedział.

„Upominamy się o mechanizm warunkowości”

Europosłanka Sylwia Spurek (Zieloni) mówiła, że procedura art. 7 wobec Polski i Węgier nie działa. – Dlatego upominamy się o mechanizm warunkowości. Apelujemy, prosimy, zacznijcie działać, zacznijcie bronić demokracji i praw człowieka. (…) Gdzie jest Ursula von der Leyen, gdy ludzie tracą kolejne prawa, gdy naruszana jest ich godność – powiedziała. – Na Węgrzech z każdym dniem jest coraz gorzej – dodała Spurek.

Zdaniem europosłanki Jadwigi Wiśniewskiej (PiS), PE po raz kolejny daje dowód łamania praworządności. – Bowiem zgodnie z art. 5 traktatu, UE działa wyłącznie w granicach przyznanych jej kompetencji przez państwa członkowskie. Zgodnie z art. 4 traktatu, UE szanuje tożsamość narodową państw członkowskich, a więc prawa do decydowania o edukacji, ochronie dzieci, prawodawstwie. Przyjęta przez parlament węgierski ustawa ma umocowanie nie tylko w prawie UE, ale także w prawie międzynarodowym. Niestety, lewicowo-liberalna większość w PE chce nawet ingerować w węgierską konstytucję, kwestionując oczywisty zapis, że kobieta jest matką, a mężczyzna ojcem – powiedziała.

Ustawa przyjęta 15 czerwca

Parlament węgierski przyjął 15 czerwca ustawę, w której zapisano, że szkolne zajęcia podejmujące kwestie seksualności nie mogą propagować zmiany płci ani homoseksualizmu. Takie zajęcia poza pedagogami szkolnymi będą mogły prowadzić tylko osoby i organizacje występujące w oficjalnym, aktualizowanym rejestrze. Ponadto państwo ma chronić prawo dziecka do zachowania tożsamości odpowiadającej płci w chwili urodzenia. W ustawie zakazano też udostępniania osobom poniżej 18. roku życia treści pornograficznych, a także popularyzujących zmianę płci zapisanej w chwili urodzenia, jak również homoseksualizm.

Ustawa zaostrza ponadto kary przewidziane w kodeksie karnym za niektóre przestępstwa związane z pornografią dziecięcą nawet do 20 lat pozbawienia wolności i przewidujące stworzenie ewidencji osób, które dopuściły się pedofilii.

Niektórzy politycy w UE uznali, że nowe regulacje są wymierzone w homoseksualistów. Do ustawy krytycznie odniosła się Komisja Europejska i jej szefowa Ursula von der Leyen. Władze Węgier argumentują, że ustawa gwarantuje prawa rodziców do seksualnego wychowania dzieci i nie dotyczy praw związanych z orientacją seksualną osób powyżej 18. roku życia, zatem nie zawiera żadnego elementu dyskryminującego.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Holandia: Polak zatrzymany po zamachu na dziennikarza był poszukiwany listem gończym

Jeden z dwóch podejrzanych o zamach na holenderskiego dziennikarza śledczego Petera R. de Vriesa, 35-letni Polak Kamil E., przed tygodniem został zatrzymany za grożenie bronią, ale wkrótce go wypuszczono. Ponadto jak ustalił TVN24, to ścigany w Polsce listem gończym recydywista. 64-letni Peter R. de Vries został postrzelony we wtorek wieczorem w Amsterdamie. Dziennikarza zaatakowano wkrótce po opuszczeniu przez niego studia telewizyjnego RTL4, gdzie uczestniczył w programie Boulevard.

Napastnik oddał do niego kilka strzałów z bliskiej odległości. Mężczyzna został trafiony w głowę. Jest w szpitalu, a lekarze walczą o jego życie. Po zamachu policja zatrzymała dwie osoby: jedną z nich jest 35-letni Polak Kamil E. Jak podają niderlandzkie media, prowadził on w wiosce Maurik jednoosobową firmę zajmującą się pracami montażowymi. Mieszkał z żoną, która jest w ciąży i dwójką dzieci.

„Pokryty tatuażami, łysy i mrukliwy” – powiedział dziennikowi „De Telegraaf” jeden z mieszkańców.

Jak informuje dziennik „De Volkskrant”, Kamil E. został zatrzymany 1 lipca za grożenie bronią w miejscowości Tiel, niedaleko Utrechtu. Potem go wypuszczono.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zabójstwo prezydenta Haiti. Policja zastrzeliła czterech podejrzanych

Policja szuka osób, które stały za zabójstwem Jovenela Moise, prezydenta Haiti. Dotychczas cztery osoby podejrzane o morderstwo zostały zastrzelone przez funkcjonariuszy, a dwie aresztowano. Moise padł ofiarą zabójców w nocy z wtorku na środę, we własnej willi w Port-au-Prince.

Czterech – jak to określono – „najemników” podejrzanych o zamordowanie prezydenta Haiti Jovenela Moise zostało zastrzelonych, a dwóch aresztowanych – poinformował dyrektor generalny policji Leon Charles. Funkcjonariusze policji i żołnierze prowadzą operację w stolicy Haiti Port-au-Prince.

Leon Charles zapowiedział, że każdy uwikłany w morderstwo prezydenta „zostanie zabity albo zatrzymany”. Poinformował przy tym, że uwolniono trzech policjantów przetrzymywanych przez osoby, które miały być odpowiedzialne za zabójstwo.

Zabójstwo prezydenta Haiti

Prezydent Jovenel Moise został zamordowany w nocy z wtorku na środę. Napastnicy wtargnęli do jego prywatnej rezydencji w Port-au-Prince i zastrzelili go. W ataku rany odniosła pierwsza dama, Martine Moise. Premier Haiti Claude Joseph wezwał ONZ do zwołania w trybie pilnym Rady Bezpieczeństwa. Wcześniej ogłosił stan wyjątkowy na terytorium całego kraju. Zaapelował do Haitańczyków o spokój.

Zabójstwo prezydenta Haiti potępiły Organizacja Narodów Zjednoczonych, Unia Europejska i rządy wielu krajów, w tym Biały Dom. 53-letni Jovenel Moise został wybrany na prezydenta w listopadzie 2016 roku, urząd objął trzy miesiące później. Opozycja twierdziła, że wybory zostały sfałszowane. Domagała się, by po czterech latach rządów oddał władzę, on jednak odmówił rozpisania nowych wyborów prezydenckich.

Haiti, położone na Morzu Karaibskim, jest najbiedniejszym krajem zachodniej półkuli i jednym z najbiedniejszych na świecie. Od dłuższego czasu rośnie w nim fala przemocy na tle politycznym. W stolicy Haiti, Port-au-Prince, dochodzi do walk gangów.

ONZ, Stany Zjednoczone i Unia Europejska apelowały o przeprowadzenie w Haiti demokratycznych i przejrzystych wyborów parlamentarnych i prezydenckich do końca tego roku.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Śledztwo w sprawie śmierci księdza Andrzeja Dymera. Decyzja prokuratury

Dobiegło końca prokuratorskie śledztwo w sprawie śmierci księdza Andrzeja Dymera. Szczeciński duchowny oskarżany o pedofilię zmarł 16 lutego 2021 r. w atmosferze skandalu. Prokuratura prowadziła postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. Zakończyło się również postępowanie w sprawie zaginięcia akt, które dotyczyły zmarłego duchownego.

Ksiądz Andrzej Dymer zmarł w w nocy z 15 na 16 lutego, krótko po emisji na antenie TVN24 wstrząsającego reportażu „Najdłuższy proces Kościoła”, dotyczącego przestępstw o charakterze pedofilskim, których miał się dopuszczać przez wiele lat. O szczecińskim duchownym było głośno od wielu lat z powodu oskarżeń o wykorzystywanie seksualne nieletnich wychowanków, którzy trafili pod opiekę szczecińskiego duchownego. Biskupi mieli wiedzieć o tym już w 1995 roku. Mimo, iż w kwietniu 2008 roku, po nagłośnieniu sprawy przez „Gazetę Wyborczą”, sąd kościelny skazał ks. Dymera, ten złożył apelację, a ostateczny wyrok nie zapadł do dnia dzisiejszego. Jest to sytuacja niespotykana na skalę światową, że przez ponad 25 lat sprawa nie została ostatecznie rozwiązana. W tym czasie w diecezji zmieniło się trzech biskupów, a w całym Kościele Katolickim zdążyło zmienić się aż trzech papieży.

Śmierć księdza Dymera – wyniki śledztwa
Prokuratura Rejonowa Szczecin-Niebuszewo w Szczecie prowadziła postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci księdza Andrzeja Dymera.

– W toku prowadzonego śledztwa zgromadzono materiał dowodowy w tym uzyskano opinię biegłych z zakresu medycyny sądowej, które pozwoliły na jego zakończenie końcową decyzją merytoryczną – informuje prok. Alicja Macugowska-Kyszka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. – Ustalono, że do śmierci księdza doszło z przyczyn naturalnych, będących następstwem długotrwałej choroby. Z uwagi na powyższe Prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie wobec stwierdzenia, iż czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego, na podstawie art. 17 § 1 pkt 2 kpk.

Zakończyło się również postępowanie postępowanie w sprawie usunięcia dokumentów w postaci XI tomu akt sprawy Prokuratury Rejonowej Szczecin-Zachód w Szczecinie, dotyczącej księdza Andrzeja Dymera.

– Postępowanie było wynikiem ustalenia, iż po wypożyczeniu przez Prokuraturę akt do Sądu Rejonowego Szczecin-Centrum w Szczecinie, a następnie ich zwróceniu brakowało jednego z tomów akt tej sprawy – dodaje prok. Alicja Macugowska-Kyszka. – Przeprowadzone w ramach dochodzenia czynności procesowe doprowadziły do ustalenia, że zaginiony tom akt został omyłkowo dołączony do referatu innego sędziego i po dwóch miesiącach poszukiwań został odnaleziony przez pracowników Sądu, a następnie zwrócony Prokuraturze. Akta sprawy w tym zaginiony tom były prawidłowo oznakowane, zgodnie zarządzeniem Ministra Sprawiedliwości w sprawie zakresu działania sekretariatów i innych działów administracji w powszechnych jednostkach organizacyjnych prokuratury, posiadały w dwóch miejscach sygnaturę postępowania prokuratorskiego, oznaczenie sygnatury sądowej, a także dodatkowy element w postaci oznaczenia rzeczowego zawartości akt.
Źródło info i foto: se.pl

Kontrola CBA w Śląskim Centrum Przedsiębiorczości

Agenci CBA sprawdzają proces udzielenia wsparcia finansowego beneficjentowi Telemedycyna Polska S.A. CBA od 7 czerwca 2021 r. prowadzi kontrolę w Śląskim Centrum Przedsiębiorczości. Kierują nią funkcjonariusze Wydziału Postępowań Kontrolnych Delegatury CBA w Katowicach. Jak informuje biuro, postępowanie obejmuje sprawdzenie udzielenia ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2014-2020 wsparcia finansowego beneficjentowi Telemedycyna Polska S.A.

„Weryfikowane jest także prowadzenie monitoringu zakończonych projektów w okresie ich trwałości, tj. czasie, w którym należy zachować w niezmienionej formie efekty projektu” – podaje CBA.

Kontrola ma się zakończyć 7 września 2021 r. Jednak, zgodnie z treścią ustawy o CBA, może ona zostać przedłużona o kolejne 6 miesięcy – zaznacza biuro.
Źródło info i foto: Money.pl

Były prezydent RPA Jacob Zuma aresztowany

Były prezydent RPA Jacob Zuma, skazany na 15 miesięcy więzienia za obrazę sądu, został aresztowany w środę tuż przed północą – podała na Twitterze oficjalna fundacja, która go reprezentuje. Zuma został 29 czerwca skazany przez Trybunał Konstytucyjny RPA na 15 miesięcy więzienia za obrazę sądu. Sąd orzekł wówczas, że Zuma ma pięć dni, by stawić się do odbycia kary. W przeciwnym razie miał zostać aresztowany do północy ze środy na czwartek.

Zarzuty o korupcję

Wyrok 15-miesięcznego więzienia dotyczył wielokrotnej nieobecności Zumy na przesłuchaniu, dotyczącym zarzutów o korupcję, co poskutkowało w lutym br. wnioskiem o nakaz pozbawienia wolności byłego prezydenta. W niedzielę Zuma ogłosił, że odwoła się od wyroku, a wokół jego posiadłości zgromadziły się setki osób w geście poparcia dla byłego prezydenta i sprzeciwu wobec wyroku sądu.

„Prezydent Zuma postanowił zastosować się do nakazu aresztowania. Jest w drodze do zakładu karnego w prowincji Kwazulu-Natal” – podała oficjalna fundacja, która go reprezentuje. Informację tę potwierdziła policja, która na Twitterze napisała, że „były prezydent RPA, Jacob Zuma, został aresztowany”.

Kim jest Jacob Zuma?

Zuma był prezydentem RPA w latach 2009-2018. W czasie sprawowania urzędu miał działać na korzyść trzech braci biznesmenów Atula, Ajaya i Rajesha Gupty, którym to rzekomo pozwalał na żerowanie na zasobach państwa. Zarówno były prezydent, jak i biznesmeni zaprzeczają zarzutom.

Podczas swoich dziewięcioletnich rządów stawał wobec wielu oskarżeń o korupcję i pranie pieniędzy. Wcześniej, będąc wiceprezydentem, został też oskarżony o gwałt, choć ostatecznie sąd uniewinnił go w 2006 r.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

ABW zatrzymało Michała Nowickiego za propagowanie systemu totalitarnego

Michał Nowicki, syn posłanki Lewicy został w środę zatrzymany przez ABW. Prokuratura oskarża go o propagowanie systemu totalitarnego. O zatrzymaniu i zarzutach sam Nowicki opowiedział w nagraniu zamieszczonym w portalu YouTube. W środę 7 lipca Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała Michała Nowickiego, syna posłanki Lewicy Wandy Nowickiej. O zatrzymaniu poinformował jako pierwszy rzecznik Ministra Koordynatora Służb Specjalnych Stanisław Żaryn.

Nowicki miał prowadzić kanał o charakterze ekstremistycznym, w którym publikował treści propagujące ustrój komunistyczny. Nawoływał w nim do budowy w Polsce państwa komunistycznego, a także niszczenia pomników Żołnierzy Wyklętych i pomnika Romana Dmowskiego oraz prowadzenia ataków na księży i przedsiębiorców.

Nowicki opowiada o zatrzymaniu i zarzutach

W środę po południu Michał Nowicki opublikował wideo, na którym przedstawił okoliczności swojego zatrzymania. Miało do tego dojść, gdy wyszedł z mieszkania matki pobiegać w parku.

– Dwóch gości wybrało specjalne miejsce między takimi dwoma krzakami, żeby nie było świadków: „Michał Nowicki. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Pan pójdzie z nami” – opowiada mężczyzna. – Od razu założyli mi kajdanki, więc tutaj, jestem po rozmowie z adwokatem, na te kajdanki będziemy składać, oczywiście, zażalenie w ciągu siedmiu dni – zapowiedział.

Jak wyjaśnił w nagraniu, ABW zatrzymało go na polecenie prokuratora Prokuratury Rejonowej na Ochocie. Wcześniej, prokuratura trzy razy miała mu wysłać zawiadomienie.

Nowicki przyznał, że słyszał dwa zarzuty. Jeden ma dotyczyć par. 256 pkt. 1 kodeksu karnego, czyli publicznego propagowania totalitaryzmu. Według niego w przekazanym mu piśmie przytoczono 11 mających to potwierdzać wypowiedzi jego autorstwa. Jak zaznaczył, już wcześniej był za to skazany.

Drugim zarzutem ma być działanie z par. 261 kk, co dotyczy znieważenia pomnika. – W bliżej nieustalonym miejscu i czasie, lecz nie wcześniej niż przed 2017 i nie później niż do dnia 19 czerwca 2020 znieważył pomnik Romana Dmowskiego poprzez zamieszczenie na portalu YouTube na kanale „Odrodzenie Komunizmu” nagrania audiowizualnego ze swoim udziałem pt. „Pomnik Dmowskiego musi runąć” – czytał Nowicki.

Co ABW zarzuca Michałowi Nowickiemu?

W swoich odezwach Michał Nowicki wzywał do mordowania i torturowania żołnierzy Wojska Polskiego pełniących misje zagraniczne, wychwalał politykę Stalina i Dzierżyńskiego, a także wzywał do ich naśladowania.

Treści tworzone przez Michała Nowickiego zawierają również pochwałę ataku ZSRS na Polskę w 1939 roku (określił go mianem „interwencji humanitarnej”) i Zbrodni Katyńskiej (twierdził m.in. że „uczniowie Dzierżyńskiego wyczyścili kraj z chwastów”). Przekonywał także o niemieckiej odpowiedzialności za ludobójstwo na Polakach z 1940 roku w Katyniu.
Źródło info i foto: Wprost.pl

W sprawie zatrzymano 92 osoby. Chodzi o fikcyjne faktury VAT. Zabezpieczono mienie o wartości 1,5 mln złotych

Wydział dw. z Przestępczością Gospodarczą Komendy Wojewódzka Policji zs. w Radomiu wspólnie z Dolnośląskim Urzędem Celno-Skarbowym we Wrocławiu pod nadzorem Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu prowadzą śledztwo w sprawie nabywania za pośrednictwem Internetu nierzetelnych faktur VAT w celu uchylenia się od opodatkowania należnym podatkiem od towarów i usług oraz podatkiem dochodowym od osób fizycznych lub prawnych. W ostatnich dniach do sprawy zatrzymano kolejne 6 osób i zabezpieczono mienie o wartości 1,5 mln złotych.

Śledztwo prowadzone jest od 2017 roku. Ustalono tożsamość blisko 1000 osób, które nabywały przez internet faktury VAT nieodzwierciedlające rzeczywistych zdarzeń gospodarczych, w celu uszczuplenia podatków. Na podstawie wstępnych analiz ustalono, że w ten sposób doprowadzono do uszczuplenia Skarbu Państwa na łączną kwotę nie mniejszą niż 20 milionów złotych. W wyniku działań podjętych przez Dolnośląski Urząd Celno-Skarbowy we Wrocławiu oraz KWP zs. w Radomiu ujawniono mechanizm popełniania przestępstw związanych z ogłoszeniami typu „dam koszty”. Po analizie danych z plików JPK_VAT, ustalono że sprawca, w wyniku kradzieży numeru NIP, oferował fikcyjne faktury, korzystając z danych nieświadomych procederu i legalnie działających podmiotów. W oparciu o uzyskane dane sporządzono listę podmiotów, których dane zostały wykorzystane do wystawiania fikcyjnych faktur.

Dotychczas 92 osoby usłyszały zarzuty w związku z nabyciem nierzetelnych faktur VAT przez Internet, które ujmowały w księgach i deklaracjach podatkowych, w następstwie czego uchylały się od opodatkowania lub uzyskiwały nienależne zwroty podatku naliczonego oraz sprzedawcy faktur.

Niemal wszyscy podejrzani przyznali się do popełnienia zarzuconych im przestępstw i przestępstw skarbowych, a większość z nich złożyła korekty deklaracji podatkowych i uiściła uszczuplone należności podatkowe. W ostatnich dniach do sprawy zatrzymano kolejnych 6 osób (w tym 3 kupujących i 3 sprzedających faktury) i zabezpieczono mienie o wartości 1,5 mln złotych. Jedna z nich, wystawca faktur, została tymczasowo aresztowana.

Podkreślenia wymaga, że od 1 marca 2017 roku używanie faktur VAT podrobionych lub takich. w których poświadczono nieprawdę, a które opiewają na kwotę należności ogółem przekraczającą 5 milionów złotych lub były wykorzystywane w sposób stanowiący stałe źródło dochodu, stanowi zbrodnię (art. 270 a §2 lub 271a §1 kk) zagrożoną karą pozbawienia wolności nie mniejszą od lat 3. Natomiast jeżeli wystawiono lub użyto faktur, których łączna wartość ogółem przekracza 10 milionów złotych, sprawca podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5 albo karze 25 lat pozbawienia wolności (art. 277a §1 k.k.).

Śledczy, mając na uwadze skalę rozpoznanego zjawiska, liczbę dotychczas ustalonych osób oraz kolejne planowane w sprawie czynności, w tym sukcesywne zatrzymywanie podejrzanych w celu przedstawienia zarzutów, zwracają się z apelem do podatników, wobec których nie wykonano jeszcze czynności procesowych, o korygowanie deklaracji podatkowych, co do fikcyjnych faktur VAT, oraz zgłaszanie się do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu w celu złożenia wyjaśnień – co umożliwi złagodzenie odpowiedzialności karnej i karnej skarbowej.
Źródło info i foto: Policja.pl