Zatrzymano podejrzanego o zabójstwo 39-letniej kobiety

Bełchatowscy policjanci wraz z funkcjonariuszami z Komendy Powiatowej Policji w Pajęcznie zatrzymali mężczyznę podejrzanego o zabójstwo 39-letniej kobiety. Mężczyzna ukrywał się przed organami ścigania w garażu na terenie posesji w powiecie pajęczańskim.

Od soboty, 3 lipca 2021 roku, kiedy to w mieszkaniu, na jednym z osiedli w Bełchatowie, ujawniono zwłoki kobiety, trwały bardzo intensywne czynności związane z odnalezieniem i zatrzymaniem podejrzanego o tę zbrodnię. Policjanci szybko ustalili, że prawdopodobnym sprawcą tego zabójstwa jest 44-letni mieszkaniec Bełchatowa. Mężczyzna był poszukiwany na podstawie listu gończego wydanego przez Prokuraturę Rejonową w Bełchatowie. Zbierany skrupulatnie materiał dowodowy, analiza informacji i ustaleń dawały kolejne punkty odniesienia w sprawie. Dzięki wytężonej pracy śledczych oraz zaangażowaniu policjantów różnych służb 12 lipca 2021 roku tuż przed godziną 11.00, bełchatowscy kryminalni wraz z funkcjonariuszami z Komendy Powiatowej Policji w Pajęcznie zatrzymali poszukiwanego.

Mężczyzna ukrywał się w garażu na terenie jednej z posesji w gminie Rząśnia, w powiecie pajęczańskim. 44-latek przykryty kocami i ubraniami był wyraźnie zaskoczony wizytą policjantów. Mężczyzna został przewieziony do bełchatowskiej jednostki. Wkrótce usłyszy zarzut zabójstwa. Za ten czyn może grozić mu kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Policja z Niemiec włączyła się w poszukiwania Jacka Jaworka

1550 hektarów przeszukali dotychczas policjanci tropiący Jacka Jaworka, podejrzewanego o zastrzelenie trzech osób w domu jednorodzinnym pod Częstochową. Dotychczas nie udało się go zatrzymać. Do zbrodni doszło w nocy z piątku na sobotę. Zginęło małżeństwo 44-latków oraz ich 17-letni syn. Poszukiwany był bratem zamordowanego mężczyzny. Jak poinformował wieczorem Kamil Sowiński z częstochowskiej policji, w poniedziałkowych poszukiwaniach brało udział ponad 200 funkcjonariuszy, w tym policja konna oraz policjanci i policjantki z psami tropiącymi z Polski i z Niemiec. Policjantki z Saksonii z psami przyjechały wesprzeć polskie służby w poszukiwaniach w ramach międzynarodowej współpracy.

Wykorzystywany jest też specjalistyczny sprzęt – drony z kamerą termowizyjną i udostępnione przez Komendę Główną Policji mobilne centrum wsparcia poszukiwań, czyli specjalistyczny wóz, do którego trafia sygnał z urządzeń nawigacyjnych, jakie mają ze sobą przeczesujący teren policjanci.

Policja otrzymała wiele informacji od osób postronnych. Weryfikujemy wszystkie takie sygnały, ale jak dotąd żaden się nie potwierdził – powiedział Sowiński.

Przeżył tylko 13-latek

W najbliższym czasie odbędą się m.in. sekcje zwłok trzech ofiar – małżeństwa oraz ich 17-letniego. Na razie wiadomo, że cała trójka zginęła od strzałów z broni palnej w nocy z piątku na sobotę. Uratował się drugi, 13-letni syn zamordowanego małżeństwa. Według doniesień Polsat News, przeżył tylko dlatego, że zdążył schować się za kanapą. Kiedy strzały przestały padać, chłopak uciekł z domu i schronił się u rodziny.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że na miejscu zbrodni padło kilkanaście strzałów. Poszukiwany 52-latek nie miał pozwolenia na posiadanie broni. Takie informacje przekazała dziennikarce RMF FM Annie Kropaczek Prokuratura Okręgowa w Częstochowie. To ta jednostka będzie prowadziła śledztwo w sprawie zabójstwa.

Wcześniej postępowanie nadzorowała Prokuratura Rejonowa w Myszkowie, ale ze względu na wagę i charakter sprawy zajmie się nią właśnie prokuratura okręgowa.

Co wiemy o Jacku Jaworku?

Jacek Jaworek w ostatnim czasie mieszkał z ofiarami w domu w Borowcach. Według śledczych możliwym motywem zbrodni był konflikt rodzinny. Kuzyn poszukiwanego 52-latka powiedział Polsat News, że „miał on zamiar wrócić za granicę”.

Pandemia spowodowała to, że nie mógł wyjechać, ciągle na to czekał. Jego w Polsce nic nie trzymało. Wrócił do kraju, jak sądzę był uciążliwy, nie miał się gdzie podziać – przyznał kuzyn Jacka Jaworka.
Dodatkowo 18-letnia córka Jaworka zdecydowała się założyć mu sprawę o alimenty. Problemy finansowe 52-latka miały narastać. Taką wersję wydarzeń potwierdził w rozmowie także kuzyn Jaworka.

„Super Express” dotarł z kolei do byłej partnerki Jacka Jaworka. Kobieta stwierdziła, że 52-latek nie wyglądał na kogoś, kto może dokonać takiej zbrodni. Przyznała jednak, że mężczyzna miał „ciężki charakter”. Była partnerka Jaworka zaznaczyła, że nie wie skąd Jaworek miał broń.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zabójcy prezydenta Haiti twierdzą, że chcieli go aresztować

Zamachowcy podejrzani o zabójstwo prezydenta Haiti Jovenela Moise twierdzą, że zamierzali go jedynie aresztować – informuje „Miami Herald”, powołując się na osoby, które rozmawiały z zatrzymanymi. Wchodzący w skład 28-osobowego komanda, dwaj haitańscy Amerykanie twierdzą, że byli tylko tłumaczami. Do zabójstwa 53-letniego prezydenta Moise i postrzelenia jego żony doszło w nocy z wtorku na środę w rezydencji głowy państwa. Nie wiadomo, kto przygotował spisek.

Zgodnie z informacjami przekazanymi mediom przez szefa haitańskiej policji Leona Charlesa, wśród 28 zatrzymanych, podejrzanych o udział w zabójstwie prezydenta, byli Kolumbijczycy, dwaj haitańscy Amerykanie, którzy „podkreślają teraz, że pełnili tylko funkcje tłumaczy” i czterej obywatele Dominikany. Oznacza to, że zabójstwo haitańskiego prezydenta wykracza poza granice Haiti i dotyczy całego regionu.

„Miami Herald” podało, powołując się na osoby, które rozmawiały z zamachowcami, że zamierzali oni jedynie zatrzymać Moise’a. Według źródła bliskiego śledztwu dwaj haitańscy Amerykanie, James Solages i Joseph Vincent, mieli powiedzieć śledczym, że byli tłumaczami dla kolumbijskiego komanda. Zapewniali, że celem jednostki było zatrzymanie prezydenta i że gdy przybyli na miejsce, był on już martwy. Policja haitańska nie komentuje sprawy.

W mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia rentgenowskie, mające rzekomo pochodzić z autopsji Moise’a. Widać na nich, że ciało jest podziurawione kulami. Widoczne są także złamania kości, m.in. czaszki. Dziennikarzom nie udało się potwierdzić autentyczności zdjęć.

Narasta chaos

Tymczasem kraj pogrąża się w chaosie. Stany Zjednoczone odrzuciły prośbę tymczasowego rządu o wysłanie misji wojskowej, a ONZ potrzebowałaby autoryzacji Rady Bezpieczeństwa przed podjęciem takiej decyzji. Zgodnie z konstytucją Haiti Moise powinien był być zastąpiony przez przewodniczącego Sądu Najwyższego, lecz szef haitańskiego wymiaru sprawiedliwości zmarł w ostatnich dniach z powodu COVID-19.

W piątek (rozwiązany przez Moisego) Senat Haiti, który zebrał się w okrojonym składzie, ogłosił swego przewodniczącego Josepha Lamberta tymczasowym prezydentem. Będzie on pełnić tę funkcję do wyborów przewidzianych na ostatnią dekadę września.
Źródło info i foto: TVP.info

Atak nożownika w Lubartowie. Nie żyje kobieta, która osierociła czworo dzieci

Mężczyzna zabił nożem swoją byłą żonę zadając jej kilka ciosów w szyję i klatkę piersiową, a drugą osobę ciężko ranił. Do ataku doszło w centrum Lubartowa. Wcześniej był już karany za znęcanie się nad kobietą. Zmarła osierociła czworo dzieci. W centrum Lubartowa, zamordowana została kobieta, a przebywający z nią mężczyzna został ciężko ranny. Do zdarzenia doszło w poniedziałek po godzinie 19.

Ze wstępnych ustaleń wynika, iż mężczyzna zaatakował kobietę i jej partnera. Zadał jej szereg ciosów nożem, po czym zakrwawiona kobieta osunęła się na chodnik. Podobnie potraktował jej partnera, który starał się ochronić kobietę. Kobieta zmarła z powodu odniesionych ran, a partner w ciężkim stanie został przewieziony do szpitala.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Trwają poszukiwania dwóch nastolatek z Głubczyc

Policja z Głubczyc (woj. opolskie) poszukuje dwóch 16-latek, Vanessy Bawełek i Karoliny Grudniewskiej. Dziewczyny opuściły swoje miejsce zamieszkania 10 lipca i do chwili obecnej nie nawiązały kontaktu z bliskimi. Mundurowi udostępnili dane oraz wizerunki nastolatek.

Zaginęły 16-latki z ziemi opolskiej, Vanessa i Karolina. Jak podała policja z Głubczyc, do chwili obecnej nie nawiązały kontaktu z opiekunami prawnymi. Mundurowi udostępnili wizerunki poszukiwanych nastolatek. Vanessa ma ok. 150 cm wzrostu, jest szczupłej budowy ciała brunetką o długich, prostych włosach. Ma niebieskie oczy. „W dniu zaginięcia ubrana była w czarne spodnie i czarną bluzę dresową z napisem Adidas, białe buty z napisem Adidas oraz posiadała ze sobą czarny plecak z białym napisem Nike”  – przybliża policja.

Z kolei Karolina Grudniewska ma ok. 165 cm wzrostu i jest średniej budowy ciała. Ma długie ciemne włosy, oczy niebieskie. „W dniu zaginięcia ubrana była w czarne leginsy i czarną koszulkę z napisem Adidas oraz białe buty  z napisem Nike” – podała Komenda Powiatowa Policji w Głubczycach.

Mundurowi proszą osoby posiadające jakiekolwiek informacje o miejscu pobytu Vanessy i Karoliny o kontakt osobisty lub telefoniczny z Komendą Powiatową Policji w Głubczycach tel. 47 862 22 03 lub najbliższą jednostką policji na terenie całego kraju pod numerem 112. Informację o zaginięciu nastolatek podał też serwis „Zaginieni Cała Polska” na Facebooku.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Centralne Biuro Antykorupcyjne w uzdrowisku. Chodzi o kontrolę budowy

Centralne Biuro Antykorupcyjne kontroluje gminę Gołdap (woj. warmińsko-mazurskie) i budowę zakładu przyrodoleczniczego w tej miejscowości – uzdrowisku – dowiedziała się PAP. Koszt inwestycji to 29 mln zł, a unijne dofinansowanie wyniosło prawie 18 mln zł.

Czego dotyczy kontrola?

Wydział komunikacji społecznej CBA poinformował we wtorek PAP, że kontrolę zgodności z prawem decyzji o przygotowaniu, rozpoczęciu i realizacji budowy prowadzą agenci z wydziału postępowań kontrolnych białostockiej delegatury CBA.

„Funkcjonariusze przeanalizują dokumentację techniczną, w tym decyzje dotyczące projektu budowlanego oraz projektu zamiennego” – podał PAP wydział.

CBA rozpoczęła kontrolę 24 czerwca i ma trzy miesiące na jej zakończenie. W szczególnie uzasadnionych przypadkach szef służby ma ustawową możliwość jej przedłużenia o kolejne sześć miesięcy. 18 mln zł dofinansowania dla gminy do budowy zakładu pochodziło z regionalnego programu operacyjnego województwa warmińsko-mazurskiego na lata 2014-20.

Gołdap uzdrowiskiem

Gołdap od 2000 r. posiada status uzdrowiska o profilu borowinowo-klimatycznym. Jest jedynym uzdrowiskiem w województwie warmińsko–mazurskim.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Amsterdam: Planowali atak na studio z użyciem wyrzutni rakiet

Z informacji holenderskiego dziennika „NRC Handelsblad” wynika, że przestępcy chcieli zastraszyć dziennikarzy stacji RTL4. Planowali atak na telewizyjne studio z użyciem wyrzutni rakiet. 6 lipca tuż po emisji programu „RTL Boulevard” postrzelony został holenderski dziennikarz Peter R. de Vries. Cztery dni później audycja została odwołana a budynek ewakuowano.

Stacja RTL4 w komunikacie o odwołaniu programu wyjaśniała, że „istniało poważne zagrożenie ze strony zorganizowanej przestępczości”. Minister sprawiedliwości Holandii Ferd Grapperhaus odbył krótką rozmowę z kierownictwem stacji, mówiąc o „drastycznej, ale niezbędnej decyzji”.

Ostrzeżenie miało nadejść ze strony policji, która przechwyciła od przestępców plany ataku. Ze źródeł dziennika „NRC Handelsblad” wynika, że siedziba stacji miała zostać zaatakowana z użyciem wyrzutni rakiet. Dziennikarze twierdzą, że celem ataku miało być przede wszystkim zastraszenie mediów po zamachu na dziennikarza śledczego Petera R. de Vriesa.

Holenderskie media wiążą sprawę zagrożenia dla bezpieczeństwa RTL4 i zamach na dziennikarza ze sprawą podejrzanych o zabójstwo adwokata Derka Wiersuma, który rozpoczął się 12 lipca. Peter R. de Vries rozmawiał wielokrotnie ze świadkiem koronnym Nabilem M.

64-letni Peter R. de Vries to znany w Holandii dziennikarz śledczy, który zajmował się sprawami kryminalnymi i lokalnym półświatkiem. Jak przypominała agencja AP, związku z jego działalnością wielokrotnie uważano, że przestępcy mogą obrać go za cel.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Zaatakował nożem Joannę i Krzysztofa F. Odpowie za próbę zabójstwa

Do brutalnego ataku w Kosinie na Podkarpaciu doszło w lipcu 2019 roku. Jak informowała wówczas prokuratura w Łańcucie, która wszczęła śledztwo w tej sprawie, małżonkowie mieli zostać zbudzeni hałasem dochodzącym z balkonu. Gdy gospodarz szedł sprawdzić, co jest źródłem hałasu, do ich sypialni wtargnął zamaskowany napastnik, który w trakcie szarpaniny miał zadać mężczyźnie nożem kilka ciosów w okolice klatki piersiowej i brzucha. Następnie zaatakował kobietę, gdy ta chciała pomóc mężowi. Zaledwie 18-letni dziś Mateusz M. odpowie za usiłowanie zabójstwa Krzysztofa i Jolanty F. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Grozi mu kara do 25 lat pozbawienia wolności.

Oskarżony Mateusz M. miał w nocy zakraść się do domu w Kosinie koło Łańcuta i zadać małżonkom wiele ciosów nożem. Miał wówczas tylko 16 lat. W tym czasie w domu były dwie córeczki pokrzywdzonych. Dziewczynki były w wieku 3 i 6 lat. Im nic się nie stało. Po zdarzeniu sprawca uciekł tą samą drogą, którą dostał się do środka, czyli przez balkon i przystawioną do niego drabinę. Kobiecie udało się powiadomić policję. Małżeństwo w poważnym stanie trafiło do jednego z rzeszowskich szpitali. Oboje przeżyli. Policjanci zatrzymali Mateusza M. po kilkunastu godzinach. Jak ustalono, 18-latek włamał się do domu, aby ich okraść sąsiadów. Myślał, że nikogo z domowników nie ma w mieszkaniu.

Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie, która później prowadziła śledztwo w tej sprawie, oskarżyła Mateusza M. o to, że działając w bezpośrednim zamiarze dokonania zabójstwa małżeństwa F. zadawał im ciosy nożem w okolice klatki piersiowej i brzucha. Jak poinformował rzecznik rzeszowskiej prokuratury okręgowej Krzysztof Ciechanowski, w wyniku zadania im licznych ran kłutych pokrzywdzeni odnieśli urazy wielonarządowe, co spowodowało u nich ciężki uszczerbek na zdrowiu „w postaci choroby realnie zagrażającej ich życiu”. – Przy czym zamierzonego celu nie osiągnął z uwagi na udzielenie pokrzywdzonym natychmiastowej pomocy lekarskiej – dodał prokurator Ciechanowski.

Mateusz M. w toku śledztwa nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Złożył obszerne wyjaśnienia, „które korespondują ze zgromadzonym w sprawie materiałem dowodowym”. Prokuratura nie zdradza treści wyjaśnień.

Prokurator wyjawił, że M. został przebadany przez biegłych psychiatrów i psychologa, którzy uznali, że nie wymaga on leczenia w szpitalu psychiatrycznym ani stosowania wobec niego innych środków leczniczych. – W ocenie biegłych oskarżony w czasie czynu miał zachowaną zdolność rozpoznawania jego znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem. Ponadto zarówno stopień rozwoju oskarżonego, jego właściwości i warunki osobiste w dniu popełniania czynu zabronionego przemawiają za odpowiedzialnością na zasadach określonych w Kodeksie karnym – przekazał prokurator Ciechanowski. Dodał, że według biegłych stan zdrowia psychicznego Mateusza M. pozwala mu na udział w czynnościach procesowych oraz prowadzenie obrony „w sposób samodzielny i rozsądny”.
Źródło info i foto: se.pl

Sąsiad o poszukiwanym Jacku Jaworku. „Mówił, że ma wszystkiego dość”

Dziennikarze se.pl dotarli do sąsiada Jacka Jaworka, który powiedział o zachowaniu poszukiwanego w ostatnich dniach przed tragedią. 52-latek podejrzany jest o morderstwo brata, jego żony i ich 17-letniego syna. Do zabójstwa doszło w domu w Borowcach pod Częstochową.

Jacek Jaworek podejrzany jest o to, że w sobotę 10 lipca zamordował swojego brata, szwagierkę oraz 17-letniego syna małżeństwa. Z domu, w którym doszło do tragedii, udało się uciec tylko 13-latkowi, który schował się przed wujkiem, a potem uciekł przez okno. „Fakt” – powołując się na rozmowy kuzyna, u którego schronił się nastolatek, pisze, że 13-latek „widział krew, słyszał charczenie” i cały czas się boi, że morderca po niego wróci. Poszukiwania 52-latka trwają już drugi dzień.

Dziennikarka portalu se.pl dotarła do sąsiada rodziny, który rozmawiał z Jackiem Jaworkiem w wieczór poprzedzający tragiczną zbrodnię. Pan Tomasz spotkał się z 52-latkiem, a podczas rozmowy mężczyźni spożywali alkohol – ale jak podkreśla sąsiad, nie była to libacja. Panowie rozeszli się koło północy. Pan Tomasz podkreśla, że Jacek był spokojny i nie okazywał żadnej złości na swoich bliskich.

Od kilku dni skarżył się jednak panu Tomaszowi na problemy z byłą żoną. – Kilka dni wcześniej mówił, że ma wszystkiego dość, a sytuacja zaczyna go przytłaczać. Miał problemy ze swoją byłą żoną, założyła mu sprawę o alimenty na dzieci (których ma trójkę – red.). Nie miał stałego adresu zamieszkania, więc wszystkie dokumenty trafiały na częstochowski adres do byłej żony. Ona podobno dokumenty wyrzucała. Więc jak nie zgłaszał się na terminy rozpraw, to oni mu zasądzili alimenty. Dwa, trzy miesiące za nie przesiedział w areszcie w Częstochowie – mówi sąsiad poszukiwanego.

Sprawę o alimenty miała założyć ojcu także 18-letnia córka. 52-latek dowiedział się o tym po czasie. Mężczyzna nie miał pieniędzy, ponieważ przez epidemię koronawirusa nie mógł tak często wyjeżdżać do pracy do Niemiec czy Szwajcarii. Nie miał też swojego mieszkania, więc po rozstaniu z żoną przeniósł się do domu należącego do nieżyjących rodziców. W domu tym mieszkali jednak jego brat z żoną i dwójką synów. 52-latek miał tam zostać na dwa tygodnie, jednak mieszkał z nimi już ponad pół roku. Sąsiad przyznaje, że nie chciał dokładać się do rachunków, które opłacał jego brat.

Kilka dni przed morderstwem Jaworek pojechał też do Małopolski, gdzie potężna nawałnica i grad uszkodziły jego auto. Koszt naprawy oszacowano na pięć tysięcy złotych. To właśnie to auto zostawił przed domem, skąd uciekł po zabiciu swoich bliskich.

– Nie wiedziałem, że miał pistolet. Ale ja tu przyjeżdżam odpocząć. Nie mieszkałem tu na co dzień. Nie znam go od strony agresywnej, ale ludzie mi opowiadali, że potrafił taki być. To był człowiek niecyfrowy, nie miał smartfona. W internecie to potrafił sprawdzić najwyżej prognozę pogody i wiadomości. Za granicę do pracy wyjeżdżał, ale nawet języków nie znał. To był prosty człowiek – mówił pan Tomasz.

„Super Express” opisał też historię zamordowanej rodziny. Justyna i Janusz poznali się już w dzieciństwie. Po ślubie wyjechali do Włoch, gdzie spędzili kilka lat. Tam też urodził się ich pierwszy syn Jakub. Po powrocie do Polski urodził się ich drugi syn, którego nazwali Gianni. Kobieta zajmowała się domem, a jej mąż znalazł zatrudnienie w budownictwie. – Wiem, że Justyna, Janusz i ich dzieci byli przez niego zastraszani i po prostu się go bali. Justyna nie zostawiała nawet chłopców sam na sam z Jackiem, bo nie miała do niego zaufania – powiedziała gazecie przyjaciółka zamordowanej kobiety.
Źródło info i foto: Gazeta.pl