Dr. Mirosław G. usłyszał ostateczny wyrok

Ostateczny wyrok dla kardiochirurga dr. Mirosława G. za przyjęcie od pacjentów i ich rodzin korzyści finansowych to grzywna i osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu. W czwartek Sąd Najwyższy oddalił kasację prokuratury w sprawie zarzutów, od których G. uniewinniono. Uzasadniając oddalenie kasacji odnoszącej się do części zarzutów, od których dr G. ostatecznie uniewinniono, SN wskazał, że w zeznaniach świadków były „sprzeczności mające istotne znaczenie”, a więc sąd okręgowy oceniając te zeznania „nie uchybił przepisom prawa procesowego”.

Latem 2020 r. Sąd Okręgowy w Warszawie w procesie apelacyjnym zmienił wyrok pierwszej instancji i złagodził karę wymierzoną w tej sprawie lekarzowi. Sąd odwoławczy uniewinnił bowiem wtedy kardiochirurga od trzech z dziewięciu przypisanych mu zarzutów korupcyjnych.

W odniesieniu do tych trzech zarzuconych czynów SO wskazał m.in., że zeznania świadków były niespójne, a ich stosunek do lekarza negatywny – „a nawet agresywny” – gdyż np. jako bliscy zmarłych pacjentów obwiniali m.in. dr. G. o te zgony. Według sądu w oparciu o te zeznania nie dało się dokonać całkowicie pewnych ustaleń, a wszelkie wątpliwości musiały być oceniane na korzyść oskarżonego.

W czerwcu 2019 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa nieprawomocnie uznał lekarza za winnego przyjęcia w latach 2005-2006 od pacjentów i ich rodzin co najmniej 22 tys. zł korzyści finansowych. Mirosław G. został wówczas nieprawomocnie skazany na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata, a także na 50 tys. zł grzywny. Apelacje od tamtego wyroku złożyły zarówno obrona lekarza, jak i prokuratura.

W ocenie SO kara wymierzona lekarzowi w pierwszej instancji była określona w sposób prawidłowy i uwzględniający wszystkie okoliczności.

Jednak, w związku z uniewinnieniem lekarza od niektórych zarzutów, SO złagodził w 2020 r. karę do 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata i 35 tys. zł grzywny, zmniejszył też przepadek korzyści majątkowej osiągniętej przez kardiochirurga z 22 tys. zł do 7,5 tys. zł. SO uzasadnił,
Źródło info i foto: interia.pl

Policjanci zatrzymali poszukiwanego mężczyznę

Akcja zatrzymania poszukiwanego trwała kilkadziesiąt sekund. Policjanci z ostrołęckiego wydziału patrolowego w czasie wolnym od służby rozpoznali mężczyznę poszukiwanego do odbycia kary pozbawienia wolności. Dziś zostanie doprowadzony do zakładu karnego.

Dochodziła 21.15, gdy policjanci z Wydziału Patrolowego Komendy Miejskiej Policji w Ostrołęce, będąc w czasie wolnym od służby, w witrynie sklepu zauważyli znajomą im sylwetkę mężczyzny. Po chwili nie mieli już wątpliwości, że jest to 25-letni mieszkaniec Ostrołęki, który jest poszukiwany.

Wiedząc, że mężczyzna ukrywa się i jest to być może jedyna okazja, aby go zatrzymać, czujni policjanci postanowili zrezygnować ze swoich prywatnych planów i natychmiast przystąpili do działania.

Mężczyzna nie krył zaskoczenia, kiedy okazało się, że wpadł właśnie w ręce Policji. Po sprawdzeniu okazało się, że podejrzenia policjantów były słuszne. Cała akcja trwała kilkadziesiąt sekund. Mężczyzna był poszukiwany do odbycia kary pozbawienia wolności. Po ujęciu mundurowi wezwali policyjny patrol, który przejął 25-latka i osadził go w policyjnym areszcie. Poszukiwany jeszcze dziś zostanie doprowadzony do zakładu karnego.
Źródło info i foto: POlicja.pl

Ciało 67-letniego mężczyzny w aucie

​Policjanci z Gdyni poinformowali o odnalezieniu ciała 67-letniego mężczyzny w zaparkowanym samochodzie. Auto stało na ul. Widnej w Gdyni. Funkcjonariusze wstępnie wykluczyli udział osób trzecich. Jak przekazał naczelnik Wydziału Prewencji Komendy Miejskiej Policji w Gdyni asp. sztab. Łukasz Grzyb, funkcjonariusze otrzymali zgłoszenie o godz. 4:00. Piesza przechodząca ul. Widną w Gdyni zauważyła w zaparkowanym pojeździe mężczyznę w nienaturalnej pozycji – przekazał Grzyb. Dodał, że funkcjonariusze po dotarciu na miejsce nie stwierdzili oznak życia u 67-latka. Na miejsce zostali wezwani biegli oraz technik policyjny. Dochodzenie jest prowadzone pod nadzorem prokuratora.

Policjanci wstępnie wykluczyli udział osób trzecich.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jeden z poszukiwany w związku z zabójstwem na Nowym Świecie był skazany za współudział w podpaleniu klubu na ul. Foskal

Łukasz Goławski, jeden z poszukiwanych w związku z zabójstwem mężczyzny na ul. Nowy Świat w Warszawie, do którego doszło na początku maja, jest znany policji. Dwa dni przed morderstwem miał się uprawomocnić jego wyrok 3 lat więzienia za współudział wraz z Krzysztofem U. ps. „Fama” w podpaleniu klubu przy ul. Foksal w 2019 roku. Policjanci Komendy Rejonowej Policji Warszawa I na podstawie listu gończego wydanego przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie poszukują dwóch mężczyzn podejrzewanych o zabójstwo na Nowym Świecie.

„W dniu 8 maja 2022 roku w Warszawie przy ul. Nowy Świat 30 działając w zamiarze bezpośrednim, wspólnie i w porozumieniu Sebastian Włodarczyk l.23, zam. Warszawa i Łukasz Goławski l. 27, zam. Warszawa dokonali zabójstwa 29-letniego mężczyzny poprzez trzykrotne ugodzenie pokrzywdzonego ostrym narzędziem w klatkę piersiową, co skutkowało zgonem pokrzywdzonego” – informowała policja.

Z nieoficjalnych ustaleń wynika, że 27-letni Łukasz Goławski już wcześniej był znany organom ścigania. Mężczyzna był współpodejrzanym w procesie Krzysztofa U. ps. Fama, oskarżonego o podpalenie klubu przy ul. Foksal. Do pożaru w klubie doszło 16 września 2019 roku. Biegły z zakresu pożarnictwa stwierdził, że do spalenia budynku, w którym od 26 września miał zacząć funkcjonować ekskluzywny klub nocny, doszło w wyniku umyślnego działania.

Śledczy analizowali zapis z monitoringu. Na jednej ze stopklatek wyodrębniono bardzo dokładnie twarz mężczyzny. W uszczegółowieniu materiału dowodowego bardzo pomogły prokuraturze wyjaśnienia tzw. małego świadka koronnego. To on przekazał śledczym, że Krzysztof U. ps. „Fama” kilka dni przed podpaleniem klubu dostał się do środka by zapoznać z rozkładem budynku. Prawdomówność świadka potwierdziły nagrania z monitoringu.

Zlecenie na spalenie klubu od konkurencji

Według śledczych „Fama” przyjął zlecenie spalenia klubu od Roberta P. i Zbigniewa L., właścicieli klubu „The View” przy ulicy Twardej w Warszawie. Klub na Foksal miał stanowić dla nich bezpośrednią konkurencję na rozrywkowej mapie miasta. P. i L. mieli „nakłaniać bezpośrednio i telefonicznie”, „konsultować sposób popełnienia przestępstwa”, a także porę, o której do niego dojdzie.

Sprawcy weszli do klubu wyłamując okno i „wykorzystując mieszaninę łatwopalnych cieczy, które ostały wcześniej przygotowane”, „wzniecili pożar poprzez zainicjowanie wielu ognisk ognia”. „Fama” miał osobiście pilnować, żeby lokal spłonął, zanim ktoś podejmie interwencję. 23 października 2019 r. prokuratura uzupełniła „Famie” i jego wspólnikom zarzuty o podpalenie śródmiejskiego klubu.

Na początku lutego 2021 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Goławskiego za współudział w podpaleniu klubu na karę 3 lat i 6 miesięcy więzienia. Sąd wymierzył mu także grzywnę. Razem z nim za podpalenie klubu zostali skazani Karol T. na 8 lat więzienia, Damiana A. na 15 lat pozbawienia wolności, oraz Wojciech S. na 8 lat pozbawienia wolności.

6 maja Sąd Apelacyjny w Warszawie drugiej instancji zmniejszył 27-latkowi wyrok do 3 lat więzienia. Wyrok sądu w tej sprawie jest prawomocny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Francuski milioner oskarżony o pedofilię i handel ludźmi

Jacques Bouthier – prezes firmy Assu 2000 i jeden z najbogatszych Francuzów – trafił do aresztu. Lista zarzutów, cytowana przez „Le Figaro”, jest długa: handel ludźmi, gwałt na nieletniej powyżej 15. roku życia, wykorzystywanie nieletnich do prostytucji i napaść seksualna na nieletnią poniżej 15. roku życia.

Telewizja RTL dotarła do źródeł mówiących o 22-letniej kobiecie, która zgłosiła się w marcu 2022 roku na posterunek policji w Paryżu. Zeznała, że przez pięć lat była w niewoli bogatego mężczyzny, który dopuszczał się na niej gwałtów. Kobieta twierdzi, że potem została wymieniona na 14-latkę, bo sama stała się dla niego „za stara”. Wnoszącej oskarżenie udało się wcześniej sfilmować milionera z nastolatką w łóżku.

Handel ludźmi, gwałt na nieletniej, wykorzystywanie do prostytucji

Bogatym mężczyzną, o którym mówiła kobieta, okazał się Jacques Bouthier – prezes firmy Assu 2000 i jeden z najbogatszych Francuzów. Poza nim francuska policja aresztowała pięciu jego pracowników. Lista zarzutów, cytowana przez „Le Figaro”, jest długa: handel ludźmi, gwałt na nieletniej powyżej 15. roku życia, wykorzystywanie nieletnich do prostytucji i napaść seksualna na nieletnią poniżej 15. roku życia. Aresztowani są również podejrzani o stworzenie związku przestępczego w celu przeprowadzenia porwania i pozbawienia wolności oraz posiadanie zdjęć z pornografią dziecięcą.

Wśród wspólników milionera miała być jego żona

Jak podaje „Le Figaro”, porwanie młodej kobiety miało na celu przejęcie od niej kompromitującego milionera nagrania i zmuszenie ofiary do opuszczenia kraju. Źródło sądowe przekazało dziennikowi, że do grupy przestępczej powołanej do tego celu miała należeć żona Bouthiera, a także dwóch pracowników jego firmy, młoda kobieta bliska wnoszącej oskarżenie i były żandarm Grupy Interwencyjnej Żandarmerii Narodowej. Wszyscy zostali oskarżeni i aresztowani w sobotę. Śledztwo powierzono Brygadzie Ochrony Nieletnich (BPM). Wszczęto również dochodzenie sądowe.

Kim jest Jacques Bouthier

Bouthier figuruje na liście 500 najbogatszych ludzi we Francji. Pochodzi z biednego środowiska, nie ukończył studiów, ale – jak pisze „Le Figaro” – „pożerany przez ambicję i rządzę odniesienia sukcesu, sam zbudował swoje imperium”. 75-letni obecnie milioner, który sam siebie nazywa „przemysłowcem zajmującym się dystrybucją”, w latach 70. rozpoczął pracę w branży ubezpieczeń, która przyniosła mu fortunę. W 1975 roku założył Assu 2000 – firmę, która w ciągu pięćdziesięciu lat przekształciła się z małego przedsiębiorstwa w imperium ubezpieczeniowe z około 400 agencjami. Bouthier był jej prezesem przez 47 lat. Z funkcji zrezygnował w zeszły wtorek.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Nowe fakty ws. strzelaniny w Teksasie

W Stanach Zjednoczonych pojawiają się krytyczne głosy dotyczące reakcji policji na masakrę w szkole w Teksasie. Zdaniem części świadków interwencja została podjęta zbyt późno. Pojawiają się także głosy, że policjanci byli nie byli odpowiednio przygotowani. Motyw, który stał za zbrodnią dokonaną przez 18-letniego Salvadora Ramosa, wciąż jest przedmiotem śledztwa. Zdaniem policji – jak podaje AP – nastolatek nie miał kryminalnej przeszłości. Nic też nie wskazywało na to, aby np. miał zaburzenia psychiczne.

W środę dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego w Teksasie zdradził na konferencji prasowej, że od momentu, w którym Ramos otworzył ogień, do jego zastrzelenia przez policję, upłynęło od 40 minut do godziny. – Zaangażowali się natychmiast, nie przetrzymywali [Ramosa – red.] w sali lekcyjnej – powiedział Steve McCraw.

Jednocześnie trwa ustalanie bardziej szczegółowej chronologii tragicznego zajścia. Ramos, przed pojawieniem się w Robb Elementary School, strzelił bowiem do swojej babci. Nie jest jasne, czy czas od 40 minut do godziny jest liczony od momentu strzelenia do starszej kobiety, czy od ataku w szkole. – W tej chwili nie mamy dokładnej i pewnej sekwencji, aby stwierdzić, że napastnik był w szkole w tym czasie – powiedział w CNN Christopher Olivarez, rzecznik departamentu bezpieczeństwa.

Z kolei szef patrolu granicznego Raul Oritz przekonywał w Fox News, że oficerowie jego oddziału działali szybko i sprawnie.

Część świadków jest innego zdania. AP przytacza relację Juana Carranzy, mężczyzny, który obserwował zdarzenie spod swojego domu po drugiej stronie ulicy. Mężczyzna opisał, że słyszał kobiety, które ponaglały policjantów. „Wejdźcie tam!” – miały krzyczeć. Carranza twierdzi, że policja powinna wcześniej wejść do szkoły. – Ich było więcej, on był sam – stwierdził.

Ojciec zabitej uczennicy: Można było zrobić więcej

Javier Cazares, ojciec uczennicy, która zginęła w ataku, opowiedział, że pobiegł do szkoły, gdy tylko usłyszał o strzelaninie. Według mężczyzny, gdy pojawił się przed placówką, policjanci wciąż stali na zewnątrz. Cazares był zdenerwowany, że funkcjonariusze nie wchodzą do budynku. Mężczyzna miał zaproponować świadkom zdarzenia, aby wspólnie wkroczyć do środka. – Po prostu tam wbiegnijmy, bo policjanci nie robią niczego, jak powinni – miał mówić. Według Cazaresa „można było zrobić więcej”, a policja była „nieprzygotowana”.

AP przytacza też relację anonimowego funkcjonariusza organów ścigania. Według niego Patrol Graniczny miał problemy z wyłamaniem drzwi do klasy, w której znajdował się napastnik. Z jego słów wynika, że funkcjonariusze poprosili jednego z pracowników szkoły, by otworzył drzwi kluczem. Rzecznik departamentu bezpieczeństwa przekazał, że trwa ustalanie, czy klasa była rzeczywiście zamknięta lub zabarykadowana.

Prezydent USA Joe Biden zapowiedział w czwartek, że odwiedzi miasteczko Uvalde w Teksasie, gdzie we wtorek doszło do tragicznej strzelaniny w szkole podstawowej. Uzbrojony osiemnastolatek zastrzelił tam 21 osób. Joe Biden powiedział, że w najbliższych dniach uda się do Teksasu wraz z żoną Jill, by spotkać się z rodzinami ofiar oraz przedstawicielami lokalnej społeczności. – Jako naród wszyscy powinniśmy ich wesprzeć – mówił amerykański prezydent i ubolewał, że w USA nie udało się wprowadzić rozsądnych regulacji dostępu do broni. – Sama idea, że osiemnastolatek może wejść do sklepu i kupić broń przeznaczoną do zabijania na wojnie jest niewłaściwa – powiedział prezydent.

Sprawca masakry Salvador Ramos 17 maja, czyli dzień po swoich osiemnastych urodzinach, kupił w sklepie z bronią półautomatyczny karabin typu AR-15. Trzy dni później kupił kolejny a w międzyczasie 375 sztuk amunicji. W szkole w Uvalde zabił 19 uczniów i dwójkę nauczycieli, ranił też dwóch policjantów. Osiemnastolatek zabarykadował się w jednej z klas, gdzie spędził od 40 minut do godziny. Świadkowie mówią, że policjanci nie zdecydowali się wkroczyć do środka. Zrobili to dopiero funkcjonariusze oddziału specjalnego, którzy zastrzelili napastnika
Źródło info i foto: Gazeta.pl