Patrol służb białoruskich oddał strzały w stronę polskich żołnierzy

„Patrol służb białoruskich oddał strzały w kierunku żołnierzy Wojska Polskiego, którzy razem z nami patrolują granicę. Prawdopodobnie było to przy użyciu ślepej amunicji’ – przekazała na konferencji prasowej rzeczniczka Straży Granicznej ppor. Anna Michalska.

Nikomu nic się nie stało. Być może były to strzały celowo nietrafione, chybione. Tych prowokacji jest coraz więcej – przekazała.

Straż Graniczna: 14 osób w szpitalach

Obecnie w szpitalach przebywa dokładnie czternaście osób: ośmioro dzieci i sześć osób dorosłych – poinformowała Michalska. Wczoraj były dwa zdarzenia, w wyniku których wzywaliśmy karetkę pogotowia do dwójki dzieci – dodała.

Michalska przekazała w piątek, że „zatrzymano rodziny z dziećmi, czwórka dzieci trafiła do szpitali. Dwoje z tych dzieci ma porażenie mózgowe, jedno dziecko jest chore na covid. Cała czwórka ma zapalenie płuc, przebywają obecnie w szpitalu”. Podczas konferencji prasowej poinformowała też, że w czwartek zatrzymano również dziewięciu obywateli Turcji, w tym pięcioro dzieci.

Jeden z chłopczyków ma cukrzycę, te dzieci też są obecnie w szpitalach – przekazała Michalska.

Ponad 500 osób próbowało przekroczyć granicę

„Wczoraj tj. 07.10 na granicy funkcjonariusze SG odnotowali 523 próby nielegalnego przekroczenia granicy. Zatrzymali 35 nielegalnych imigrantów, wszyscy to obywatele Iraku. Pozostałym próbom zapobieżono. W październiku zatrzymano już 159 nielegalnych imigrantów, w tym 138 obywateli Iraku” – podała Straż Graniczna na Twitterze.

Od sierpnia Straż Graniczna udaremniła ok. 15 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej. We wszystkich ośrodkach straży granicznej przebywa obecnie ponad 1,5 tys. nielegalnych migrantów. Tego samego dnia 5 kolejnych osób zostało zatrzymanych za pomoc w nielegalnym przekroczeniu granicy z Białorusi do Polski – poinformowała w piątek PAP rzecznik Straży Granicznej ppor. Anna Michalska. Od początku miesiąca zatrzymano już 57 osób.

Zatrzymani to: 3 obywateli Gruzji, z czego jeden ma polski dokument pobytowy, 1 obywatel Białorusi też z polskim dokumentem pobytowym, 1 obywatel Ukrainy. Od początku tego miesiąca zatrzymano 57 osób za pomoc w nielegalnym przekroczeniu granicy z Białorusi do Polski – powiedziała rzecznik Straży Granicznej ppor. Anna Michalska.

Od 2 września w związku z presją migracyjną w przygranicznym pasie z Białorusią – w 183 miejscowościach woj. podlaskiego i lubelskiego – obowiązuje stan wyjątkowy. Został on wprowadzony na 30 dni na mocy rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy, wydanego na wniosek Rady Ministrów. W czwartek wieczorem Sejm zgodził się na przedłużenie stanu wyjątkowego o 60 dni. W piątek (1 października) w Dzienniku Ustaw opublikowano rozporządzenie prezydenta w tej sprawie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało 6 osób

Centralne Biuro Antykorupcyjne wykryło szereg nieprawidłowości w funkcjonowaniu Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. Podczas kontroli śledczy doszukali się fałszywych faktur, oszustw dotyczących przetargów i przypadków udzielania korzyści majątkowych. Aresztowano sześć osób.

Zatrzymani to pracownicy wodnej spółki oraz przedsiębiorcy współpracujący z firmą. CBA doszukało się ich związku z ustawionymi przetargami i łapówkami. Wykryte też zostały nierzetelne faktury w gospodarczym obrocie.

O stwierdzeniu „korupcyjnego procederu” i „zmowie przetargowej” w Państwowym Gospodarstwie Wodnym Wody Polskie poinformował w piątek Wydział Komunikacji Społecznej CBA. Zamówienia publiczne o wartości kilkuset tysięcy złotych, realizowane w Wodach Polskich, były ustawione i sterowane przez osoby uczestniczące w gospodarczym spisku.

Śledczy informują też o „praniu brudnych pieniędzy”. Zatrzymani są przedsiębiorcy oraz dwoje pracowników Wód Polskich, w sumie sześć osób Funkcjonariusze Delegatury CBA w Warszawie, prowadzili śledztwo pod nadzorem stołecznej Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga., Potwierdzili podejrzenia zakłócania przetargów publicznych w Wodach Polskich.

„Ujawniono szereg nieprawidłowości związanych między innymi z wpływaniem na rozstrzygnięcia prowadzonych przetargów, udzieleniem korzyści majątkowych pracownikom Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie, a także z wystawianiem nierzetelnych faktur w obrocie gospodarczym” – poinformowało biuro prasowe CBA.

Zatrzymani to przedsiębiorcy z województw mazowieckiego i łódzkiego, specjalizujący się w pracach melioracyjno-wodnych oraz dwie osoby zatrudnione w Państwowym Gospodarstwie Wodnym Wody Polskie. 
Funkcjonariusze CBA przeszukali kilkanaście biur i mieszkań, w tym domy zatrzymanych, siedzibę PGW Wody Polskie w Warszawie, oddział w Radomiu, siedziby firm biorących udział w przestępczym procederze oraz zajmujących się ich obsługą księgową.


Sześciu zatrzymanych oraz jedna osoba wezwana usłyszeli zarzuty w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga. Zarzuty te dotyczą wystawiania fikcyjnych faktur na usługi związane z gospodarką wodną na łączną kwotę ponad miliona złotych.

Ustalenia śledczych wskazują także na proceder korupcyjny w związku z wejściem w „zmowę przetargową” celem uzyskania zamówień publicznych w wysokości kilkuset tysięcy złotych, realizowanych w Państwowym Gospodarstwie Wodnym Wody Polskie oraz podejmowanie działań mających na celu utrudnienie stwierdzenia przestępczego pochodzenia środków pieniężnych.
Źródło info i foto: wawalove.wp.pl

Członkowie Państwa Islamskiego wracają do Niemiec

Wśród kobiet, które przyłączyły się do bojówek tzw. Państwa Islamskiego, były Niemki. Część z nich powróciła teraz do kraju, gdzie staną przed sądem. W połowie ostatniej dekady ponad 1000 osób z Niemiec wyjechało z kraju, aby dołączyć do terrorystycznych bojówek tzw. Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku. Około jedna czwarta z nich to kobiety. Rząd Niemiec sprowadził teraz do kraju z północno-wschodniej Syrii 8 kobiet i 23 dzieci. Ostatnio przebywały w obozie jenieckim Roj pod zarządem kurdyjskim. Ale i w Niemczech na większość z nich nie czeka wolność.

Największa do tej pory akcja tego typu

Jak poinformował niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas, w nocy ze środy na czwartek na lotnisku we Frankfurcie nad Menem wylądował wyczarterowany samolot z grupą tych kobiet i dzieci na pokładzie. Kobiety będą musiały teraz odpowiedzieć za swoje czyny przed niemieckim wymiarem sprawiedliwości. Większość z nich po przybyciu do Niemiec została zatrzymana. Na sześć z nich już wcześniej wydano nakaz aresztowania, przy czym trzy nakazy wystosowała niemiecka prokuratura generalna.

Niemcy zorganizowały tę akcję we współpracy z Danią, która sprowadziła z Syrii 3 kobiety i 14 dzieci. Jak podaje niemiecki MSZ, pomocy logistycznej Niemcom i Danii udzieliły USA. Minister Maas podziękował USA i Danii, jak również kurdyjskiemu samorządowi w północno-wschodniej Syrii za pomoc.

– Nie tylko dla nas, ale dla wszystkich uczestników akcja ta była związana z dużym wysiłkiem – podkreślił szef niemieckiej dyplomacji.

Dzieci nie ponoszą żadnej winy

– Dzieci nie ponoszą żadnej winy za sytuację, w której się znalazły. Dlatego słuszne jest, że uczynimy wszystko, aby zapewnić im życie w bezpieczeństwie i w dobrym otoczeniu – zapewniał Heiko Maas.

Z oświadczenia niemieckiego MSZ wynika, że ściągnięte do kraju niemieckie dzieci stanowią „przypadki, które także zdaniem lokalnych władz powinny podlegać szczególnej ochronie”. Chodzi tu o dzieci chore albo mające osoby uprawnione do opieki nad nimi w Niemczech, jak również rodzeństwo i matki.

Według tygodnika „Der Spiegel”, kobiety w wieku od 30 do 38 lat przebywały wraz ze swoimi dziećmi w obozie dla uchodźców, w niektórych przypadkach od lat.

Nie jest to pierwsza akcja ściągnięcia przez niemiecki rząd do kraju kobiet, które w przeszłości udały się na teren tzw. Państwa Islamskiego. Jak informuje dziennik „Bild”, była to największa do tej pory akcja tego typu. W przeszłości wiele kobiet, które przyłączyły się do bojówek tej organizacji, stanęło po powrocie do kraju przed sądem z oskarżenia o terroryzm i inne czyny sprzeczne z niemieckim prawem.
Źródło info i foto: interia.pl

Masakra podczas awantury domowej w Tarnowie. Dymitro T. usłyszał zarzuty

27-letni Dymitro T. usłyszał w czwartek zarzut zabójstwa siedmioletniego syna i usiłowania zabójstwa żony, podczas awantury domowej w Tarnowie (woj. małopolskie) – przekazała prokuratura. Mężczyzna przebywa w szpitalu i tam też został przesłuchany. Do domowej tragedii, w trakcie której zginął siedmiolatek, a jego rodzice trafili do szpitala z ranami zadanymi ostrym narzędziem, doszło we wtorek rano w jednym z mieszkań w bloku przy ul. Krakowskiej w Tarnowie. Kobieta, mężczyzna oraz chłopczyk to obywatele Ukrainy.

Przeprowadzona została sekcja zwłok dziecka – ustalono, że przyczyną jego zgonu były rany kłute zadane w plecy; z kolei na ciele matki Anastazji T. stwierdzono rany cięte i kłute. Obecnie zarówno 27-latek, jak i jego żona przebywają w szpitalu. Lekarz zezwolił na przesłuchanie mężczyzny, ale na terenie placówki.

Zarzuty usłyszał w szpitalu 

– Pierwszy dotyczy pozbawienia życia syna, a drugi – usiłowania pozbawienia życia żony i spowodowania u niej obrażeń ciała, skutkujących naruszeniem narządów na okres powyżej dni siedmiu, czyli jest to usiłowanie z uszkodzeniem ciała – wyjaśnił rzecznik tarnowskiej prokuratury Mieczysław Sienicki.

Prokuratura prawdopodobnie wystąpi do sądu o zastosowanie tymczasowego aresztowania mężczyzny. Następnie rozstrzygnięta zostanie kwestia badań psychiatrycznych, co do poczytalności 27-latka, bo – jak podkreślił prok. Sienicki – okoliczności zdarzenia nasuwają duże wątpliwości, co do stanu psychicznego sprawcy.

Ponadto planowane jest też ponowne przesłuchanie rannej kobiety, ale będzie to możliwe dopiero, kiedy poprawi się jej stan zdrowia, i odbędzie się przy udziale tłumacza.

Śledczy ustalili, że 27-letni mąż kobiety i ojciec chłopczyka od kilku lat przebywał i pracował legalnie w Polsce, gdzie był zatrudniony jako kucharz. W maju tego roku przyjechała do niego żona z synem. Matka opiekowała się chłopcem, w związku z tym, że miał on problemy z poruszaniem się.

Według przekazanych przez prokuraturę informacji do tej pory nie było sygnałów, że cokolwiek złego dzieje się w tej rodzinie. Z wstępnej relacji Anastazji T. wynika, że w ostatnim czasie zauważyła dość dziwne zachowanie męża, a krytycznego dnia, kiedy jeszcze leżała z dzieckiem w łóżku, mężczyzna najpierw przytulił się do nich, po czym zaatakował ich nożem. Kobieta zasłoniła swoim ciałem synka, a następnie wybiegła z mieszkania, wzywając pomocy.

Na odgłos krzyków zareagowali sąsiedzi, wychodząc z mieszkań. Biegnący z nożem mężczyzna wrócił więc do swojego mieszkania, a następnie wyskoczył z drugiego piętra; doznał złamania kości miednicy. Policja ujęła go na trawniku pod balkonem, a następnie został on przewieziony do szpitala.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zaginiona 58-latka nie żyje. Policja znalazła ciało kobiety

Zaginiona 58-latka z Międzyrzeca Podlaskiego nie żyje. Zwłoki poszukiwanej od września kobiety zostały znalezione w rejonie Jeziora Żeliźnieckiego. Okoliczności i dokładne przyczyny śmierci 58-latki bada policja. 58-letnia mieszkanka gminy Drelów w województwie lubelskim zaginęła w drugiej połowie września. Kobieta prawdopodobnie wyjechała na grzyby, po czym nie powróciła do domu oraz nie nawiązała kontaktu z rodziną. Policja z powiatu bialskiego rozpoczęła poszukiwania. 

W akcji poszukiwawczej również brali udział funkcjonariusze z Centrum Poszukiwań Osób Zaginionych Komendy Głównej Policji, Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie, wojskowi, strażacy z PSP oraz OSP w powiecie bialskim. W poszukiwania zaangażowali się sąsiedzi kobiety, mieszkańcy okolicznych miejscowości, znajomi oraz rodzina zaginionej.

Podczas prowadzonych poszukiwań użyty został śmigłowiec oraz dron. Wykorzystane zostały również psy tropiące z Zakładu Kynologii Policyjnej CSP w Legionowie oraz pies do wyczuwania zapachu zwłok ludzkich. Trudno dostępne tereny sprawdzane były przy użyciu quadów.

W czwartek (7 października) po południu znaleziono zwłoki kobiety. Ciało znajdowało się na trudnodostępnym terenie w rejonie Jeziora Żeliźnieckiego. Wstępnie nie stwierdzono obrażeń mogących świadczyć o udziale osób trzecich. Prokuratur zlecił sekcję zwłok 58-latki. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Auto pełne cudzoziemców zatrzymane w stolicy

Policja zatrzymała w czwartek na trasie S8 w Warszawie auto, którym jechali obywatele Syrii, Iraku i Jemenu. Osoby te w Polsce są nielegalnie. Mają białoruskie wizy. Kierowcą auta był przebywający w Polsce legalnie obywatel Tadżykistanu. Cudzoziemców zatrzymała Straż Graniczna – podaje SG.

Rzeczniczka prasowa komendanta Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej por. SG Dagmara Bielec-Janas poinformowała, że strażnicy na telefon interwencyjny otrzymali informacje, że trasą S8 może jechać samochód z grupą migrantów. – Jak najszybciej udaliśmy się w tamtym kierunku, prosząc po drodze o wsparcie patrol policji – poinformowała rzeczniczka.

Policja zatrzymała auto ok. godz. 10:00 na ul. Toruńskiej. Jego pasażerami było pięcioro cudzoziemców. Jak podał mjr SG Krzysztof Grzech z Referatu Prasowego Nadwiślańskiego Oddziału SG, to dwoje obywateli Syrii, dwóch Irakijczyków i jeden obywatel Jemenu. Wszyscy są pełnoletni. Funkcjonariusz zaznaczył, że osoby te mają białoruskie wizy.

„Przebywają nielegalnie”

Jak wyjaśniła Dagmara Bielec-Janas, po wstępnej kontroli legalności pobytu wiadomo, że osoby te w Polsce przebywają nielegalnie. Strażnicy graniczni weryfikują, czy posiadane przez nie dokumenty są autentyczne. Tożsamość cudzoziemców będzie dalej sprawdzana. Cudzoziemcy obecnie przewożeni są do Placówki SG w Warszawie, gdzie podjęte zostaną czynności w kierunku zobowiązania ich do powrotu. Możliwe, że usłyszą zarzuty nielegalnego przekroczenia granicy. Por. Bielec-Janas zastrzegała przy tym, że jeszcze nie wiadomo, w jaki sposób znaleźli się w Polsce. Okoliczności tego będą wyjaśniane. Osoby te nie zostały na razie przesłuchane, SG czeka na tłumaczy.

Funkcjonariusze ustalają też rolę kierowcy – obywatela Tadżykistanu, który ma paszport tadżycki wraz z polską wizą i jego pobyt jest legalny. On również został zatrzymany.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zatrzymani w sprawie karuzeli vatowej

Policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Miejskiej Policji w Chorzowie zakończyli postępowania przeciwko zorganizowanej grupie przestępczej, zajmującej się uzyskiwaniem nienależnego zwrotu podatku VAT. Przestępcy w latach 2013-2016 wystawili dokumenty, które firmowały fikcyjny obrót towarem, głównie kawą. Łączna wartość należności publicznoprawnych narażonych na uszczuplenie w wyniku ich działania wyniosła prawie 54 miliony złotych. Akt oskarżenia objął 13 osób. Grozi im do 15 lat więzienia.

Śledczy zebrali materiał dowodowy wskazujący, że oskarżeni byli członkami zorganizowanej grupy przestępczej, która miała na celu popełnianie przestępstw i przestępstw skarbowych związanych z wewnątrzwspólnotowymi nabyciami towarów i ich sprzedażą na terenie kraju bez zapłaty należnego podatku VAT. Grupa ta działała w okresie od stycznia 2013 roku do września 2016 roku, głównie na terenie Śląska i składała się z osób reprezentujących podmioty gospodarcze uczestniczące w procederze wystawiania nierzetelnych, poświadczających nieprawdę co do przeprowadzonych transakcji faktur VAT. Osoby uczestniczące w tym nielegalnym procederze wystawiały dokumenty, które firmowały fikcyjny obrót towarem, głównie kawą. Jednocześnie dla stworzenia pozorów realności transakcji na konta firmowe dokonywane były przelewy. Środki te były następnie wypłacane i przekazywane osobom uczestniczącym w tym nielegalnym procederze.

W ciągu prawie 3 lat swojej działalności sprawcy wystawili fikcyjne faktury, gdzie łączna wartość należności publicznoprawnych narażonych na uszczuplenie w wyniku ich działania wyniosła prawie 54 miliony złotych.

Część z oskarżonych w śledztwie nie przyznała się do popełnienia zarzucanego im czynu i odmówiła składania wyjaśnień. Wobec 5 osób w tej sprawie uprzednio stosowany był środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. W chwili obecnej wobec oskarżonych stosowane są wolnościowe środki zapobiegawcze. Oskarżonym grozi kara pozbawienia wolności do lat 15.
Źródło info i foto: Policja.pl

Amerykańscy śledczy twierdzą, że znają tożsamość seryjnego mordercy „Zodiaka”

Kim był Zodiak? Niezależna grupa śledczych twierdzi, że zna tożsamość seryjnego mordercy, którego zbrodnie wstrząsnęły Ameryką na przełomie lat 60. i 70. XX wieku. Tajemniczego przestępcy nigdy nie udało się schwytać. Śledczy są zdania, że pod pseudonimem Zodiaka krył się zmarły trzy lata temu lotnik i malarz.

Case Breakers to grupa 40 emerytowanych śledczych, w której skład wchodzą byli agenci FBI, łamacze kodów Narodowej Agencji Bezpieczeństwa i profesorowie kryminologii. Uważają, że znają tożsamość Zodiaka – mordercy, którego wiąże się z pięcioma brutalnymi morderstwami z końca lat 60. Zodiak szydził z policji i mediów w przesyłanych im, często zaszyfrowanych notatkach, a także zakrwawionych fragmentach odzieży – jednak przez lata pozostawał nieuchwytny. W jednym z listów przekazał, że zabił łącznie nie pięć, ale aż 37 osób.

Zespół niezależnych śledczych uważa, że zidentyfikowany przez nich sprawca zabił także 18-letnią Cheri Jo Bates. Do zbrodni doszło 31 października 1966 r. w hrabstwie Riverside w Kalifornii – setki kilometrów na południe od San Francisco i dwa lata przed pierwszym morderstwem oficjalnie łączonym z Zodiakiem. Zwłoki Bates znaleziono na kampusie Riverside City, krótko po tym, jak ojciec dziewczyny zgłosił policji jej zaginięcie.

Śledczy twierdzą, że Zodiak w rzeczywistości nazwał się Gary F. Poste. Mężczyzna był lotnikiem i malarzem. Zmarł w 2018 roku. Dowodami, na które wskazują Case Breakers, są: zegarek poplamiony farbą, kupiony w bazie wojskowej, który policja znalazła po morderstwie Cheri Bates, odcisk buta w podobnym stylu i rozmiarze do śladów znalezionych na miejscach trzech innych zbrodni Zodiaka, charakterystyczne zmarszczki na czole Poste’a, podobne do tych z portretu pamięciowego mordercy, a także powiązania między jego nazwiskiem a zaszyfrowanymi wiadomościami, które sprawca podsyłał policji i mediom. Informację tę przekazał portal ABC News.Zrob

– Sprawa Zodiaka pozostaje otwarta. W tej chwili nie mamy żadnych nowych informacji do przekazania – powiedział przedstawiciel FBI w oświadczeniu dla telewizji CNN. Specjalista ds. informacji publicznych policji w Riverside, Ryan Railsback, zaprzeczył natomiast, by Zodiak był odpowiedzialny za śmierć Cheri Bates. Case Breakers są zdania, że wątpliwości mogłoby rozwiać jedynie porównanie DNA zabójcy 18-latki z DNA Garry’ego Poste’a.
Źródło info i foto: Gazeta.pl