Są wyniki sekcji zwłok małżeństwa ze Staszowa

Prokuratura zaprezentowała wstępne wyniki sekcji zwłok małżeństwa, których zwłoki znaleziono w sobotę w Staszowie (woj. świętokrzyskie). 60-letni mężczyzna i jego o pięć lat młodsza żona zaginęli w piątkowy wieczór.  Śledczy nadal badają okoliczności śmierci małżeństwa w lesie w Staszowie. Wieczorem 16 września 33-letnia kobieta zgłosiła na policję zaginięcie swoich rodziców – 60-latka i o pięć lat młodszą od niego żonę. „Oboje wyjechali z domu popołudniem tamtego dnia i do godziny 22 nie wrócili. Nie było też z nimi żadnego kontaktu” – przypomniał serwis Echodnia.pl.

Małżeństwo miało wybrać się na grzybobranie do lasu. Następnego dnia rano jeden z policjantów na leśnej ścieżce znalazł samochód, w którym było ciało kobiety. 50 metrów dalej znajdowały się powieszone zwłoki mężczyzny. We wtorek śledczy zaprezentowali wstępne wyniki sekcji zwłok.

– Według wstępnych wyników sekcji 55-letnia kobieta została uduszona przez zadzierzgnięcie pętli na jej szyi. Mężczyzna zaś zmarł przez powieszenie – podał Daniel Prokopowicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach, cytowany przez Echodnia.pl.

Na tej podstawie prokuratorzy zakładają, że doszło do samobójstwa rozszerzonego. – Śledztwo nadal trwa. Wciąż będą sprawdzane inne wątki sprawy, przesłuchiwani świadkowie oraz badane ślady zabezpieczone na miejscu – dodał Daniel Prokopowicz.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Mąż poderżnął jej gardło i rzucił pod pociąg. Kobieta zmarła po roku walki

Marika Dzioba, która przeżyła bestialski atak swojego męża, zmarła w toruńskim szpitalu – podał serwis „Nowości”. W maju 2021 roku Maciej D. próbował ją zabić. Poderżnął kobiecie gardło, a potem rzucił się pod pociąg. Od tego czasu lekarze walczyli o jej życie. Pani Marika była bohaterką jednego z reportaży programu „Interwencja”.

– Tę bolesną informację z Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego na Bielanach w Toruniu odebrałam telefonicznie dziś (środa, 21 września), po godzinie 11.00. Marika odeszła. Niestety stan Mariki od dawna był zły i liczyliśmy się już z takim scenariuszem. Córka dusiła się; tchawica i krtań dosłownie się zapadały. Wiemy, że lekarze robili wszystko, co w ich mocy – mówiła dla „Nowości” Marzena Suska. matka zmarłej. 

Marika Dzioba osierociła dwójkę dzieci – córkę i syna. Po tragicznym zdarzeniu opiekę nad nimi przejęła babcia. 32-latka trafiła do szpitala z podciętym gardłem i niedotlenieniem mózgu. Miała przecięte struny głosowe. W maju 2021 roku pani Marika została zaatakowana przez swojego męża na ich podwórzu w miejscowości Kościelec pod Inowrocławiem (woj. kujawsko-pomorskie).

„Interwencja”: Podciął żonie gardło i rzucił się pod pociąg 
Pani Marika wyszła za mąż za Macieja D. 12 lat temu. Z dwojgiem dzieci – dziś 13-letnią Zuzanną i sześcioletnim Mateuszem, mieszkali pod Inowrocławiem. W małżeństwie nie układało się dobrze. Pani Marika postanowiła rozstać się z mężem. 

Do rozwodu i wyprowadzki od męża nie doszło. 30 maja 2021 roku Maciej D. podjął próbę morderstwa żony, a następnie popełnił samobójstwo rzucając się pod pociąg.   

 – Wyglądało jakby chciał jej odciąć głowę, szwy ma od ucha do ucha, do tego rany na rękach, bo się broniła. Zadzwonił jeszcze żeby dzieci zabrać do brata. Przyznał, że zabił Marikę. Tam była rzeź. Jak syn samochód przyprowadził, to był cały we krwi, ociekał nią. Policja powiedziała, że to nie było w afekcie, że to było wszystko zaplanowane – mówiła „Interwencji” Marzena Suska, matka pani Mariki. 

– Nie zdążyła złożyć tego pozwu, spakować się i po prostu odejść. Może by do tego nie doszło. Jak byliśmy na urodzinach u siostry, to robiła z nami ostanie zdjęcia. Jeszcze przytuliła Olka, jakby miał to być ostatni raz, jakby coś wisiało w powietrzu, tylko my o tym nie wiedzieliśmy – dodała Emilia Polatowska, krewna pani Mariki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rośnie liczba oszustw na „pracownika banku”

Oszustwa „na pracownika banku” w ostatnim czasie stały się bardzo popularne. Na terenie całego kraju policjanci odnotowują liczne zgłoszenia od osób, które straciły swoje oszczędności właśnie w ten sposób. W każdym przypadku na telefonie osób pokrzywdzonych wyświetlał się numer infolinii banku, dlatego połączenia nie wzbudziły żadnych podejrzeń. Policjanci po raz kolejny apelują o ostrożność i rozwagę.

Schemat oszustwa „na pracownika banku” wielokrotnie bywa niemalże identyczny. Zazwyczaj w słuchawce odzywa się męski głos, podający się za pracownika banku, w którym rozmówca ma konto. Na telefonie wyświetla się numer infolinii banku, dlatego połączenie nie wzbudza żadnych podejrzeń. Rzekomy pracownik banku pyta, czy rozmówca złożył wniosek kredytowy. Po zaprzeczeniu oszust podaje, że w takim razie zrobiła to osoba trzecia w jego imieniu, dlatego też rozmowa zostanie przełączona do działu technicznego, w celu zabezpieczenia środków pieniężnych i konta. Po przełączeniu rozmowę z osobą pokrzywdzoną prowadzi już kolejny oszust, zazwyczaj jest to kobieta, która podaje nowy numer konta, które po zakończeniu procedury ma być własnością pokrzywdzonego. Zgodnie z podaną procedurą, oszukana osoba przelewa wszystkie swoje oszczędności na podane konto. Dodatkowo zaciąga jeszcze jeden lub kilka kredytów, gdzie wszystkie środki zostają przekazane na konto techniczne oszustów. Cała procedura, w tym rozmowy telefoniczne, mogą trwać nawet kilka dni. Następnego dnia rozmowę prowadzi kolejny oszust, który informuje pokrzywdzonego, by przez 24 godziny nie logował się na swoje nowe konto bankowe, ponieważ będzie pod obserwacją Policji. Natomiast trzeciego dnia dzwoni już prawdziwy pracownik banku, oferując kartę kredytową do zaciągniętych kredytów. Wówczas osoba pokrzywdzona orientuje się, że padła ofiarą oszustwa i zgłasza sprawę na Policji.

Policjanci apelują o ostrożność i rozwagę podczas telefonicznych rozmów z nieznajomymi osobami. Pamiętajmy, że oszuści umiejętnie manipulują rozmową tak, by uzyskać jak najwięcej informacji. Dlatego w kontaktach z nieznajomymi kierujmy się zawsze zasadą ograniczonego zaufania. Rozłączmy się i skontaktujmy z konsultantem swojego banku, aby zweryfikować, czy nasz rozmówca faktycznie jest tym, za kogo się podaje.
Źródło info i foto: Policja.pl

Mobilizacja w Rosji. Pierwsze zatrzymania, prokuratura straszy więzieniem

W Rosji rozpoczynają się protesty przeciwko ogłoszonej przez Władimira Putina częściowej mobilizacji. Dotychczas zatrzymano ponad 100 osób – podała organizacja OWD-Info. Tymczasem w wielu rosyjskich miastach na wieczór zapowiedziano akcje protestacyjne pod hasłem „Stop ‚mogilizacji'” (od słowa „mogiła”). Moskiewska prokuratura grozi uczestnikom demonstracji karami do 15 lat więzienia.

Stołeczna prokuratura ostrzegła przed wzywaniem w mediach społecznościowych do udziału w „nieuzgodnionych (z władzami) akcjach publicznych w Moskwie” oraz do podejmowania „innych nielegalnych działań” – pisze niezależny portal Meduza.

Jak dodano, za „rozpowszechnianie podobnych materiałów” w internecie, angażowanie nastolatków w nielegalną działalność oraz organizację nielegalnych akcji i udział w nich przewidziana jest odpowiedzialność administracyjna lub karna, w tym „w postaci pozbawienia wolności do 15 lat”.

W niektórych miastach Rosji już odbyły się protesty przeciwko ogłoszonej mobilizacji. Organizacja OWD-Info poinformowała, że dotychczas zatrzymano 117 osób w 15 miastach, w tym 32 osoby w Jekaterynburgu na Uralu. Zatrzymania miały też miejsce m.in. w Permie, Krasnojarsku, Ufie, Irkucku i Nowosybirsku.

Na Syberii, w Irkucku, na centralnym placu miasta zgromadziło się ok. 60 osób. Akcję rozpędzono, zatrzymano co najmniej 20 protestujących – podaje niezależna telewizja Dożd. W Ułan Ude, głównym mieście Buriacji, na akcję przeciwko mobilizacji wyszło kilkadziesiąt osób, którym policjanci kazali się rozejść.

Protestujący wyszli też na ulice w Chabarowsku. Tam policjanci sprawdzili dokumenty uczestnikom manifestacji. Portal Meduza pisze również o demonstracji w Jakucku i Tomsku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Dziennikarz Radosław M. w areszcie. Zarzuty dot. pedofilii

Radosław M., były dziennikarz TVP i Polskiego Radia zatrzymany – podała w środę PAP. Informację potwierdziła także warszawska prokuratura okręgowa. Mężczyzna usłyszał zarzuty dotyczące pedofilii. Polska Agencja Prasowa poinformowała w środę 21 września, że dziennikarz, który wcześniej współpracował z Polskim Radiem, Informacyjną Agencją Radiową i TVP, został zatrzymany. Jak czytamy, informacja o zatrzymaniu Radosława M. została potwierdzona także przez rzeczniczkę Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandrę Skrzyniarz.

„W toku czynności procesowych prokurator przedstawił Radosławowi M. zarzuty – doprowadzenia małoletniej poniżej 15 lat do poddania się innym czynnościom seksualnym, prezentowania treści pornograficznych małoletniemu, utrwalania treści pornograficznych z udziałem małoletniego poniżej 15 lat oraz posiadania treści pornograficznych z udziałem małoletniego” – doprecyzowała rzeczniczka Aleksandra Skrzyniarz cytowana przez TVP Info.

Jak dodała, w związku z koniecznością zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, prokuratura skierowała do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie byłego dziennikarza.

– Sąd Rejonowy dla Warszawy Woli w Warszawie uwzględnił wniosek prokuratora i zastosował wobec mężczyzny tymczasowe aresztowanie na okres trzech miesięcy – podała Interia.

Radosław M. zatrzymany. To były dziennikarz mediów publicznych

Do zatrzymania Radosława M. doszło w środę 21 września. Rano do mediów trafiały jednak tylko szczątkowe informacje dotyczące sprawy. Wiadomo było o zatrzymaniu, jednak nie informowano o szczegółach, co prokuratura argumentowała etapem postępowania, który nie pozwalał na więcej informacji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl