Kolejna udana akcja CBŚP. Włamania i kradzieże. Straty na kilkanaście milionów złotych

O zatrzymaniu kolejnych członków grupy przestępczej z województwa pomorskiego i czterech sejfach zatopionych w zbiornikach wodnych poinformowało Centralne Biuro Śledcze Policji. W jednym z sejfów policjanci odnaleźli kopertę z pieniędzmi przeoczoną przez sprawców.

Jak wynika z informacji opublikowanych CBŚP, nad sprawą pracują również Komenda Wojewódzka Policji w Olsztynie oraz Prokuratura Krajowa. Łącznie występuje już 11 podejrzanych, którym śledczy zarzucają popełnienie 87 przestępstw. Według funkcjonariuszy członkowie grupy od kilkunastu lat w okresie wiosennym i jesiennym włamywali się do hurtowni i gospodarstw rolnych, skąd kradli środki ochrony roślin, sprzedawane później współpracującym z nimi rolnikom.

Włamania i kradzieże

Podczas zatrzymania jednego z podejrzanych policjanci zabezpieczyli chemię rolną pochodzącą z kradzieży, której wartość wynosiła około 800 tysięcy złotych. Z ustaleń śledztwa wynika, że w innych okresach roku członkowie gangu włamywali się do bankomatów i sklepów, skąd kradli pieniądze i sejfy. W kręgu ich zainteresowania pozostawały również domy osób majętnych, skąd były kradzione pieniądze, kosztowności, broń, a nawet trofea myśliwskie, które sprzedali.

Z zebranego materiału wynika, że niektórzy z podejrzanych mogli uczestniczyć również w obrocie znacznymi ilościami narkotyków.

Zatrzymania

W maju 2020 roku większość z podejrzanych została zatrzymana. Obecnie w śledztwie występuje 11 podejrzanych. Śledczy ustalili, że podejrzani mogą mieć na swoim koncie co najmniej 87 przestępstw, a wartość strat poniesiona przez pokrzywdzonych wynosi około 11 milionów złotych.

Podczas działań policjanci zabezpieczyli trzy jednostki broni wraz z amunicją, amfetaminę i marihuanę. W wyniku podjętych działań przejęto także blisko milion złotych w gotówce. Tylko u jednego podejrzanego policjanci zabezpieczyli 600 tysięcy złotych, które ukryto na poddaszu domu jednorodzinnego.

Sejfy zatopione w jeziorach

Policjanci dotarli również do czterech sejfów pochodzących z włamań do domów czy sklepów. Przy wsparciu funkcjonariuszy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku wydobyto metalowe skrzynie z jezior, zatopione na terenie województwa pomorskiego. Okazało się, że sprawcy przeoczyli kopertę z dużą ilością gotówki i wyrzucili ją razem z sejfem.

Pieniądze oraz sejfy odzyskane przez policjantów stanowią obecnie materiał dowodowy. Podejrzanym grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tychy: Atak nożownika. Dwie osoby w szpitalu

​22-letni nożownik w Tychach zaatakował trzy osoby wychodzące z ogródków działkowych. Dwie osoby trafiły do szpitala. Napastnik trafił w ręce policjantów. Jak podaje „Dziennik Zachodni”, do zdarzenia doszło w sobotę, 4 września, przy wejściu do ogródków działkowych w Tychach. 22-latek zaatakował nożem trzech mężczyzn, którzy akurat wychodzili z terenów ogródków. Dwie osoby trafiły do szpitala.

Napastnik trafił w ręce policji. Był pod wpływem alkoholu. Funkcjonariuszem ustalają motywy i okoliczności zdarzenia. Śledztwo prowadzone jest pod kątem bójki z użyciem niebezpiecznego narzędzia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Poznań: Brutalne pobicie czarnoskórego piłkarza. Trafił do szpitala

Pochodzący z Sudanu Południowego piłkarz Kondok Simon Tor został bardzo dotkliwie pobity przy jednym z klubów nocnych na ul. Paderewskiego w Poznaniu. Maltretowało go sześciu mężczyzn, których teraz poszukuje policja. Kondok Simon Tor to zawodnik klubu Korona Piaski w powiecie gostyńskim, około 30 km od Leszna i około 75 km od Poznania. Drużyna ze wsi Piaski gra w czwartej lidze, jest tam na czternastym miejscu. Urodzony w 2001 roku piłkarz z Sudanu Południowego przyjechał do Polski przed ponad dwoma laty, studiuje tutaj. Grywał w Avii Kamionki, teraz jest zawodnikiem Korony. Wcześniej trenował w szkółkach piłkarskich Kenii i Ugandy.

Do jego pobicia doszło w weekend przed klubem Pacha przy ul. Paderewskiego w Poznaniu. Według raportu policji, biło go najpierw dwóch mężczyzn, których z lokalu usunęła ochrona. Następnie Sudańczyka zaatakowało czterech kolejnych. Zawodnik został pobity bardzo dotkliwie, aż do utraty przytomności. Wylądował w szpitalu, gdzie jest badany. Odzyskał już przytomność, jest z nim kontakt.

Klub Korona Piaski wydał na Facebooku oświadczenie, w którym czytamy: „Wczoraj, dnia 4.09.2021 w godzinach nocnych doszło do pobicia naszego zawodnika Korony Piaski Tor Juniora Kondok Simona, który wracał z meczu z dworca PKP w Poznaniu do domu, doszło do tego prawdopodobnie w okolicach starego rynku w Poznaniu. Doznał on poważnych obrażeń, które zagrażają jego życiu. Jest to nasz przyjaciel i zwracamy się z prośba o pomoc w poszukiwaniu sprawców. Prawdopodobnie było ich 4. Jego pobicie było na tle rasistowskim. Jeśli ktokolwiek miałby jakiekolwiek informację, prosimy o pilny kontakt z policją bądź z nami. Bądźmy ludźmi i traktujmy się z szacunkiem”.
Źródło info i foto: interia.pl

Afgańczyk zaatakował nożem pracownicę zieleni miejskiej w Berlinie. Przeszkadzało mu, że jest kobietą i pracuje

Krwawe zajście w dzielnicy stolicy Niemiec Wilmersdorf. Berlińska prokuratura potwierdziła, że mężczyzna narodowości afgańskiej zaatakował nożem 58-letnią pracownicę firmy zajmującej się architekturą krajobrazu. Napastnikowi nie podobało się, że jest kobietą, a mimo to pracuje. Zadał ciosy w szyję, zranił także w gardło mężczyznę, który chciał ratować kobietę. Sprawca został aresztowany.

Berlińska policja prowadzi śledztwo w sprawie ataku 29-letniego Afgańczyka na kobietę, która pracowała, zajmując się zielenią miejską. Mężczyzna miał najpierw rozmawiać z kobietą w sobotę około godziny 13:30 na rogu ulic Prinzregentenstrasse i Güntzelstrasse w dzielnicy Berlina Wilmersdorf. Leży ona w okręgu administracyjnym Charlottenburg-Wilmersdorf i jest znana z ekskluzywnych sklepów oraz odrestaurowanych przedwojennych budynków.

Według berlińskiej policji mężczyźnie miał nie podobać się fakt, że kobieta pracuje w miejscu publicznym. Następnie napastnik wyjął nóż, którym nagle zadał pracownicy kilka ciosów w szyję, poważnie ją raniąc.

Według lokalnego dziennika „Berliner Morgenpost”, ranny w gardło został także 66-letni mężczyzna, który rzucił się zaatakowanej kobiecie na pomoc. Obie poszkodowane osoby przeszły w szpitalu operację. Obydwa zabiegi odbyły się niezwłocznie – poinformował niemiecki dziennik „Bild”.

Funkcjonariusze zatrzymali agresora na miejscu zdarzenia. Śledczy ustalili, że mieszka on w Niemczech od 2016 roku.

Martin Steltner, rzecznik berlińskiej prokuratury, powiedział dziennikowi „Bild”, że podejrzany mężczyzna był wcześniej leczony psychiatrycznie. Według policji śledztwo prowadzone jest jednak także w kierunku możliwego ataku motywowanego przez islamistów. Według „Bilda” wskazywać na to miało zachowanie napastnika. Potwierdziła to także prokuratura.

Prokuratura Generalna w Berlinie potwierdziła, że mężczyzna zaatakował, bo przeszkadzało mu, iż poszkodowana jest kobietą, a mimo to pracuje. Śledczy napisali także w komunikacie o możliwej motywacji islamistycznej. Mężczyzna został aresztowany
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szczęśliwy finał poszukiwań zaginionej 9-latki

Gorzowscy policjanci szybko odnaleźli 9-latkę, która po szkole nie wróciła do domu. Dla funkcjonariuszy ogłoszono alarm, a w poszukiwaniach dziecka brało udział niemal 150 policjantów. Funkcjonariusze kilku pionów sprawdzali teren miasta. Dziewczynka została odnaleziona przez kryminalnych już po zmierzchu. Nic jej się nie stało i mogła wrócić pod opiekę matki.

Informacja o zaginięciu 9-latki dotarła do dyżurnego gorzowskiej jednostki w czwartek po południu. Dziewczynka nie wróciła ze szkoły, mimo tego, że miała iść od razu do domu, dlatego zaniepokojona matka zgłosiła się o pomoc do funkcjonariuszy. Trzeba było szybko podejmować decyzje, bo zbliżał się wieczór, co zdecydowanie utrudnia poszukiwania. Dla policjantów został ogłoszony alarm. Do pracy przyjechali funkcjonariusze, którzy zostawili swoje domowe obowiązki, by szukać dziewczynki. W poszukiwaniach brało udział niemal 150 policjantów z kilku pionów. Funkcjonariusze błyskawicznie podzielili między sobą zadania, by w jak najkrótszym czasie znaleźć zaginioną. By poszerzyć możliwości, informacja o poszukiwaniach trafiła do kierowców taksówek kilku korporacji.

Policjanci po otrzymaniu wizerunku i ustaleniu ubioru sprawdzali różne części miasta. Kontrolowane były parki, okolice sklepów, place zabaw. Nie było jednak potwierdzonych informacji, by ktokolwiek dziewczynkę widział. Doświadczenie policjantów z wcześniejszych zaginięć dzieci podpowiadało im, gdzie należy szukać. Po godzinie 20 do wszystkich służb biorących udział w poszukiwaniach dotarła dobra informacja. Policjanci wydziału kryminalnego zauważyli dziewczynkę przy gorzowskiej filharmonii. 9-latce nic się nie stało, była cała i zdrowa. Funkcjonariusze przekazali ją pod opiekę matki.
Źródło info i foto: Policja.pl

Straż Graniczna wydała kilkadziesiąt pozwoleń na wjazd do strefy objętej stanem wyjątkowym

Od początku ogłoszenia stanu wyjątkowego w pasie przy granicy z Białorusią wydano już kilkadziesiąt pozwoleń na wjazd do strefy objętej ograniczeniami związanymi z rozporządzeniem – poinformowała w sobotę PAP rzecznik Straży Granicznej ppor. Anna Michalska. Na terenie Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej wydano już kilkadziesiąt wniosków o pozwolenie na wjazd do strefy objętej stanem wyjątkowym. Natomiast na obszarze Nadbużańskiego Oddziału Starzy Granicznej – kilka – poinformowała PAP rzecznik.

Wyjaśniła, że mniejsza liczba złożonych wniosków oraz pozwoleń w oddziale nadbużańskim bierze się stąd, że w woj. lubelskim mniej miejscowości zostało objętych stanem wyjątkowym. Od czwartku w pasie przygranicznym z Białorusią, czyli w części województw podlaskiego i lubelskiego, zaczął obowiązywać stan wyjątkowy. Obejmuje on 183 miejscowości. Został wprowadzony na 30 dni na mocy rozporządzenia prezydenta, wydanego na wniosek Rady Ministrów.

Według rozporządzenia obowiązuje zakaz przebywania na obszarze objętym stanem wyjątkowym przez całą dobę osób, które tam nie mieszkają. Wyjątkiem są osoby zapewniające obsługę urzędów administracji publicznej i ich jednostek organizacyjnych; przebywające w tych jednostkach w celu załatwienia spraw administracyjnych; pracujące zarobkowo w podmiotach prowadzących działalność gospodarczą na tym obszarze; wykonujące na stałe działalność gospodarczą na tym obszarze; świadczące usługi pocztowe, kurierskie, dostawcze i zaopatrzeniowe; posiadające nieruchomości na tym terenie. Nie dotyczy także rolników pracujących w gospodarstwach rolnych; uczniów, studentów i ich opiekunów w czasie pobierania nauki; opiekunów dzieci do lat 3; osób uczestniczących w praktykach kultu religijnego, chrzcinach, ślubach, weselach i pogrzebach.

Zakaz nie dotyczy służb ratowniczych, medycznych i osób w drodze do placówek ochrony zdrowia, a także osób jadących bezpośrednio na przejście graniczne lub z niego do centrum kraju.

Jak podkreślał na konferencji w czwartek wiceszef MSWiA Maciej Wąsik, w innych sytuacjach „zawsze właściwy miejscowo komendant placówki Straży Granicznej będzie mógł wydać pozwolenie na wjazd na teren, gdzie będzie obowiązywał stan wyjątkowy”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Floryda: Sprawca strzelaniny zabił 4 osoby, w tym niemowlę

Cztery osoby, w tym niemowlę, zginęły strzelaninie w domu w Lakeland na Florydzie – podało CNN. Sprawca zbrodni był ubrany w kamizelkę kuloodporną, określał się, jako „survivalowiec”. CNN podało, że sprawca śmiertelnie postrzelił cztery osoby, w tym niemowlę. Na miejscu znaleziono martwego mężczyznę, kobietę i niemowlę z jednej rodziny oraz inną kobietę w drugim domu na terenie posiadłości – relacjonował szeryf lokalnego hrabstwa, Grady Judd.

Ranna została 11-letnia dziewczynka, którą sprawca wielokrotnie postrzelił. Dziecko przeżyło, zostało przetransportowane samolotem do szpitala Tampa General Hospital na operację. 

– Ten człowiek zabił dziś rano cztery osoby, próbował zabić naszych zastępców, a potem się poddał – powiedział CNN szeryf Judd. Podejrzany określił się jako „survivalowiec” i przyznał się do zażywania metamfetaminy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zginęło 20 osób. Sprawca nie pójdzie do więzienia

To była największa katastrofa komunikacyjna w USA od 10 lat. Ale jej 31-letni dziś sprawca nie pójdzie do więzienia, choć przyznał się do zabicia 20 osób, które zginęły w kraksie w Schoharie, NY. Wyrok 5 lat więzienia w zawieszeniu na dwa lata i 1000 godzin prac społecznych usłyszał w czwartek Nauman Hussain (31 l.), kierowca w firmie Prestige Limousine, który przez niedbalstwo doprowadził do śmierci 20 osób.

Do katastrofy doszło 6 października 2018 r. Limuzynę wynajął Axel Steenburg z Amsterdam, ok. 50 mil na zachód od Albany. Miała zawieźć jego, jego obchodzącą 30. urodziny żonę Amy, brata Axela, trzy siostry Amy i dwóch ich mężów oraz grupę przyjaciół do browaru Ommegang. W limuzynie znalazło się 17 pasażerów w wieku od 24 do 34 lat.

W Schoharie, NY, na zjeździe z drogi stanowej nr 30 zawiodły hamulce. Rozpędzona do 100 mph limuzyna przeleciała przez drogę i wylądowała w wąwozie obok wiejskiego sklepu. Zginęli wszyscy pasażerowie samochodu, oraz kierowca i dwaj piesi, którzy znajdowali się przed sklepem. – Hussain przewoził ludzi, mimo że w czasie inspekcji miesiąc wcześniej wykryto problemy z hamulcami, które nie zostały naprawione – poinformowało biuro prokuratora okręgowego hrabstwa Schoharie Susan Mallery.

Łagodny wyrok dla Hussaina był wynikiem umowy sądowej. Sprawca przyznał się do 20 zarzutów zabójstwa, co skróciło proces przedłużony i tak przez pandemię.
Źródło info i foto: se.pl

USA odtajniają akta śledztwa ws. zamachów na WTC

Rodziny ofiar zamachu na World Trade Center wydały oświadczenie, w którym ostrzegły, że nie zgodzą się na udział prezydenta Stanów Zjednoczonych w wydarzeniach upamiętniających katastrofę, jeśli ten nie odtajni akt sprawy. – Z zadowoleniem przyjmuję ich głosy i spostrzeżenia, gdy wytyczamy drogę naprzód – powiedział w piątek Joe Biden, który zobowiązał się do spełnienia próśb i udostępnienia dokumentów w ciągu najbliższych miesięcy.

„W miarę zbliżania się 20. rocznicy 11 września Amerykanie zasługują na pełniejszy obraz tego, co ich rząd wie o atakach” – głosi podpisane przez Joe Bidena rozporządzenie wydane w piątek 3 września, nakazujące przegląd, odtajnienie i ujawnienie dokumentów związanych z atakami z 11 września 2001 roku. „The Guardian” ustalił, że mają zostać ujawnione w ciągu najbliższych sześciu miesięcy.

– Nigdy nie wolno nam zapomnieć o trwałym bólu rodzin i bliskich 2977 niewinnych ludzi, którzy zginęli podczas najgorszego ataku terrorystycznego na Amerykę w naszej historii – powiedział Joe Biden w piątek, jak cytuje serwis Politico. Decyzja prezydenta Stanów Zjednoczonych jest pokłosiem oświadczenia, jakie 1800 Amerykanów wydało w ubiegłym tygodniu. Odtajnienie dokumentów byłoby przełomowym momentem dla wielu rodzin, które 11 września 2001 roku straciły bliskich. Biden podkreślił, że jest z nimi myślami. – Z zadowoleniem przyjmuję ich głosy i spostrzeżenia, gdy wytyczamy drogę naprzód – powiedział.

Kiedy ubiegałem się o urząd prezydenta, zobowiązałem się do zapewnienia przejrzystości w kwestii odtajnienia dokumentów dotyczących ataków terrorystycznych na Amerykę 11 września 2001 roku – zaznaczył Biden, dodając: „wypełniam moje zobowiązanie”.

Rodziny zmarłych w zamachu sprzeciwiły się udziałowi Bidena w jakichkolwiek wydarzeniach upamiętniających katastrofę, jeśli nie dotrzyma obietnicy odtajnienia dokumentów. Zdaniem wielu mogą one wskazywać na związek między atakiem a Arabią Saudyjską. Jak pisze portal Politico, w 2017 roku tysiące krewnych pozwało kraj za współudział w katastrofie.

„Nie możemy w dobrej wierze i z czcią dla zagubionych, chorych i rannych powitać prezydenta na naszych świętych terenach, dopóki nie wypełni swojego zobowiązania” – napisali bliscy ofiar w oświadczeniu, jak cytuje BBC. „Jeśli prezydent Biden wyrzeknie się swojego zobowiązania i stanie po stronie saudyjskiego rządu, będziemy zmuszeni publicznie sprzeciwić się jakiemukolwiek udziałowi jego administracji w jakiejkolwiek ceremonii upamiętniającej 11 września” – dodali.
Źródło info i foto: Gazeta.pl