Kto pomagał zamachowcom z Paryża?

Użyta przez zamachowców w ataku na redakcję „Charlie Hebdo” broń pochodziła z krajów byłej Jugosławii. W ciągu ostatnich lat Bałkany stały się zapleczem dżihadystów w Europie. Kilka dni temu do Kosowa udał się austriacki minister spraw zagranicznych Sebastian Kurz, który w stołecznej Prisztinie przekonywał polityków, by po paryskim zamachu bardziej włączyli się w „koalicję przeciwko Państwu Islamskiemu”. Zachód z coraz większym zaniepokojeniem obserwuje radykalizację muzułmanów w krajach byłej Jugosławii.

Dowodów na to, że kraje bałkańskie mogły mieć związek z niedawnymi zamachami na redakcje „Charlie Hebdo”, jest coraz więcej. Najmocniejszy z nich to amunicja, jaka została użyta do karabinka AKS-74U – zmodyfikowanej w latach 70. wersji kałasznikowa, z którego strzelali zamachowcy do swoich ofiar we Francji. Na pociskach wygrawerowane są symbole „IK 86”. Cyfra oznacza rok produkcji, a IK to skrót od „Igman Konjic”, fabryki w Bośni i Hercegowinie produkującej od lat 50. amunicję, dzisiaj piątego jej dostawcę na świecie.

Powojenna Bośnia wciąż pełna broni

Również granatnik przeciwpancerny M80 Zolja, który mieli przy sobie bracia Kouachi, został wyprodukowany w byłej Jugosławii, a dokładnie jej dawnej stolicy – Belgradzie. Podobne pochodzenie ma pistolet Tokarev, zaś pozostała broń (pistolety maszynowe i karabiny) najprawdopodobniej pochodzi z Rumunii i Czech.

Niewykluczone, że i ona została przemycona z terenu byłej Jugosławii, do której masowo płynęła broń z wielu krajów Europy Wschodniej podczas toczącej się w latach 1992-95 wojny domowej. W czteromilionowej Bośni i Hercegowinie w domach mogło pozostać 750 tys. sztuk broni palnej. Teoretycznie jej posiadanie jest nielegalne, ale mało kto się tym zakazem przejmuje. Władze regularnie ogłaszają amnestię dla tych mieszkańców, którzy zdecydują się dobrowolnie zdać choćby amunicję, ale odnosi to umiarkowany skutek – w latach 2009-12 udało się przejąć i zniszczyć ledwie 4,5 tony rozmaitych pocisków. W kraju, gdzie 20 lat po wojnie napięć etnicznych nadal nie brakuje, wciąż żywy jest strach przed konfliktem zbrojnym.

Podsycają je politycy wszystkich opcji politycznych, co w przypadku Bośni i Hercegowiny oznacza żyjących tam Chorwatów, muzułmańskich Bośniaków i Serbów. Polityka w tym kraju przebiega bowiem jedynie według przynależności do jednej z tych trzech grup etnicznych, a nie wyznawanych poglądów.

Bałkańscy muzułmanie się radykalizują

Na wieść o bośniackim pochodzeniu amunicji użytej w paryskim zamachu politycy Republiki Serbskiej chcący od lat odłączyć się od Bośni i Hercegowiny wszczęli raban. Zaczęli oskarżać władze w Sarajewie o to, że tolerują lub nawet wspierają radykalne grupy dżihadystów, które są zagrożeniem dla Europy. Serbskim politykom w BiH łatwo jest wzniecić takie obawy, bo w ostatnich latach w istocie znacznie nasiliła się aktywność radykalnych muzułmanów w regionie. Najbardziej widoczne jest to w Kosowie. Latem ubiegłego roku służby aresztowały ponad 40 islamskich radykałów, którzy są podejrzewani o finansowanie Państwa Islamskiego w Syrii i rekrutowanie dżihadystów. Służby znalazły u nich materiały wybuchowe, broń i amunicję. Mózgiem kosowskich dżihadystów jest według śledczych imam Shefqet Krasniqi z Prisztiny, wykształcony w Medynie w Arabii Saudyjskiej.

W Kosowie aż do 1999 r., gdy rozpoczęła się wojna z Serbami, religia nie odgrywała większej roli. W kraju tym, podobnie jak w Bośni i Hercegowinie, dominowała umiarkowana, sunnicka wersja islamu.

– Problemy pojawiły się, gdy po wojnie zaczęły do Kosowa ściągać arabskie organizacje humanitarne. Rozpowszechniały zupełnie inną interpretację islamu – mówi Xhabir Hamidi z Uniwersytetu w Prisztinie, który zajmuje się badaniami nad islamem. Jego zdaniem radykalny islam to „tykająca bomba”.

Z podobnymi kłopotami mają do czynienia również służby w Bośni i Hercegowinie. Przed kilkoma miesiącami aresztowały 20 osób podejrzewanych o terroryzm. Wśród nich był niedoszły sprawca zamachu na ambasadę USA w Sarajewie w 2011 r. W ubiegłym roku jego syn wysadził się w powietrze w zamachu samobójczym w Iraku.

Złodzieje rozkradają wojskowe arsenały w Bośni

Rząd w Sarajewie twierdzi, że nie ma żadnych dowodów na to, iż zamachy na paryską redakcję „Charlie Hebdo” były koordynowane z Bośni i Hercegowiny. Zivko Marjanac, wiceminister obrony tego kraju, przypomniał, że amunicja użyta w zamachu została wyprodukowana blisko 30 lat temu i najprawdopodobniej dawno została skradziona. – Przypominam, że mieliśmy tutaj wojnę. W każdym domu pochowana jest gdzieś jakaś amunicja – mówił Marjanac.

Jednocześnie przyznał, że wciąż zdarzają się kradzieże broni z bośniackich arsenałów. Złodziejstwo nawet w podzielonej konfliktami etnicznymi Bośni nie zna granic. W ubiegłym roku – dla odmiany – w serbskiej części kraju, w jednej z fabryk pod Banja Luką złodzieje ukradli 600 ładunków do pocisków moździerzowych. Natychmiast wszczęto śledztwo, zawieszono dwóch wysokich oficerów, ale złodziei i tak do dzisiaj nikt nie złapał.

Niewykluczone więc, że broń mogła trafić do francuskich zamachowców nie za pośrednictwem sympatyzujących z nimi dżihadystów w Bośni (jak uważają Serbowie), ale być może została po prostu wykradziona dzięki przeżerającej kraj korupcji. Ku takiej wersji skłania się brytyjski „The Telegraph”, który twierdzi że co najmniej część arsenału użytego podczas zamachu została kupiona przez braci Kouachi w Brukseli od jednego z handlarzy i kosztowała ponad 15 tys. euro.

Kłopot w tym, że zamachowcy ze swoimi licho płatnymi pracami nigdy nie byliby w stanie uzbierać takiej kwoty. Drobiazgowe śledztwo ma dopiero dać odpowiedzi na pytanie, kto pomagał im w zorganizowaniu zamachu i czy rzeczywiście, jak sami deklarowali, stoi za tym jemeńska Al-Kaida, czy też jednak mieli wsparcie radykałów w krajach byłej Jugosławii.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

1 thought on “Kto pomagał zamachowcom z Paryża?

  1. AK-74U to skrócona wersja AKS-74, na amunicje 5,45 mm, z kolba składana na bok. Na filmach widać, że Kouchaci mają karabinki z lufami standardowej długości, kolbami składanymi starszego typu i magazynki o łuku typowym dla amunicji 7,62 mm – czyli AKMS lub AKS wczesniejsze niż AK-74. Natomiast Coulibaly wbrew prasowym opisom nie używał kałasznikowa tylko czeski Sa 58 Sporter Compact firmy Czech Small Arms (ma tylko podobny magazynek do AK, bo strzela taką sama amunicją)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *