75-latek został pobity w przychodni, bo chciał się zaszczepić przeciwko koronawirusowi

75-letni mieszkaniec Gdańska w minioną środę poszedł do jednej z miejskich przychodni, by przyjąć kolejną dawkę szczepionki przeciwko COVID-19. Spotkał tam 27-latka, który nie wierzy w pandemię. Temperatura dyskusji wzrosła na tyle, że młody mężczyzna kilkakrotnie uderzył seniora w twarz. Agresorowi grozi do dwóch lat więzienia. Pobity 75-latek zgłosił się w ubiegłą środę na komisariat policji w gdańskiej dzielnicy Wrzeszcz. Jak relacjonował, podczas wizyty w przychodni zaczepiał go młody, agresywny mężczyzna. Doszło między nimi do dyskusji na temat pandemii koronawirusa. Gdy senior wychodził z budynku po przyjęciu szczepionki, 27-latek czekał na niego przed wejściem. Starszy mężczyzna został kilkakrotnie uderzony w twarz.

Po otrzymaniu zgłoszenia policjanci przystąpili do ustalania tożsamości sprawcy. Pomogły w tym m.in. zabezpieczone nagrania z monitoringu. W miniony piątek zatrzymali 27-latka w mieszkaniu w dzielnicy Przymorze. Mężczyzna spędził noc w policyjnym areszcie, a następnego dnia usłyszał zarzut spowodowania lekkiego uszczerbku na zdrowiu. Został  objęty dozorem policyjnym. 

Sprawcy pobicia grozi do dwóch lat więzienia. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Tajemnicze morderstwa w Albuquerque

CNN pochyla się nad serią tajemniczych morderstw, które wstrząsnęły Albuquerque w Nowym Meksyku w USA. W mieście odnotowano już cztery morderstwa mężczyzn pochodzących z Pakistanu i Afganistanu. Policja błądzi po omacku, jednak podejrzewa, że za morderstwami może stać ta sama grupa lub osoba. Przedmiotem zainteresowania śledczych jest pojazd, którym mogą się przemieszczać sprawcy. Jak czytamy, trzy spośród czterech badanych zabójstw rozegrały się w ostatnich dwóch tygodniach. Jedno pochodzi natomiast z listopada 2021 roku, jednak policja uważa, że ma wiele punktów wspólnych z trzema aktualnymi zajściami.

Pierwsza ofiara to 62-letni Mohammad Ahmadi, który zginął niedaleko swojej firmy, którą prowadził razem ze swoim bratem. Kolejni zamordowani to 27-letni Muhammad Afzaal Hussain, 41-letni Aftab Hussein i 25-letni Naeem Hussain.

Sposób działania sprawcy lub sprawców w każdym z morderstw był taki sam. Ofiary były wpędzane w zasadzkę, później następowała seria strzałów. Model ten, charakterystyczny dla porachunków gangsterskich, stawia przed organami ścigania ogromne wyzwanie. CNN odnotowuje, że policjanci błądzą po omacku, nie mając żadnych dowodów w sprawie. Pojawiła się jedynie poszlaka wskazująca na pojazd, którym mieli się przemieszczać sprawcy.
Źródło info i foto: interia.pl

Przejęto ogromną ilość maszyn do produkcji nielegalnych papierosów

Wspólne działania CBŚP i KAS doprowadziły do zatrzymania 6 osób i przejęcia m.in. urządzeń służących do produkcji papierosów, z których można by uruchomić 5 niezależnych, nielegalnych fabryk papierosów. Funkcjonariusze oszacowali wartość przejętych urządzeń na około 10 mln zł. Podczas akcji zabezpieczono także ponad 8 ton tytoniu, papierosy oraz komponenty niezbędne do ich produkcji, całość towaru warta ponad 6 mln zł. Sprawę nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Radomiu.

Policjanci z Zarządu w Warszawie Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie z Mazowiecką Krajową Administracją Skarbową ustalili, że członkowie zorganizowanej grupy przestępczej, działającej na terenie województwa mazowieckiego, zajmują się produkcją papierosów. W wyniku podjętych czynności funkcjonariusze ustalili magazyny i miejsce, gdzie mogła działać nielegalna fabryka.

Wszystko wydarzyło się w powiecie radomskim. Tam na 9 posesjach służby odkryły i przejęły wyroby akcyzowe oraz urządzenia służące do produkcji papierosów. Z przeprowadzonych oględzin wynika, że zabezpieczono urządzenia pozwalające złożyć 5 kompletnych linii do produkcji papierosów. Każda linia mogła być wykorzystana do stworzenia niezależnej, nielegalnej fabryki papierosów. Funkcjonariusze oszacowali wartość przejętych urządzeń na kwotę około 10 mln zł. W trakcie działań zabezpieczono także ponad 8 ton tytoniu, wyprodukowane już papierosy oraz blisko 6 ton poligrafii, m.in. ze znakiem towarowym jednej ze znanych firm tytoniowych, 4 mln filtrów, a także 2,3 tys. rolek, w tym bibułę, okleinę czy pazłotko foliowe – towar niezbędny do produkcji czy pakowania papierosów.

Podczas akcji zatrzymano 6 podejrzanych, którym w Prokuraturze Rejonowej Radom-Wschód w Radomiu przedstawiono zarzuty dotyczące działania w zorganizowanej grupie przestępczej oraz karno-skarbowe. Dalsze czynności w sprawie wyjaśnia Prokuratura Okręgowa w Radomiu.
Źródło info i foto: Policja.pl

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zatrzymała członków rosyjskich służb. Mieli planować zabójstwo m.in. szefa MON

„Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zatrzymała zabójców z rosyjskich służb specjalnych, którzy planowali morderstwa ministra obrony Ukrainy i szefa Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony” – informuje w poniedziałkowym komunikacie SBU. Jak dodano, za zabicie każdej z tych osób zabójcy mieli otrzymać od 100 do 150 tys. dolarów. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przekazała w poniedziałek, że zneutralizowano specjalną grupę dywersyjno-wywiadowczą Głównego Zarządu Wywiadowczego Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Jak dodano, członkowie grupy byli zaangażowani w przygotowania do „fizycznej likwidacji” ministra obrony Ołeksija Reznikowa, szefa Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy Kyryła Budanowa oraz „znanego działacza ukraińskiego”.

Za zabójstwo każdej z tych osób mordercy mieli otrzymać od 100 do 150 tys. dolarów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zamordował żonę na oczach gości. Spędzi 18 lat w kolonii karnej

Na oczach gości Rosjanin Stepan Dołgich zaczął bić poślubioną kilka godzin wcześniej Oksanę. Brutalny atak doprowadził do śmierci kobiety. Na początku sierpnia mężczyzna usłyszał wyrok – spędzi 18 lat w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze i dwa lata w więzieniu. Sąd w Nowosybirsku w ostatni wtorek wydał wyrok dla 35-letniego Stepana Dołgicha, który w 2020 roku brutalnie zabił swoją żonę.  Podczas wesela przerażeni goście bali się podjąć interwencję i powstrzymać atak. O zdarzeniu została powiadomiona policja. 

Funkcjonariusze zatrzymali mężczyznę. Po rozmowach ze świadkami, policjanci nie mieli wątpliwości, że Dołgich zabił swoją żonę. Jak informował komitet śledczy, mężczyzna podczas ataku był pijany. – Biorąc pod uwagę osobistą niechęć wielokrotne zadawał ciosy i kopał w głowę, tułów i kończyny kobietę urodzoną w 1984 roku. Po czym zaciągnął ją do wąwozu i zrzucił – zacytował komunikat śledczych rosyjski portal NGS.ru.

Dołgich w sądzie stwierdził, że jego działania doprowadziły do śmierci kobiety, ale nie chciał jej zabić. Swoje zachowanie tłumaczył tym, że jego żona „źle się zachowała”. Jak twierdził, Oksana zdradziła go z przyjacielem. Para poznała się, gdy Stepan odbywał wyrok za zabójstwo. Znajomość rozpoczęła się dzięki wymianie korespondencji. Oksana czekała aż wyjdzie z więzienia, by mogli razem stanąć na ślubnym kobiercu i rozpocząć wspólne życie.
 
Za zabójstwo żony prokurator wnioskowała o karę 19 lat kolonii karnej. Sąd zadecydował o karze 18 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze i dwa lata ograniczenia wolności. Mężczyzna ma 10 dni na odwołanie się od wyroku.  
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: Peter S. skazany. Pacjenci onkologiczni bez odszkodowań

Kiki Piontek jest jedną z ofiar farmaceuty Petera S., który w latach 2012-16 oszukał tysiące niemieckich pacjentów onkologicznych, sprzedając im zamiast specjalistycznych leków oszukane, niedziałające preparaty. Ministerstwo zdrowia Nadrenii Północnej-Westfalii obiecało poszkodowanym rekompensaty, jednak większość wniosków, w tym Piontek, została odrzucona – opisuje sprawę tygodnik „Spiegel”. Na początku 2013 roku 45-letnia wówczas Piontek otrzymała diagnozę raka piersi – szczególnie agresywnej formy. Przeszła chemio- i radioterapię, amputację i wszczepienie implantów.

W listopadzie 2014 roku, kiedy Piontek była poddawana terapii, jej siostra zmarła na raka jelita grubego. Dwa lata po śmierci siostry Piontek dowiedziała się z radia, że w aptece w Bottrop (miasto w Zagłębiu Ruhry na zachodzie Niemiec) fałszowane były leki dla pacjentów onkologicznych. To była apteka, w której Piontek i jej siostra zaopatrywały się w leki w trakcie leczenia nowotworów.

Władze Nadrenii Północnej-Westfalii obiecały poszkodowanym rekompensatę finansową. Ale okazało się, że Piontek i innym ofiarom aptekarza z Bottrop odmówiono wypłaty odszkodowania, ponieważ „nie spełniają wszystkich kryteriów”.

W lipcu 2018 roku sąd okręgowy w Essen skazał farmaceutę Petera S. na 12 lat więzienia. W prawie 14,5 tys. przypadków udowodniono mu sprzedaż pacjentom onkologicznym niepełnowartościowych, niedziałających substancji zamiast leków. Podczas procesu Kiki Piontek była jedną z ponad 50 współskarżących, przez wszystkie 45 dni procesu była obecna na sali sądowej. Kobieta ponadto aktywnie działała wraz innymi ofiarami o uznanie ich szkód, organizowała demonstracje, domagając się lepszej kontroli przeciwko oszustwom związanym z lekami.

„Niektóre z tych osób zmarły, u innych, tak jak u Piontek, nastąpił nawrót choroby” – pisze „Spiegel”. W styczniu 2018 roku minister zdrowia Nadrenii Północnej-Westfalii Karl-Josef Laumann (CDU) obiecał poszkodowanym: „Wszyscy jesteście ofiarami. Wszyscy dostaniecie odszkodowanie”.

Ministerstwo Zdrowia: Nie każdy ma prawo do świadczeń

W kwietniu br. ministerstwo zdrowia landu zatwierdził na ten cel 10 mln euro, informując, że ofiary skandalu farmaceutycznego z Bottrop otrzymają rekompensatę po 5 tys. Piontek złożyła stosowny wniosek, który w czerwcu została odrzucony. „Poczułam się jak poszkodowana drugiej kategorii” – stwierdziła. Prawnik Manuel Reiger reprezentuje 36 spośród poszkodowanych. „Do tej pory tylko siedmiu z nich otrzymało coś z funduszu pomocowego” – komentuje, mówiąc o „wielkiej niesprawiedliwości” i „retraumatyzacji” ofiar oszusta.
Źródło info i foto: interia.pl

Oszukali ukraińską fundację. Trwają poszukiwania szefa spółki i jej pracowników

Poznańska prokuratura poleciła policji ustalenie miejsca pobytu przedstawicieli spółki, która miała oszukać fundację „Ukraiński Ród”, nie dostarczając zamówionego oraz zapłaconego paliwa dla ukraińskiego wojska i organizacji humanitarnych. Chodzi o oszustwo na kwotę 40 tysięcy euro. Znamy nowe szczegóły dotyczące śledztwa wszczętego w tej bulwersującej sprawie. Jak informuje reporter RMF FM Krzysztof Zasada, okazało się, że adres w jednym z biurowców w centrum Poznania podany podczas negocjacji i w dokumentach transakcyjnych, to jedynie adres do korespondencji. Siedziby spółki tam nie ma. Nie ma też żadnego kontaktu z jej prezesem. Urwał się w chwili przelewu 40 tysięcy euro za pierwszy z zamówionych dziesięciu transportów paliwa.

Policja ma znaleźć szefa spółki i jej pracowników, a na razie prokuratura skupiła się na zbieraniu dowodów. Ma już dokumentację feralnej transakcji oraz korespondencję sprzed zawarcia umowy.

Planowane są przesłuchania świadków, a także ukraińskiego szefa poszkodowanej firmy, która działała w imieniu fundacji. Jeśli natomiast – jak usłyszał nasz reporter – nie uda się odnaleźć prezesa polskiej spółki, a będą podstawy, by stawiać mu zarzuty, nie jest wykluczone wysłanie za nim listu gończego.

Ukraińska firma, działająca w imieniu fundacji, zamówiła w poznańskiej firmie 10 transportów paliwa. Dostawca chciał opłatę „z góry”, jednak Ukraińcy zdecydowali, że zapłacą najpierw za jeden samochód i gdy wszystko będzie w porządku – sfinansują resztę kontraktu. Czas na realizację dostawy wyznaczono w umowie na 5 dni. Minął ponad miesiąc, a transport nie dotarł do Lwowa.

Paliwo dla wojska i działań humanitarnych nie dojechało. To miał być pierwszy samochód z zamówionych dziesięciu. Teraz wszystko stoi. Mamy duży problem – powiedział reporterowi RMF FM Andrij Sawa z fundacji „Ukraiński Ród”.

Firma i fundacja próbowały kontaktować się z dostawcą. Najpierw zapewniał, że transport dotrze, ale stanie się to kilka dni później. Potem opóźnienie tłumaczył kłopotami z samochodami, następnie argumentował, że brakuje dokumentów. Ostatecznie kontakt z firmą się urwał.

Ani pieniędzy, ani paliwa

Andrij Sawa od wielu lat współpracuje z Polską i polskimi fundacjami. Prowadzi między innymi wymiany wakacyjne dzieci. Organizuje ich wypoczynek w naszym kraju. W czasie wojny w Ukrainie organizuje też wyjazdy rannych ukraińskich żołnierzy na leczenie do Polski. Do tej pory nie miał żadnych problemów polskimi partnerami. Dziś trudno mi sobie wyobrazić, że tak mogło się stać, że w Unii Europejskiej zapłaciliśmy oficjalnie pieniądze, otrzymaliśmy fakturę i zostaliśmy oszukani – mówił Sawa, dodając: nie ma ani pieniędzy, ani paliwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Pomorze: Zabił i wrzucił zwłoki do szamba

Prokuratura Rejonowa w Słupsku przedstawiła zarzuty Arturowi M., który w sierpniu ubiegłego roku miał zabić swojego sąsiada, a następnie ukryć jego zwłoki w szambie. Mężczyzna został również oskarżony o wywieranie wpływu na świadka zdarzenia. 33-latek przyznał się do winy. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności. Artur M. usłyszał w Prokuraturze Rejonowej w Słupsku zarzuty zabójstwa swojego sąsiada. Oskarżony, 15 sierpnia minionego roku w miejscowości Pobłocie w gminie Główczyce, poprzez uderzenie pięściami w głowę 52-letniego Mariana M., miał spowodować u niego śmiertelne obrażenia w postaci złamania kości sklepienia i podstawy czaszki, a następnie ukryć jego ciało w szambie.

W trakcie śledztwa ustalono, że do morderstwa doszło w domu 33-letniego Artura M. w czasie spotkania towarzyskiego, podczas którego spożywano alkohol. 

– Oskarżyliśmy Artura M. o to, że 15 sierpnia 2021 roku w Pobłociu, w warunkach recydywy, chcąc pozbawić życia Mariana M., wielokrotnie go uderzał nieustalonym twardym narzędziem tępokrawędzistym lub obłym oraz bił pięściami i kopał po głowie. Wywierał także nacisk na szyję pętlą utworzoną z bandaża. Pokrzywdzony doznał wielonarządowych obrażeń, zwłaszcza w okolicach głowy i szyi. Następnie Artur M. wrzucił Mariana M. do zbiornika z płynnymi nieczystościami, powodując jego śmierć w następstwie gwałtownego uduszenia – mówi Magdalena Gadoś, szefowa słupskiej Prokuratury Rejonowej, cytowana przez „Głos Koszaliński”.

Marian M. ostatni raz widziany był wieczorem 14 sierpnia 2021 roku, a więc dzień przed swoją śmiercią. Jego zwłoki zostały wyłowione z szamba na jednej z posesji w Pobłoci niecałe trzy miesiące później – 5 listopada. Oględziny oraz sekcja zwłok wykazały, że mężczyzna został zamordowany. W trakcie śledztwa ustalono, że podejrzanym o morderstwo może być jego sąsiad. Artur M. przebywał wówczas poza granicami kraju, gdzie podjął zaplanowaną wcześniej pracę.

Prokuratura Rejonowa w Słupsku zaocznie wydała postanowienie o przedstawieniu zarzutów Arturowi M. Następnie Sąd Rejonowy w Słupsku zastosował tymczasowe aresztowanie podejrzanego na okres 30 dni. Podjęto również decyzję o poszukiwaniu podejrzanego listem gończym. Mężczyzna został zatrzymany w grudniu 2021 roku, w jednym z pociągów w Lęborku. Podczas pierwszego przesłuchania nie przyznał się do winy.

Podczas posiedzenia aresztowego, które odbyło się po tym, jak Sąd Rejonowy w Słupsku przedłużył areszt wynikający z listu gończego, Artur M. odmówił składania wyjaśnień. Następnie, w trakcie kolejnego przesłuchania w prokuraturze mężczyzna przyznał się do winy. 33-latek opisał dokładnie przebieg zdarzenia oraz co zrobił z ciałem zabitego. Jednocześnie wyraził żal przyznając, że nie wiedział, że jego czyn doprowadzi do takiego skutku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Joe Biden reaguje na wyrok ws. amerykańskiej koszykarki

Amerykańska koszykarka Brittney Griner została skazana przez rosyjski sąd za próbę przemytu narkotyków. Choć zawodniczka przyznała się do winy i tłumaczyła, że doszło do pomyłki, sąd wymierzył jej karę grzywny i karę dziewięciu i pół roku pozbawienia wolności. W uzasadnieniu stwierdził, że popełniła przestępstwo z premedytacją. Rosyjscy funkcjonariusze 17 lutego na lotnisku Szeremietiewo znaleźli w bagażu Britnney Griner – amerykańskiej gwiazdy Women’s National Basketball Association (WNBA) – wkłady do e-papierosów zawierające olej haszyszowy – podaje Agencja Reutera. Koszykarka trafiła do aresztu śledczego, a prokuratura oskarżyła ją o próbę przemytu narkotyków.

Na początku lipca ruszył proces. Griner przyznała się do winy. Podkreśliła, że w USA przepisano jej medyczną marihuanę, co potwierdził lekarz. Wyjaśnienia nie zrobiły wrażenia na rosyjskim wymiarze sprawiedliwości, a liczne próby wyciągnięcia koszykarki z więzienia przez amerykański rząd zakończyły się fiaskiem. Britnney Griner na wyrok czekała prawie miesiąc. Zapadł w czwartek 4 sierpnia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Półtoraroczny chłopczyk był przypalany zapalniczką. 29-latek oskarżony o znęcanie się nad partnerką i jej dzieckiem

29-latek z województwa świętokrzyskiego jest oskarżony o znęcanie się nad partnerką i jej półtorarocznym synem. Miał między innymi przypalać dziecko zapalniczką. Mężczyźnie grozi do 10 lat więzienia. Był już wcześniej karany za przestępstwa przeciwko mieniu i wolności. Jak poinformowała kielecka prokuratura, 29-latek z powiatu koneckiego (województwo świętokrzyskie) został zatrzymany przez policję 28 maja. Marcin D. miał znęcać się nad konkubiną od sierpnia 2021 roku.

– Dodatkowo w okresie od marca do 28 maja 2022 roku (znęcał się – red.) także nad jej małoletnim synem, którego między innymi przypalał zapalniczką i u którego spowodował w ten sposób naruszenie czynności narządu ciała – poinformował prokurator Daniel Prokopowicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach.

Akt oskarżenia

Od razu 28 maja Marcin D. usłyszał zarzuty. Decyzją sądu trafił na trzy miesiące do aresztu. Pod koniec lipca prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 29-latkowi, któremu grozi kara do 10 lat więzienia. Był już wcześniej karany między innymi za przestępstwa przeciwko mieniu i wolności.
Źródło info i foto: tvn24.pl