Gang mokotowski: Ganster mówi kulisach porwań

– Pokazali mi film ze ślubu, na którym był „Szymon z Łomianek”. Miałem się zapisać na siłownię, do której chodził i obserwować go. Czy ćwiczy sam, czy z kimś. Kiedy i z kim. Po co? Nie pytałem, ale mogłem się domyślać, że chodzi o to, aby „Szymona” uprowadzić, albo zabić – zeznawał, Andrzej K. były członek grupy mokotowskiej, który jest świadkiem oskarżenia w procesie o mafijne porachunki sprzed 14 lat.

Proces, toczący się przed stołecznym sądem okręgowym dotyczy krwawej wojny gangów „mokotowskiego” i „Mutantów” o wpływy w podwarszawskich miastach takich jak Piaseczno czy Konstancin w latach 2001- 2003 r. Wówczas to w krwawych porachunkach zginęło kilkunastu bandytów, a także kilka przypadkowych osób. Tragiczną kulminacją mafijnej wojny była strzelanina w Magdalence, gdzie w 2003 r. podczas próby zatrzymania liderów „Mutantów” zginęło dwóch antyterrorystów.

Wojna

W ławach oskarżonych zasiadają członkowie gangu mokotowskiego: 42-letni Wojciech S. ps. Wojtas, 40-letni Robert M. ps. Ternit, 52-letni Sławomir B. ps. Biały oraz 42-letni Tomasz R. ps. Morgan vel Garbaty. Wszyscy odpowiadają za porwanie w 2002 r. dwóch członków grupy przestępczej z Piaseczna. Dodatkowo „Wojtas” i „Ternit” za zamordowywanie zakładników. Ponoć „Mokotów” chciał przesłuchać „Maxa” i „Postka”, aby dowiedzieć się gdzie się ukrywają „Mutanci” i kto dokładnie stał za zamachami na gangsterów związanych z grupą mokotowską. Co ciekawe, wtedy to gang Mutantów ukrywał się, ponieważ w marcu 2002 r. banda zaatakowała w podwarszawskich Parolach, policjantów z Piaseczna, którzy zabezpieczali odzyskanego tira ze sprzętem rtv. Od kul „Mutantów” zginął wówczas asp. Mirosław Żak, naczelnik wydziału kryminalnego.

Wojciech S., uważany także za niekwestionowanego lidera „młodego Mokotowa” jest także oskarżony o zlecenie zabójstwa Szymona K. ps. Szymon z Łomianek. Ten z kolei, stal się wrogiem „Mokotowa”, gdy w maju 2002 r. w centrum handlowym Klif zastrzelono dwóch członków tej bandy. „Szymonowi” przypisywano zlecenie tej egzekucji. Do zamachu nie doszło, bo Szymon K. trafił za kraty.

Obława

Za sprawą skruszonych członków grupy mokotowskiej udało się ustalić jak miało wyglądać polowanie na Szymona K. Opowiedział o tym śledczym Andrzej K., jeden z „żołnierzy” gangu. We wtorek przed sądem gangster odmówił składania zeznań, ponieważ oczekuje na rozprawę w sprawie przestępstw, jakich się sam dopuścił. Tę sprawa badała prokuratura okręgowa w Płocku i w tym właśnie śledztwie K. uzyskał status tzw. małego świadka koronnego (może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary w zamian za wyjaśnienia).

Potwierdził jednak wszystkie protokoły przesłuchań. – Na polecenie Wojciecha S. obejrzałem film ze ślubu mojego kolegi Roberta B. Nie cały, ale moment, gdy jeden z gości składa życzenia młodej parze. To miał być „Szymon z Łomianek” – wyjaśniał Andrzej K. – dostałem polecenie by pojechać na siłownię w Łomiankach, gdzie on ćwiczy i go dokładnie obserwować. Miałem zwracać uwagę czy ćwiczy sam, czy z kolegami. O której wychodzi z siłowni. I czy jest sam, czy też ktoś mu towarzyszy – opowiadał.

Andrzej K. zapisał się na siłownię Szymona K. Jak mówił zaobserwował, że ten ćwiczy zawsze w towarzystwie. Ale już z siłowni, wielokrotnie wracał sam. Pytany czy wiedział, czemu ma służyć inwigilacja „Szymona z Łomianek” miał powiedzieć: – To było po tym jak strzelano do „Budyniów” i „Jogiego” z Mokotowa. Mogłem się domyślać, że chodzi o to, aby „Szymona” uprowadzić, albo zabić – mówił.

Nie pogardził radiem

Świadek był także przesłuchiwany na okoliczność związku z uprowadzeniem „Maxa” i „Postka”. Przekonywał, że 23 października został wezwany w okolicę Karczmy Słupskiej (późniejszej osławionej restauracji Sowa i Przyjaciele – przyp. red.) . – Tam M. mówił, że mamy przestawić samochód, gości. Miał być jeden zawinięty, a przyjechało ich dwóch. Szukaliśmy kluczy w donicach, ale się nie udało. Zbiłem, więc szybę i ukradłem radio. Następnego dnia M. powiedział, że sprzedał je za 1000 zł, ale pieniądze poszły na ratę za motor kupiony dla grupy – mówił K. śledczym.

Andrzej K. opowiadał, że związał się z gangiem mokotowskim w 2001 r., ponieważ należeli do niej jego koledzy z osiedla. Jako lidera tzw. grupy ursynowskiej, podporządkowanej „Mokotowowi” wskazywał na Wojciecha S. „Wojtas” słuchając we wtorek odczytywanych zeznań, tylko, co jakiś czas patrzył na byłego kompana. Ten jednak ani razu nie odwrócił głowy w jego stronę.

Pozostali oskarżeni nie wykazywali większych emocji. Można się spodziewać za kilka dni, gdy zeznawać będzie kolejny skruszony, uważany za wspólnika i zastępcę Wojciecha S.
Żródło info i foto: TVP.info

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *