Makabryczne odkrycie w Szabdzie. Zatrzymano domniemanego ojca

Policja zatrzymała mężczyznę w sprawie makabrycznego odkrycia w miejscowości Szabda w powiecie brodnickim w woj. kujawsko-pomorskim. Nieoficjalne informacje reportera RMF FM potwierdziła prokuratura. W jednym z domów znaleziono zwłoki małego dziecka. W miejscowości Szabda w powiecie brodnickim w woj. kujawsko-pomorskim robotnicy remontujący dach jednego z domów zauważyli zwłoki 2-letniego dziecka. Zawiadomili właścicielkę.

Według naszych informacji ciało było w stanie znacznego rozkładu. Reporterzy RMF FM informowali już wcześniej, że dom był wynajmowany małżeństwu. Teraz nasz dziennikarz Kuba Kaługa podaje, że w związku z makabrycznym odkryciem w Szabdzie zatrzymano mężczyznę.

Jak ustalił nasz reporter, zatrzymany to domniemany ojciec dziecka, który wcześniej wraz z żoną wynajmował dom. Wiadomo, że ludzie ci mieszkali tam z pięciorgiem dzieci. Tak przekazała właścicielka domu. W chwili zatrzymania mężczyźnie towarzyszył 2-letni chłopiec, który trafił teraz do domu dziecka.

Policja ustaliła miejsce pobytu matki i trójki pozostałych dzieci. Jak się okazuje, 27-latka wczoraj w szpitalu w Warszawie urodziła szóste dziecko. Trójka dzieci jest pod opieką krewnych. Na razie trudno oceniać, co mogło się wydarzyć, ani jak mogła umrzeć dziewczynka, której ciało znaleziono.

Są już wyniki sekcji zwłok dziecka

Zatrzymany mężczyzna zostanie przesłuchany najprawdopodobniej jutro. Nie było to do tej pory możliwe, bo był pijany. Miał półtora promila alkoholu w organizmie – przekazał dziennikarzowi Jarosław Kilkowski z Prokuratury Okręgowej w Toruniu. Rozmowa z żoną 33-latka też nie jest możliwa. Kobieta jest w połogu i na rozmowę czy ewentualne przesłuchanie w warunkach szpitalnych muszą zgodzić się lekarze.

Prokuratura ma na razie wstępny wynik sekcji zwłok dziecka. Ze względu na dobro śledztwa nie będzie go teraz ujawnić. Zlecono także dodatkowe badania i tu na wyniki będzie trzeba poczekać. Jak ustalił dziennikarz RMF FM nieżyjące dziecko to najprawdopodobniej dziewczynka. Najpewniej zmarło co najmniej 2 tygodnie temu, nie wcześniej jednak niż miesiąc temu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jak dziś może wyglądać Jacek Jaworek?

Zabił trzy osoby ze swojej rodziny i rozpłynął się w powietrzu. Śląska policja publikuje portrety progresywne Jacka Jaworka, który jest poszukiwany za zabójstwo w Borowcach. Funkcjonariusze informują, że mężczyzna – jeżeli żyje – mógł znacząco zmienić swój wygląd. Jak informuje śląska policja, nadal prowadzone jest śledztwo w sprawie zabójstwa w lipcu 2021 r. trzech osób w Borowcach pod Częstochową. Funkcjonariusze poszukują Jacka Jaworka, który podejrzewany jest o zamordowanie członków swojej rodziny. Policja opublikowała przygotowane przez biegłego portrety progresywne mężczyzny.

 Wszystkie osoby, które mają jakiekolwiek informacje o miejscu pobytu poszukiwanego, proszone są o kontakt z Wydziałem Kryminalnym KWP w Katowicach tel. 798031306, Komendą Miejską Policji w Częstochowie tel. 47 858 1255, albo z najbliższą jednostką Policji tel. alarmowy 112. Częstochowska prokuratura wystąpiła o przedłużenie śledztwa przeciwko Jackowi Jaworkowi.

– Wystąpiliśmy do prokuratora regionalnego w Katowicach o przedłużenie okresu trwania śledztwa na kolejne sześć miesięcy. Przyczyną takiego wniosku prokuratora jest konieczność kontynuowania czynności procesowych – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Tomasz Ozimek.

Jak wyjaśnił, chodzi głównie o uzyskanie uzupełniającej opinii biegłych w dziedzinie medycyny sądowej. Mają oni odnieść się do opinii z zakresu balistyki. Prokuratura czeka też na materiały w ramach międzynarodowej pomocy prawnej. – Wstąpiliśmy do dwóch państw o wykonanie czynności procesowych. Te materiały jeszcze nie wpłynęły – powiedział rzecznik.

Prokuratura nie ujawnia, o które państwa chodzi. Wiadomo jedynie, że są to kraje unijne, a wniosek o pomoc dotyczy informacji na temat posługiwania się urządzeniami elektronicznymi na ich terytorium. Wiadomo, że Jaworek pracował przed laty w Szwajcarii, Niemczech i we Włoszech.

Podczas trwającego blisko rok śledztwa przesłuchano prawie 100 świadków, wśród których są m.in. członkowie bliższej i dalszej rodziny oraz znajomi Jaworka i mieszkańcy wsi Borowce. Byli pytani o samą zbrodnię, sytuację w rodzinie Jaworków oraz o przypuszczalne miejsce pobytu podejrzanego. Prokuratura zasięgnęła wiele specjalistycznych opinii, poza ekspertyzą z zakresu medycyny sądowej i balistyki także m.in. opinie w dziedzinie informatyki, genetyki i badań chemicznych. Podczas przesłuchań wykorzystano też badania wariograficzne.

Zbrodnia w Borowcach

10 lipca 2021 r. w miejscowości Borowce k. Częstochowy w domu jednorodzinnym wezwani do awantury domowej policjanci znaleźli ciała 44-letniego małżeństwa oraz ich 17-letniego syna. Ofiary zostały zastrzelone, przeżył tylko młodszy, 13-letni syn, który zdołał się najpierw ukryć, a potem uciec. Jest kluczowym świadkiem w śledztwie.

Ustalenia śledczych od początku wskazywały, że sprawcą zbrodni jest brat 44-latka, Jacek Jaworek, który od niedawna mieszkał z rodziną w domu Borowcach – po opuszczeniu zakładu karnego, gdzie od marca do czerwca 2021 r. odbywał zastępczą karę pozbawienia wolności w związku z uchylaniem się od płacenia alimentów.

Tuż po zbrodni Jaworek uciekł. Śledczy od początku zaznaczają, że nie wykluczają żadnej opcji – biorą pod uwagę, że mężczyzna mógł popełnić samobójstwo, ale też może ukrywać się nadal w Polsce lub innym kraju. 53-latek jest poszukiwany listem gończym, Europejskim Nakazem Aresztowania, wystawiono za nim czerwoną notę Interpolu. Komendant wojewódzki policji w Katowicach wyznaczył też nagrodę w wysokości 20 tys. zł za informacje, które pomogą zatrzymać Jaworka lub odnaleźć jego ciało.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rosyjskie specsłużby kontrolowały gang rozprowadzający środki odurzające wśród ukraińskich żołnierzy

Państwowe Biuro Śledcze Ukrainy rozbiło gang, który zaopatrywał w narkotyki przede wszystkim żołnierzy walczących z rosyjskimi najeźdźcami. To nie przypadek, że grupa rozprowadzała towar wśród ukraińskich wojskowych. Narkogang miał być bowiem nadzorowany przez służby specjalne Federacji Rosyjskiej.

Organizację przestępczą rozbitą przez Państwo Biuro Śledcze (DBR) i kijowską prokuraturę, tworzyło ponad 40 osób z Ukrainy i Białorusi. Gang miał swoje laboratoria i plantacje konopi indyjskich, a narkotyki i dopalacze (głównie amfetaminę, pochodne heroiny i marihuanę) sprzedawał za pomocą sieci dilerów lub przez internet.

Jeden z bossów grupy – osoba z rozległymi koneksjami w półświatku i lokalnych organach ścigania – opłacał m.in. policjantów, którzy gwarantowali nietykalność jego ludziom.

Z informacji DBR wynika, że przestępcy rozprowadzali swój towar przede wszystkim wśród ukraińskich żołnierzy. Zdaniem śledczych ta grupa docelowa nie była przypadkowa. „Działalność gangu była bowiem nadzorowana przez służby specjalne Federacji Rosyjskiej. Dystrybucja środków odurzających wśród personelu wojskowego miała na celu ciągłe obniżanie gotowości bojowej naszych żołnierzy” – poinformowało DBR.

Podczas uderzenia w gang dokonano 27 przeszukań na terenie obwodów: dniepropietrowskiego, kijowskiego i żytomierskiego. Zatrzymano liderów gangu oraz ich podwładnych, jednak śledczy nie ujawnili ilu dokładnie przestępców ujęto.

Wiadomo za to, że w domach i kryjówkach gangsterów zabezpieczono m.in. dwa kilogramy narkotyków, 180 tys. dolarów i milion hrywien w gotówce, kilka kilogramów złotej biżuterii oraz 14 samochodów w tym kilka luksusowych.
Źródło info i foto: TVP.info

Tragedia w miejscowości Szabda. Ciało 2-latki leżało w łóżeczku

Do tragedii doszło w miejscowości Szabda w powiecie brodnickim. W jednym z domów znaleziono ciało około 2-letniej dziewczynki. Ta wiadomość wstrząsnęła sąsiadami. Pojawiają się nieoficjalne doniesienia o zatrzymaniu jednej osoby. Dom, w którym odnaleziono zwłoki dziecka, wynajmowało od niej młode małżeństwo – 27-letnia kobieta i 31-letni mężczyzna – z pięciorgiem dzieci w wieku od dwóch do siedmiu lat. Do makabrycznego odkrycia doszło w czwartek. Właścicielka domu była umówiona z ekipą budowlańców, którzy mieli tam przeprowadzić prace remontowe.

Gdy weszli do środka, zobaczyli ciało małego dziecka, leżące w łóżeczku. Na miejsce wezwano policję i pogotowie ratunkowe. Jak informuje „Fakt”, wiek dziecka oceniono na około 2 lata.

Asp. szt. Agnieszka Łukaszewska z Komendy Powiatowej Policji w Brodnicy przekazała dziennikowi, że ciało było w stanie znacznego rozkładu. Najprawdopodobniej była to dziewczynka. Zaczęły się poszukiwania rodziców malucha. Z informacji TVN24 wynika, że kobieta znajduje się prawdopodobnie w jednym ze szpitali, gdzie urodziła kolejne dziecko. Jak z kolei nieoficjalnie ustaliło radio RMF FM, w związku z makabrycznym odkryciem w Szabdzie zatrzymano mężczyznę. Ma to być domniemany ojciec dziecka.

Jak czytamy w „Fakcie”, nie było wcześniej doniesień, by coś złego działo się w tej rodzinie. Rodzice mieli troskliwie opiekować się swoimi dziećmi. Przed domek można zobaczyć dużo zabawek, domek, huśtawkę. Mieszkańcy miejscowości opowiadają, że rodzina trzymała się na uboczu, ale nie zauważyli nic niepokojącego.

W dniu odkrycia zwłok dziecka małżeństwo wyczyściło swoje media społecznościowe, usuwając wszystkie zdjęcia, a mężczyzna usunął konto na Facebooku.
Źródło info i foto: wp.pl

Szczecin: Śmierć 1,5-rocznego dziecka w rozgrzanym aucie. Nowe informacje

Fot. Bartlomiej Magierowski/EastNews. Wroclaw 1.06.2022. Radiowoz policyjny Komendy Miejskiej z wlaczonymi sygnalami swietlnymi.

W środę doszło do tragicznego zdarzenia w Szczecinie. Kobieta zapomniała odwieźć 1,5-rocznego chłopca do żłobka i zostawiła go w samochodzie. Niestety, dziecko zmarło. Świadkowie zdarzenia przytaczają tragiczną relację. – Kiedy zabrali kobietę do karetki, ojciec padł i zaczął walić głową w ziemię – mówi jeden ze świadków.

– To dobra rodzina. Ta kobieta to dobra i czuła matka. Doszło do tragedii, która jest niewyobrażalna. Być może miała jakieś problemy. Może w pracy coś się wydarzyło. Trudno to zrozumieć, ale tu chyba zawiniło zabieganie. Nikt tu nie wierzy, że zrobiła to celowo – powiedziała Onetowi kobieta.

38-latka po pracy poszła odebrać Szymka ze żłobka. Samochód stoi kilka metrów dalej. W żłobku dowiaduje się, że dziecka dzisiaj nie było. Wtedy kobieta pobiegła do samochodu, gdzie na tylnim siedzeniu znalazła chłopca.

– To było coś strasznego. Na miejsce przybiegł ojciec. Kiedy zabrali kobietę do karetki, padł i zaczął walić głową w ziemię. To, co tu się wydarzyło, jest dramatem dla całej tej rodziny. Oni już ponieśli najwyższą możliwą karę – mówi świadek.

„Była czuła i kochająca matką”

Świadkowie mówią Onetowi, że kobieta była bardzo czułą i kochającą matką. – Przychodziła, pytała, czy dzieci mogą pogłaskać naszego psa. Widać było miłość, którą darzyła te dzieci. W życiu nie nazwałby jej nikt złą matką – powiedzieli.

Dlaczego nikt przez tyle godzin nie zauważył dziecka zamkniętego w samochodzie? To pytanie zadaje sobie każdy, z kim rozmawiał Onet. Samochód, którym przyjechała kobieta, to SUV z mocno przyciemnianymi szybami. Chłopiec siedział z tyłu, prawdopodobnie tyłem do kierunku jazdy. – A pani zagląda do samochodów, jak przechodzi? – zastanawia się jeden z mężczyzn w rozmowie z dziennikarką Onetu. – Nie, właściwie nikt tego nie robi – mówi.

„Rodzice, którzy przywożą dzieci do żłobka, nie mają dużo czasu. Biegną, by odprowadzić dziecko i zdążyć do pracy. Nikt nie stoi dłużej niż kilka minut. Nikt nie stoi przed budynkiem żłobka. Nikt nie miał więc szans zobaczyć zamkniętego w samochodzie chłopca” – pisze dziennikarka Onetu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl