Hongkong: Medialny magnat i „ojciec demokracji” skazani

Jimmy Lai, hongkoński magnat medialny znany z krytykowania komunistycznych władz Chin, został skazany na rok więzienia za udział w nielegalnym zgromadzeniu podczas prodemokratycznych protestów w 2019 roku. Zasiadający razem z nim na ławie oskarżonych pionier ruchu demokratycznego w Hongkongu Martin Lee został skazany na 11 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Wyroki w tej samej sprawie otrzymało także siedmiu innych działaczy.

Proces dotyczył marszu przeciwko władzom z sierpnia 2019 roku – jednej z największych demonstracji w historii miasta. W sprawie oskarżonych było dziewięć osób. Wśród nich znaleźli się m.in. Jimmy Lai, założyciel krytycznego wobec władz tabloidu „Pinggwo Yatbou” („Apple Daily”) oraz Martin Lee, wpływowy prawnik, były poseł, założyciel pierwszej partii demokratycznej w Hongkongu i współautor hongkońskiej konstytucji. Na ławie oskarżonych zasiadał także szereg innych wpływowych postaci ruchu demokratycznego, w tym byli posłowie Lee Cheuk-yan i Margaret Ng.

Na początku kwietnia sąd uznał już wszystkich oskarżonych za winnych zwołania lub udziału w zgromadzeniu, w którym przeszło – według organizatorów – 1,7 miliona ludzi, czyli blisko jedna czwarta wszystkich mieszkańców Hongkongu. Manifestacja miała generalnie pokojowy charakter, zwłaszcza na tle trwających wtedy gwałtownych protestów, ale odbyła się bez zgody policji.

Dwie dekady walki o demokrację

Lee zaangażował się w ruch demokratyczny już w latach 80. ubiegłego wieku, gdy Wielka Brytania negocjowała z Chinami przekazanie Hongkongu pod władzę Pekinu. – Ogień demokracji został rozpalony i pali się w sercach naszych ludzi. Nie zostanie ugaszony – mówił swoim zwolennikom i dziennikarzom, gdy nad Hongkongiem zawisła chińska flaga.

W 2017 roku, po 20 latach bezskutecznej walki o pełną demokrację, oceniał w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że Pekin powinien „zachować się właściwie” i spełnić złożoną Hongkongowi obietnicę. Martwił się o praworządność w mieście, ale zapał i osiągnięcia młodych liderów demokratycznych, takich jak Joshua Wong i Nathan Law, napawały go optymizmem.

Dziś Wong siedzi w więzieniu, skazany na ponad półtora roku za protesty, a Law mieszka w Wielkiej Brytanii, gdzie otrzymał azyl polityczny. Podobnie jak szereg innych działaczy demokratycznych, wyjechał z Hongkongu po narzuceniu mu przez Pekin kontrowersyjnych przepisów bezpieczeństwa państwowego.

Łącznik między Wschodem a Zachodem

Martin Lee nigdy nie nawoływał do niepodległości i zawsze uważał się za Chińczyka. Chciał jednak chronić prawa Hongkończyków i wyegzekwować złożoną im obietnicę demokracji. Zabiegał o poparcie dla tej idei za granicą, za co Pekin nazywał go zdrajcą – podkreśla dziennik „New York Times”.

Według gazety Lee jest taki, jakim chciał być postrzegany Hongkong: wyrafinowany, odnoszący sukcesy i bez wysiłku łączący Wschód z Zachodem. Praktykujący katolik, urodzony w Hongkongu, wykształcony w Wielkiej Brytanii, mówi płynnie po angielsku, mandaryńsku i kantońsku.

Jego podejście do walki o demokrację określane bywa jako pragmatyczne, ale przesycone idealizmem i pełne nadziei. Skłonność do kompromisu z władzami sprawiała, że w ostatnich latach narażał się radykalnej części opozycjonistów.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *