Jest wyrok za pobicie dziennikarek na Marszu Kobiet

Karę roku i siedmiu miesięcy więzienia wymierzył wrocławski sąd Robertowi G., oskarżonemu o pobicie dwóch dziennikarek „Gazety Wyborczej”, które relacjonowały Marsz Kobiet w 2020 r. we Wrocławiu. Do wydarzeń opisanych w akcie oskarżenia doszło 28 października 2020 r. podczas Marszu Kobiet, który przeszedł ulicami ścisłego centrum Wrocławia. Robert G. został oskarżony o pobicie dwóch dziennikarek wrocławskiej „Gazety Wyborczej”. Jedną z kobiet szarpał i popchnął tak, że upadła ona na jezdnię tuż przy kamiennym krawężniku. Druga dziennikarka została uderzona pięścią w brzuch.

„Wrocławski sąd uznał G. winnym zarzucanych czynów i wymierzył mu karę rok i siedmiu miesięcy więzienia” – podało biuro prasowe Sądu Okręgowego we Wrocławiu. G. ma również zapłacić nawiązki na rzecz poszkodowanych kobiet. Wyrok jest nieprawomocny.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Odnaleziono zaginionego 72-latka

Pewien 72-latek podróżował ze swoimi bliskimi jadąc z Ukrainy. Korzystając z przerwy w podróży, wyszedł z samochodu przespacerować się chwilę. Zgubił się jednak w mieście. Zaniepokojeni bliscy zgłosili to policjantom. Oficer dyżurny, wykorzystując zapisy miejskiego monitoringu, szybko dostrzegł zagubionego mężczyznę. Dzięki temu senior cały i zdrowy trafił po opiekę bliskich.

Do policjantów zgłosiła się zmartwiona i przestraszona obywatelka Ukrainy, która poprosiła o pomoc w poszukiwaniach swojego 72-letniego znajomego. Ze szczątkowych informacji wynikało, że jechała z Ukrainy ze znajomymi, m.in. właśnie z 72-latkiem, kierując się na zachód. Osoby te zatrzymały się w Ełku na krótki przystanek i oddaliły się na chwilę z samochodu. Po ich powrocie okazało się, że nie było tam seniora. Nie miał on telefonu, nie było z nim żadnego kontaktu i bliscy nie mogli go odnaleźć. Bali się, że coś mu się stało.

Policjanci od razu zaczęli szukać mężczyzny. Oficer dyżurny przeglądając w tej sprawie miejski monitoring szybko dostrzegł opisanego mężczyznę, którego nagrała jedna z kamer w mieście. Wyraźnie widać było, że jest zdezorientowany, zagubiony i nie wie gdzie iść. Szybko został tam wysłany patrol, który zaopiekował się 72-latkiem i bezpiecznie odwiózł go do bliskich. Jak się okazało, senior chciał się przewietrzyć korzystając z przerwy w podróży, jednak zgubił się i nie mógł trafić z powrotem na parking, gdzie stał ich samochód. Dzięki szybkiej reakcji i spostrzegawczości dyżurnego mężczyzna nie musiał już się stresować w obcym mieście i mógł z bliskimi kontynuować swoją podróż.
Źródło info i foto: Policja.pl

Prokuratura chce umorzenia śledztwa ws. Pauliny N. podejrzanej o zabójstwo trójki dzieci

Prokuratura skierowała do sądu wniosek o umorzenie postępowania wobec Pauliny N. podejrzanej o zabójstwo trójki swoich dzieci we wrześniu 2021 r. w Lublinie. Biegli stwierdzili, że 27-latka była niepoczytalna; prokuratura wnioskuje o umieszczenie jej w zakładzie psychiatrycznym. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka poinformowała w środę o skierowaniu do sądu wniosku o umorzenie postępowania wobec Pauliny N. podejrzanej o zabójstwo trójki swoich dzieci wobec stwierdzenia jej niepoczytalności. – Wnioskujemy też o umieszczenie kobiety w zakładzie psychiatrycznym i leczenie odwykowe – dodała.

Rzecznik powiedziała, że we wniosku prokurator powołał się na wywołaną w toku śledztwa opinię biegłych lekarzy psychiatrów i psychologa, z której wynika, że „w czasie popełnienia czynu podejrzana była niepoczytalna, czyli nie miała zdolności rozpoznania znaczenia swoich czynów”. W przywołanej przez Kępkę opinii biegli stwierdzili również, że są podstawy do umieszczenia Pauliny N. w ośrodku terapeutycznym w zakładzie psychiatrycznym.

W przypadku poprawy stanu zdrowia Pauliny N., stwierdziła Kępka, będzie istniała możliwość uchylenia decyzji o umorzeniu postępowania. W październiku ub. r. Paulina N. usłyszała zarzuty zabójstwa trójki swoich dzieci: dziewięciomiesięcznej dziewczynki, jej dwuletniej siostrzyczki i czteroletniego chłopca, które miała udusić.

Zwłoki znalazła babcia

Zwłoki dzieci odnalazła ich babcia, która 30 września ub.r. przyszła do 26-letniej córki w odwiedziny. Policjanci zatrzymali Paulinę N. na miejscu zdarzenia. Podejrzana przyznała się do zabójstwa i została tymczasowo aresztowana w areszcie specjalnym z oddziałem szpitalnym.

W czerwcu ub.r. Paulina N. wynajęła mały domek przy jednej z bocznych uliczek przy ul. Nadbystrzyckiej w Lublinie i razem z trójką dzieci sprowadziła się tam z podlubelskiej miejscowości. Przy wsparciu rodziców doprowadziła zaniedbaną nieruchomość do porządku. Kontaktujący się z nią pracownik socjalny i asystent rodziny nie zauważyli niepokojących symptomów w jej zachowaniu, czy relacji do dzieci.

Decyzją Sądu Rejonowego Lublin-Wschód w Lublinie z 8 listopada 2018 r. kobieta miała ograniczoną władzę rodzicielską w stosunku do najstarszego syna „z uwagi na dobro dziecka” i była poddawana „stałemu nadzorowi kuratora sądowego”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest wyrok ws. Magdaleny Abramowicz

Gdański Sąd Rejonowy uniewinnił Magdalenę Adamowicz w procesie dotyczącym ukrywania dochodów i błędnego rozliczania podatków. Eurodeputowana Koalicji Obywatelskiej była oskarżona o zatajenie 400 tys. zł dochodów. Wyrok jest nieprawomocny. Magdalena Adamowicz, europosłanka, wdowa po Pawle Adamowiczu, została uniewinniona od zarzutu podania nieprawdy w zeznaniach podatkowych i uszczupleniu w ten sposób podatku. Wyrok ogłosił Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe w Gdańsku.

Prokuratura zarzuciła Magdalenie Adamowicz błędne rozliczanie podatku za najem mieszkań oraz ukrywanie dochodów. Zdaniem śledczych, miała się tego dopuścić wraz z mężem Pawłem. Europosłanka w zeznaniach podatkowych za lata 2011-2012 miała też zataić odpowiednio prawie 300 tys. zł i 100 tys. zł dochodów.

Prokuratura zarzuciła jej też nierozliczenie dochodów z wynajmu mieszkań jako prowadzonego w warunkach pozarolniczej działalności gospodarczej. Według śledczych uszczuplenie podatku wyniosło prawie 120 tys. złotych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Dwie kobiety usłyszały zarzut usiłowania zabójstwa niemowlęcia

Dwie kobiety ze Starogardu Gdańskiego (woj. pomorskie) usłyszały zarzut usiłowania zabójstwa pięciotygodniowego dziecka. Dziewczynka jest w szpitalu w poważnym stanie. Z ustaleń mediów wynika, że ma pękniętą czaszkę. Obie kobiety już wcześniej miały mieć problemy z prawem w związku z opieką nad rocznym chłopcem.

Pięciotygodniowa dziewczynka trafiła do szpitala w Starogardzie Gdańskim (woj. pomorskie) 26 maja, informacje o zdarzeniu pojawiły się jednak w mediach dopiero w środę 1 czerwca. Jak podają lokalne media, matka dziecka miała tłumaczyć lekarzom, że cierpli ono na zapalenie opon mózgowych – informowała trójmiejska redakcja „Gazety Wyborczej”. Z relacji reportera Radia Gdańsk wynika, że lekarze po przeprowadzeniu niezbędnych badań dopatrzyli się ciężkich obrażeń głowy i krwiaka na ramieniu. Dziewczynka została przetransportowana do placówki w Gdańsku, a tam trafiła na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej.

Po przeprowadzonej obdukcji okazało się, że dziecko ma pękniętą czaszkę. Według lekarzy obrażenia powstały na skutek pobicia, dlatego zawiadomili policję. Funkcjonariusze zatrzymali dwie osoby – matkę pięciotygodniowej dziewczynki oraz kobietę, która z nią mieszkała.

Zarówno jednak, jak i druga kobieta usłyszała zarzut usiłowania zabójstwa dziecka, a także spowodowania obrażeń ciała, za co grozi kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności. Kobiety nie przyznały się do winy. Dziecko natomiast jest w poważnym stanie. Lekarze walczą o jego życie.

– Zostały zatrzymane dwie osoby, matka i osoba, która z matką dziecka zamieszkuje. Sąd zastosował areszt wobec tej drugiej osoby, a wobec matki nie. Obu osobom Prokuratura Rejonowa w Starogardzie Gdańskim przedstawiła zarzut usiłowania zabójstwa. Śledztwo jest w początkowej fazie i wszystko może się zmienić – przekazał „Faktowi” prokurator Mariusz Duszyński z gdańskiej Prokuratury Okręgowej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl