24-latek zatrzymany za przestępstwo pedofilskie

Wielkopolscy policjanci zatrzymali kolejną osobę podejrzaną o przestępstwo pedofilskie. 24-latek za pośrednictwem komunikatora internetowego namówił nastoletnią dziewczynkę do czynności o charakterze seksualnym, a następnie przesłania mu swoich zdjęć. Sprawca został tymczasowo aresztowany. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności.

Sprawa ma swój początek pod koniec kwietnia br., kiedy do policjantów z Komendy Miejskiej Policji w Koninie zgłosiła się matka 13-letniej dziewczynki. Kobieta poinformowała, że w związku z niezrozumiałym zachowaniem córki i wynikłym z tego konfliktem, zajrzała do jej komputera i znalazła tam niepokojące treści. Okazało się, że za pośrednictwem komunikatora internetowego z dziewczynką kontakt nawiązał dorosły mężczyzna. Podczas prowadzonej korespondencji skutecznie namówił ją do wykonania czynności seksualnych, a następnie przesłania mu swoich zdjęć.

O sprawie natychmiast poinformowani zostali policjanci z Wydziału do Walki z Cyberprzestępczością KWP w Poznaniu, którzy namierzyli sprawcę. Mężczyzna został zatrzymany 6 lipca w miejscu pracy w Poznaniu. To 24-letni to mieszkaniec Grodziska Wielkopolskiego. W przeszłości nigdy nie był notowany przez Policję.

Mężczyzna usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa o charakterze pedofilskim i przyznał się do niego. Składając wyjaśnienia nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć motywów swojego działania. Decyzją sądu, na wniosek Prokuratora z Prokuratury Rejonowej w Koninie, 24-latek został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.

Śledczy zajmujący się tą sprawą zabezpieczyli komputer pokrzywdzonej dziewczynki oraz telefon i sprzęt informatyczny zatrzymanego 24-latka.

Zgromadzone dowody wskazują jednoznacznie, że 13-latka nie jest jedyną pokrzywdzoną w tej sprawie. Zatrzymany 24-latek kontaktował się także z innymi dziewczynkami. Ich tożsamość jest ustalana przez policjantów. Lista zarzutów i zatrzymanych pedofilów również nie jest zamknięta. Pracując nad sprawą policjanci wpadli na trop kolejnych sprawców tzw. groomingu. Ich zatrzymanie jest kwestią czasu.
Źródło info i foto: Policja.pl

Obrońca praw człowieka Aleś Bialacki zatrzymany na Białorusi

Aleś Bialacki, obrońca praw człowieka, szef monitorującej ich naruszenia organizacji Wiasna, został zatrzymany na Białorusi – poinformowali aktywiści tej organizacji. Od rana krewni i współpracownicy informowali, że nie mają kontaktu z Bialackim. Podejrzewali, że mógł zostać zatrzymany.

Na Białorusi trwają w środę masowe rewizje w organizacjach praw człowieka, NGO, innych niezależnych od państwa strukturach. Z nieoficjalnych informacji wynika, że Bialacki został zatrzymany w ramach sprawy karnej, którą prowadzi aparat centralny Komitetu Śledczego Białorusi.

Bialacki to białoruski działacz praw człowieka, były więzień polityczny. Prowadzona przez niego największa organizacja w tym sektorze – Wiasna – jest od blisko 20 lat uznawana przez państwo za nielegalną i nie posiada rejestracji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Hiszpania: Udostępniał pedofilom zdjęcia nagiej pasierbicy

Zdjęcia m.in. kąpiącej małoletniej dziewczynki, na które natrafili eksperci amerykańskiego Krajowego Centrum ds. Dzieci Zaginionych i Wykorzystywanych Seksualnie (National Center for Missing and Exploited Children), doprowadziły do ujęcia w Hiszpanii pedofila. Nagrywał on swoją pasierbicę i jako młoda kobieta polował w internecie na inne dziewczynki. Skutecznie namawiał je do przesyłania zdjęć i filmów o wyraźnym seksualnym podłożu.

To była żmudna akcja hiszpańskiej Guardia Civill, której finał był zaskoczeniem dla wszystkich, zwłaszcza dla ludzi, których związał z zatrzymanym pedofilem. NCMEC odkrył w sieci wśród plików, którymi wymieniali się różni pedofile, zdjęcia małoletniej dziewczynki w łazience, od rozbierania się po kąpiel i suszenie.

Sposób filmowania i kadrowania wskazywał, że dziecko nie miało pojęcia, że jest cały czas inwigilowane. Prawdopodobnie w łazience była zamontowana co najmniej jedna ukryta kamera.

Analiza ekspertów z NCMEC wykazała, że pedofil oferował także w sieci filmy, na których uwieczniono tradycyjny seks kobiety z mężczyzną. Na to, że sam bohater tej domowej pornografii może stać za pedofilskimi zdjęciami, wskazywało, że robił on fotomontaże mające upodobnić dorosłą kobietę do innej małoletniej dziewczynki.

Informatycy śledczy skupili się na odnalezieniu jak największej ilości szczegółów mogących doprowadzić do regionu, w którym powstały te wszystkie zdjęcia i filmy. Udało się ustalić personalia dorosłej kobiety i dziewczynki z łazienki, która, jak się okazała, była jej córką. Nie miały pojęcia, z kim mieszkają.

Osaczona

Ostrożnie, ze względu na dobro dziewczynki, gwardziści najpierw przepytali okolicznych mieszkańców, kim są mężczyzna jego partnerka i pasierbica. Agenci Departamentu Przestępstw Teleinformatycznych połączyli zabezpieczone zdjęcia z mężczyzną zamieszkałym w mieście Milladoiro (A Coruña). Mając odpowiednie zgody sądu, funkcjonariusze wkroczyli do mieszkania podejrzewanego z nakazałem przeszukania i zabezpieczenia sprzętu komputerowego oraz dostępu do używanych przez niego kont w mediach społecznościowych.

Dla partnerki zatrzymanego to był ogromny szok. Tym bardziej gdy okazało się, że nie ograniczył się do inwigilowania pasierbicy w łazience i nagrywania wszystkiego, co się tam dzieje. Funkcjonariusze odkryli, że pedofil zainstalował także w komputerze dziewczynki specjalne oprogramowanie szpiegowskie.

Dzięki niemu miał dostęp do wszystkich jej plików, ale także mógł bez jej wiedzy uruchamiać kamerę internetową i obserwować, co robi. Z zabezpieczonych dowodów wynika, że najczęściej nagrywał, jak dziewczynka się przebiera.
Źródło info i foto: TVP.info

Trwają poszukiwania ojca i dwójki dzieci

35-letni Minh Anh wraz z 6-letnią Olivią Linh Tran, 8-letnim Mikołajem Minh Tran są poszukiwani przez warszawską policję. Mężczyzna pod koniec maja wyprowadził się wraz z dziećmi z wynajmowanego mieszkania. Do tej pory nie poinformował matki dzieci o nowym miejscu pobytu. Policja opublikowała ich wizerunki. 35-letni Minh Anh Tran jest ojcem dwójki dzieci – 6-letniej Olivii Linh Tran oraz 8-letniego Mikołaja Minh Tran. Mężczyzna ma pełną władzę rodzicielską nad córką i synem.   

31 maja ojciec wyprowadził się z dziećmi z dotychczasowego miejsca zamieszkania przy ul. Bernardyńskiej w Warszawie i przeprowadził się w inne miejsce. 

Policja prosi o pomoc

Mężczyzna nie poinformował o tym fakcie matki dzieci, z którą wcześniej ustalił, że tak zrobi. Obecny adres zamieszkania dzieci jest nieznany. Każdy kto posiada jakąkolwiek wiedzę na temat miejsca pobytu poszukiwanych osób lub widział ich w ostatnim czasie, proszony jest o pilny kontakt z oficerem dyżurnym mokotowskiej policji przy ul. Malczewskiego 3/5/7 lub najbliższą jednostką policji. 

Informacje można również przekazywać na adres: oficer.prasowy.krp2@ksp.policja.gov.pl.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pielęgniarz zgwałcił i zabił 92-letnią kobietę

Mająca 92 lata seniorka z Berlina została w zeszły poniedziałek brutalnie zamordowana przez swojego pielęgniarza. Niemieckie media podały, że kobieta padła ofiarą przestępstwa na tle seksualnym. Śledczy zatrzymali podejrzanego, postawili mu już zarzuty. Podejrzanym o morderstwo na tle seksualnym i gwałt ze skutkiem śmiertelnym jest 42-letni pielęgniarz, który opiekował się seniorką.

Na miejscu przestępstwa w poniedziałek zatrzymano 41-letniego opiekuna 92-latki, podejrzanego o dokonanie zbrodni. Zatrzymał go syn zmarłej kobiety. „Syn zmarłej kobiety złapał 41-letniego podejrzanego i zadzwonił pod numer ratunkowy. Przytrzymał mężczyznę do czasu przybycia służb ratunkowych” – pisze w środę dziennik „Berliner Zeitung”.

We wtorek sąd wydał nakaz aresztowania go, po wcześniejszym postawieniu zarzutu morderstwa oraz gwałtu. „Podejrzany od wczoraj przebywa w areszcie na wniosek berlińskiej prokuratury pod zarzutem morderstwa na tle seksualnym i gwałtu ze skutkiem śmiertelnym. W chwili obecnej nie możemy udzielić żadnych dalszych informacji” – przekazała na Twitterze berlińska prokuratura.

Przybyli na miejsce zbrodni ratownicy próbowali reanimować seniorkę. 92-latce nie udało si e przywrócić funkcji życiowych. „Zmarła w domu z powodu poważnych obrażeń” – podała gazeta. Dokładną przyczynę śmierci poznamy po sekcji zwłok.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Francja: Ogromny problem prostytucji nieletnich

Od 2016 do 2020 r. liczba odnotowanych ofiar prostytucji nieletnich we Francji wzrosła ponad trzykrotnie – wynika z raportu przygotowanego przez grupę powołanych przez rząd ekspertów na podstawie danych służb państwowych. Z raportu, który we wtorek otrzymał francuski sekretarz stanu odpowiedzialny za politykę rodzinną Adrien Taquet, wynika, że w 2016 r. zarejestrowano 116 ofiar przestępstwa, w 2020 r. – 400, a najmłodsze ofiary mają 12 lat.

Grupa 32 ekspertów składająca się m.in. z wysoko postawionych funkcjonariuszy państwowych, lekarzy, psychologów, działaczy i pracowników służb miejskich, zaapelowała o stworzenie planu walki z plagą dziecięcej prostytucji.

Według ekspertów rozwojowi prostytucji nieletnich sprzyja środowisko internetowe, a zwłaszcza media społecznościowe, gdzie sutenerzy namierzają swoje ofiary. Według raportu problem może dotyczyć nawet od 7 do 10 tys. nastolatków we Francji.

Plan walki

Taquet zapowiedział, że rząd zaprezentuje jesienią swój „plan walki z prostytucją nieletnich”. Sekretarz obiecał zastosowanie „konkretnych działań”, w tym dotyczących prewencji niepożądanych zachowań i edukacji. W działania mają zostać włączeni nie tylko nastolatkowie, ale też rodzice.

Walka z przestępczością, poza działalnością instytucjonalną, jak schroniska dla młodych w kryzysie, ma się skupić w szczególności na walce z cybersutenerstwem.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zbrodnia w Borowcach. Justyna zrobiła zdjęcia broni Jacka w bagażniku. Chciała je dać policji

Na jaw wychodzą nowe fakty w sprawie brutalnego mordu pod Częstochową. 10 lipca w nocy Jacek Jaworek miał zastrzelić swojego brata Janusza, jego żonę Justynę i ich syna Kubę. Mężczyzna uciekł. Policyjna obława trwa od kilku dni. Okazuje się, że małżeństwo 7 lipca zgłaszało na policji, że Jacek im grozi, choć nie było wówczas mowy o broni. Jak ustalił „Super Express” 44-letnia Justyna zbierała dowody na to, iż jej szwagier może być niebezpieczny. Zrobiła zdjęcia broni w bagażniku jego samochodu. Chciała je przekazać policji. Nie zdążyła. Zginęła w masakrze jako pierwsza. W sobotę po zabójstwie fotografie miały trafić w ręce policjantów.

Nadal trwają poszukiwania Jacka Jaworka. 52-letni mężczyzna jest podejrzany o zabójstwo swojego brata Janusza i jego żony Justyny (oboje 44 l.) oraz ich syna Jakuba (17 l.). Jedynym ocalałym z masakry jest Gianni (13 l.). Chłopak najpierw się ukrył, a potem wybiegł z domu. Morderca oddalił się w kierunku lasu. Ale mimo kilku dni intensywnych poszukiwań nadal nie wiadomo, gdzie obecnie przebywa. Tymczasem na jaw wychodzą kolejne fakty. W środę 14 lipca poinformowano, że na trzy dni przed tragedią Janusz i Justyna pojawili się na komisariacie policji. Złożyli zawiadomienie, że Jacek im grozi. Potem, wedle ustaleń „Super Expressu” kobieta szukała dowodów na to, że szwagier jest dla rodziny uciążliwy. Robiła zdjęcia. Na jednym z nich znajdował się samochód Jacka, który zastawiał przejazd. Na kolejnym ze zdjęć był widok z bagażnika, a tam – wiatrówka, z którą Jacek chodził na polowania. Wiadomo jednak, że mężczyzna miał także drugi pistolet, który trzymał przy łóżku. To najprawdopodobniej narzędzie zbrodni.

Justyna oddała zdjęcia do fotografa. Poprosiła koleżankę, by odebrała je w piątek. Miały się spotkać dzień później. Niestety, w nocy z piątku na sobotę doszło do masakry. Jacek wrócił z imprezy o 1.00 i dokonał krwawej rzezi. Najpierw zastrzelił właśnie Justynę. Kobieta otworzyła mu drzwi. Potem od kuli zginął Kuba. Chłopiec stanął w obronie matki. Jak nieoficjalnie udało się nam ustalić Janusz uciekał w kierunku przybudówki na dworze. To tam, wedle naszych źródeł, znaleziono jego ciało.

Jacek Jaworek jest od soboty najbardziej poszukiwaną osobą w kraju. Każdego dnia na obszarze poszukiwań zaangażowanych jest blisko 200 zmieniających się policjantów, m.in. z wydziałów prewencji i kryminalnego, a także śledczy zwalczający cyberprzestępczość i policyjni kontrterroryści z Katowic. Śląskich funkcjonariuszy wspomagają policjanci z województw dolnośląskiego, małopolskiego, łódzkiego i świętokrzyskiego. Alert w sprawie poszukiwań Jacka Jaworka rozesłało także do mieszkańców trzech sąsiadujących ze sobą województw – śląskiego, łódzkiego i świętokrzyskiego – Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. W akcji pomagają również psy saksońskie. Są to specjalnie szkolone psy, które pracują tzw. górnym wiatrem, czyli wyłapując molekuły zapachowe unoszące się nad ziemią. W odróżnieniu od „tradycyjnych” psów służbowych, które pracują na świeżych śladach (kilku- lub kilkunastogodzinnych), psy saksońskie są w stanie wypracować ślad pozostawiony przez człowieka dużo wcześniej – nawet powyżej kilkunastu dni.
Źródło info i foto: se.pl

Jacek Jaworek wciąż nieuchwytny. „Wnuczka słyszała, jak zaczęła się awantura. Byli na kamerkach”

13-letni Gianni jest jedynym ocalałym z masakry w Borowcach niedaleko Częstochowy. Jacek Jaworek, wujek chłopca, ścigany jest za zabójstwo jego rodziców i brata. Wszyscy zginęli od strzałów z pistoletu. Gianni ukrył się przed napastnikiem, a później uciekł przez okno do krewnych. Justyna i Janusz oraz ich synowie Jakub i Gianni byli kochającą się rodziną. Zajmowali murowany dom przy głównej drodze w Borowcach w powiecie częstochowskim. To niewielka wieś otoczona polami i lasami. Znali się jeszcze ze szkoły, urodzili się tego samego dnia. Justyna prowadziła dom, a Janusz zarobkowo kładł kafelki. Przez kilka lat mieszkali we Włoszech. Tam przyszedł na świat ich młodszy syn – Gianni. Po powrocie do Polski zamieszkali w Borowcach, w domu po rodzicach Janusza.

Od kilku miesięcy nie działo się jednak u nich dobrze. Problemy zaczęły się, gdy kilka miesięcy temu sprowadził się starszy brat Janusza – Jacek Jaworek. Miał zostać „na chwilę”, bo pracował za granicą. Jednak pandemia uniemożliwiła mu wyjazdy. Nie zarabiał. W domu miało dochodzić do licznych kłótni i konfliktów. Bracia nie mogli się dogadać w sprawie ojcowizny.

Mieszkańcy wsi opisują Jacka Jaworka jako osobę porywczą, a ostatnio mocno przybitą swoją sytuacją. Mężczyzna ma troje dzieci, jest rozwodnikiem. Niedawno odsiedział dwa miesiące zastępczej kary pozbawienia wolności w związku z niepłaceniem alimentów. Przy kieliszku miał chwalić się znajomym, że ma broń: pistolet i myśliwskiego sztucera.

Jacek Jaworek w nocy z piątku na sobotę wrócił do domu prawdopodobnie pijany. Doszło do awantury. Mężczyzna wyciągnął broń i zacząć strzelać do swoich najbliższych. Z ustaleń Onetu wynika, że najpierw zabił swojego brata. Później bratanka i bratową. Kobieta miała przed śmiercią zdążyć jeszcze zadzwonić po policję.

„Wnuczka słyszała, jak zaczęła się awantura. Byli na kamerkach”

Jak ustaliliśmy, gdy doszło do strzelaniny, 13-letni Gianni nie spał. Rozmawiał ze swoją koleżanką w sieci. Gdy usłyszał strzały i krzyki swoich rodziców i brata, ukrył się w szafie. Kiedy uznał, że jest bezpiecznie, uciekł przez okno do swoich krewnych w sąsiedztwie.

– Moja wnuczka i on są rówieśnikami. Znają się od małego, więc często rozmawiają przez internet, czasem do późna, bo wtedy mają dobre połączenie. Byli na kamerkach, widzieli się. Wnuczka słyszała, jak się zaczęła awantura. Gianni ściszył rozmowę i schował się do szafy. Nawet rozmawiałem z zięciem, czy można to odtworzyć, ale okazuje się, że nie było włączone nagrywanie – relacjonuje w rozmowie z Onetem Witold Kościański, sąsiad zmarłych.

Od pięciu dni trwają poszukiwania Jacka Jaworka. W akcji bierze udział blisko 200 policjantów, psy tropiące oraz drony. Mężczyzna wciąż może być uzbrojony.

Prokurator z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie zarządził wczoraj poszukiwanie mężczyzny listem gończym. Wydano też postanowienie o tymczasowym aresztowaniu. 52-latek jest już oficjalnie podejrzany o dokonanie potrójnego zabójstwa w Borowcach.
Źródło info i foto: onet.pl

Fala protestów w RPA po zatrzymaniu Zumy. 6 osób nie żyje

W RPA dochodzi do eskalacji protestów po zatrzymaniu byłego prezydenta Jacoba Zumy, w wyniku których zginęło już co najmniej sześć osób. Władze, chcąc doprowadzić do ustabilizowania sytuacji, zdecydowały się na użycie wojska. Dowództwo armii RPA poinformowało w poniedziałek o zamiarze wysłania swoich oddziałów do dwóch regionów kraju, w których dochodzi do eskalacji zamieszek na skutek aresztowania byłego prezydenta Jacoba Zumy, sprawującego ten urząd w latach 2009-2018.

Zuma został skazany na 15 miesięcy więzienia za obrazę sądu. Zgodnie z warunkami wyroku, będzie mógł się ubiegać o warunkowe zwolnienie za niecałe cztery miesiące. Ciążą na nim jednak dużo poważniejsze oskarżenia, między innymi o korupcję i pranie brudnych pieniędzy. Były prezydent miał działać w interesie trzech biznesmenów, którzy mieli wzbogacić się dzięki zasobom państwa. Zuma konsekwentnie nie stawiał się na przesłuchaniach w sprawie zarzutów korupcyjnych.

Zwolennicy Jacoba Zumy doprowadzili do gwałtownych protestów, które przerodziły się w siłowe starcia ze służbami bezpieczeństwa. Lokalne media informowały między innymi o płonących centrach handlowych, zamkniętych autostradach i rabowanych sklepach. Policja przekazała natomiast, że lokalny ruch uliczny został zakłócony przez protestujących, którzy stworzyli barykady z płonących opon. Media obiegło zdjęcie, które ukazuje ciemny dym unoszący się nad panoramą Johannesburga.

Poza Johannesburgiem do najgroźniejszych starć dochodzi obecnie w prowincji KwaZulu-Natal, w której Zuma dorastał, a obecnie przebywa w więzieniu. Dotychczas w starciach zginęło już co najmniej 6 osób, a 219 kolejnych aresztowano.

Na miejsca największych protestów wysłano dodatkowe siły policyjne, jednak ich zaangażowanie nie wystarczyło do opanowania sytuacji. W związku z tym, po czterech dniach od początku zamieszek, w poniedziałek została podjęta decyzja o wykorzystaniu wojska. „Narodowe Siły Obrony Południowej Afryki rozpoczęły proces i procedury przed rozmieszczeniem, zgodnie z prośbą o pomoc” – podano w oświadczeniu armii. Jak dodano, czas misji i liczba zaangażowanych żołnierzy będą uzależnione od bieżącej sytuacji.

Według komentatorów konfrontacja armii z ludźmi na ulicach może jednak doprowadzić do dalszej eskalacji rozruchów i utwierdzenia protestujących w przekonaniu, że Jacob Zuma jest ofiarą politycznej zemsty swojego następcy. Równocześnie w RPA wciąż obowiązuje czwarty w pięciostopniowej skali poziom obostrzeń z uwagi na pandemię COVID-19. Według rządowych wytycznych, zabronione jest gromadzenie się, a od godziny 21 do 4 rano obowiązuje godzina policyjna.
Źródło info i foto: Gazeta.pl