Napadli na nastolatka z maczetą. Ukradli mu 10 złotych

Prokuratorskie zarzuty m.in. dokonania rozboju i stosowania groźby oraz posiadania narkotyków usłyszeli dwaj młodzi mężczyźni. Po ulicach Olkusza (woj. małopolskie) wozili autem przestraszonego 15-latka. Grozili mu nożem i maczetą, żądali pieniędzy. Ostatecznie zabrali chłopcu 10 zł, telefon i słuchawki. Według ustaleń policji do zdarzenia doszło 8 czerwca, kiedy na jednej z olkuskich ulic 25-letni mężczyzna zmusił 15-latka, by ten wsiadł do jego samochodu, w środku był już 19-letni pasażer.

– Napastnicy wozili samochodem nastolatka oraz grozili mu nożem i maczetą, żądając pieniędzy. Wykorzystując to, że chłopak nie mógł wysiąść, zabrali mu 10 złotych, telefon i słuchawki – poinformował rzecznik małopolskiej policji mł. insp. Sebastian Gleń.

Mężczyźni wypuścili nastolatka z samochodu w Kluczach (pow. olkuski), a o zdarzeniu policję poinformowała matka poszkodowanego. Funkcjonariusze ustalili, że napastnicy to mieszkańcy pow. będzińskiego. Zostali oni zatrzymani i doprowadzeni do olkuskiej komendy.
Źródło info i foto: interia.pl

Autorka eseju „Jak zamordować męża” z dożywociem

Sąd w amerykańskim Oregonie skazał na dożywocie 71-letnią Nancy Crampton Brophy, autorkę romansów, która w 2018 r. miała zastrzelić swojego męża. Wiele lat temu pisarka napisała esej „Jak zamordować swojego męża”. Ława przysięgłych w ubiegłym miesiącu uznała 71-letnią Nancy Crampton Brophy winną morderstwa drugiego stopnia. Wczoraj sąd w Oregonie skazał kobietę na dożywocie.

Do zbrodni doszło w 2018 r. Jak uznał sąd, pisarka zastrzeliła swojego męża Daniela Brophy’ego, by dostać 1,5 mln dolarów z polisy na życie. Para była małżeństwem przez 26 lat. Mężczyzna był wykładowcą w Instytucie Kulinarnym w Oregonie. Właśnie w tym instytucie w czerwcu 2018 r. znaleziono jego ciało. Został dwukrotnie postrzelony.

Przed zbrodnią Crampton Brophy sama wydawała pisane przez siebie romanse. Napisała też powieści takie jak „Zły mąż” i „Zły kochanek”. Wiele lat przed zabiciem mężczyzny kobieta napisała esej „Jak zamordować męża”. „Jedno co wiem nt. morderstwa – każdy z nas ma w sobie to ‚coś’, wystarczy go tylko odpowiednio daleko popchnąć” – pisała kobieta.

Crampton Brophy wyliczyła też całą listę sposób, w jaki można dokonać morderstwa – począwszy od broni palnej, przez noże, truciznę, a nawet wynajęcie płatnego zabójcy. Stwierdziła równocześnie, że „łatwiej jest życzyć komuś śmierci, niż go rzeczywiście zabić”. „Nawet gdyby morderstwo miało mieć uwolnić, nie chciałabym z pewnością trafić do więzienia” – dodała.

Motyw – kłopoty finansowe

Sędzia odrzucił ten esej jako dowód w sprawie. Uznał bowiem, że został on napisany wiele lat przed zbrodnią, jako część seminarium z literatury. Prokuratura udowodniła jednak, że Crampton Brophy miała motyw, by zabić męża. Małżeństwo miało bowiem kłopoty finansowe, a pieniądze z polisy na życie mogły je zakończyć.

Ponadto na nagraniu z monitoringu widać, jak kobieta odjeżdża z Instytutu Kulinarnego w czasie, gdy doszło do zbrodni.

Policja nie znalazła narzędzia zbrodni. Ustaliła jednak, że kobieta kupiła wcześniej taki sam model broni, z którego strzelano do mężczyzny.

Pisarka stwierdziła w sądzie, że ma lukę w pamięci i nie pamięta nic z dnia, w którym zmarł jej mąż.

12-osobowa ława przysięgłych, po niecałych dwóch dobach narad, uznała ją za winną morderstwa drugiego stopnia. Kobieta może ubiegać się o zwolnienie warunkowe po 25 latach więzienia. Jej obrona już zapowiada apelację.

„Zdecydowałaś się kłamać, oszukiwać, kraść, defraudować, a w końcu zabić swojego największego fana. Byłaś – parafrazując twoją książkę – złą żoną” – napisał po wyroku Nathaniel Stillwater, syn Daniela Brophy’ego z poprzedniego małżeństwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Pijana kobieta z 5-letnim dzieckiem taczała się po chodniku

Blisko 3 promile alkoholu miała kobieta zatrzymana przez lubińskich funkcjonariuszy, która „opiekowała się” swoją 5-letnią córką. Na nieodpowiedzialną matkę uwagę zwróciła będąca w czasie wolnym od służby policjantka lubińskiej komendy, która powiadamiła o całej sytuacji oficera dyżurnego. 37-letnia matka usłyszała już zarzuty w tej sprawie. Teraz o jej losie zdecyduje sąd. Może jej grozić kara pozbawienia wolności nawet do 5 lat.

Do zdarzenia doszło 11 czerwca br. po godzinie 22.00. Funkcjonariuszka lubińskiej komendy, będąc w czasie wolnym od służby, na jednej z ulic miasta zauważyła kobietę, która mając pod opieką małe dziecko, nie mogła utrzymać się na nogach, przewracała się na ulicy, miała bełkotliwą mowę. Nie była również w stanie w sposób należyty zapewnić córce opieki. Niepokojące było też to, że znajdowała się w rejonie ruchliwej drogi. O całej sytuacji policjantka natychmiast poinformowała oficera dyżurnego i do czasu przyjazdu patrolu zaopiekowała się 5-latką.

Na miejsce niezwłocznie zostali wysłani funkcjonariusze wydziału prewencji. Od matki dziecka czuć było silną woń alkoholu, miała trudności z utrzymaniem się na nogach, a jej mowa była niezrozumiała. Po sprawdzeniu stanu trzeźwości kobiety okazało się, że ma blisko 3 promile alkoholu w organizmie!

Pięcioletnia dziewczynka po badaniach przez lekarza została przekazana pod opiekę babci.

Nieodpowiedzialną matkę zatrzymano i przetransportowano do policyjnej celi. Po wytrzeźwieniu usłyszała zarzuty. Prokurator Rejonowy w Lubinie zastosował wobec 37-latki środek zapobiegawczy w postaci dozoru policyjnego z nakazem powstrzymywania się od picia alkoholu. Jeśli okaże się, że matka swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem naraziła dziecko na bezpośrednie zagrożenie dla jego życia bądź zdrowia, może jej grozić do 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

Aleksiej Nawalny przeniesiony w nieznane miejsce

Aleksiej Nawalny został przewieziony z kolonii karnej w obwodzie włodzimierskim do nowego więzienia, którego lokalizacja nie jest znana – poinformował współpracownik opozycjonisty, Leonid Wołkow, w rozmowie z niezależnym rosyjskim portalem Meduza. W maju Aleksiej Nawalny przekazał doniesienia, że może zostać przeniesiony do kolonii karnej o zaostrzonym rygorze, znajdującej się w miejscowości Mieliechowo w obwodzie włodzimierskim. – Osadzeni w tym więzieniu piszą, że jest tam dla mnie szykowane coś w rodzaju „aresztu w areszcie” – poinformował wówczas w mediach społecznościowych.

Czołowy rosyjski opozycjonista, który został skazany za rzekome defraudacje finansowe, odbywał wyrok pozbawienia wolności w kolonii karnej w mieście Pokrow w obwodzie włodzimierskim. Kara została zasądzona w 2014 roku i odwieszona w lutym 2021 roku, gdy Nawalny powrócił z Niemiec, gdzie leczył się po próbie otrucia. Zdaniem opozycjonisty zamach na jego życie został zorganizowany przez rosyjskie służby specjalne. Kreml zaprzecza tym oskarżeniom.

W marcu jeden z największych krytyków rządów Władimira Putina usłyszał kolejny wyrok – dziewięć lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Wydano go na podstawie oskarżeń o defraudację i obrazę sądu. Opozycjonista został zobowiązany także do zapłaty grzywny w wysokości 1,2 mln rubli (ok. 11,5 tys. USD).

31 maja Nawalny został oskarżony w kolejnej sprawie karnej. Dotyczy ona „tworzenia organizacji ekstremistycznej i podżegania do nienawiści wobec władz”. Grozi mu za to do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Manchester: 5-letni Jakub zginął, próbując ratować matkę. Policja ujawnia nowe informacje

44-letni Suleman A. został oskarżony o zabójstwo 15-latka z Polski i usiłowanie zabójstwa jego matki – podała w poniedziałek policja z Manchesteru. Jakub Sz. zginął, próbując pomóc zaatakowanej nożem matce. Do napaści doszło w czwartek wieczorem w domu ofiar. 15-letni Jakub zmarł w szpitalu w wyniku ran kłutych, których doznał, gdy próbował pomóc matce zaatakowanej nożem przez sprawcę. Matka chłopca Katarzyna B. również doznała ciężkich obrażeń i przebywa w szpitalu, jej stan jest stabilny.

44-letni Suleman A. został zatrzymany następnego dnia w hrabstwie Kent w południowo-wschodniej Anglii. Jak podała policja z Manchesteru, przypuszcza się, że sprawca i jego ofiary znali się wcześniej. 

Oskarżony, który nie ma stałego adresu zamieszkania, jeszcze w poniedziałek stanie przed sądem magistrackim dla Manchesteru i Salford. Posiedzenie będzie miało charakter wyłącznie proceduralny i będzie się sprowadzało do potwierdzenia jego tożsamości i wyznaczenia terminów kolejnych etapów procesu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Strzelanina w Teksasie. Napastnik otworzył ogień w sali gimnastycznej

Policja w Duncanville w stanie Teksas zastrzeliła mężczyznę, który otworzył ogień w budynku, gdzie na obozie letnim przebywało 250 dzieci i personel – powiadomiło we wtorek amerykańskie radio publiczne NPR. Jak dodało, do strzelaniny doszło w Duncanville Fieldhouse, ogromnym kompleksie sportowym, w którym przebywały setki uczestników obozu letniego. Według zastępcy komendanta lokalnej policji Matthew Stognera mężczyzna wszedł do budynku z pistoletem, oddał strzał podczas krótkiej wymiany zdań z pracownikiem, po czym próbował dostać się do pokoju, w którym znajdowały się dzieci. Nie zdołał dostać się do środka, bo drzwi były zamknięte; wtedy strzelił w drzwi.

Następnie napastnik dotarł do sali gimnastycznej, w której przebywały inne dzieci. Nie od razu otworzył ogień, a opiekunowie starali się wyprowadzić stamtąd podopiecznych – relacjonował Stogner na konferencji prasowej.

Błyskawiczna reakcja policji

Zwrócił uwagę, że pierwsi funkcjonariusze przybyli na miejsce w dwie minuty po otrzymaniu zgłoszenia. Zrobili dokładnie to, do czego zostali przeszkoleni, czyli wkroczyli do akcji i powstrzymali zagrożenie – podkreślił. Funkcjonariusze postrzelili napastnika, który zmarł w miejscowym szpitalu. Władze podkreślają, że dzięki szybkiej reakcji pracowników obozu i policji nikt inny nie odniósł obrażeń.

Organizacja Gun Violence Archive podała, że w tym roku w USA doszło dotychczas do 267 masowych strzelanin.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Koszmar dzieci z DPS w Jordanowie

W Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie pod Krakowem od lat trwa koszmar. Jak ustaliła Wirtualna Polska, prowadzące ośrodek siostry prezentki znęcają się nad dziećmi z niepełnosprawnością intelektualną. Ujawniamy nagrania i zdjęcia dokumentujące okrucieństwo.
Źródło info i foto: wp.pl

Prokuratura ponownie interesuje się kard. Stanisławem Dziwiszem

Prokuratura Rejonowa Kraków-Krowodrza bada, czy od grudnia 2005 roku do kwietnia 2012 roku doszło do molestowania osoby nieletniej przez księdza z Archidiecezji Krakowskiej. Według ustaleń Onetu śledczy sprawdzają również, czy przestępstwa nie popełnił Stanisław Dziwisz, ówczesny metropolita krakowski. Jak podaje Onet, postępowanie zostało wszczęte w kwietniu tego roku. Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie w rozmowie z portalem przekazał, że dotyczy ono dwóch wątków: dopuszczenia się innych czynności seksualnych lub doprowadzenia do poddania się takim czynnościom osoby małoletniej poniżej 15. roku życia oraz niezawiadomienia organów.

– Postępowanie obejmuje również wątek niezawiadomienia organu powołanego do ścigania przestępstw w okresie od dnia 13 grudnia 2005 r. do bliżej nieustalonego dnia kwietnia 2012 r. w Krakowie przez osoby kierujące Archidiecezję Krakowską – powiedział prok. Janusz Hnatko. Onet zauważa, że w tym okresie na czele Archidiecezji Krakowskiej stał kard. Stanisław Dziwisz. – Obecnie prowadzone są czynności dowodowe polegające między innymi na uzyskaniu od osób zawiadamiających informacji o ich wiedzy o przedmiocie zawiadomienia i źródłach tej wiedzy, zmierzające do ustalenia, czy doszło do popełnionego przestępstwa i czy nie doszło do przedawnienia ewentualnego czynu zabronionego – dodał prokurator.

Przypomnijmy, w listopadzie 2020 roku opublikowany został dokument TVN24 „Don Stanislao”, w którym zarzucono kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi tuszowanie przypadków molestowania seksualnego. Dziwisz miał być zaangażowany w ukrywanie zarówno polskich, jak i światowych skandali pedofilskich. Chodziło m.in. o sprawę molestowania w Legionie Chrystusa czy sprawę kardynała Theodore’a McCarricka.

Według Onetu prokuratura zainteresowała się Dziwiszem, dlatego że wystąpiła o to Państwowa Komisja ds. Pedofilii, która formalne zgłoszenie otrzymała od posłanki Lewicy Joanny Scheuring-Wielgus oraz warszawskiej radnej Agaty Diduszko-Zyglewskiej. Sprawa dotyczy ks. Stefana D., jednego z antybohaterów reportażu „Don Stanislao”, który miał molestować chłopca. Po publikacji materiału Dziwisz przyznał, że sprawę zgłosił do Watykanu, a tam uznano, iż oskarżenia są bezpodstawne, dlatego w 2006 roku duchowny wrócił do pracy z dziećmi. Nie wiadomo jednak, czy ówczesny metropolita krakowski zgłosił sprawę organom ścigania.
Źródło info i foto: Gazeta.pl