Kanada: policjant winny składania fałszywych zeznań w sprawie Dziekańskiego

Drugi z policjantów sądzonych w sprawie Roberta Dziekańskiego jest winny składania fałszywych zeznań – uznał sąd w Kanadzie. To właśnie Kwesi Millington użył paralizatora wobec Polaka. Podczas ogłaszania wyroku na sali była matka Roberta Dziekańskiego. Według kanadyjskich mediów Zofia Cisowska powiedziała, że „po raz pierwszy od śmierci syna poczuła się szczęśliwa”. Dodała, że chciałaby, aby Millington trafił do więzienia, ponieważ policjanci „zabili” jej syna – choć ogłoszony wyrok dotyczy tylko składania fałszywych zeznań.

Zarzut fałszywych zeznań dotyczył konkretnie tego, że podczas zeznań przed komisją sędziego Thomasa Braidwooda, która pracowała na zlecenie rządu Kolumbii Brytyjskiej, by wyjaśnić sprawę Dziekańskiego, Millington zeznał, iż nigdy nie rozmawiał o wydarzeniach na lotnisku ze swoimi kolegami przed rozmową z oficerami prowadzącymi dochodzenie.

Nie było wątpliwości co do winy

Jak mówił sędzia William Ehrcke, prokurator udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że Millington złożył pod przysięgą zeznania, o których wiedział, że są fałszywe, a zrobił to z zamiarem utrudnienia śledztwa. Teraz sąd czeka na ewentualny wniosek prokuratora o skazanie policjanta na więzienie.

Proces policjanta Kwesi Millingtona toczył się od marca 2014 roku. Sąd Najwyższy prowincji Kolumbia Brytyjska postanowił wtedy, że proces będzie prowadzony, a policjantowi postawiono zarzut składania fałszywych zeznań mimo, że pierwszy z sądzonych policjantów, Bill Bentley, któremu stawiano ten sam zarzut, został wcześniej uniewinniony. Trzeci z policjantów, Benjamin Robinson, czeka na wyrok, a proces czwartego – Gerry’ego Rundela jest prawie zakończony.

Kilkuletnie dochodzenie

Zarzut fałszywych zeznań postawiono policjantom w efekcie dochodzenia prowadzonego przez specjalnego prokuratora Richarda Pecka, oddelegowanego przez rząd Kolumbii Brytyjskiej do zajęcia się sprawą śmierci Dziekańskiego. Cztery lata temu, po zakończeniu prac, Peck uznał, iż małe jest prawdopodobieństwo skazania policjantów na podstawie innych potencjalnych zarzutów.

Robert Dziekański zmarł 14 października 2007 po tym, gdy na lotnisku w Vancouver funkcjonariusze użyli paralizatorów, żeby go obezwładnić. Jak wynikało z nagrania, jakie zrobił jeden z podróżnych na lotnisku, Dziekański zachowywał się dość gwałtownie po długim locie i dziesięciogodzinnym oczekiwaniu, kiedy nikt go nie skierował do właściwej dalszej części lotniska. Polak jednak nie zagrażał policjantom.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *