Kustosz wynosił zabytkowe monety z muzeum

Śledczy ustalili sprawcę, który wynosił zabytkowe monety z Muzeum Okręgowego w Toruniu. To kustosz, który przekazywał numizmaty paserowi. Oskarżonym grozi do 15 lat więzienia. Śledztwo było prowadzone od 2019 roku przez Wydział Kryminalny Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Toruniu. Dotyczyło przywłaszczenia 194 zabytkowych monet z okresu od XVI do XIX wieku. Postępowanie wszczęto po tym, jak dyrekcja Muzeum Okręgowego w Toruniu zgłosiła zaginięcie ponad 300 monet.

W toku śledztwa ustalono, że Muzeum Okręgowe w Toruniu utraciło 361 numizmatów, z których 282 stanowiły własność muzeum, natomiast pozostałe 79 – było depozytem Toruńskiego Towarzystwa Naukowego. Udało się odzyskać 59 skradzionych monet, które – jak wykazało śledztwo – były oferowane do sprzedaży w domach aukcyjnych oraz na akcjach internetowych – zarówno w Polsce jak i za granicą.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Stalowa Wola: Podejrzany uciekł z sądu

Policjanci poszukują podejrzanego, który zbiegł z sądu. Wykorzystał moment, gdy funkcjonariusze zdjęli mu kajdanki.

– Około godziny 12:30, na terenie Sądu Rejonowego w Stalowej Woli (przy ul. Popiełuszki – przyp. red.), podczas rozprawy sądowej, na polecanie sądu, zatrzymanemu mężczyźnie policjanci zdjęli kajdanki. Mężczyzna podszedł do mównicy i nagle przeskoczył przez barierki i wybiegł z budynku sądu. Trwają jego poszukiwania – mówi aspirant Przemysław Paleń z Komendy Powiatowej Policji w Stalowej Woli, podał lokalny serwis informacyjny stalowemiasto.pl.

Jak wynika z relacji świadków wynika, że podejrzany zbiegł w kierunku miejscowego oddziału ZUS, a następnie w kierunku stacji paliw. Policja przekazała, że mężczyzna nie był uzbrojony w momencie opuszczenia budynku sądu. Nie podano rysopisu uciekiniera.
Źródło info i foto: interia.pl

Białorusini chcieli spowolnić dostawy rosyjskiego sprzętu na Ukrainę. Grozi im kara śmierci

Komitet Śledczy Białorusi zakończył dochodzenie w sprawie spalenia szaf przekaźnikowych na kolei; sprawcom, którzy określają się jako „kolejowi partyzanci” i wyjaśniają, że ich czyny podyktowane były chęcią spowolnienia dostaw rosyjskiego sprzętu na wojnę z Ukrainą, grozi kara śmierci – poinformował w środę opozycyjny białoruski portal Nasza Niwa.

„Partyzanci” w trzy osoby spalili szafę na początku wojny, w nocy z 28 lutego na 1 marca. W efekcie ruch pociągów wiozących sprzęt i wojsko rosyjskie został spowolniony, a służby były zmuszone wzmocnić ochronę kolei. Portal nie podał miejsca zdarzenia ani nazwisk oskarżonych, zwrócił jednak uwagę, że Komitet Śledczy nazywa sprawców „zdrajcami ojczyzny”, choć nie zostali jeszcze osądzeni.

Przedstawiono im zarzuty z czterech artykułów Kodeksu Karnego, które obejmują uczestnictwo w grupie ekstremistycznej, akt terroryzmu dokonany w grupie osób, który pociągnął za sobą następstwa, umyślne uszkodzenie szlaku komunikacyjnego, prowadzące do poważnych następstw, a także zdradę stanu. O „kolejowych partyzantach” napisał też – we wtorek – niezależny rosyjski portal Meduza, przedstawiając ze szczegółami akty dywersji na kolei, które zaczęły się jeszcze przed napaścią Rosji na Ukrainę, gdy Rosjanie prowadzili ćwiczenia wraz z Białorusinami. Meduza podaje, że ataków takich było około 80 i zakończyły się pod koniec marca. Od tamtej pory ani opozycja, ani władze nie wspomniały o żadnym nowym przypadku.
Źródło info i foto: Dziennik.pl