41-latek ugryzł policjanta i próbował uszkodzić radiowóz. Grożą mu 3 lata pozbawienia wolności

41-latek ugryzł interweniującego policjanta, wcześniej mężczyzna próbował uszkodzić radiowóz i uwolnić zatrzymaną partnerkę. Agresor był pijany i trafił do policyjnego aresztu. Za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności. Policjanci z Suchej Beskidzkiej (woj. małopolskie) udali się na ul. Mickiewicza, gdzie przed jednym z lokali gastronomicznych dwie nietrzeźwe osoby miały spać na ławce. 

Po dotarciu na miejsce, funkcjonariusze zastali kobietę i mężczyznę, z relacji policjantów wynika, że byli oni „pod widocznym działaniem alkoholu”. W trakcie interwencji para wulgarnie odnosiła się do mundurowych i odmówiła wylegitymowania się. W związku z agresywnym zachowaniem pijanych osób, mundurowi zdecydowali, że doprowadzą je na komendę, by ustalić ich dane. Widok zatrzymywanej kobiety zdenerwował jej kompana na tyle, że postanowił wydostać ją z radiowozu – próba „odbicia” partnerki okazała się jednak nieskuteczna, a awanturnik został obezwładniony przez drugi patrol wezwany wcześniej na miejsce. Mężczyzna trafił do radiowozu, mimo tego jego emocje nie opadły – siedząc w środku próbował uszkodzić pojazd, kopiąc w drzwi i siedzenia. Jeden z policjantów postanowił ograniczyć jego ruchy, agresor nie chciał jednak dać za wygraną i w pewnym momencie ugryzł mundurowego w rękę. 

Para ostatecznie trafiła do policyjnego aresztu. Po wytrzeźwieniu 37-letnia kobieta została ukarana mandatami, w tym za niepodawanie danych w trakcie interwencji oraz „kilka innych wykroczeń”, łączna kara, którą będzie musiała zapłacić to 1200 zł. Dłużej w policyjnym areszcie posiedzi 41-latek. Mężczyzna usłyszał zarzut znieważenia policjantów oraz naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza, za co grozi do 3 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dwoje dzieci wypadło z 9. piętra wieżowca. Jest wyrok dla matki

Przed Sądem Rejonowym w Koszalinie zapadł wyrok dotyczący śmierci dwojga dzieci, które wypadły z okna. Ich matka, 28-letnia Joanna W., została skazana na rok bezwzględnego pozbawienia wolności. Wyrok zapadł na posiedzeniu niejawnym.

Oskarżona przyznała się do popełnienia zarzucanego jej przestępstwa i poddała dobrowolnie karze. W związku z tym został jej wymierzony wyrok roku pozbawienia wolności. Wyrok jest nieprawomocny – poinformował Krzysztof Kozber z Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

Rodzeństwo, 4-letnia Amelia i 5-letni Sebastian, wypadli z okna mieszkania na 9. piętrze wieżowca przy ul. Władysława IV w Koszalinie (woj. zachodniopomorskie) 30 czerwca 2020 r., ok. godz. 20.30. Oboje zginęli na miejscu. W mieszkaniu była matka dzieci i jeszcze dwoje ich młodszego rodzeństwa, którymi Joanna W. zajmowała się, gdy doszło do tragedii. Partnera kobiety nie było wówczas w mieszkaniu, dopiero wracał z pracy. Kobieta była trzeźwa.

28-letnią Joannę W. Prokuratura Rejonowa w Koszalinie ostatecznie oskarżyła o narażenie swoich dzieci na niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślne spowodowanie śmierci dwojga z nich, o czym w maju poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski. W sprawie, którą w listopadzie 2020 r. śledczy nieprawomocnie umorzyli, uznając zdarzenie za nieszczęśliwy wypadek, jak zaznaczył prok. Gąsiorowski, nastąpił „nieoczekiwany zwrot”.

Ocenę materiału dowodowego zmieniła opinia biegłych.

Stwierdzili oni, że Joanna W. była pod wpływem środków psychotropowych w dniu, gdy doszło do tragicznej śmierci jej dzieci. W organizmie miała ponad 44 nanogramy amfetaminy na mililitr krwi. To nie są jakieś duże ilości, ale biegli uznali, że w tym stanie kobieta nie mogła rzetelnie opiekować się czworgiem dzieci – mówił prok. Gąsiorowski.

Joanna W. przesłuchana w charakterze podejrzanej nie przyznała się do winy. Tłumaczyła, jak przekazał prok. Gąsiorowski, że dzień przed zdarzeniem, odwiedził ją i jej partnera znajomy. Podał im napój i gdy już go wypili, powiedział, że zrobił psikusa i dodał do niego amfetaminę. Podejrzana zaznaczyła, że czuła się po nim dobrze. Nic jej nie było, a poza tym od jego wypicia do zdarzenia minął niemal cały dzień. Dla Joanny W. to, co się stało, było nieszczęśliwym wypadkiem.

Powtórzyła swoje wcześniejsze zeznania, że nie była świadoma tego, że dzieci w wieku 4 i 5 lat są już w stanie wejść na parapet, że mogą ruszyć klamkę i okno się otworzy. Nie miała takiej wiedzy, że dzieci mogą to zrobić. Do pokoju weszła, bo poczuła, że „zrobił się przeciąg”. Gdy zobaczyła, że dzieci nie ma w łóżkach, pomyślała, że się przed nią schowały. Dopiero chwilę później wyjrzała przez otwarte okno. Dzieci leżały na dole.

Rodzina wynajmowała mieszkanie na 9. piętrze wieżowca przy ul. Władysława IV w Koszalinie. Zarówno sąsiedzi, opieka społeczna, jak i dzielnicowy nie mieli zastrzeżeń do kobiety i jej partnera w kwestii opieki nad dziećmi. Po śmierci Amelii i Sebastiana rodzina przeprowadziła się do innego lokum w Koszalinie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wspólna akcja Kanady i USA. Policja rozbiła siatkę handlarzy bronią i narkotykami

Po 10-miesięcznym śledztwie dotyczącym działającej w Kanadzie i USA siatki handlującej bronią i narkotykami kanadyjska policja aresztowała 22 osoby i zarekwirowała 27 sztuk broni oraz narkotyki o wartości miliona dolarów – poinformowano w środę.

Przejęta broń została pozyskana w nielegalny sposób, z zamiarem wykorzystania jej do działalności przestępczej – powiedział dziennikarzom Paul Mackey z policji prowincji Ontario. Dodał, że grupa została rozbita dzięki współpracy z organami ścigania USA. Wśród zarekwirowanych narkotyków była kokaina, heroina i fentanyl.

Kanada posiada znacznie bardziej restrykcyjne prawodawstwo dotyczące broni palnej niż USA. W związku z rosnącą przestępczością z jej użyciem rząd w zeszłym tygodniu ogłosił tymczasowy zakaz importu broni krótkiej do czasu przyjęcia rozpatrywanego przez parlament szerszego programu kontroli nad bronią – przypomina Reuters.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemcy: Rasistowskie ataki coraz bardziej brutalne

Statystycznie w Niemczech atakowanych jest dwóch azylantów dziennie. W pierwszej połowie 2022 r. władze odnotowały 424 takie przestępstwa. To mniej niż w tym samym okresie 2021 roku, jednak ataki stały się bardziej brutalne. „To pokazuje po raz kolejny: rasistowska przemoc jest częścią codziennego życia w Niemczech” – komentuje dla „Sueddeutsche Zeitung” rzeczniczka Partii Lewicy ds. polityki uchodźczej Clara Buenger.

W pierwszej połowie 2022 r. władze odnotowały 424 ataki na osoby ubiegające się o azyl w Niemczech, czyli o około jedną czwartą mniej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. W pierwszym półroczu 2021 roku było 576 takich zdarzeń – wynika z odpowiedzi Federalnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na zapytanie Partii Lewicy, o której poinformowała gazeta „Neue Osnabruecker Zeitung”.

Sprawcy, w większości prawicowi ekstremiści, byli jednak brutalniejsi. 86 ofiar zostało rannych w atakach poza miejscami zakwaterowania osób ubiegających się o azyl. Jest to wyraźny wzrost w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku, kiedy to ranne zostały 62 osoby. Prawie jedna czwarta przypadków dotyczyła aktów przemocy, takich jak podpalenia, napaści oraz użycie materiałów wybuchowych i broni. Ponadto w pierwszej połowie doszło do 43 ataków na schroniska dla uchodźców, a także 12 ataków na organizacje pomocowe i wolontariuszy, pomagających azylantom.

„To pokazuje po raz kolejny: rasistowska przemoc jest częścią codziennego życia w Niemczech” – komentuje rzeczniczka Partii Lewicy ds. polityki uchodźczej Clara Buenger, cytowana przez portal gazety „Sueddeutsche Zeitung”.
Źródło info i foto: TVP.info

Zatrzymano podejrzanego o napad z bronią

Policjanci ze Swarzędza zatrzymali w Mogilnie mężczyznę podejrzanego o napad z bronią i kradzież złota. Wydarzyło się to na jednym z miejsc postojowych, na autostradzie A2, pod koniec lipca. Zatrzymanemu grozi do 15 lat więzienia.

Policjanci z Komisariatu w Swarzędzu pod koniec lipca br. zostali zaalarmowani przez obywatela Bułgarii, że został obrabowany. Mówił, że sprawca groził mu bronią i zabrał należące do niego złoto o wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych. Z opisu wynikało, że stało się to na MOP Krzyżowniki, na autostradzie A2.

Pokrzywdzony przesłuchującym go policjantom powiedział, że miał większą ilość złotej biżuterii, którą chciał od jakiegoś czasu sprzedać. Jeden z jego znajomych, którego znał wyłącznie po imieniu, Waldemar, zaoferował pomoc. Któregoś dnia mężczyzna zadzwonił i powiedział, że ma kupca. Przyjechał z jeszcze innym mężczyzną i zabrali pokrzywdzonego z domu. Odwiedzili kilka miejsc w Poznaniu. Pojechali potem na autostradę A2, na MOP i stację benzynową, gdzie miał czekać kupiec. Kiedy weszli do jednego z budynków na spotkanie z handlarzem, okazało się że nikogo tam nie ma. Waldemar wyjął wówczas pistolet. Grożąc bronią zmusił pokrzywdzonego do oddania całego złota. Uciekł białym mercedesem vito.

Policjanci ze Swarzędza, którzy zajęli się sprawą pojechali w miejsce, w którym doszło do napadu. Zrobili w tym miejscu oględziny i zabezpieczyli nagrania z kamer. Odwiedzili także wszystkie miejsca, w których mężczyźni byli przed napadem. Na podstawie zebranych informacji ustalili, że sprawca napadu – Waldemar pochodzi z Mogilna w województwie kujawsko-pomorskim. Miał tam prowadzić sklep z tytoniem. Jeszcze tego samego dnia zaczęli go szukać.

Tuż po północy poszukiwany zjawił się w mieście. Natychmiast został zatrzymany. Podczas przeszukania mieszkania Waldemara K. oraz należącego do niego sklepu policjanci znaleźli kilka tysięcy złotych w gotówce oraz pistolet z amunicją. Przetopione złoto zostało znalezione u pasera.

Zatrzymany mężczyzna był w przeszłości notowany za przestępstwa kryminalne. Na podstawie zebranych przez swarzędzkich policjantów dowodów zostały mu przedstawione zarzuty napadu z bronią i rabunku. Za to przestępstwo grozi mu nawet 15 lat więzienia. Waldemar K. na wniosek prokuratury został tymczasowo aresztowany.
Źródło info i foto: Policja.pl

Jest prokuratorskie śledztwo ws. skażenia Odry

Jest śledztwo prokuratury w Oławie w sprawie zanieczyszczonej Odry – ustalił Onet. Tylko w okolicach Oławy zaobserwowano ok. 5 ton martwych ryb. Od kilkunastu dni na niemal całej długości rzeki pojawiają się śnięte ryby. Jak podaje Onet, zawiadomienie do prokuratury skierował burmistrz Oławy Tomasz Frichmann. To właśnie w tym mieście zaobserwowano najwięcej martwych ryb. Czynności w sprawie prowadzi także policja.

– W tej chwili oczekujemy na wyniki wykonanych próbek z Odry – powiedziała w rozmowie z portalem Wioletta Polerowicz z oławskiej policji.

We wtorek Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska we Wrocławiu złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Z informacji Onetu wynika, że to właśnie ten organ przejmie dziś śledztwo od oławskiej prokuratury.
Źródło info i foto: Gazeta.pl