Były burmistrz ostrzega przed kontrowersyjnym księdzem

Poprzez skargi do biskupa mieszkańcy Gruszczyc w woj. łódzkim doprowadzili do usunięcia z parafii proboszcza, który miał źle odnosić się do parafian. Były burmistrz gminy krytykuje styl podjęcia decyzji przez kurię. – To przykład nowej zabawy w chowanego. Ten kapłan nie czuje skruchy i będzie się podobnie zachowywał w kolejnej parafii. Ostrzegam – komentuje.

– Wobec narastającego napięcia pomiędzy parafianami a proboszczem kapłan ten otrzymał propozycję przejścia do nowej parafii, na którą się zgodził i przyjął – poinformował WP ks. mgr Michał Włodarski, rzecznik prasowy diecezji kaliskiej.

To cały komentarz do finału głośnego przed trzema laty konfliktu pomiędzy ks. Przemysławem a burmistrzem gminy Błaszki, gdzie leży parafia Gruszczyce. W wyniku rutynowych kontroli pracowników gminy proboszcz został przyłapany na nielegalnym podpięciu parafii do wodociągu i sieci energetycznej. Zajął gminną działkę na parking, a pod cmentarzem urządził nielegalne wysypisko śmieci.

Kiedy burmistrz gminy Błaszki domagał się zapłaty za media i śmieci oraz wezwał do uregulowania spraw nieruchomości, proboszcz podburzał wiernych z ambony: „Nie będzie nami rządził mały człowiek”.
Źródło info i foto: wp.pl

Iwona Wieczorek zaginęła 11 lat temu

2990 osób jest aktualnie w Polsce – według danych przekazanych nam przez Komendę Główną Policji – uznawanych za zaginione. W tym gronie są osoby, które zaginęły niedawno, ale i takie których losu nie udało się ustalić po upływie roku od momentu ich zniknięcia. Przygniatającą większość spraw z kilkunastu tysięcy zaginięć notowanych rocznie w Polsce udaje się szybko rozwiązać. Są jednak i takie, które zagadkowe pozostają przez lata, a nawet dekady. W nocy z 16 na 17 lipca przypadała kolejna rocznica zaginięcia Iwony Wieczorek. To najgłośniejsza tego typu sprawa w Polsce. Wiele innych, niemniej dramatycznych, to niemal nieznane historie.

Wizerunek, imię i nazwisko oraz historia zaginięcia Iwony Wieczorek jest powszechnie znana. Nastolatka zaginęła 11 lat temu. W lipcu 2010 wracała nadmorskimi alejkami z imprezy w Sopocie do domu w Gdańsku.

I choć sprawa jej zaginięcia formalnie została zakończona umorzeniem w 2012 roku, to zarówno policja, jak i prokuratura regularnie do niej wracają. Prowadzone są też często ponadstandardowe działania, które nie zawsze wykonywane są w innych sprawach.

Historia Iwony Wieczorek wciąż budzi spore zainteresowanie mediów, a to często przekłada się także na zaangażowanie osób spoza służb, które dążą – w porozumieniu z rodziną lub bez – do rozwiązania zagadki najgłośniejszego, polskiego zaginięcia.

Myślę, że w nas – w ludziach – jest taka potrzeba sensacji, czy stymulacji takimi sprawami, które budzą nasz niepokój. Sprawiają, że troszkę się boimy, ale obserwując takie sytuacje, trochę ten strach sobie oswajamy – mówi w rozmowie z RMF FM Agata Nowacka, koordynatorka Zespołu Poszukiwań i Identyfikacji w Fundacji ITAKA, zajmującej się między innymi poszukiwaniami osób zaginionych.

Fundacja – jak przyznaje Agata Nowacka – chce z jednej strony, by historie zaginionych były jak najszerzej rozpropagowane, by jak najwięcej twarzy osób zaginionych było znanych. Bo to sprawia, że ludzie dzwonią, informują, fundacja otrzymuje sygnały.

Z drugiej jednak strony, jeżeli te zaginięcia, są na ustach wszystkich w całej Polsce, kiedy powstają różne teorie spiskowe dotyczące tych zaginięć, różne osoby z niekoniecznie szczerymi intencjami się próbują podpiąć pod działania i wypromować swoją osobę, to warto sobie zdać sprawę, gdzie w tym wszystkim jest rodzina tej osoby, gdzie w tym wszystkim jest osoba zaginiona – zaznacza Nowacka.

I wtedy sprawa zaginięcia staje się swego rodzaju widowiskiem. Przestajemy myśleć o tym, że to jest cierpienie rodziny i straszna trauma – podkreśla. Warto mieć z tyłu głowy i postrzegać te zaginięcia jako coś, co się stało strasznego rodzinie i osobie zaginionej.

Nieustanna sinusoida emocji

Agata Nowicka z Fundacji ITAKA wyjaśnia, że bliscy osób zaginionych – nawet takich, których los pozostaje nieznany przez kilka dekad – nie tracą nadziei na rozwiązanie sprawy. Oczywiście zdarzają się też wyjątki. Dla bliskiej rodziny osoby zaginionej niewiedza o losie ich krewnego często przekłada się na tak zwany proces niedomkniętej żałoby. Bliscy zaginionych często żyją także w warunkach huśtawki emocjonalnej.

Jednego dnia mają nadzieję, że ta osoba może gdzieś żyje, może niedługo wróci, może jest z nią wszystko dobrze, może po prostu straciła pamięć i się jeszcze spotkają. A następnego dnia zdarzają się wyobrażenia, że tej osobie się dzieje coś złego, że ona cierpi, albo że nie żyje, ale jej ciało jest porzucone i nie można jej pochować – wyjaśnia Agata Nowicka.

To taka nieustanna sinusoida emocji. Z jednej strony miłość, tęsknota, a z drugiej złość, poczucie winny. Mimo że obiektywnie, to nie jest ich winna, ale to jest naturalny odruch – mówi Nowacka.

Jak podkreśla, nie można zakładać najgorszego, że osoba długotrwale zaginiona pada ofiarą przestępstwa. Niektóre sprawy wyjaśniają się nawet po wielu latach. Niedawno mieliśmy wyjaśnienie takie przykre. Osoba nie odnalazła się żywa, ale okazało się, że została zamordowana przez bliską osobę – opowiada. Jednocześnie wspomina pozytywne sytuacje

Po 12 latach odzywa się do nas pani, która opuściła swój dom. Zdecydowała, że nie chce z różnych przyczyn dalej żyć w rodzinie, w której żyła. Czując jednak potrzebę wyjaśnienia tego, co się stało, za naszym pośrednictwem skontaktowała się z rodziną i jakoś odbudowują tę relację teraz – mówi Agata Nowicka.

Nigdy w fundacji nie zakładamy takich scenariuszy, bo nas życie zaskoczyło już wiele razy, bo życie pisze najmniej spodziewane, najlepsze scenariusze jakie możemy sobie wyobrazić – podkreśla Nowacka.

Nie ma ich od 40-50 lat…

Na stronie zaginieni.pl znajduje się baza osób zaginionych.

Najstarsze zaginięcia to są nawet lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte. Patrząc na twarze tych osób, można zobaczyć jak bardzo zróżnicowane są te sprawy. To i małe dzieci, nastolatki, osoby w średnim wieku i osoby starsze. Przekrój osób, które zaginęły bez śladu i nie ma ich od wielu lat, powyżej dziesięciu czy nawet trzydziestu, jest tak naprawdę ogromny – mówi Agata Nowacka z Fundacji ITAKA.
Źródło info i foto: RMF24.pl

2,5-latek utonął w Antoninie. Rodzice z zarzutami

Rodzice 2,5-letniego chłopca, który w czwartek utonął w zbiorniku wodnym na terenie ośrodka wypoczynkowego w Antoninie (woj. wielkopolskie), usłyszeli zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci i narażenia na utratę życia lub zdrowia – poinformowała Polska Agencja Prasowa. Podejrzanym grozi od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.

Prokurator Marcin Kubiak z Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim przekazał w rozmowie z PAP, że „podejrzani przyznali się do zarzucanego czynu, składając dość oszczędne wyjaśnienia”. Śledczy nie zdecydowali jeszcze o czy i jakie środki zapobiegawcze zostaną zastosowane wobec rodziców chłopca.

W czwartek 15 lipca strażacy otrzymali informację o tym, że na jeziorze Szperek w Antoninie w województwie wielkopolskim, unosi się ciało małego dziecka.

Zgłoszenie wpłynęło od osoby spacerującej obok akwenu, który znajduje się w okolicy jednego z ośrodków wypoczynkowych. Na miejsce wysłana została policja, straż pożarna i Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Po trwającej półtorej godziny reanimacji, lekarz stwierdził zgon 2,5-latka.

Według ustaleń prokuratury, rodzice pozostawili niezamknięte drzwi wejściowe do domku letniskowego, w którym przebywała rodzina. W efekcie, dziecko bez opieki dorosłych opuściło budynek i poszło nad pobliskie jezioro, gdzie spadło z pomostu i utonęło. Prokuratura ustaliła też, że w noc poprzedzającą tragiczne zdarzenie, rodzice chłopca spożywali alkohol. U 29-latki badanie wykazało jeden promil alkoholu w organizmie. Natomiast 32-letni ojciec miał około 0,08 promila, a więc zgodnie z przepisami kodeksu karnego w chwili badania był trzeźwy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl