Piosenkarka Dorota R. z zarzutami. Jej mąż zatrzymany

Piosenkarka Dorota R. została zatrzymana we wtorek na polecenie prokuratury okręgowej w Warszawie. Zarzut dotyczy m.in. nakłaniania innych osób do popełnienia przestępstwa na szkodę jej byłego partnera.

O zatrzymaniu poinformował RMF. — Podejrzana usłyszała jeden zarzut dotyczący dwóch artykułów, określonych w kodeksie karnym. Pierwszy dotyczy nakłaniania innych osób do popełnienia przestępstwa na szkodę Emila H., drugi dotyczy bezprawnego wpływu na świadka Emila H. w toku postępowania, w których stroną jest Dorota R. Podejrzana złożyła obszerne wyjaśnienia, które będą weryfikowane w toku postępowania — mówi cytowany przez RMF FM Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Zapadła również decyzja o środkach zapobiegawczych. Mowa o poręczeniu w wysokości 100 tys. zł, zakazie opuszczania kraju i konieczności stawiania się na komisariacie.
Źródło info i foto: businessinsider.com.pl

Warszawa: Rozboje z użyciem noża

Podeszli do przypadkowego mężczyzny na stołecznym Dworcu Zachodnim i zagrozili mu nożem. Zastraszona ofiara rozboju wydała dwóm agresorom dwa tysiące złotych. Do napaści doszło także w dzielnicy Wola, gdzie 34-latek zażądał od ekspedientki, by dała mu za darmo butelkę piwa. Aby sterroryzować sprzedawczynię, napastnik użył młotka.

Do pierwszego zdarzenia doszło toalecie publicznej w rejonie Dworca Zachodniego. Według ustaleń śledczych, do pokrzywdzonego podeszło dwóch mężczyzn, którzy przystawili mu nóż do brzucha i zażądali pieniędzy. Obrabowany oddał sprawcom dwa tysiące złotych w gotówce. Jak poinformował podkom. Karol Cebula z komendy policji na warszawskiej Ochocie, sprawą zajęli się funkcjonariusze zajmujący się przestępstwami przeciwko życiu i zdrowiu.

– Policjanci ustalili rysopisy mężczyzn, którzy dokonali tego przestępstwa, natomiast kryminalni – znając wygląd sprawców – ustalili również miejsca, w których mogą przebywać. Podczas sprawdzania przejścia podziemnego w okolicy Dworca Zachodniego zauważyli dwóch wytypowanych wcześniej mężczyzn – wyjaśnił policjant.

Funkcjonariusze zatrzymali 33-latka oraz 29-latka. Po przewiezieniu mężczyzn na komendę u starszego znaleziono marihuanę. Obu doprowadzono do prokuratury, gdzie postawiono im zarzut rozboju przy użyciu niebezpiecznego narzędzia. – Dodatkowo 33-latek odpowie jeszcze za posiadanie narkotyków – dodał podkom. Cebula.

Decyzją sądu podejrzani zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące.

Z kolei na warszawskiej Woli do sklepu przy al. Solidarności wszedł 34-letni mężczyzna, który zażądał od sprzedawczyni butelki piwa.

– Ekspedientka odmówiła mu wydania alkoholu. Zdenerwowany klient podszedł do półki z alkoholem, z wewnętrznej kieszeni kurtki wyjął młotek i skierował go w kierunku kasjerki grożąc, że jeżeli nie da mu alkoholu, to zniszczy sklep. W końcu zabrał butelkę z piwem i wyszedł – podała komisarz Marta Sulowska.

Przerażona sytuacją kobieta poinformowała pracodawcę, który wezwał policję. – Po kilku minutach na miejsce przyjechał patrol. – Funkcjonariusze ustalili okoliczności zdarzenia i przejrzeli monitoring – poinformowała.

Wrócił do sklepu, gdy była tam policja

Gdy policjanci wezwani na interwencję byli jeszcze na miejscu, do sklepu wrócił ten sam 34-latek. Został zatrzymany. – Tłumaczył policjantom, że nie wie, o co chodzi i zaprzeczał, że był wcześniej w sklepie – przekazała kom. Sulowska. Po zatrzymaniu okazało się, że mężczyzna był wcześniej wielokrotnie notowany za różnego rodzaju przestępstwa i dwa razy był osadzony w zakładzie karnym. Po przesłuchaniu usłyszał w prokuraturze zarzut rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia w warunkach recydywy.

Sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Za zarzucane przestępstwo grożą mu 3 lata więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejny atak migrantów na granicy z Polską

Podczas dwóch prób siłowego przekroczenia granicy na terenie działania placówek Straży Granicznej w Mielniku i Szudziałowie w polskich funkcjonariuszy rzucano kamieniami i petardami, byli też oślepiani – poinformowała we wtorek rzecznik SG por. Anna Michalska. Dodała, że nikomu nic się nie stało. Michalska poinformowała, że w poniedziałek miały miejsce 134 próby przekroczenia granicy; wydano 33 postanowienia o opuszczeniu terytorium RP. Podała, że granicę próbowały sforsować dwie agresywne grupy migrantów.

Do pierwszego zdarzenia doszło w poniedziałek ok. godz. 18 na odcinku chronionym przez placówkę SG w Mielniku, gdzie grupa 70 osób próbowała przejść do Polski. Michalska mówiła, że w stronę służb rzucane były kamienie, żołnierze byli oślepiani. Dodała, że były tam też obecne osoby w mundurach, które rzucały kamieniami. – Do Polski przeszło 58 osób na odległość kilku metrów – podała Michalska. W tej grupie – jak dodała – było 52 Irakijczyków i sześciu Turków, wszystkie osoby zostały „doprowadzone do linii granicy”.

„Poleciały kamienie i rury”

Do drugiego zdarzenia doszło we wtorek ok. 2:30 rano na terenie działania placówki SG w Szudziałowie. Michalska mówiła, że grupa była kilkuosobowa, ale była bardzo agresywna. W stronę polskich służb rzucano najpierw kamienie i rury z ogrodzenia po białoruskiej stronie, oślepiano, a następnie rzucano petardami. Michalska dodała, że te osoby nie przekroczyły linii granicy.

Michalska powiedziała też, że przy tym zdarzeniu były też próby poprzecinania tzw. concertiny. – Zauważyliśmy też jedną osobę, to prawdopodobnie był żołnierz białoruski, który próbował przecinać ogrodzenie – dodała.

Rzeczniczka SG poinformowała, że w tych zdarzeniach nikomu nic się nie stało.

Niemal 40 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy

Od początku roku Straż Graniczna zanotowała już niemal 40 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej. Najwięcej, bo ponad 17 tys. prób zanotowano w październiku. Od 2 września w związku z presją migracyjną w przygranicznym pasie z Białorusią w 183 miejscowościach woj. podlaskiego i lubelskiego obowiązuje stan wyjątkowy. Został on wprowadzony na 30 dni na mocy wydanego na wniosek Rady Ministrów rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy. Sejm zgodził się na przedłużenie stanu wyjątkowego o kolejne 60 dni.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Tragedia podczas kwarantanny. Nie żyje 49-latek

Fot. Damian Klamka/East News. Radom, 23.02.2021. n/z radiowoz policyjny

49-letni mieszkaniec Staszowa (woj. świętokrzyskie) zmarł podczas domowej kwarantanny, a jego 74-letnia matka była w ciężkim stanie. Sytuacja wyszła na jaw podczas kontroli prowadzonej przez wspólny patrol policji i WOT, który sprawdzał, czy domownicy stosują się do zasad kwarantanny – poinformowała policja.

Jak przekazała – cytowana przez PAP – mł. asp. Joanna Szczepaniak, oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Staszowie, w niedzielne popołudnie funkcjonariusz z Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach oraz żołnierz Wojsk Obrony Terytorialnej sprawdzali, czy osoby objęte kwarantanną realizują obowiązek pozostania w miejscu zamieszkania.

– Podczas kontroli jednego z miejsc w Staszowie, policjant został poinformowany przez 74-latkę odbywającą kwarantannę, że ona i jej syn potrzebują pomocy. Drzwi mieszkania były zamknięte od środka, a kobieta nie była w stanie wstać i ich otworzyć – poinformowała funkcjonariuszka. 

Na miejsce został wezwany zespół ratownictwa medycznego oraz strażacy, którzy wywarzyli drzwi i dostali się do środka.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest śledztwo ws. hitlerowskich pozdrowień na proteście w Austrii

Austriacka policja wszczęła śledztwo przeciwko trzem osobom, które miały wykonać gest hitlerowskiego pozdrowienia w Grazu podczas sobotniego protestu przeciw lockdownowi i obowiązkowym szczepieniom. Doszło też do licznych naruszeń wymogu noszenia maseczek ochronnych – podał w niedzielę portal tygodnika „Der Spiegel”.

W sobotę w kilku miastach Austrii odbyły się demonstracje przeciwników działań podjętych przez rząd w celu zahamowania rozwoju epidemii koronawirusa, w tym obowiązującego od blisko tygodnia lockdownu i zapowiedzi obowiązkowych szczepień przeciw Covid-19. Policja podała, że w sobotniej demonstracji w Grazu wzięło udział 25 tys. osób.

Ranny policjant

W Sankt Poelten, gdzie protestowało ok. 3500 osób, policja dokonała 11 aresztowań, w większości wobec agresywnie zachowujących się osób. Jeden policjant został ranny.

W demonstracji w Klagenfurcie wzięło udział 5000 osób. Pojawił się tam przedstawiciel prawicowo-populistycznej partii FPOe, która zorganizowała również demonstrację w Sankt Poelten. Lider ugrupowania Herbert Kickl jest „jednym z najbardziej prominentnych krytyków restrykcji pandemicznych w Austrii i wielokrotnie opowiadał się za wątpliwymi metodami leczenia Covid-19” – przypomina telewizja ARD.

W opublikowanym w niedzielę wywiadzie dla włoskiego dziennika „Corriere della Sera” kanclerz Austrii Alexander Schallenberg ubolewał, że jego rząd został zmuszony do ogłoszenia obowiązkowych szczepień. Przy obecnym wskaźniku wyszczepienia wynoszącym zaledwie 67 procent niemożliwe jest jednak zakończenie „błędnego koła” kolejnych fal pandemii i debat na temat lockdownu – powiedział szef rządu. W porównaniu z ograniczeniem praw podstawowych w lockdownie obowiązkowe szczepienia są tylko niewielkim naruszeniem praw obywatelskich – podkreślił.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

„Łowcy cieni” CBŚP zatrzymali poszukiwanego czerwoną notą przez Interpol

Bardzo dobra współpraca „Łowców cieni” CBŚP z AFP (Australian Federal Police) doprowadziła do zatrzymania poszukiwanego czerwoną notą Interpolu 52-letniego Daniela A., obywatela Australii. Mężczyzna był ścigany w związku z podejrzeniem dokonania oszustw finansowych, gdzie straty oszacowano na 13 mln dolarów.

Strona australijska przekazała informacje, że poszukiwany mężczyzna najprawdopodobniej przyleci do Polski z Dubaju. Niestety nie dysponowali żadnymi szczegółami, tymi zajęli się już policjanci z grupy tzw. łowców cieni z Centralnego Biura Śledczego Policji. Policjanci ustalili kiedy oraz na jakie polskie lotnisko ma przylecieć mężczyzna i przy wsparciu funkcjonariuszy Placówki Straży Granicznej Warszawa-Okęcie zatrzymali 52-latka, który następnie został doprowadzony do właściwej Prokuratury. Działania zostały przeprowadzone przy współpracy oficera łącznikowego CBŚP przy Europolu.

52-letni Daniel A. obywatel Australii był poszukiwany zaledwie przez kilka dni na podstawie czerwonej noty Interpolu, a na podstawie australijskiego krajowego nakazu aresztowania był ścigany od ponad roku. Mężczyzna był poszukiwany w związku z podejrzeniem popełnienia oszustw finansowych na terenie Australii, gdzie oszacowano łączną sumę strat w wysokości 13 mln dolarów. Zgodnie z australijskim prawem tego typu przestępstwo zagrożone jest karą pozbawienia wolności do 20 lat.

W tym roku „łowcy cieni” CBŚP zatrzymali już 25 osób ściganych przez służby różnych państw.
Źródło info i foto: Policja.pl

Aresztowana na Białorusi Andżelika Borys potrzebuje pomocy lekarskiej

Andżelika Borys, szefowa Związku Polaków na Białorusi od ponad ośmiu miesięcy jest przetrzymywana w areszcie w mieście Żodzina pod Mińskiem. Białoruskie media alarmują o jej złym stanie zdrowia, pisząc, że wygląda na bardzo chorą i pilnie potrzebuje pomocy lekarskiej.

„Niepokojące wieści o stanie zdrowia Andżelika Borys docierają do nas zza murów Więzienia Śledczego nr 8 w Żodzinie, w którym jest przetrzymywana prezes Związku Polaków na Białorusi” – czytamy na stronie znadniemna.pl, organu prasowego Związku Polaków na Białorusi.

Serwis znadniemna.pl poinformował o pogarszającym się zdrowiu szefowej Związku Polaków na Białorusi Andżeliki Borys. Jak wynika z komunikatu, Borys, która od ośmiu miesięcy jest przetrzymywana w więzieniu, ma problemy natury gastrologicznej.

„Ze źródeł, których nie możemy ujawnić, dowiadujemy się, że prezes ZPB wygląda na bardzo chorą i potrzebuje pilnego zbadania przez lekarza z wykorzystaniem sprzętu USG oraz innych badań m.in. krwi, które mogłyby wykluczyć bądź potwierdzić, że więziona przez ponad osiem miesięcy przez reżim Aleksandra Łukaszenki liderka polskiej mniejszości narodowej na Białorusi ma zaawansowaną chorobę natury gastrologicznej, schorzenie wątroby, bądź inną dolegliwość” – czytamy na stronie znadniemnapl.

Z komunikatu wynika, że docierające do portalu opisy Andżeliki Borys wskazują, że „wygląda ona na bardzo wycieńczoną, ma ziemisto-żółty kolor cery, co mogłoby wskazywać m.in. na schorzenie wątroby, oraz intensywnie traci włosy”. Wskazano, że potrzebuje ona specjalistycznych badań, by stwierdzić, czy objawy te są wynikiem schorzeń, na które cierpi, czy są objawem nowej choroby, którą nabyła przebywając od ośmiu miesięcy w ciężkim Więzieniu Śledczym nr 8 w Żodzinie pod Mińskiem.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

18-latek podejrzany o pedofilię trafił do aresztu

Kryminalni z Rudy Śląskiej zatrzymali młodego mężczyznę podejrzanego o dopuszczenie się innych czynności seksualnych wobec małoletniej. 18-latek kilkukrotnie obserwował wracające ze szkoły dziewczynki, a za jedną z nich wsiadł do windy, gdzie doszło do przestępstwa. Podejrzany usłyszał już zarzut. Na wniosek śledczych i prokuratora sąd zastosował wobec niego tymczasowy areszt na 3 miesiące. Grozi mu kara do 12 lat więzienia.

18-letni mężczyzna został zatrzymany przez policjantów z wydziału kryminalnego rudzkiej komendy po tym, jak rodzice małoletniej złożyli zawiadomienie. Młody rudzianin szedł za wracającą ze szkoły dziewczynką i wsiadł z nią do windy. Tam doszło do przestępstwa. Krzyk dziewczynki spłoszył napastnika. Szczegóły, które opowiedziała 8-latka, szybko doprowadziły policjantów do sprawcy.

Z ustaleń kryminalnych wynika, że to nie pierwsza małoletnia, którą próbował wykorzystać seksualnie. Kilka dni wcześniej szedł za inną dziewczynką, lecz ta się zorientowała i uciekła.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego, prokurator przedstawił podejrzanemu zarzut dopuszczania się innych czynności seksualnych wobec małoletniej poniżej 15 roku życia. 18-latek, kilka miesięcy wcześniej opuścił ośrodek wychowawczy, w którym spędził 3 lata za podobne przestępstwo. Prowadzący postępowanie śledczy wystąpili do prokuratury z wnioskiem o jego tymczasowe aresztowanie. Sąd w Rudzie Śląskiej przychylił się do tego wniosku i aresztował podejrzanego na trzy miesiące. Za popełnione przestępstwo grozi mu kara do 12 lat więzienia. To jednak nie koniec sprawy. Policjanci ustalają czy ofiar nie było więcej.
Źródło info i foto: Policja.pl

USA: 13-latek zastrzelił pięciolatka. Jest śledztwo

Pięcioletni chłopiec z Minnesoty został śmiertelnie postrzelony przez 13-letniego krewnego. Według policji był to nieszczęśliwy wypadek, a do tragedii doszło podczas kręcenia filmiku na media społecznościowe. Zdarzenia miało miejsce podczas Święta Dziękczynienia w mieście Brooklyn Park w Minnesocie. Miejscowa policja poinformowała, że pod godzinie 22 otrzymała zgłoszenie o postrzelonym pięciolatku. Funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce próbowali udzielić pierwszej pomocy rannemu dziecku. Niestety, nie udało się go uratować, 5-latek zmarł na miejscu.  

W sprawie wszczęto śledztwo. Według wstępnych ustaleń, pięciolatek został postrzelony przez swojego 13-letniego krewnego, który wraz z innymi nastolatkami, próbował nakręcić filmik na media społecznościowe. Do zdarzenia miało dojść w garażu jednego z prywatnych domów. Póki co nie wiadomo skąd 13-latek miał naładowaną broń, ale według policji całe zdarzenie było nieszczęśliwym wypadkiem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ruszył proces ws. byłego senatora. Ciągnął psa za samochodem

Przed Sądem Rejonowym w Kościerzynie rozpoczął się proces byłego senatora Waldemara Bonkowskiego (zgodził się na podawanie danych osobowych), oskarżonego o znęcanie się nad psem ze szczególnym okrucieństwem. Bonkowski w rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że nie czuje się winny i sprawa ma charakter polityczny. 62-letniemu Waldemarowi Bonkowskiemu postawiono zarzut „znęcania się nad psem ze szczególnym okrucieństwem w ten sposób, że przywiązał zwierzę do haka holowniczego samochodu, ruszył i zwiększając prędkość, tak że pies nie nadążył, przewrócił się i był ciągnięty”.

Zdarzenie zarejestrowała kamera z auta jadącego za samochodem Bonkowskiego. Na filmie widać, jak mężczyzna przywiązuje sznurkiem psa do samochodu i rusza autem. Zwierzę początkowo biegnie, ale później nie nadąża za jadącym samochodem. Przewraca się i jest wleczone za pojazdem. Nagranie wideo zostało przekazane policji.

Jak wykazała sekcja zwłok, zwierzę doznało „obrażeń narządów wewnętrznych skutkujących niewydolnością krążeniowo-oddechową”, w następstwie których straciło życie. W trakcie śledztwa Bonkowski nie przyznał się do postawionego mu zarzutu. Składając wyjaśnienia przedstawił odmienne motywy swojego zachowania – informowała na początku kwietnia Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Jak relacjonuje obecny w sądzie reporter RMF FM Kuba Kaługa, przed wejściem na salę sądową Waldemar Bonkowski stwierdził, że oskarżyły i oczerniły go antypolskie media, które powinny zająć się sprawą schroniska w Kościerzynie, a nie nim. Pytany o to, w jakich okolicznościach zginął jego pies – milczał.

Pełnomocniczka Waldemara Bonkowskiego wnosiła o wyłączenie jawności rozprawy – ze względu na zakłócenie porządku publicznego i ważny interes prywatny. Opowiadała też o hejcie, z którym spotyka się Bonkowski. Sąd jednak odrzucił ten wniosek. Po odczytaniu aktu oskarżenia Waldemar Bonkowski nie przyznał się do winy i przez kilkadziesiąt minut składał wyjaśnienia. Mówił, że w dniach, gdy doszło do zdarzenia, był chory. Psy uciekły, a na to, że błąkają się po okolicy uwagę miał mu zwrócić ksiądz proboszcz. Bonkowski tłumaczył, że chciał jak najszybciej odnaleźć psy, bo mogły być niebezpieczne.

Były senator oświadczył, że psa prowadził za samochodem i nie ciągnął go. Stwierdził, że gdy tylko zauważył, że zwierzęciu coś się stało, chciał mu pomóc. Dużo mówił też o błędach policji i prokuratury w tej sprawie. Bonkowski pytał, dlaczego zabrano mu tylko jednego psa, a nie wszystkie zwierzęta, skoro miał się znęcać nad zwierzętami. Oskarżał też prokuraturę o to, że zwierzę, które mu zabrano, zdechło w schronisku.

Były senator odniósł się też do informacji, że po wejściu policji na jego posesję miał wskazać innego psa niż ten, który był ciągnięty za autem. Jak przekonywał, funkcjonariusze zajęli się pierwszym psem, jakiego zobaczyli i nie pytali go, więc nie wskazywał właściwego. Jednocześnie stwierdził, że powiedział policjantom, że pies padł.

W procesie jako oskarżyciele posiłkowi występują cztery organizacje zajmujące się ochroną zwierząt. Bonkowski zapowiedział, że nie odpowie na pytania ich przedstawicieli. Jak relacjonuje reporter RMF FM Kuba Kaługa, mówiąc o tym, wspomniał o „lewackich i kodziarskich bojówkach”.

Za znęcanie się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem grozi do pięciu lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl