Poznański radny dusił kelnerkę? Trwa przesłuchiwanie świadków

Duszenie kelnerki i pogryzienie ochroniarzy – tak miała zakończyć się kolacja, którą w poznańskim Starym Browarze jadł radny osiedlowy i urzędnik Krzysztof Sroczyński wraz ze swoją dziewczyną. Do awantury doszło w ubiegły czwartek w lokalu „Whiskey in the Jar”. Obsługa lokalu przekonuje, że to radny i jego dziewczyna byli agresywni. Dowodem mają być m.in. nagrania. Radny przedstawia zupełnie inną wersję wydarzeń. Twierdzi, że to on i jego dziewczyna są ofiarami i zostali potraktowani „niczym na Białorusi”. Sprawę wyjaśnia policja.

Wersja pracowników lokalu jest następująca: dziewczyna radnego była agresywna, zerwała kelnerce plakietkę z jej nazwiskiem. Po chwili Krzysztof Sroczyński z Rady Osiedla Stare Miasto dusił jedną z kelnerek. Gdy interweniowała ochrona, jego dziewczyna miała rzucić się na ochroniarza i pogryźć go. Radny też miał gryźć. Zostali obezwładnieni.

– Od obsługi lokalu dostaliśmy zawiadomienie o takiej właśnie treści. Dowodem w sprawie będzie monitoring oraz zeznania świadków. Musimy przesłuchać wiele osób. Na tym etapie nikomu nie postawiono zarzutów – podkreśla Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

Zaczęło się od kłótni o alkohol

Więcej mówią Onetowi przedstawiciele restauracji „Whiskey in the Jar”.

– To było w ostatni czwartek. Przyszła para, zamówiła po trzy kieliszki tequili. Następnie zamówili jedzenie i poszli na krótkie zakupy. Tego dnia było bardzo gorąco, może temperatura ich rozłożyła? Bo gdy wrócili, było widać, że są pod wpływem alkoholu. Ich zachowanie wskazywało, że nie powinni już więcej pić. Dlatego obsługa powiedziała im, że dostaną jedzenie oraz napoje wyłącznie bezalkoholowe. To było przyczyną wszczęcia awantury. Najpierw dziewczyna radnego natarczywie domagała się wyjaśnień od kelnerek, dwóm zerwała plakietki i do tej pory ich nie oddała. Potem do akcji wkroczył pan radny. Chwycił za szyję jedną z kelnerek, napluł jej centralnie w twarz, co dla tej dziewczyny jest olbrzymim upokorzeniem. Krzyczał: Wiecie, kim jestem? Jutro wszyscy jesteście zwolnieni. Ochrona, pięciu chłopów, nie mogło go powstrzymać. Szarpał się, wyrywał, gryzł, nawet gdy został zakuty w kajdanki. Był gotowy do regularnej bitki – opowiadają Onetowi dwaj przedstawiciele lokalu.

Mają też zastrzeżenia do pracy policji. Dziwią się, że radny i jego dziewczyna nie zostali zbadani alkomatem, nie pobrano im krwi do badań, nie postawiono żadnych zarzutów. Mimo że – jak utrzymują przedstawiciele restauracji – sprawa jest jednoznaczna i potwierdzona przez monitoring oraz relacje świadków.

Radny twierdzi, że on i jego dziewczyna byli trzeźwi i spokojni

Tymczasem wersja radnego z Rady Osiedla Stare Miasto i pracownika Urzędu Marszałkowskiego jest zupełnie inna. Przekonuje, że to on i jego dziewczyna padli ofiarami obsługi lokalu oraz ochroniarzy.

– Nie tak powinna kończyć się kolacja, na którą zabrałem dziewczynę. Byliśmy spokojni i trzeźwi, wypiliśmy jedynie po kieliszku tequili do steków. Chcieliśmy potem uzupełnić zamówienie, już nie pamiętam o co. Moja dziewczyna poszła do kelnerki, by zapytać, kiedy dostaniemy kolejne zamówienie. Wiem, że doszło między nimi do sprzeczki. Z powodu zachowania kelnerki, która była niekulturalna i twierdziła, że ona tu rządzi. Moja dziewczyna w nerwach faktycznie zerwała jej plakietkę, by wiedzieć, z kim rozmawiała. Chciała poskarżyć się przełożonym kelnerki. Po chwili wróciła do stolika. Wtedy przybiegli ochroniarze. Rzucili się na mnie, skuli kajdankami, a wszystko działo się na oczach wielu ludzi. Była godzina 20 – relacjonuje poznański radny osiedlowy, który na co dzień pracuje jako urzędnik Urzędu Marszałkowskiego, gdzie zajmuje się kontrolą przetargów finansowanych z funduszy unijnych.

Sroczyński dodaje, że odniósł poważne obrażenia. Opowiada, że ma pękniete kości twarzoczaszki i wstrząśnienie mózgu. Za kilka dni czeka go operacja w szpitalu, na oddziale chirurgii szczękowej.

– Nie podaruję tego obsłudze lokalu, czułem się, jak na Białorusi. Złożyłem na nich zawiadomienie – zaznacza Krzysztof Sroczyński.

Także on ma zastrzeżenie do policji, a konkretnie do jednego funkcjonariusza. – Jeden z nich, podczas przeszukania, dotykał moją dziewczynę w miejsca intymne, rzucał seksistowskie uwagi w stylu, że „słabo się r…”. Ponadto prosiłem policję, by wezwali do mnie karetkę z powodu strasznego bólu głowy, ale policja tego nie zrobiła – dodaje radny.

Policja zaczęła przesłuchiwać świadków. I potwierdza, że nie sprawdzała trzeźwości radnego i jego dziewczyny. Rzecznik policji Andrzej Borowiak przekonuje, że udział w awanturze nie jest podstawą do takiego badania.
Źródło info i foto: onet.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *