Grzegorz Piotr Wyciszkiewicz skazany na 14 lat więzienia za usiłowanie zabójstwa w Szwecji

Grzegorz Piotr Wyciszkiewicz ukradł ponad 250 kobiecych majtek.
Kiedy kobieta natknęła się na złodzieja w pralni, uderzył ją bestialsko 16 razy w głowę młotkiem. 50-letni polski robotnik budowlany zostaje skazany na 14 lat więzienia w Szwecji i zostaje wydalony z kraju.

„Niesprowokowaną przemoc można prawie określić jako całkowicie lekkomyślną” – pisze w wyroku sąd okręgowy w Sztokholmie.

W grudniu 2020 roku 26-letnia kobieta z Lidingö w Sztokholmie odkryła, że ​​jej bielizna została skradziona. Stała się podejrzliwa i zaczęła prać partiami. Pewnego dnia zeszła do pralni i złapała złodzieja na gorącym uczynku. Spłoszony mężczyzna zaatakował ją młotkiem. Kobieta została pobita do krwi kilkoma uderzeniami w głowę, ale udało jej się uciec przed mężczyzną i dostać się do swojego mieszkania.

– „Makrew na całej twarzy” – powiedział partner kobiety w rozmowie telefonicznej z ratownikiem SOS Alarm.

Po chwili kobieta wskazała 50-letniego budowlańca z Polski. Kiedy policja przeszukała dom mężczyzny, odkryła trzy wypchane pudełka z bielizną. Policja znalazła 257 majtek, w tym 12 w rozmiarze dziecięcym, kilka staników i inną bieliznę.

Mężczyzna pozował w bieliźnie na zdjęciach, które policja znalazła w jego telefonie komórkowym.

– Cóż powiedzieć, to „erotyka”. Jak w tym wyglądasz, jak wyglądasz w tamtym, mówi mężczyzna podczas policyjnego przesłuchania.

10 maja Sąd Okręgowy w Sztokholmie skazał mężczyznę za usiłowanie zabójstwa i przestępstwa narkotykowe, ponieważ policja znalazła również narkotyki w jego domu. Wyrok to 14 lat więzienia. Sąd Rejonowy w Sztokholmie uznał przemoc za niezwykle poważną.

„Całkowicie lekkomyślny” – napisano w werdykcie.

Zgodnie z orzeczeniem sztokholmskiego Sądu Okręgowego 50-letni obywatel Polski został wcześniej skazany na rok więzienia za przestępstwo w Polsce (https://poszukiwani.policja.pl/pos/form/r68084584920218,WYCISZKIEWICZ-GRZEGORZ.html). Po odbyciu kary więzienia w Szwecji zostanie deportowany do Polski.

Źródło info i foto: PoszukiwaniMagazyn.pl

Holandia: Esesmani wciąż pobierają emerytury wojskowe z Niemiec

30 holenderskich esesmanów ciągle dostaje emerytury wojskowe z Niemiec. Niektórzy z nich otrzymują nawet po 16 tys. euro rocznie, a większość nie zgłosiła tego holenderskim organom skarbowym – podano na stronie izby niższej holenderskiego parlamentu.

Z odpowiedzi sekretarza stanu w ministerstwie finansów Hansa Vijlbriefa na zapytanie posła Pietera Omtzigta z CDA (chadecja) wynika, że wielu Holendrów, walczących po stronie Niemiec w czasie II wojny światowej, nigdy nie zgłosiło władzom skarbowym pobieranej przez siebie niemieckiej emerytury wojskowej.

Otzigt podnosił tę sprawę już w 2013 r. Jednak strona niemiecka ciągle odmawiała przekazania holenderskim organom podatkowym informacji o esesmanach i pobieranych przez nich świadczeniach. Z informacji zamieszczonej na stronie internetowej Tweede kamer, izby niższej parlamentu wynika, że poseł chadecji złożył zapytanie w tej sprawie 29 stycznia br. Odpowiedź jest już dostępna na stronie parlamentu.

Nawet 16 tys. euro rocznie

Sekretarz stanu Hans Vijlbrief informuje w niej, że obecnie 30 byłych esesmanów, obywateli Niderlandów, pobiera emerytury wojskowe z Niemiec. Otrzymują oni nawet 16 tys. euro rocznie, a informacja o ich personaliach została przekazana przez stronę niemiecką holenderskim organom podatkowym.

Według Vijlbriefa tylko 20 procent byłych esesmanów zgłosiło holenderskim władzom podatkowym swoją niemiecką emeryturę wojenną. „To jest obowiązkowe. W rezultacie emeryci mogli otrzymywać nienależne świadczenia, ponieważ organy podatkowe nie wiedziały, że ich dochody są faktycznie wyższe” – napisał w odpowiedzi minister.

Vijlbrief zaznacza, że administracja podatkowa i celna będzie teraz badać indywidualnie każdy przypadek i być może byli esesmani będą musieli zwrócić pieniądze.
Źródło info i foto: interia.pl

Seria strzelanin w USA. Zginęło co najmniej 17 osób

Co najmniej 17 ofiar śmiertelnych i 33 rannych to bilans 10 masowych strzelanin, do których doszło w miniony weekend w USA – poinformowała stacja CNN, powołując się na instytucje monitorujące akty przemocy z użyciem broni palnej – Gun Violence Archive, policję i lokalne media.

CNN definiuje masową strzelaninę jako zdarzenie, w wyniku którego cztery osoby lub więcej zginęły lub odniosły obrażenia (bez uwzględniania sprawców).

Kryminolodzy tłumaczą nasilenie przemocy kilkoma czynnikami. Zaliczają do nich załamanie gospodarcze, zerwanie więzi społecznych w rezultacie pandemii COVID–19 i brak zaufania do policji. Zwracają uwagę, że zjawisko trwa.

„Brak słów, aby opisać tragedię. Wszyscy jesteśmy wstrząśnięci, od funkcjonariuszy, którzy odpowiedzieli na wezwanie o strzelaninie, do śledczych na miejscu zdarzenia” – mówił szef policji w Colorado Springs Vince Niski w nawiązaniu do strzelaniny podczas przyjęcia urodzinowego w niedzielę, w której zginęło sześć osób.

Policja zabiła podejrzanego

Policja zabiła podejrzanego o zabójstwa. Zginęła m.in. dziewczyna domniemanego sprawcy. Z doniesień mediów wynika, że masowe strzelaniny miały miejsce w weekend w siedmiu stanach. Doszło do nich m.in. w miejskich domach komunalnych, w parku, hotelu i klubie nocnym.

W Filadelfii w stanie Pensylwania zarejestrowano 14 strzelanin (nie wszystkie miały charakter masowy), w których łącznie zginęło siedem osób. W tym roku w mieście zarejestrowano 185 zabójstw, co stanowi drastyczny wzrost w porównaniu z tym samym okresem w zeszłym roku.

Masowe strzelaniny w siedmiu stanach

W Phoenix w stanie Arizona nocna strzelanina w hotelu Hyatt Regency spowodowała śmierć jednego mężczyzny i obrażenia u co najmniej siedmiu innych osób. Grupa uczestnicząca w hotelowej imprezie wdała się w sprzeczkę. Ofiary śmiertelne to osoby w wieku od 18 do 22 lat.

W Woodlawn w stanie Maryland trzy osoby nie żyją, a inna została ranna. Zdaniem śledczych podejrzany sprawca podpalił swój dom i przedostał się do domu sąsiadów, gdzie zastrzelił dwie osoby. Zginął od kul policji, kiedy odmówił rzucenia broni.

Co najmniej trzy osoby zginęły, a dziewięć innych zostało rannych w trzech oddzielnych strzelaninach w Kalifornii. Dwie osoby nie żyją, a trzy inne zostały ranne w parku w Kinloch w Missouri. Łącznie osób odniosło obrażenia w Newark w stanie New Jersey i w Milwaukee w stanie Wisconsin.

Nie wszystkie strzelaniny miały charakter masowy. Według GVA od piątku do niedzieli włącznie w całym kraju odnotowano co najmniej 117 zgonów w związku z użyciem broni palnej, ranne zostały 303 osoby.
Źródło info i foto: TVP.info

Upozorował własne porwanie. Chciał otrzymać od rodziny 7,5 mln złotych

To miało być porwanie dla okupu. Sprawca zażądał od rodziny rzekomo uprowadzonego młodego mężczyzny kilka mln zł za jego uwolnienie. Ta powiadomiła policję. Nad sprawą pracowało ponad 300 funkcjonariuszy. Okazało się, że wszystko sfingował sam „porwany” i jego kolega. Chcieli w ten sposób zdobyć pieniądze na rozkręcenie firmy.

Zaczęło się od tego, że w kwietniu do stołecznego CBŚP wpłynęła informacja o uprowadzeniu młodego mieszkańca jednej z podwarszawskich miejscowości. Sprawca za pomocą komunikatora internetowego skontaktował się z jego matką i znajomym.

– Z wstępnych informacji wynikało, że „sprawca porwania” w zamian za uwolnienie mężczyzny, zażądał od członków jego rodziny kilka mln zł, grożąc przy tym pozbawieniem życia porwanego. Dowodem uprowadzenia miało być przesłane nagranie audio uprowadzonego, w którym płaczącym głosem prosił o spełnienie żądań porywaczy – tłumaczy w przesłanej Onetowi informacji kom. Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP.

Co ciekawe, od rodziny zażądano okupu w kwocie 30 bitcoinów, które miały zostać przelane na specjalnie utworzony portfel bitcoinowy – jak informuje prokuratura. W przesłanych wiadomościach grożono śmiercią porwanego, jeżeli nie zostaną spełnione te żądania.

Reakcja służb była natychmiastowa. Do akcji uwolnienia mężczyzny zaangażowano ponad 300 funkcjonariuszy z CBŚP i Komendy Stołecznej Policji, którzy prowadzili czynności non stop przez sześć dni. Mundurowi pracowali pod ogromną presją czasu, mając przekonanie, że może być zagrożone życie uprowadzonego mężczyzny. Jednak w miarę zbierania informacji, zaczęli mieć wątpliwości, czy do porwania w ogóle doszło.

To miały być pieniądze na rozwój firmy

– Policjanci ustalili ostatecznie, że dwóch młodych „biznesmenów” zaplanowało pozyskanie środków na rozwój swojej firmy, pozorując uprowadzenie dla okupu jednego z nich. Tym samym legł w gruzach biznesplan, a jego autorzy zostali zatrzymani – informuje Iwona Jurkiewicz.

W Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga obu mężczyznom przedstawiono zarzuty usiłowania wymuszenia rozbójniczego. Grozi im za to do 10 lat więzienia. Sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu obu podejrzanych na razie na trzy miesiące.
Źródło info i foto: onet.pl

Strzelanina w gimnazjum w Kazaniu. Wiele ofiar

Od siedmiu do dziewięciu osób – według różnych źródeł – zginęło we wtorek w strzelaninie w gimnazjum w Kazaniu. Sprawcą był prawdopodobnie nastolatek. Część mediów informuje o dwóch sprawcach. Do strzelaniny doszło w gimnazjum w Kazaniu, głównym mieście republiki Tatarstanu, wchodzącej w skład Federacji Rosyjskiej – podały we wtorek media w Rosji. Mowa jest o mężczyźnie bądź nastolatku, który otworzył ogień. Świadkowie mówią, że słyszeli wybuch.

Według wstępnych, nieoficjalnych informacji, policja zatrzymała jednego z napastników. Ma to być nastolatek. W budynku może być jeszcze jedna uzbrojona osoba. Agencja Interfax poinformowała o dziewięciu ofiarach śmiertelnych. Agencja RIA Nowosti podała, że zginęło sześcioro uczniów i nauczyciel.

Na miejsce wysłano karetki pogotowia. Trwa ewakuacja dzieci z budynku szkoły.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nie żyje seryjny morderca zwany „ogrem z Ardenów”

Michel Fourniret zmarł w poniedziałek w szpitalu, zabierając ze sobą wiele mrocznych tajemnic – komentuje francuska prasa. Seryjny morderca, zwany „ogrem z Ardenów”, przyznał się do popełnienia jedenastu morderstw, a skazano go za osiem z nich. Michel Fourniret został aresztowany w 2003 roku po tym, jak 13-letnia dziewczynka uciekła z jego furgonetki i wezwała policję. W 2008 roku skazano go na dożywocie za zgwałcenie lub usiłowanie zgwałcenia w latach 1987-2001 siedmiu kobiet i dziewcząt w wieku od 12 do 22 lat, a następnie zabicie ich. W 2018 roku skazano go na dożywocie za jeszcze jedno morderstwo.

W ostatnich tygodniach rodzina zaginionej w 2003 roku dziewięcioletniej Estelle Mouzin, do której zamordowania w 2020 roku przyznał się Fourniret, liczyła na odnalezienie jej ciała. Od grudnia ub.r. śledczy przeszukiwali bez powodzenia las otaczający zamek Sautou w Ardenach, dawną własność Fournireta, gdzie seryjny morderca miał ukryć ciało dziecka. DNA dziewczynki odnaleziono na materacu w domu siostry mordercy.

Jak wspominają koledzy ze szkoły, Michel był przeciętnym uczniem. Po ukończeniu edukacji został mistrzem hutnictwa, podobnie jak jego ojciec.

Kim był „ogr z Ardenów”?

W 1967 roku Fourniret został po raz pierwszy skazany na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu za napaść na nieletnią, przebywał również krótko w szpitalu psychiatrycznym. W latach 1977–1981 dopuszczał się licznych gwałtów i napaści seksualnych, za które został skazany na lata w więzieniu. Poznał tam Monique Olivier, z którą po wyjściu na wolność ożenił się i dokonywał kolejnych morderstw i gwałtów.

W grudniu 1987 roku po wyjściu z więzienia zamordował 17-letnią Isabelle, a następnie kolejne swoje ofiary. Został skazany na dożywocie w 2008 roku, jego żona uznana została za współwinną zbrodni.

Para mówiła o sobie, że jest ”gorsza od Marca Detroux”, słynnego belgijskiego mordercy i pedofila. Biegli uznali, że Fourniret lubił polować na kobiety i dziewczynki, dominować nad ofiarami i zabijać je. Zabójca twierdził, że w dzieciństwie molestowała go matka. Fourniret był trzykrotnie żonaty i miał pięcioro dzieci, jedna z jego córek popełniła samobójstwo, nie mogąc znieść tego, że nosi to samo nazwisko, co seryjny morderca.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Polak skazany w Szwecji na 14 lat więzienia

Na 14 lat więzienia oraz dożywotni zakaz przebywania w Szwecji został skazany Polak, pracujący w tym kraju jako robotnik budowlany. 50-latek skradł w sumie ponad 250 damskich majtek. Zakładał je i robił sobie zdjęcia. Przyłapany na gorącym uczynku w blokowej pralni zaatakował młotkiem 26-letnią kobietę – podaje RMF FM.

50-letni robotnik budowlany z Polski kradł w blokowych pralniach damskie majtki. Uzbierał ich ponad 250 par. Mężczyzna zakładał je i robił sobie zdjęcia. Jego skłonność wyszła na jaw, kiedy został przyłapany na kradzieży bielizny przez 26-letnią kobietę w miejscowości Lidingö.

Zaskoczony przez nią, ruszył do ataku. Miał uderzyć ją młotkiem po głowie. Kobieta zdołała uciec do mieszkania, a jej partner zawiadomił policję.

257 par majtek w pudełkach pod łóżkiem

Policja zatrzymała 50-letniego Polaka. W jego mieszkaniu w trzech pudełkach, schowanych pod łóżkiem, znaleziono jego łupy: 257 par damskich majtek, w różnych kolorach i rozmiarach, w tym także dziecięce. Było tam też kilka biustonoszy. Mężczyzna fotografował się w bieliźnie, zdjęcia policja znalazła w jego telefonie komórkowym.

Polak został uznany winnym próby zabójstwa. Spędzi w więzieniu 14 lat. Sąd w Sztokholmie orzekł wobec niego także dożywotni zakaz przebywa na terenie Szwecji. Po odbyciu kary więzienia, mężczyzna zostanie wydalony.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Z kolegami chciał zabić ojca dla pieniędzy. Planowali podłożyć bombę w szpitalu

Dla pieniędzy był w stanie posunąć się do najgorszych rzeczy, nawet zabić własnego ojca. Razem z kolegami próbował go otruć, dotkliwie pobili, a nawet wywołali alarm bombowy. Mężczyzna kilka razy uszedł z życiem. Trójka oprawców wkrótce odpowie za usiłowanie zabójstwa. Dwóch z nich ma jeszcze na sumieniu inną zbrodnię. Wcześniej zabili innego mężczyznę, a jego ciało ukryli pod podłogą altanki działkowej. Grozi im dożywocie.

Prokuratura Okręgowa w Szczecinie zakończyła śledztwo w sprawie dramatycznych zdarzeń, do których doszło na Wyspie Puckiej w Szczecinie. Według ustaleń prokuratury, jeden z podejrzanych, w celu przejęcia majątku swojego ojca, wspólnie z innymi osobami mężczyznami podjął działania mające doprowadzić do jego śmierci.

– W tym celu najpierw z jednym z podejrzanych dodawał do posiłków przyrządzanych i dostarczanych pokrzywdzonemu substancje toksyczne, które miały go otruć, a gdy to nie odniosło pożądanego skutku zlecił zabójstwo ojca innemu podejrzanemu – informuje Alicja Macugowska-Kyszka z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. – Podejrzani opracowali wspólnie plan, w którym każdy z nich otrzymał określone zadania, przy czym uległ on zmianie w związku z niewywiązaniem się przez jednego z nich przydzielonej mu roli.

Jak dodaje rzeczniczka prokuratury, pokrzywdzony mężczyzna został napadnięty przez jednego z podejrzanych, który nieustalonym narzędziem uderzył go w głowę powodując obrażenia ciała w postaci wieloodłamowego złamania kości ciemieniowej z licznymi przemieszczeniami fragmentów kostnych, wyciekiem płynu mózgowego, krwiakiem przymózgowym oraz rozległym krwiakiem wewnątrzczaszkowym, w następstwie których doszło u niego do choroby realnie zagrażającej życiu, przy czym zamierzonego celu nie osiągnięto z uwagi na udzieloną pokrzywdzonemu pomoc medyczną i podjęte skuteczne leczenie.

Bomba w szpitalu

Mężczyźni, w związku z nieosiągnięciem zamierzonego celu, planowali uskutecznić swój plan i ponowić próbę zabójstwa mężczyzny, gdy ten przebywał w szpitalu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ataki na ratowników medycznych. Zespoły karetek kupują gazy pieprzowe i paralizatory

– Gazy, paralizatory są elementem nieformalnego wyposażenia sporej grupy ratowników – mówi cytowany przez Polsat News ratownik medyczny. O atakach na zespoły karetek słyszy się coraz częściej. Teraz ratownicy starają się zabezpieczyć na własną rękę, kupując dostępne materiały do obrony własnej.

Nie tylko leki, opatrunki i sprzęt medyczny, ale i gaz pieprzowy czy paralizatory coraz częściej znajdują się na wyposażeniu karetek. Ratownicy obawiają się ataków – podaje polsatnews.pl.

W Warszawie tylko w kwietniu doszło co najmniej dwóch ataków na ratowników medycznych. We Władysławowie pijany mężczyzna rzucił się na ratowników z japońskim mieczem. We Włocławku przewożony karetką mężczyzna zranił ratownika scyzorykiem. W marcu w Warszawie mężczyzna rzucił cegłą w ambulans wezwany do chorego dziecka – miał to być partner matki pacjenta.

Cytowany przez portal ratownik medyczny ze Szczecina, Wojciech Skotnicki, powiedział, że akty agresji zdarzały się wcześniej, ale od pewnego czasu częstsze jest „zbrojenie się” przez zespoły karetek. – Gazy, paralizatory, już dawno są elementem nieformalnego wyposażenia sporej grupy ratowników. Ja sam zresztą raz zmuszony byłem bronić się przy użyciu gazu – powiedział.

Szkolenia z samoobrony i „cichy alarm”

Inny ratownik powiedział dziennikarzom, że po tym, jak na karatekę rzucił się agresor, kupił gaz pieprzowy, a rozważa też zakup paralizatora i pałki teleskopowej, których używają jego znajomi ratownicy.

Ratownicy mają szkolenia z samoobrony, a czasem także zajęcia z radzenia sobie z agresją pacjentów. W systemie do dokumentacji medycznej jest też specjalny „cichy alarm” – przycisk, który powiadamia dyspozytora o niebezpieczeństwie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sprzedawali olej smarowy jako napędowy. Akcja CBŚP i KAS

Funkcjonariusze CBŚP oraz KAS, w ramach śledztwa nadzorowanego przez Prokuraturę Regionalną w Lublinie zatrzymali 9 osób podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej działającej w branży paliwowej. Z zebranego przez śledczych materiału wynika, że spółki niemieckie kupowały na Litwie olej napędowy. Po zmianie nazwy w dokumentacji na olej smarowy, sprzedawano go na Łotwę, jednak faktycznie był rozprowadzany w Polsce ponownie jako olej napędowy. Straty Skarbu Państwa wynikające z przestępczego procederu to co najmniej 32 mln zł.

Funkcjonariusze Zarządu w Białymstoku Centralnego Biura Śledczego Policji oraz podlaskiej Krajowej Administracji Skarbowej, pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Lublinie, od wielu miesięcy wyjaśniają sposób działania zorganizowanej grupy przestępczej, której członkowie wprowadzali do obrotu na terenie Polski olej napędowy bez uiszczenia obowiązujących podatków. Według śledczych gang działał w latach 2016 – 2018. Członkowie grupy mogli w tym czasie wprowadzić do obrotu około 160 cystern miesięcznie.

Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że gang mógł działać na terenie Polski, Łotwy, Litwy oraz Niemiec. Olej napędowy był kupowany od kontrahentów z Litwy, za pośrednictwem spółek zarejestrowanych w Niemczech, po czym przeprowadzano zmianę jego przeznaczenia na olej smarowy. Z dokumentacji wynikało, że zaklasyfikowany w ten sposób olej był rozprowadzany na terenie Łotwy. Towar ostatecznie nie docierał do tego kraju, a był sprzedawany wśród odbiorców w Polsce jako olej napędowy, za który nie opłacano wymaganych stawek podatku akcyzowego i VAT. Wstępnie oszacowano straty Skarbu Państwa na kwotę około 32 mln zł. Olej napędowy transportowano z Litwy do Niemiec w cysternach, a z Niemiec – w celu zakamuflowania działania i uniknięcia kontroli – przewożono go w pojemnikach typu mauzer na naczepach samochodów ciężarowych.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego, funkcjonariusze zatrzymali w poprzednim tygodniu 9 osób. Akcja była przeprowadzona na terenie województwa mazowieckiego. Wówczas to, przeszukano kilkadziesiąt miejsc zamieszkania i użytkowanych przez podejrzanych oraz siedziby podmiotów gospodarczych, zabezpieczając dokumentację, komputery, nośniki danych i telefony, które są poddawane dokładnej analizie.

Podejrzani w Prokuraturze Regionalnej w Lublinie, usłyszeli zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, w tym dwie osoby usłyszały zarzut kierowania tą grupą. Dodatkowo zatrzymani są podejrzani o przestępstwa karnoskarbowe. Decyzją sądu 3 osoby zostały tymczasowo aresztowane, a 6 kolejnych osób objęto dozorem Policji.

Śledztwo jest rozwojowe i śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl