USA: Matka odpowie za zabójstwo 12-letniego syna

Kobietę z Chicago oskarżono o morderstwo 12-letniego syna. Fallon Harris miała wielokrotnie postrzelić dziecko w głowę z powodu zagubienia karty pamięci. Całość zdarzenia zarejestrowała domowa kamera. Do postrzelenia doszło w sobotni poranek w domu Harris w południowym Chicago. Wtedy to 37-latka miała mierzyć pistoletem do 12-letniego syna Kadena Ingrama. Wcześniej zażądała od niego zagubionej karty pamięci. Gdy chłopiec powiedział, że jej nie ma, Harris miała oddać pierwszy strzał w głowę. Zdarzenie zarejestrował domowy monitoring. Według śledczych dziecko było wtedy jeszcze przytomne i płakało.

Odebrała telefon i oddała drugi strzał

Kobieta – podczas gdy Kaden leżał na podłodze w kuchni – miała odebrać telefon, wrócić do niego i ponownie poprosić o kartę pamięci. Następnie oddała drugi strzał w stronę syna. Policję zaalarmowali członkowie rodziny, do których Harris miała zadzwonić i przyznać się do tego, co zrobiła. Funkcjonariusze znaleźli chłopca z licznymi ranami postrzałowymi głowy. Kadena przewieziono do szpitala, gdzie uznano go za zmarłego.

Fallon Harris oskarżono o morderstwo pierwszego stopnia. Odrzucono wniosek zwolnienia za kaucją. Sędzia nakazał też sprawdzenie stanu zdrowia psychicznego 37-latki. Rodzina kobiety przekazała śledczym, że przed strzelaniną zachowywała się ona paranoidalnie. Harris miała pozwolenie na broń. Posiadała jej dwie sztuki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Holandia: Przebrani za nazistów odgrywali scenę egzekucji żydowskiego więźnia

Kilku młodych Holendrów przebrało się w nazistowskie mundury i maszerowało po centrum miasta Urk, a następnie przeprowadziło inscenizowaną likwidację żydowskiego więźnia. Policja wszczęła w tej sprawie dochodzenie. W pewnym momencie odegrali scenę likwidacji żydowskiego więźnia z żółtą Gwiazdą Dawida na piersi. Zdjęcia tej sceny zostały opublikowane w mediach społecznościowych.

– To czysta nienawiść – uważa Aron Vrieler, badacz antysemityzmu w Izraelskim Centrum Informacji i Dokumentacji (CIDI). „Banda idiotów”, „ludzie bez szacunku”, „lekceważenie Holokaustu”, „normalizowanie antysemityzmu” – to tylko kilka cytowanych przez dziennik „De Telegraaf” reakcji mieszkańców tej rybackiej miejscowości na zachowanie młodych mężczyzn.

Dziennik „Algemeen Dagblad” przypomina, że w czasie II wojny światowej z Urk deportowano do obozu w Sobiborze 80 Żydów. Z oświadczenia władz gminy wynika, że była to „niedopuszczalna forma protestu przeciwko obostrzeniom wprowadzonym w związku z koronawirusem”.

Jak informuje we wtorek portal NOS, mężczyźni przeprosili za swoje zachowanie. „Chcemy podkreślić, że absolutnie nie jesteśmy antysemitami, ani nie popieramy niemieckiego reżimu z II wojny światowej” – napisali w oświadczeniu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zatrzymano 30-letniego Pakistańczyka. Miał upozorować małżeństwo z obywatelką Unii Europejskiej

„Zarzuty za upozorowanie małżeństwa z obywatelką UE usłyszy 30-letni Pakistańczyk, którego służby zatrzymały na lotnisku w Krakowie–Balicach” – podała we wtorek policja. Brytyjski sąd wydał za mężczyzną europejski nakaz aresztowania.

Mężczyzna, który do Polski przyleciał poniedziałkowym lotem z Irlandii, został zatrzymany przez funkcjonariuszy placówki straży granicznej w Krakowie–Balicach. Funkcjonariusze ustalili, że Pakistańczyk jest poszukiwany czerwoną notą Interpolu, w związku z wydaniem wobec niego przez sąd brytyjski w lutym 2021 r. Europejskiego Nakazu Aresztowania – poinformowała we wtorek SG.

Nielegalna migracja

Z informacji wynika, że 30-latek popełnił czyn polegający na organizacji nielegalnej migracji – wskazany w brytyjskiej ustawie migracyjnej i zagrożony karą pozbawienia wolności do dwóch lat. Pakistańczyk został przekazany funkcjonariuszom Komendy Powiatowej Policji w Krakowie. Mężczyzna poszukiwany był międzynarodowym listem gończym. Odbędzie się jego ekstradycja do Wielkiej Brytanii; tamtejszy wymiar sprawiedliwości poszukuje go za upozorowanie małżeństwa z obywatelką Unii Europejskiej – przekazała PAP podkom. Justyna Fil.

Zatrzymany zostanie doprowadzony do prokuratury.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Szczęśliwy finał poszukiwań 84-letniej kobiety

Szczęśliwie zakończyły się poszukiwania 84-letniej mieszkanki gminy Wielka Wieś, która zaginęła w ubiegłą sobotę. Zabłąkana w lesie kobieta została odnaleziona po kilku godzinach i przekazana pod opiekę rodzinie.

W sobotę, 11.09.2021 r. po godzinie 20.00 zaniepokojona rodzina 84-latki z gminy Wielka Wieś zgłosiła jej zaginięcie w Komisariacie Policji w Zielonkach. Seniorka wyszła z domu około godziny 14.00 udając się do pobliskiego lasu nazbierać drewna. Kobieta często wychodziła w to miejsce, lecz za każdym razem bez problemów wracała do domu. Jednak tym razem było inaczej. Zaniepokojona 6-godzinną nieobecnością seniorki rodzina poprosiła o pomoc służby.

Ogłoszono alarm i policjanci natychmiast rozpoczęli akcję poszukiwawczą, w której udział wzięli funkcjonariusze z Komisariatu w Zielonkach i Skawiny, z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Krakowie, pluton alarmowy z Oddziału Prewencji Policji w Krakowie, jak również zaangażowano psa służbowego z przewodnikiem. W działania włączyły się również drużyny ochotniczych straży pożarnych z Tomaszowic, Będkowic, Bębła, Białego Kościoła i Giebułtowa, a także JRG 5 z PSP w Krakowie.

Sprawdzono całą okolicę wokół lasu, jak i jego obrzeża. Służby uformowały też tyralierę, którą ruszyli w las. Po około 5 godzinach intensywnych i trudnych z uwagi na panujący zmrok poszukiwań, odnaleziono zdezorientowaną i przestraszoną seniorkę. Było to około 6 kilometrów w głębi lasu. 84-latka została przez policjantów zabrana do domu i oddana pod opiekę najbliższych. Wezwana na miejsce załoga pogotowia zbadała kobietę, oceniając jej stan zdrowia na dobry. Seniorka powiedziała policjantom, że chodząc po lesie w pewnym momencie się zagubiła i nie wiedziała gdzie jest i w jaki sposób wrócić do domu.

Dziękujemy wszystkim biorącym udział w akcji poszukiwawczej za pomoc i zaangażowanie.
Źródło info i foto: Policja.pl

Afganistan: Szykuje się rozłam wśród talibów

BBC donosi, że pomiędzy talibskimi przywódcami doszło do poważnej kłótni. Według mediów Abdul Ghani Baradar, szef biura politycznego, jest niezadowolony ze struktury rządu tymczasowego. Informacje o rozłamie zbiegają się w czasie z nieobecnością Baradara w życiu publicznym. Ze źródeł BBC wynika, że główne postacie sporu to wicepremier Abdul Ghani Baradar oraz Siradżuddin Hakkani, minister spraw wewnętrznych w nowym rządzie. Jak czytamy, miało dojść między nimi do „ostrej wymiany zdań”.

Nieoficjalne doniesienia potwierdził anonimowy mieszkający w Katarze wysoko postawiony przedstawiciel talibów. Z jego relacji wynika, że do kłótni doszło pod koniec ubiegłego tygodnia. Powodem miało być niezadowolenie Baradara ze struktury rządu tymczasowego. „Mówi się, że konflikt wynika z podziałów dotyczących tego, komu należą się zasługi za zwycięstwo w Afganistanie” – czytamy w BBC.

Według doniesień Baradar uważa, że to przede wszystkim osiągnięcie dyplomacji, czyli osób takich jak on. Hakkani i jego zwolennicy mają twierdzić, że najważniejsza była zbrojna walka. BBC przypomina, że wicepremier był pierwszym przywódcą talibów, który rozmawiał bezpośrednio z amerykańskim prezydentem. Chodzi o rozmowę z Donaldem Trumpem z marca ubiegłego roku. Wcześniej Baradar podpisał w imieniu talibów porozumienie ws. wycofania amerykańskich wojsk. Z kolei tzw. sieć Hakkaniego jest oskarżana o najbardziej brutalne ataki przeciwko siłom afgańskim i ich zachodnim sojusznikom.

Doniesienia o rozłamie wśród przywódców zbiegły się w czasie ze zniknięciem w ostatnich dniach z życia publicznego Baradara. CNN zwraca uwagę, że spekulacje na temat wewnętrznych konfliktów podsyca jego nieobecność w delegacji, która spotkała się w niedzielę z ministrem spraw zagranicznych Kataru. Pojawiły się nawet niepotwierdzone doniesienia, że lider został ranny. Inne mówiły o tym, że nie żyje.

Polityk po kłótni miał wyjechać do Kandaharu. Jednocześnie pojawiły się sprzeczne oświadczenia ze stronu talibów. Jedno mówiło, że Baradar udał się do Kandaharu na spotkanie z najwyższym przywódcą talibów. W drugim stwierdzono, że „jest zmęczony i chciał odpocząć”. Nieoficjalnie Baradar ma wrócić do Kabulu i przed kamerą zaprzeczyć, że doszło do kłótni.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

„Frog” nieuchwytny. Od stycznia powinien być w więzieniu

Pirat drogowy Robert N. ps. Frog znany z nagrywania swoich szaleńczych rajdów po ulicach Warszawy został skazany prawomocnym wyrokiem na półtora roku więzienia. W styczniu miał stawić się do odbycia kary, ale do tej pory tego nie zrobił. Za kratki nie odprowadziła go również policja.

„Frog” znany jest przede wszystkim z niebezpiecznych rajdów po stolicy i na trasie między Jędrzejowem a Kielcami. Nagrania pokazujące popisy kierowcy, były udostępniane w sieci. Pirat drogowy ma już kilka wyroków na koncie. Na początku tego roku powinien stawić się w zakładzie karnym do odbycia kary więzienia, ale do tej pory mężczyzna pozostaje na wolności. Sprawę nagłośnili kilka dni temu dziennikarze Polsat News.

„Nakazem doprowadzenia zajmuje się policja”

Jak przekazała nam sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie, chodzi o wyrok z 28 stycznia 2020 roku. Wtedy sąd uznał Roberta N., „za winnego tego, że w dniu 19 września 2018 r. w Warszawie na drodze publicznej prowadził pojazd osobowy pomimo zakazu prowadzenia pojazdów orzeczonego wyrokami”. Sąd skazał Roberta N. na karę półtora roku więzienia. Wobec „Froga” zasądzono również zakaz prowadzenia pojazdów na okres ośmiu lat. Obrońca „Froga” złożył jeszcze apelację od tego wyroku, ale Sąd Okręgowy w Warszawie podtrzymał orzeczenie sądu niższej instancji.

„Skazany nie stawił się dobrowolnie do Aresztu Śledczego celem odbycia kary. W dniu 22.01.2021 r. wystawiono nakaz doprowadzenia skazanego do zakładu karnego wraz z zarządzeniem o wszczęciu poszukiwań ogólnokrajowych. Do dnia dzisiejszego nie zdołano ustalić miejsca pobytu skazanego i doprowadzić do Aresztu Śledczego celem odbycia kary. Realizacją nakazu doprowadzenia zajmuje się Policja” – poinformowała sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.

Jak się okazuje, nieskutecznie. Dziennikarze Polsatu ustalili, że Robert N. jest widywany przez znajomych, którzy biorą udział w nielegalnych wyścigach. Jak twierdzą, „Frog” nie bierze w nich udziału, ale przyjeżdża na miejsce samochodem. Reporterom udało się również dotrzeć do matki N., która stwierdziła, że jej syn „w ogóle się nie ukrywa”.

Komendę Stołeczną Policji zapytaliśmy dlaczego od stycznia, czyli od momentu wydania zarządzenia o doprowadzeniu skazanego do zakładu karnego, Robert N. tam nie trafił? A także, jak wyglądają jego poszukiwania? Czekamy na odpowiedź.

Wyroki „Froga”

Wyrok, który powinien odbywać teraz „Frog”, dotyczy wydarzeń z września 2018 roku. Na ulicy Dywizjonu 303 policjanci zatrzymali do kontroli porsche – okazało się, że kierujący prowadził pojazd pomimo sądowego zakazu. Za kierownicą siedział właśnie Robert N. Porsche zostało odholowane na parking, a mężczyzna dostał wezwanie do prokuratury.

W 2016 roku uprawomocniło się pięć wyroków związanych z łamaniem przez niego przepisów drogowych. Sąd zadecydował wówczas między innymi o trzyletnim zakazie prowadzenia pojazdów. Wtedy N. sądzony był za wykroczenia, jakie popełnił podczas jazdy ulicami Warszawy.

W marcu 2019 roku pisaliśmy, że Robert N. usłyszał też inny wyrok. Mężczyzna, pomimo obowiązującego go zakazu prowadzenia samochodów, urządził sobie w marcu 2018 roku przed warszawskim centrum handlowym rajd sportowym mercedesem. Wówczas został skazany na karę grzywny.

Na uprawomocnienie czeka również wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa, który skazał „Froga” na 2,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym pod Kielcami.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Niemcy: Zabójstwo polskiego kierowcy. Sprawca uznany za niepoczytalnego

Niemiecka prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie zabójstwa polskiego kierowcy w Hof w Bawarii. Sprawca, 43-letni Niemiec, został uznany za niepoczytalnego. Według biegłych, mężczyzna cierpi na poważną chorobę psychiczną. Do zabójstwa Polaka doszło na początku lipca, na dworcu autobusowym w Hof, gdzie przystanek miały dwa autokary polskiego biura podróży.

Niemiec wdał się w utarczkę z grupą Polaków. Gdy kierowca autobusu próbował interweniować, napastnik dźgnął go scyzorykiem. Rannego 63-latka nie udało się uratować. Został ugodzony w szyję nożem z 8-centymerowym ostrzem.

Teraz śledztwo w sprawie zabójstwa Polaka zostało umorzone przez niemiecką prokuraturę. Biegli psychiatrzy uznali 43-latka za niepoczytalnego. Nie mają wątpliwości, że w momencie popełniania czynu mężczyzna miał zaburzoną poczytalność. Oznacza to, że pochodzący z Saksonii Ringo B. nie może być sądzony za zbrodnię.

Zamiast tego do sądu już trafił wniosek o umieszczenie zabójcy w zamkniętym zakładzie dla chorych psychicznie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Pojawiły się nowe fakty ws. śmierci Bartosza S. Wyciekła treść policyjnej notatki

Ciąg dalszy kontrowersji w związku ze śmiercią Bartka S., do której doszło po interwencji policji na początku sierpnia w Lubinie. Policjantka biorąca udział w akcji twierdzi, że 34-latek żył, gdy trafiał do karetki pogotowia. Ujawniono notatkę służbową w tej sprawie. W poniedziałek RMF FM przedstawił treść policyjnej notatki, jaką sporządziła funkcjonariuszka lubińskiej policji, biorąca udział w feralnej interwencji na ul. Traugutta. To właśnie tam 6 sierpnia 2021 roku zmarł 34-letni Bartek S.

Serwis internetowy RMF FM przytacza treść notatki. Policjantka twierdzi, że mężczyzna żył, gdy oddawano go ratownikom medycznym. Miał oddychać, a jego klatka piersiowa „wyraźnie się unosiła, a serce biło”.

W swojej notatce policjantka z Lubina podkreśliła, że ratownicy z pogotowia ratunkowego poprosili jednego z funkcjonariuszy, by towarzyszył im w ambulansie podczas transportu do szpitala. Miało to być zabezpieczenie na wypadek, gdyby Bartek S. znów stał się agresywny. Przeczy to tezie medyków, jakoby mężczyzna już w momencie wkładania do karetki był nieżywy.

Z notatki policjantki wynika też, że ratownicy nie podłączyli Bartka S. do żadnej aparatury, ani nie monitorowali jego funkcji życiowych. Nie otrzymał on też żadnych leków.

Załoga pogotowia nie zgłosiła też szpitalowi, że wiezie pacjenta na SOR, a w samochodzie nie włączono sygnałów świetlnych i dźwiękowych. Policjantka odnotowała też, że w karetce ratowniczka przykryła twarz lubinianina dużą ilością chusteczek. „Co ty zrobiłaś, przecież on nie oddycha” – miał powiedzieć do niej kierowca karetki po tym, jak pojazd dojechał do szpitala w Lubinie i szykowano się do wyciągnięcia noszy.

Lubin. Wyciekły również nagrania ratowników

W poniedziałek do sieci wyciekły też nagrania rozmów, jakie prowadzono w karetce pogotowia po dotarciu na miejsce policyjnej interwencji. Opublikował je portal Onet. – W jakim celu wy go wzięliście do karetki, jeżeli okazało się, że pacjent nie żyje – słychać w pewnym momencie na opublikowanym materiale.

– No bo on jeszcze był w kajdankach i trzeba było go wziąć, żeby wszystkie tam parametry, bo na tym deszczu na ulicy nie mieliśmy co badać – odpowiedziała dyspozytorce ratowniczka biorąca udział w akcji.

Sprawę śmierci Bartka S. wyjaśnia Prokuratura Okręgowa w Łodzi. Policja z Lubina podjęła interwencję 6 sierpnia po tym, jak otrzymała telefon od matki mężczyzny. Kobieta podkreśliła przez telefon, że jej syn ma problemy z narkotykami i może znajdować się pod jej wpływem. Mundurowi mieli problem z okiełznaniem 34-latka i zastosowali względem niego chwyty obezwładniające. Na nagraniach opublikowanych w internecie widać m.in., jak dociskają go kolanami do ziemi.

Z ostatnich danych podanych przez śledczych wynika, że w organizmie Bartka S. znajdowało się sporo narkotyków oraz leków psychotropowych.
Źródło info i foto: wp.pl

Lider Al-Kaidy uznany za zmarłego pojawił się na nagraniu w rocznicę zamachów na WTC

Lider Al-Kaidy Ajman al-Zawahiri przemówił w nagraniu opublikowanym w internecie w 20. rocznicę zamachów 11 września 2001 roku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że al-Zawahiri miał umrzeć w 2020 r. Bojownik mówił o wydarzeniach, które wydarzyły się po jego rzekomej śmierci.

Amerykański ośrodek SITE Intelligence Group, monitorujący organizacje ekstremistyczne podkreśla, że przemówienie opublikowane w internecie podważa tezę o śmierci lidera tej organizacji terrorystycznej. „Pośród doniesień o jego śmierci, lider Al-Kaidy Ajman al-Zawahiri w nowym, 60-minutowym nagraniu daje dowód na to, że to nieprawda. (…) odnosi się do wydarzeń, które miały miejsce po grudniu 2020 roku, kiedy mówiono już o jego śmierci” – podkreśliła szefowa organizacji Rita Katz w tweecie.

Zawahiri wspominał w nagraniu m.in. o ataku z 1 stycznia 2021 roku na rosyjską bazę wojskową w Syrii.

„Nie przedstawiły solidnych dowodów”

Nagranie zatytułowano „Jerozolima nie będzie zjudaizowana” i opublikowało je As-Sahab, medialny oddział Al-Kaidy odpowiedzialny za jej działania propagandowe. Lider organizacji terrorystycznej nie wspomina jednak o powrocie talibów do władzy w Afganistanie, co może oznaczać, że jego wypowiedź została nagrana wcześniej.

„Zawahiri nie wspomina o zwycięstwie afgańskich talibów, a fragment wypowiedzi o ‚wycofywaniu się USA z Afganistanu’ mógł zostać nagrany nawet w lutym 2020 roku po porozumieniu z Ad-Dauhy” – wskazała Katz, odnosząc się do zeszłorocznego porozumienia pokojowego USA z afgańskimi talibami. „W każdym razie (Zawahiri) może już nie żyć. Mógł umrzeć w styczniu 2021 roku lub niewiele później” – dodała.

Katz podkreśliła, że trudno jednak mieć pewność w kwestii śmierci lidera Al-Kaidy, ponieważ „agencje wywiadowcze dotychczas nie przedstawiły solidnych dowodów” w tej sprawie. Zawahiri objął przywództwo w Al-Kaidzie po tym, jak elitarna amerykańska jednostka Navy Seals zabiła Osamę bin Ladena w 2011 roku w Pakistanie.
Źródło info i foto: interia.pl

Kartuzy: Myśliwy postrzelił 14-letniego chłopca. Pomylił go z dzikiem

Policja z Kartuz (woj. pomorskie) wyjaśnia okoliczności postrzelenia 14-letniego chłopca podczas polowania w Załakowie pod Sierakowicami na Kaszubach. Lokalne media podały nowe informacje o tożsamości myśliwego. Pełniąca obowiązki oficera prasowego Komendy Powiatowej Policji w Kartuzach Karolina Jędrzejczak powiedziała w poniedziałek, że do zdarzenia doszło w niedzielę wieczorem w Załakowie w gminie Sierakowice.

Nowe informacje o myśliwym i 14-latku

– Policja otrzymała zgłoszenie o postrzeleniu podczas polowania 14-letniego chłopca po godz. 20 – przekazała Jędrzejczak. Nastolatek został postrzelony w nogę podczas polowania, trafił do szpitala.

Jak podało Radio Gdańsk, myśliwy miał się tłumaczyć, że pomylił chłopca z dzikiem. Serwis expresskaszubski.pl informuje natomiast, że osoba, która postrzeliła nastolatka to dyrektor Szkoły Podstawowej w Załakowie.

– To dla nas wszystkich ogromny szok i tragedia. Tym bardziej, że przytrafiła się podłowczemu, myśliwemu z 35-letnim doświadczeniem, człowiekowi spokojnemu, szanowanemu, dyrektorowi szkoły – komentował w rozmowie z serwisem Waldemar Rumiński, łowczy koła łowieckiego „Szarak”.

Rumiński poinformował także, że 14-latek jest jednym z uczniów w Szkoły Podstawowej w Załakowie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl