18-latek podejrzany o pedofilię trafił do aresztu

Kryminalni z Rudy Śląskiej zatrzymali młodego mężczyznę podejrzanego o dopuszczenie się innych czynności seksualnych wobec małoletniej. 18-latek kilkukrotnie obserwował wracające ze szkoły dziewczynki, a za jedną z nich wsiadł do windy, gdzie doszło do przestępstwa. Podejrzany usłyszał już zarzut. Na wniosek śledczych i prokuratora sąd zastosował wobec niego tymczasowy areszt na 3 miesiące. Grozi mu kara do 12 lat więzienia.

18-letni mężczyzna został zatrzymany przez policjantów z wydziału kryminalnego rudzkiej komendy po tym, jak rodzice małoletniej złożyli zawiadomienie. Młody rudzianin szedł za wracającą ze szkoły dziewczynką i wsiadł z nią do windy. Tam doszło do przestępstwa. Krzyk dziewczynki spłoszył napastnika. Szczegóły, które opowiedziała 8-latka, szybko doprowadziły policjantów do sprawcy.

Z ustaleń kryminalnych wynika, że to nie pierwsza małoletnia, którą próbował wykorzystać seksualnie. Kilka dni wcześniej szedł za inną dziewczynką, lecz ta się zorientowała i uciekła.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego, prokurator przedstawił podejrzanemu zarzut dopuszczania się innych czynności seksualnych wobec małoletniej poniżej 15 roku życia. 18-latek, kilka miesięcy wcześniej opuścił ośrodek wychowawczy, w którym spędził 3 lata za podobne przestępstwo. Prowadzący postępowanie śledczy wystąpili do prokuratury z wnioskiem o jego tymczasowe aresztowanie. Sąd w Rudzie Śląskiej przychylił się do tego wniosku i aresztował podejrzanego na trzy miesiące. Za popełnione przestępstwo grozi mu kara do 12 lat więzienia. To jednak nie koniec sprawy. Policjanci ustalają czy ofiar nie było więcej.
Źródło info i foto: Policja.pl

USA: 13-latek zastrzelił pięciolatka. Jest śledztwo

Pięcioletni chłopiec z Minnesoty został śmiertelnie postrzelony przez 13-letniego krewnego. Według policji był to nieszczęśliwy wypadek, a do tragedii doszło podczas kręcenia filmiku na media społecznościowe. Zdarzenia miało miejsce podczas Święta Dziękczynienia w mieście Brooklyn Park w Minnesocie. Miejscowa policja poinformowała, że pod godzinie 22 otrzymała zgłoszenie o postrzelonym pięciolatku. Funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce próbowali udzielić pierwszej pomocy rannemu dziecku. Niestety, nie udało się go uratować, 5-latek zmarł na miejscu.  

W sprawie wszczęto śledztwo. Według wstępnych ustaleń, pięciolatek został postrzelony przez swojego 13-letniego krewnego, który wraz z innymi nastolatkami, próbował nakręcić filmik na media społecznościowe. Do zdarzenia miało dojść w garażu jednego z prywatnych domów. Póki co nie wiadomo skąd 13-latek miał naładowaną broń, ale według policji całe zdarzenie było nieszczęśliwym wypadkiem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ruszył proces ws. byłego senatora. Ciągnął psa za samochodem

Przed Sądem Rejonowym w Kościerzynie rozpoczął się proces byłego senatora Waldemara Bonkowskiego (zgodził się na podawanie danych osobowych), oskarżonego o znęcanie się nad psem ze szczególnym okrucieństwem. Bonkowski w rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że nie czuje się winny i sprawa ma charakter polityczny. 62-letniemu Waldemarowi Bonkowskiemu postawiono zarzut „znęcania się nad psem ze szczególnym okrucieństwem w ten sposób, że przywiązał zwierzę do haka holowniczego samochodu, ruszył i zwiększając prędkość, tak że pies nie nadążył, przewrócił się i był ciągnięty”.

Zdarzenie zarejestrowała kamera z auta jadącego za samochodem Bonkowskiego. Na filmie widać, jak mężczyzna przywiązuje sznurkiem psa do samochodu i rusza autem. Zwierzę początkowo biegnie, ale później nie nadąża za jadącym samochodem. Przewraca się i jest wleczone za pojazdem. Nagranie wideo zostało przekazane policji.

Jak wykazała sekcja zwłok, zwierzę doznało „obrażeń narządów wewnętrznych skutkujących niewydolnością krążeniowo-oddechową”, w następstwie których straciło życie. W trakcie śledztwa Bonkowski nie przyznał się do postawionego mu zarzutu. Składając wyjaśnienia przedstawił odmienne motywy swojego zachowania – informowała na początku kwietnia Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Jak relacjonuje obecny w sądzie reporter RMF FM Kuba Kaługa, przed wejściem na salę sądową Waldemar Bonkowski stwierdził, że oskarżyły i oczerniły go antypolskie media, które powinny zająć się sprawą schroniska w Kościerzynie, a nie nim. Pytany o to, w jakich okolicznościach zginął jego pies – milczał.

Pełnomocniczka Waldemara Bonkowskiego wnosiła o wyłączenie jawności rozprawy – ze względu na zakłócenie porządku publicznego i ważny interes prywatny. Opowiadała też o hejcie, z którym spotyka się Bonkowski. Sąd jednak odrzucił ten wniosek. Po odczytaniu aktu oskarżenia Waldemar Bonkowski nie przyznał się do winy i przez kilkadziesiąt minut składał wyjaśnienia. Mówił, że w dniach, gdy doszło do zdarzenia, był chory. Psy uciekły, a na to, że błąkają się po okolicy uwagę miał mu zwrócić ksiądz proboszcz. Bonkowski tłumaczył, że chciał jak najszybciej odnaleźć psy, bo mogły być niebezpieczne.

Były senator oświadczył, że psa prowadził za samochodem i nie ciągnął go. Stwierdził, że gdy tylko zauważył, że zwierzęciu coś się stało, chciał mu pomóc. Dużo mówił też o błędach policji i prokuratury w tej sprawie. Bonkowski pytał, dlaczego zabrano mu tylko jednego psa, a nie wszystkie zwierzęta, skoro miał się znęcać nad zwierzętami. Oskarżał też prokuraturę o to, że zwierzę, które mu zabrano, zdechło w schronisku.

Były senator odniósł się też do informacji, że po wejściu policji na jego posesję miał wskazać innego psa niż ten, który był ciągnięty za autem. Jak przekonywał, funkcjonariusze zajęli się pierwszym psem, jakiego zobaczyli i nie pytali go, więc nie wskazywał właściwego. Jednocześnie stwierdził, że powiedział policjantom, że pies padł.

W procesie jako oskarżyciele posiłkowi występują cztery organizacje zajmujące się ochroną zwierząt. Bonkowski zapowiedział, że nie odpowie na pytania ich przedstawicieli. Jak relacjonuje reporter RMF FM Kuba Kaługa, mówiąc o tym, wspomniał o „lewackich i kodziarskich bojówkach”.

Za znęcanie się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem grozi do pięciu lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

CBA zatrzymało siedem osób. Chodzi o wyłudzenia środków publicznych

22 listopada agenci CBA zatrzymali pięciu mężczyzn i dwie kobiety pod m.in. zarzutem wyłudzenie środków publicznych. Proceder miał trwać trzy lata. Jak tłumaczy Janusz Hnatko, rzecznik prasowy krakowskiej prokuratury okręgowej, postępowanie to dotyczy działalności szeregu powiązanych ze sobą osobowo i kapitałowo podmiotów. Według śledczych podejrzani od 2017 roku wyłudzali fundusze europejskie.

Mowa tu o środkach z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w Warszawie, a także subwencji finansowych udzielanych w ramach programu „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju Dla Małych i Średnich Firm”.

– Jak ustalono, przedsiębiorcy wnioskowali o dofinansowanie do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w Warszawie za pośrednictwem specjalnego funduszu. Mechanizm inwestycji łączył uzyskane środki publiczne z NCBiR z kapitałem prywatnym wniesionym przez beneficjentów. Ponadto ustalono, że prezes spółki zarządzającej funduszem uzależniał wypłatę subwencji od uzyskania korzyści majątkowych – informuje Hnatko.

Prokuratura bada również wątek związany z subwencją z Polskiego Funduszu Rozwoju. Są podejrzenia, że w związku z tym, iż kwota pomocy była uzależniona od liczby pracowników, wnioskujący wprowadzili w błąd PFR i uzyskali nienależne dofinansowanie.

Podejrzani – w wieku od 35 do 51 lat – to Dariusz L., Mariusz B., Artur G., Łukasz R., Krzysztof H., Katarzyna B. i Monika R. Sąd zastosował wobec nich wolnościowe środki zapobiegawcze – m.in. poręczenia majątkowe w wysokości do 30 tys. do 100 tys. złotych.

– Podejrzani złożyli wyjaśnienia, w toku których nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów – mówi Janusz Hnatko.
Źródło info i foto: lovekrakow.pl

Migranci oszukiwani przez przemytników

Przemytnicy oferują migrantom transport z Białorusi do Niemiec. – Prowadzą nas drogami, na których możemy umrzeć. A na końcu mówią, że nie są już za nas odpowiedzialni – tłumaczą w rozmowie z agencją Reutera migranci z Syrii. – Nasze pieniądze po prostu wyparowały – dodają.

Dwaj przyjaciele 34-letni Anas Kaanan i 36-letni Mouein al-Hadi z Syrii zapłacili przemytnikom w Turcji po trzy tys. euro, by przeprowadzili ich z Białorusi do Niemiec. Okazało się jednak, że przejścia przez granicę, które w zapewnieniach przemytników miały być bezpieczne, okazały się zamknięte. Historię mężczyzn opisał Reuters.

Syryjczycy spędzili tydzień w lesie przy granicy. Gdy udało im się przedostać do Polski, strażnicy graniczni wypchnęli ich z powrotem na Białoruś. Podczas ponownej próby przekroczenia granicy spotkał ich dziennikarz Reutera, któremu opowiedzieli swoją historię. Chwilę później Straż Graniczna zatrzymała ich ponownie.

„Przemytnicy mówią: Umieraj, trudno”

– Nasze pieniądze po prostu wyparowały – powiedział Reuterowi al-Hadi. Tłumaczył, że nie był w stanie iść dalej z powodu opuchnięcia stóp wywołanego zimnem.

– To wszystko są kłamstwa. Przemytnicy prowadzą nas drogami, na których możemy umrzeć. A na końcu mówią, że nie są za nas odpowiedzialni. – Umieraj, trudno – dodają.

Mężczyźni zadeklarowali chęć ubiegania się o azyl w Polsce. Straż Graniczna przekazała Reutersowi, że mężczyźni zostali zabrani do zamkniętego ośrodka.

– Coraz więcej migrantów zdaje sobie sprawę, że wpadli w pułapkę. Wszystko co im obiecywano to kłamstwo – mówi Reuterowi Maria, aktywistka „Chlebem i solą”.

Raport Human Right Watch ws. granicy. „Co najmniej 13 osób zmarło w wyniku nieludzkich warunków”

24 listopada organizacja Human Rights Watch opublikowała raport, który wskazuje na poważne naruszenia praw człowieka po obu stronach granicy polsko-białoruskiej. „Po stronie białoruskiej na porządku dziennym były relacje o przemocy, nieludzkim i poniżającym traktowaniu oraz przymusach ze strony białoruskich funkcjonariuszy straży granicznej” – czytamy. W raporcie zaznaczono, że stosowane są tzw. push-backi w stosunku do migrantów.

„Uwięzieni po białoruskiej stronie lub zagubieni po polskiej stronie ludzie opowiadali wstrząsające historie o przedzieraniu się przez lasy, bagna, rzeki w niskich temperaturach, całymi dniami, a nawet tygodniami bez jedzenia i wody. Niektórzy mówili, że byli zmuszeni do picia wody z bagna lub zbierania wody deszczowej w liście. Co najmniej 13 osób zmarło w wyniku nieludzkich warunków, w tym roczny syryjski chłopiec” – podkreśla Human Rights Watch.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Paryż: Policjant raniony nożem w centrum handlowym

Francuski policjant został kilkakrotnie dźgnięty nożem w centrum handlowym w Paryżu; domniemany sprawca został aresztowany – podała stacja BFM TV za policyjnymi źródłami. Między funkcjonariuszem a grupą 4-5 mężczyzn miało wcześniej dojść do kłótni. Policjant nie był w tym czasie na służbie. Miał całować partnerkę, kiedy doszło do kłótni pomiędzy nim a mężczyznami. Jeden z napastników kilkakrotnie dźgnął policjanta nożem w brzuch.

Ranny został przewieziony do szpitala. Przed samym atakiem funkcjonariusz miał poinformować, że jest policjantem, i wyjąć broń, której jednak nie użył.

Domniemany sprawca, 16-latek, został aresztowany w domu – podaje BFM TV.

Minister spraw wewnętrznych Francji Gerald Darmanin poinformował na Twitterze o wszczęciu śledztwa. Trwają poszukiwania pozostałych mężczyzn z grupy z centrum handlowego.
Źródło info i foto: TVP.info

Strzelanina w Nashville. Zginęły 3 osoby

Trzy osoby, w tym dwaj nastoletni chłopcy, zginęli w wyniku strzelaniny w Nashville. – Według ocalałych, 29-letni Christian Akail Johnson i inny osobnik zapukali do drzwi wejściowych i weszli do mieszkania z bronią w ręku. Rabunek jest jednym z motywów, które są brane pod uwagę – podają media, opisujące sprawę. Trzy osoby, w tym mężczyzna podejrzany o zbrodnię, zginęły, a cztery doznały obrażeń w masowej strzelaninie w Nashville w stanie Tennessee, powiadomiła w sobotę AP.

Do zbrodni doszło w piątek w nocy. Funkcjonariusze zidentyfikowali jako zmarłych 18-letniego Zacqueza Sherrella i jego 15-letniego brata Tavariusa. W strzelaninie zginął również jeden z podejrzanych o ich zabójstwo 29-letni Christian Akail Johnson. Nie wiadomo co się stało z drugim rzekomym sprawcą.

– Według ocalałych, Johnson i inny osobnik zapukali do drzwi wejściowych i weszli do mieszkania z bronią w ręku. Rabunek jest jednym z motywów, które są brane pod uwagę – podała AP powołując się na policję.

Obrażeń doznała w strzelaninie 40-letnia matka Sherrellów, ich dwie siostry w wieku 16 i 20 lat oraz 13-letni brat. Zdaniem funkcjonariuszy oczekuje się, że wszyscy ranni powrócą do zdrowia. Zostali przewiezieni do centrum medycznego Vanderbilt University. Są w stabilnym stanie.

Jak dodała NBC News nie odkryto śladów wskazujących na włamanie do mieszkania. Funkcjonariusze odzyskali dwa pistolety.

W późniejszej informacji dziennik „Tennessean” wydawany w Nashville informował o trzech pistoletach znalezionych w mieszkaniu przez policję. Powołując się na rzecznika szkół publicznych w mieście napisał, że bracia, którzy zginęli uczęszczali do średniej szkoły publicznej Pearl Cohn. Ostatnio uczyli się w alternatywnym ośrodku kształcenia W.A. Bass Alternative Learning Center przeznaczonym dla uczniów mających zaległości w nauce. Byli – odpowiednio – w 9 i 12 klasie.

Policja bada „śmiercionośny incydent”

Biuro szeryfa tweetowało, że organy ścigania z całego hrabstwa starają się pomóc w znalezieniu każdego, kto może być zamieszany w „śmiercionośny incydent”. Rzeczniczka departamentu policji Kristin Mumford, wyjaśniła podczas konferencji prasowej, że śledczy pracują nad ustaleniem co stało się przed strzelaniną.

– Mamy pewne tropy, a także przeprowadzamy wywiady i rozmawiamy z ludźmi. Bardzo chcemy porozmawiać z każdym, kto mógł opuścić miejsce zdarzenia lub każdym, kto ma informacje na temat tego, co wydarzyło się w mieszkaniu – apelowała Mumford.

Zgodnie z danymi policji, które przytacza ABC, w hrabstwie Davidson, gdzie znajduje się Nashville, w tym roku, do 20 listopada odnotowano 491 ofiar strzelanin, w tym zabójstw. Średnia z poprzednich 11-letnia wynosiła 332.
Źródło info i foto: interia.pl

Białoruś: Niemal 900 więźniów politycznych

W dniu solidarności z więźniami politycznymi reżimu Aleksandra Łukaszenki osoby i instytucje z całego świata wyrażają poparcie dla osób represjonowanych za walkę o wolności i demokrację na Białorusi. W inicjatywę włączył się prezydent Andrzej Duda, który przypomniał, że na Białorusi jest niemal 900 więźniów politycznych.

„Polska pragnie takiej samej Białorusi jak oni. Wyrażam solidarność ze wszystkimi ofiarami łukaszenkowskiej dyktatury” – napisał prezydent, który opublikował taki sam wpis również w języku białoruskim.

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przypomniało, że więźniami Łukaszenki są liderzy Związku Polaków na Białorusi, Andżelika Borys i Andrzej Poczobut. MSZ dodaje, że wśród przetrzymywanych przez reżim jest 30 dziennikarzy, m.in. skazane na dwa lata dziennikarki Telewizji Biełsat Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa.

Swoją solidarność z więzionymi wyrażają również służby dyplomatyczne wielu państw. Sprawiedliwości dla przetrzymywanych domagają się między innymi: Ambasada Wielkiej Brytanii w Polsce, Ambasady USA, Polski, Rumunii i Niderlandów w Mińsku, sekretarz stanu USA Antony Blinken, ambasador Niderlandów na Litwie, Ambasada USA w Rydze, Ministerstwo Spraw Zagranicznych Norwegii, Ministerstwo Spraw Zagranicznych Łotwy, przedstawicielstwa Niemiec i Litwy przy OBWE, ambasador Kanady w Polsce i na Białorusi, premier Słowenii Janez Janša, Europejska Partia Ludowa w Parlamencie Europejskim, unijna służba dyplomatyczna i wielu europarlamentarzystów.

Liderka białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska podziękowała za napływające z całego świata wyrazy wsparcia i solidarności z narodem białoruskim oraz politycznymi więźniami reżimu Aleksandra Łukaszenki. Podkreśliła, że jest to szczególnie ważne dla rodzin setek przetrzymywanych w białoruskich więzieniach.

Białoruś. Andżelika Borys i Andrzej Poczobut nadal bez zarzutów

Białoruskie służby nadal prowadzą „śledztwo” w sprawie „ciężkich i szczególnie ciężkich przestępstw”, których rzekomo mieli dopuścić się Borys i Poczobut. Zgodnie z tamtejszym prawem, termin aresztu może być przedłużony najpierw do 12, a następnie do 18 miesięcy bez postawienia zarzutów. Formalnie Andżelika Borys i Andrzej Poczobut zostali zatrzymani na podstawie artykułu „o podżeganiu do nienawiści na tle narodowościowym”. Za to przestępstwo grozi im kara od pięciu do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

SG zatrzymała 125 migrantów na granicy. Zatrzymano również 5 kurierów

Ostatniej doby zanotowano 125 prób nielegalnego przekroczenia granicy białorusko-polskiej – poinformowała Straż Graniczna. Podlaska policja zatrzymała pięciu tzw. kurierów przewożących osoby nielegalnie przebywające w naszym kraju, zatrzymała minionej doby policja w województwie podlaskim. To trzej Ukraińcy, obywatel Tadżykistanu i Rosji. 51 cudzoziemców otrzymało nakaz opuszczenia Polski.

– Wczoraj tj. 27.11 granicę polsko-białoruską próbowało nielegalnie przekroczyć 125 osób. Wobec 51 cudzoziemców funkcjonariusze SG wydali postanowienia opuszczeniu terytorium RP – czytamy na Twitterze Straży Granicznej.

SG dodała, że „kilkudziesięcioosobowe grupy próbowały siłowo przekroczyć gr. na odcinkach placówek w Dubiczach Cerkiewnych i Mielniku”.

Natomiast rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa poinformował, że ok. godziny 17:30 w okolicach Starzyny kilkudziesięciu policjantów interweniowało w związku z próbą siłowego przekroczenia granicy. „Policjanci zabezpieczali prace związane z naprawą uszkodzonego ogrodzenia. Interwencja została zakończona koło 22” – dodał.

Kurierzy 

Krupa dodał, że podlaska policja zatrzymała również 5 kurierów przewożących osoby, które nielegalnie przekroczyły granicę. Do zatrzymań doszło podczas kontroli w Zalesiu, Tonkielach, Berżnikach, Bielsku Podlaskim i koło wsi Oleksze. W Zalesiu (powiat siemiatycki) policjanci zauważyli samochód stojący w lesie. W środku było pięciu nielegalnych imigrantów, ale kierowca – prawdopodobnie na widok patrolu – uciekł. Rozpoczęto jego poszukiwania, wykorzystano psa tropiącego i na pobliskiej stacji benzynowej zatrzymano mężczyznę, jak się okazało – obywatela Ukrainy.

W Tonkielach zatrzymano do kontroli samochód kolejnego ukraińskiego kierowcy, który przewoził obywatela Sri Lanki. W Berżnikach również za kierownicą skontrolowanego auta siedział Ukrainiec, który transportował czterech obywateli Iraku. W Bielsku Podlaskim „wpadł” obywatel Rosji, który też wiózł czterech Irakijczyków.

W okolicach wsi Oleksze (powiat bielski) policjanci zatrzymali do kontroli samochód prowadzony przez obywatela Tadżykistanu, przewożącego czterech Irakijczyków. Mężczyzna miał przy sobie podrobione bułgarskie dokumenty: prawo jazdy i dowód osobisty na inne nazwisko. „Policjantom tłumaczył, że dokumenty kupił około roku temu za pośrednictwem internetu, płacąc za to 50 euro” – dodał Krupa.

Prawie 40 tys. migrantów

Od początku roku Straż Graniczna zanotowała ponad 37 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej, z czego ponad 8 tys. w listopadzie, blisko 17,3 tys. w październiku, prawie 7,7 tys. we wrześniu i ponad 3,5 tys. w sierpniu. Od 2 września w związku z presją migracyjną w przygranicznym pasie z Białorusią w 183 miejscowościach woj. podlaskiego i lubelskiego obowiązuje stan wyjątkowy. Został on wprowadzony na 30 dni na mocy wydanego na wniosek Rady Ministrów rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy. Sejm zgodził się na przedłużenie stanu wyjątkowego o kolejne 60 dni, czyli do końca listopada.

Do połowy przyszłego roku, na mocy specustawy, na odcinku granicy z Białorusią stanie stalowy płot zwieńczony drutem kolczastym i wzbogacony o urządzenia elektroniczne. Zapora o długości 180 km i 5,5 m wysokości powstanie na Podlasiu. Wzdłuż granicy zamontowane będą czujniki ruchu, kamery dzienne i nocne. Na Lubelszczyźnie naturalną zaporą jest Bug.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szczecin: Awantura domowa zakończona tragedią. Zabił teściową, żonę i popełnił samobójstwo

Szokujące wydarzenia w Szczecinie. W trakcie awantury domowej od ciosu nożem zginęła 63-letnia kobieta, druga została ciężko ranna i zmarła w szpitalu. Sprawca odebrał sobie życie. W domu w tym czasie był 11-letni syn. To on zadzwonił na policję. Do tragedii doszło po godzinie 1:00 w nocy w Szczecinie.

Według nieoficjalnych informacji RMF FM, w mieszkaniu przy ul. Romana w trakcie imprezy urodzinowej 45-letni mężczyzna rzucił się z nożem w ręku na swoich najbliższych. Od ciosu w klatkę piersiową zginęła jego teściowa – kobieta w wieku 63 lat. Żona w wieku 35 lat z ciężkimi obrażeniami ciała została przewieziona do szpitala. Niestety, jej życia nie udało się uratować.

Następnie mężczyzna popełnił samobójstwo, wbijając sobie nóż w okolicę serca. Policję na miejsce tragedii wezwał syn – 11-letni chłopiec. Jak się dowiadujemy nieoficjalnie, powodem tragedii miała być zazdrość o żonę.
Źródło info i foto: RMF24.pl