Chińska agentka przeniknęła do brytyjskiego parlamentu

Tajna agentka pracująca dla Komunistycznej Partii Chin (KPCh) przeniknęła do brytyjskiego parlamentu i próbowała wpływać na procesy legislacyjne – ostrzegł w czwartek brytyjski kontrwywiad. W ostrzeżeniu przekazanym przez MI5 spikerowi Izby Gmin Lindsayowi Hoyle’owi napisano, że Christine Ching Kui Lee „ustanowiła powiązania” dla KPCh z obecnymi posłami i kandydatami na posłów, a następnie przekazywała darowizny finansowe dla polityków, które pochodziły od rezydentów Chin kontynentalnych oraz Hongkongu w taki sposób, by ukryć ich prawdziwe źródło. MI5 dodało, że każdy, kto miał kontakty z Lee, powinien być „świadomy jej afiliacji” oraz tego, że jej „zadaniem jest forsowanie agendy KPCh”.

Lee twierdziła, że jej działalność ma na celu reprezentowanie mieszkających w Wielkiej Brytanii Chińczyków i zwiększenie różnorodności w Izbie Gmin. Według wysłanego ostrzeżenia miała ona kontakty z politykami wszystkich partii, w szczególności z rozwiązanej już ponadpartyjnej grupy ds. Chin.

Stacja Sky News podaje, że z parlamentarnych rejestrów dotacji wynika, iż Lee przekazała posłom ponad 700 tys. funtów, z czego istotna część trafiła do Barry’ego Gardinera, który w laburzystowskim gabinecie cieni za czasów poprzedniego lidera partii Jeremy’ego Corbyna był odpowiednikiem ministra handlu międzynarodowego. W jego biurze poselskim pracował syn Lee, który w czwartek rano zrezygnował z pracy. Gardiner powiedział Sky News, że w sprawie Lee pozostawał od lat w kontakcie z MI5, i zapewnił, że dotacje przekazywane przez Chinkę były na badania i on z nich nie korzystał osobiście, a także nie wpływała ona w żaden sposób na te badania ani jego aktywność poselską.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Areszt dla burmistrza Murowanej Gośliny

Dariusza U. – burmistrz podpoznańskiej Murowanej Gośliny został w czwartek tymczasowo aresztowany. To decyzja sądu w stolicy Wielkopolski po tym, jak śledczy przedstawili samorządowcowi łącznie 12 zarzutów, głównie korupcyjnych. Burmistrzowi grozi kara nawet 10 lat więzienia. Sąd w Poznaniu zdecydował o tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące Dariusza U. – włodarza Murowanej Gośliny.

Prokurator Katarzyna Hadyniak-Chojnacka z Wielkopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Poznaniu powiedziała PAP, że sąd uwzględnił wniosek śledczych.

Jak wynika ze słów prokurator, samorządowiec nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu przestępstw. – Odmówił składania wyjaśnień – dodała Hadyniak-Chojnacka. Złożenie zażalenia na czwartkową decyzję sądu o tymczasowym aresztowaniu zapowiedział obrońca burmistrza Murowanej Gośliny.

– Oczywiście będę starał się wykazywać, że prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanych czynów, czyli przesłanka ogólna, nie została spełniona – powiedział adwokat Czarosław Leszczyński.

Burmistrz Murowanej Gośliny tymczasowo aresztowany

Dariusza U. i sześć innych osób zatrzymali we wtorek funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego. To dwóch przedsiębiorców, córka burmistrza i pracownicy samorządu z Murowanej Gośliny. W ich przypadku prokuratura nie wniosła o tymczasowe aresztowanie.

Rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej prok. Łukasz Łapczyński poinformował, że samorządowcowi przedstawiono łącznie 12 zarzutów dotyczących przede wszystkim łapówek. Chodzi o inwestycje podległe urzędowi Dariusza U., w tym budowy dróg i remonty szkół, bibliotek, remiz czy świetlic.

Dariuszowi U. grozi do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: wp.pl

Królowa Elżbieta II pozbawiła księcia Andrzeja tytułów wojskowych i królewskich patronatów

Książę Andrzej został pozbawiony tytułów wojskowych i królewskich patronatów przez samą królową Elżbietę II. Monarchini podjęła tak drastyczną decyzję z powodu oskarżeń, które ciążą na księciu Yorku. Syn królowej nie będzie też pełnił żadnych funkcji jako reprezentant. Wraz z innymi młodymi kobietami miała dostawać dobrze płatne i obiecujące propozycje pracy od Jeffreya Epsteina (zmarł w celi w 2019 roku, prawdopodobnie na skutek uduszenia). Następnie nieletnie miały pełnić rolę „kobiet do towarzystwa” wśród milionerów i śmietanki samych sławnych osób. W gronie tychże miał znajdować się właśnie książę Andrzej.

Oświadczenie królowej Elżbiety II pojawiło się w mediach społecznościowych kilka godzin po tym, kiedy ponad 150 weteranów m.in. Królewskiej Marynarki Wojennej wystosowało do monarchini list. Domagali się odebrania księciu Andrzejowi wszystkich tytułów i stopni wojskowych.

Według weteranów książę miał nie spełnić najwyższych standardów wojskowych, które dotyczą uczciwości i honoru. W liście zawarto także uwagę, że starsi oficerowie mają nazywać syna królowej mianem „toksycznego”.

– Za zgodą królowej przynależność księcia Yorku do wojska i patronaty królewskie powróciły do królowej. Książę Yorku nadal nie będzie podejmował żadnych obowiązków publicznych i broni tej sprawy jako osoba prywatna – czytamy w oświadczeniu królowej Elżbiety II.

Książę Andrzej zostanie skazany?

Książę Andrzej od 2019 roku wycofał się z życia publicznego i nie komentuje kontrowersyjnej sprawy. Przez głośny skandal może też z dużym prawdopodobieństwem nie zasiąść na tronie – jest dziesiąty w kolejce.

Syn królowej złożył do nowojorskiego sądu stosowny wniosek o oddalenie powództwa przeciw niemu. Argumentowano to tym, że Virginia Giuffre miała wcześniej zawrzeć ugodę finansową z Jeffreyem Epsteinem. Kobieta miała przyjąć 500 tys. dolarów za to, że zrezygnuje z roszczeń wobec milionera i wobec innych osób, które mogą zostać potencjalnie pozwane. Sąd w Nowym Jorku odrzucił wniosek księcia Andrzeja.

W związku z tym syn królowej jeszcze w tym roku może stanąć przed sądem – wstępnie wyznaczono termin pomiędzy wrześniem a grudniem. Do rozprawy może nie dojść, jeśli obie strony dojdą do ugody pozasądowej.

Ponadto „Daily Mirror” donosi, że książę Andrzej nie może liczyć nawet na krztę pomocy od królowej i jej bliskich. Elżbieta II miała zdecydować, że nie pomoże synowi finansowo (w opłaceniu prawników czy też w opłaceniu ugody z Virginią Giuffre), a jej zdanie mieli podzielić książę Karol oraz książę William.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Policjanci w czasie służby łapali Pokemony. Zostali zwolnieni

Dwaj policjanci z Los Angeles zajmowali się grą Pokemon Go, w czasie kiedy doszło do kradzieży w domu towarowym Macy’s. Funkcjonariuszy zdradziło nagranie z kamery samochodowej. Funkcjonariusze Louis Lozano i Eric Mitchell zaprzeczyli, by grali w popularną grę komórkową Pokemon Go, zamiast zająć się zgłoszeniem o kradzieży – podaje serwis BBC News.

Lozano i Mitchell byli na patrolu w czasie, gdy okradziono dom towarowy Macy’s w kwietniu 2017 roku. Przegląd nagrań z kamery samochodowej dwóch policjantów udowodnił, że grali w Pokemon Go i zdecydowali się złapać znajdującego się w pobliżu Snorlaxa, zamiast złodziei. Jak komentuje BBC, Snorlax to stosunkowo rzadki pokemon. Pięć minut po zignorowaniu wezwania do łapania złodziei oficer Mitchell poinformował Lozano, że „Snorlax właśnie pojawił się na rogu 46. ulicy i Leimert”. Jak dodał, „chłopaki będą zazdrościć”.

Pokemon Go to popularna gra w rzeczywistości rozszerzonej, której celem jest używanie przez graczy ustawień opartych na lokalizacji GPS do łapania i trenowania stworzeń nazywanych pokemonami.
Źródło info i foto: interia.pl

Miami: Para porwała i torturowała mężczyznę przez trzy dni

Para 50-latków z Miami porwała, po czym przez trzy dni torturowała mężczyznę. Na koniec kazali mu wypić wybielacz. Zostali aresztowani tydzień później i odpowiedzą przed sądem za usiłowanie zabójstwa. 56-letni Occius Dorsainvil i 52-letnia Marie Dorsainvil z nieznanych policji powodów zwabili mężczyznę do apartamentów The Villages w Miami 28 grudnia. Trzymając go na muszce, skuli i zamknęli w jednym z mieszkań, po czym wielokrotnie zastraszali.

Według ustaleń śledczych, po ponad dwóch dniach para zażądała by mężczyzna oddał im swój samochód w zamian za wolność. Zanim jednak opuścili mieszkanie, zmusili mężczyznę do wypicia mieszanki rumu i wybielacza. Po jakimś czasie mężczyźnie udało się wydostać z mieszkania, ale był w bardzo złym stanie. Na ulicy zauważył go przechodzeń. – Wyglądał jakby został postrzelony albo dźgnięty nożem, później zorientowałem się, że to krew z wymiocinami – miał zeznać świadek. 

Na miejsce została wezwana pomoc, a mężczyzna został przewieziony do szpitala. Jego stan zdrowia pozostaje nieznany. 

Aresztowanie 

Małżeństwo Dorsainvil udało się aresztować tydzień później. 56-latka oskarżono o próbę morderstwa drugiego stopnia, ponadto przedstawiono mu zarzuty kradzieży samochodu, porwania, manipulacji, wymuszeń i rozbojów. 52-latka odpowie za próbę morderstwa, kradzież i porwanie. Obojgu przyznano możliwość opuszczenia aresztu za kaucją w wysokości odpowiednio 50 i 35 tysięcy dolarów. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest nowy wątek ws. zabójstwa Jaroszewiczów?

„Ojciec chciał uzupełnić o dodatkowe informacje i bardzo poszerzyć swoją książkę ‚Przerywam milczenie'” – zeznał w procesie dotyczącym zabójstwa b. premiera PRL Piotra Jaroszewicza, jego młodszy syn Jan. Dodał, że po zabójstwie zapisków ojca już nie było.

Syn zamordowanego potwierdził, że w związku z pracą nad drugim wydaniem książki „Przerywam milczenie” było dużo dokumentów, zapisków i rękopisów. – Wszystkie znajdowały się w gabinecie u taty – powiedział. Jak dodał, „później tych dokumentów nie było”.

– Jedyne, co zostało z rękopisów, to rękopis pierwszej książki, który był schowany w piwnicy, w pudełku. Potem został przekazany prokuraturze – zeznał. Sprawcy zabójstwa nie weszli do piwnicy domu Jaroszewiczów.

Podczas pierwszej tegorocznej rozprawy w toczącym się przed stołecznym sądem okręgowym procesie trójki oskarżonych o zamordowanie w 1992 r. małżeństwa Jaroszewiczów składanie zeznań kontynuował w środę młodszy syn byłego premiera Jan Jaroszewicz.

Wcześniej, na kilku terminach rozpraw, zeznania składał starszy z synów Piotra Jaroszewicza – Andrzej. W swoich zeznaniach przypuszczał on m.in., że w tej sprawie być może nie doszło do napadu rabunkowego, ale mogło to być upozorowanie takiego przestępstwa w celu wyniesienia ważnych dokumentów, które posiadał były premier. – Widziałem, że pracował nad książką, był to rękopis. Po zabójstwie tego rękopisu nie było – mówił w grudniu zeszłego roku przed sądem Andrzej Jaroszewicz. Dodawał, że jego ojciec mógł narazić się gen. Czesławowi Kiszczakowi i gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu.

– Ojciec nie lubił gen. Jaruzelskiego, to mogę powiedzieć. Co do Kiszczaka, to nie wiem – powiedział zaś w środę drugi z synów zamordowanego premiera pytany przez sąd.

Sędzia Anna Wierciszewska-Chojnowska zapytała natomiast, dlaczego Piotr Jaroszewicz „w ogóle chciał wydać drugie, poprawione wydanie, skoro pierwsze wyszło w 1991 roku?”.

– Chciał je uzupełnić o dodatkowe informacje i bardzo poszerzyć tę książkę, ale ja nie brałem udziału w rozmowach dotyczących szczegółów i trudno mi cokolwiek powiedzieć – odpowiedział młodszy syn b. premiera. Dodał, że być może jakąś wiedzę miał dziennikarz, z którym Piotr Jaroszewicz współpracował przy pisaniu pierwszego wydania.

Pierwsze wydanie „Przerywam milczenie” ukazało się w 1991 r. jako wywiad-rzeka przeprowadzony przez zmarłego przed kilku laty Bohdana Rolińskiego – w PRL m.in. dziennikarza „Trybuny Ludu” i redaktora naczelnego „Życia Warszawy”.

Proces w sprawie zabójstwa Piotra Jaroszewicza i jego żony toczy się w Sądzie Okręgowym w Warszawie od sierpnia 2020 r. Sąd ten stara się wyjaśnić jedną z najgłośniejszych zbrodni lat 90., do której doszło w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r.

Napad rabunkowy?

Według obecnego aktu oskarżenia sprawcami zbrodni byli trzej członkowie tzw. gangu karateków, który w latach 90. dokonał kilkudziesięciu napadów rabunkowych. Rabunkowy charakter miała mieć też – zdaniem śledczych – zbrodnia popełniona na Jaroszewiczach.

Prokuratura oskarża Roberta S. o uduszenie Piotra Jaroszewicza oraz zastrzelenie jego żony Alicji Solskiej-Jaroszewicz, a Dariusz S. i Marcin B. oskarżeni są o współudział w zabójstwie b. premiera. Robertowi S. zarzucono również zabójstwo małżeństwa S. w 1991 r. w Gdyni oraz usiłowanie zabójstwa mężczyzny w Izabelinie. Grozi im kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Według prokuratury w dniu napadu oskarżeni przez wiele godzin obserwowali posesję ofiar. Po wejściu do domu Jaroszewiczów Robert S. obezwładnił Piotra Jaroszewicza uderzeniem w tył głowy znalezioną bronią palną. Oskarżeni przywiązali mężczyznę do fotela. Z kolei Alicja Solska–Jaroszewicz została skrępowana i położona na podłodze w łazience. Mężczyźni przeszukali dom, zabrali z niego – poza dwoma pistoletami – 5 tys. marek niemieckich, pięć złotych monet oraz damski zegarek.

Jak wskazuje prokuratura, prawdopodobnie w momencie opuszczania przez sprawców domu pokrzywdzonych, już wczesnym rankiem, Piotr Jaroszewicz wyswobodził się z więzów. Napastnicy znów posadzili go w fotelu. Następnie, gdy dwaj sprawcy trzymali go za ręce, Robert S. go udusił. Po zamordowaniu Piotra Jaroszewicza Robert S. zabrał z gabinetu pokrzywdzonego jego sztucer, poszedł do łazienki, w której leżała związana Alicja Solska-Jaroszewicz i miał ją zastrzelić.

Proces ma być kontynuowany 14 lutego.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Warszawa: Policjant zastrzelił się na ulicy

Tragedia na Pradze-Północ w Warszawie. W aucie zaparkowanym przy ul. Jagiellońskiej znaleziono zwłoki mężczyzny. Jak podaje RMF24, jest to wysokiej rangi policjant z wydziału zwalczania przestępczości gospodarczej z komendy rejonowej policji Praga-Północ. Mężczyzna prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Na miejscu pracują służby, które wyjaśniają sprawę.

Koszmar rozegrał się w środę (12 stycznia). Jak ustalili dziennikarze RMF24, w okolicach dawnej fabryki samochodów osobowych przy ulicy Jagiellońskiej stało zaparkowane auto. Drzwi do pojazdu były zamknięte, a silnik włączony. Wewnątrz znajdował się nieżywy już mężczyzna z raną głowy po postrzale.

Według ustaleń RMF24, znalezione zwłoki to zastępca naczelnika policji z wydziału zwalczania przestępczości gospodarczej z komendy rejonowej policji Praga-Północ. Mężczyzna jeszcze dzień wcześniej był na służbie. Po pracy jednak nie wrócił do domu, a rano nie stawił się na komendzie. Rozpoczęły się poszukiwania policjanta. Niestety, ich finał okazał się tragiczny.

Informację o śmierci policjanta potwierdza policja. – Potwierdzamy śmierć naszego kolegi. Jest to wielka strata – stwierdziła kom. Monika Trzcinka z policji rejonowej na Pradze-Północ. Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, policjant swoje auto pod dawną fabryką na Żeraniu zaparkował już dzień wcześniej około godz. 16.
Źródło info i foto: se.pl

Książę Andrzej odpowie za napaść seksualną. Sąd oddalił jego wniosek

Sąd federalny w Nowym Jorku odrzucił wniosek brytyjskiego księcia Andrzeja, syna królowej Elżbiety II, o oddalenie powództwa przeciwko niemu. Oznacza to, że będzie odpowiadać przed sądem za napaść seksualną z 2001 r. Książę Andrzej nie przyznaje się jednak do zarzutów.

3 stycznia ujawniono dokument, który miał zmienić bieg sprawy brytyjskiego księcia Andrzeja. Ugodę pomiędzy Virginią Giuffre a Jeffreyem Epsteinem, podpisaną 13 lat temu, opublikowano w ramach postępowania cywilnego, które Virginia wytoczyła przeciwko Andrzejowi. Sąd uznał jednak, że mimo ujawnionej ugody sprzed lat – pomiędzy Virginią Giuffre a biznesmenem Jeffreyem Epsteinem – brytyjski książę i tak będzie musiał odpowiadać przed sądem.

Jak podaje BBC, nowojorski sąd federalny odmówił odrzucenia pozwu Virginii Giuffre przeciwko Andrzejowi. Choć książę zaprzecza zarzutom, a jego prawnicy twierdzą, że w związku z umową, którą Virginia Giuffre podpisała w 2009 r. ze skazanym przestępcą seksualnym Jeffreyem Epsteinem, brytyjski książę i tak będzie musiał odpowiadać przed sądem za rzekomą napaść seksualną z 2001 roku.

Z ujawnionego dokumentu wynika, że Virginii Giuffre należy się 500 tysięcy dolarów w ramach ugody. W zamian za to nie może ona domagać się żadnych roszczeń od „każdej innej osoby lub podmiotu, który mógłby zostać uznany za potencjalnego pozwanego”.

9 sierpnia 2021 roku 38-letnia Giuffre złożyła w sądzie w Nowym Jorku pozew cywilny przeciwko księciu Andrzejowi. Twierdziła, że gdy miała 17 lat, była napastowana seksualnie przez brytyjskiego księcia. Przekonywała, że do molestowania miało dochodzić w Londynie, Nowym Jorku oraz na prywatnej wyspie Jeffreya Epsteina w grupie Wysp Dziewiczych USA. Jej zdaniem brytyjski książę miał wówczas świadomość, że była nieletnia. Teraz kobieta ubiega się o odszkodowanie, które – zdaniem ekspertów – może wynosić nawet miliony dolarów.

W listopadzie ubiegłego roku sędzia Lewis Kaplan wyznaczył wstępny termin procesu – miałby on odbyć się pomiędzy wrześniem a grudniem 2022 roku. Jako że mowa o sprawie cywilnej, istnieje możliwość zawarcia ugody pozasądowej. Zapewne wiązałaby się ona z wypłaceniem przez księcia odszkodowania na rzecz Giuffre za wycofanie pozwu. Z doniesień brytyjskich mediów wynika jednak, że rozmowy dotyczące ugody nie miały jeszcze miejsca.
Źródło info i foto: Gazeta.pl