Sewilla: Ojciec rozpowszechniał pedofilskie zdjęcia swojej córki i dziewczynek z rodziny

Mieszkaniec Sewilli produkował pedofilską pornografię z udziałem swojej córki i dwóch dziewczynek z dalszej rodziny. Z ustaleń hiszpańskiej Policji Krajowej wynika, że podejrzany był bardzo aktywny w rosyjskiej sieci społecznościowej, na której dewianci wymieniają się materiałami z seksualnym wykorzystywaniem dzieci. Z kolei w Murcji zatrzymano Jemeńczyka, który od 2014 r. więził dwie swoje bratanice.

Na trop pedofila wpadli funkcjonariusze Policia Nacional (Policja Krajowa) zajmujący się cyberprzestępczością, a zwłaszcza wymianą pedofilskich zdjęć i filmów w internecie. Analiza kilku przechwyconych zdjęć przedstawiających genitalia małoletnich dziewczynek, wykazała, że mogły zostać zrobione w Hiszpanii. Autor fotografii korzystał z usługi foto hostingu, udostępniając innym osobom część swoich zasobów.

Funkcjonariusze ustalili, że człowiek ten był bardzo aktywny w rosyjskiej sieci społecznościowej, w której pedofile wyszukują pornografię dziecięcą odpowiednich do ich upodobań. Policyjni eksperci w końcu zidentyfikowali „fotografa”, który jak się okazało, mieszkał w Sewilli.

Wykorzystywał m.in. swoją córkę

Policjanci wkroczyli do domu pedofila, który był całkowicie zaskoczony ich wizytą. Podczas przeszukania zabezpieczono komputer i nośniki elektroniczne, a także potwierdzono, że pedofilskie zdjęcie, które udostępniał w sieci, mogły zostać zrobione w tym miejscu.

Okazało się, że mężczyzna zmuszał do „pozowania” swoją córkę oraz dwie dziewczynki z dalszej rodziny. Śledczy sprawdzą czy uwiecznione na zdjęciach inne dzieci, były także wykorzystane przez podejrzanego. Mężczyzna odpowie za produkcję pedofilskich materiałów oraz ich rozpowszechnianie.

Wiadomo, że zatrzymany stworzył fikcyjny profil i mediach społecznościowych nawiązywał kontakt z dziećmi poniżej 15 roku życia, próbując je nakłonić do przesłania np. nagich zdjęć. Pedofil z Sewilli został aresztowany.

Pan i władca

Z kolei w Murcji funkcjonariusze Policji Krajowej zatrzymali 54-letniego Jemeńczyka, który od siedmiu lat przetrzymywał dwie swoje siostrzenice, w tym jedną nieletnią. Mężczyzna opuścił swój kraj w 2014 r. wraz z dwiema córkami i dwiema bratanicami. Te ostatnie miał zabrać bez wiedzy ich matki, żony jego brata. Nie wiadomo jednak, dlaczego uprowadził bratanice.

Jemeńczyk wraz z czwórką dzieci podróżował przez kilka lat po świecie. Przez dwa lata mieszkali w Kolumbii, rok w Indonezji, cztery miesiące w Ekwadorze. Odwiedzili także Malezję, Koreę Południową oraz Turcję. W tym ostatnim kraju mężczyzna odwiedził konsulat Jemenu, aby odnowić paszport i wtedy dowiedział się, że złożono na niego doniesienie za uprowadzenie bratanic. Wyjechał więc natychmiast z dziewczętami do Hiszpanii. W marcu 2020 r. cała piątka pojawiła się w Murcji. Pół roku później pracownik organizacji pozarządowej zajmującej się m.in. pomocą migrantom lub osobom społecznie wykluczonym, zawiadomił policję, że Jemeńczyk zmusił do całkowitej uległości mieszkające z nim cztery dziewczęta.

Okazało się, że jego córki oraz bratanice nie mogły się spotykać z nikim poza pracownicami ze wspomnianej organizacji. W dodatku tylko w obecności mężczyzny, bez którego zgody nie mogły odpowiadać na żadne pytania.

Dziewczęta żyły w skrajnej nędzy. Badania, po ich uwolnieniu, wykazywały objawy niedożywienia i skrajnego wychudzenia. Mężczyzna karmił je tylko najprostszymi potrawami, głównie z roślin strączkowych i zbóż. Jemeńczyk usunął z domu telewizor, radio oraz inne urządzenia elektroniczne, twierdząc, że jego podopieczne nie muszą wiedzieć co się dzieje poza domem. Co ciekawe mężczyzna sam sobie niczego nie żałował. Podczas zatrzymania znaleziono w jego pokoju 5 tys. euro oraz 2.5 tys. dolarów.

Mężczyzna został aresztowany.
Źródło info i foto: TVP.info

Znaleziono martwego rosyjskiego dyplomatę przed ambasadą w Niemczech

W niewyjaśnionych okolicznościach zmarł w Berlinie 35-letni sekretarz ambasady rosyjskiej. Znaleziono go martwego na chodniku przed ambasadą. Z informacji portalu tygodnika „Spiegel” wynika, że miał on powiązania z rosyjskim wywiadem FSB. W ambasadzie rosyjskiej w Berlinie doszło do niewyjaśnionego zgonu. Według informacji „Spiegla”, policjanci ochraniający budynek odkryli 19 października około godziny 7.20 na chodniku przed gmachem ambasady w Berlinie martwego człowieka. Próby reanimacji podjęte przez służby ratunkowe nie powiodły się.

Mężczyzna spadł z górnego piętra budynku ambasady przy Behrenstrasse w berlińskiej dzielnicy Mitte. Zgodnie z oficjalną listą dyplomatyczną 35-latek był akredytowany jako II sekretarz ambasady w Berlinie od lata 2019 roku. Niemieckie władze bezpieczeństwa uznały go jednak za zakamuflowanego pracownika rosyjskiego wywiadu krajowego FSB – pisze w piątek „Spiegel”.

Miał on być także powiązany z wysokim rangą urzędnikiem drugiej służby FSB. Resort ten odpowiada m.in. za przeciwdziałanie terroryzmowi w Rosji i został powiązany przez zachodnie służby wywiadowcze z tzw. morderstwem w Tiergarten, kiedy latem 2019 roku w Berlinie w biały dzień zastrzelono przebywającego na emigracji Gruzina.

Funkcjonariusze drugiej służby FSB byli również zaangażowani w atak z użyciem trucizny na rosyjskiego polityka opozycyjnego Aleksieja Nawalnego latem 2020 roku – wynika z badań „Spiegla”, platform śledczych Bellingcat i The Insider oraz amerykańskiego kanału informacyjnego CNN.

Jak wynika z informacji tygodnika w przypadku dyplomaty, który został znaleziony martwy, ambasada rosyjska nie zgodziła się na przeprowadzenie sekcji zwłok. Źródła bezpieczeństwa podały, że okoliczności domniemanego upadku i przyczyna śmierci są „nieznane”. Ponieważ zmarły miał status dyplomatyczny, prokuratura nie mogła przeprowadzić dochodzenia w sprawie śmierci.

Ciało dyplomaty zostało w międzyczasie przewiezione do Rosji, dowiedział się „Spiegel”. Na prośbę rosyjskiej ambasady poinformowano o „tragicznym wypadku”, którego nie będzie się komentować z „powodów etycznych”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

36-letni mężczyzna oskarżony o uprowadzenie 4-letniej Cleo Smith. Miał pokój pełen lalek

Czteroletnia Cleo Smith została odnaleziona po 18 dniach poszukiwań w domu nieznajomego mężczyzny. 36-latek został oskarżony między innymi o „przymusowe zabranie dziecka poniżej 16. roku życia”.

W połowie października świat obiegła informacja o zaginięciu czteroletniej Cleo Smith. Dziewczynka zniknęła z namiotu kempingu w Quobba Blowholes, gdzie przebywała wraz z rodziną. 18 dni później udało się ją odnaleźć w domu 36-letniego mężczyzny, który został już oskarżony o porwanie dziecka. Zostanie on teraz przetransportowany do więzienia o zaostrzonym rygorze.

W czwartek 4 listopada po popołudniu 36-latek stanął przed sądem. Jak pisze „The Guardian”, mężczyzna został oskarżony o kilka przestępstw, w tym „przymusowe zabranie dziecka poniżej 16. roku życia”. Australijski portal news.com.au podaje, że mężczyzna był zdenerwowany obecnością mediów podczas przesłuchania i zwrócił się wówczas do jednego reportera, mówiąc: „Pewnego dnia stąd wyjdę. Idę po ciebie”. Sędzia zauważył jednak, że jest to rozprawa jawna. Sprawa ma trafić do sądu na początku grudnia.

Portal news.com.au dodaje, że 36-latek miał pokój wypełniony lalkami dla małych dzieci. Poza tym śledczy podali, że zatrzymany w przeszłości się okaleczał się i z tego powodu dwukrotnie trafił do szpitala.
Źródło info i foto: Gazeta.pl