Rodzina zaginionej Ewy Tylman prosi o pomoc rzecznika praw obywatelskich

Rodzice Ewy Tylman nadal nie wiedzą, co według śledczych stało się z ich córką. Dostępu do informacji odmówiła im prokuratura, a teraz sąd. Pełnomocnik rodziny chce prosić o interwencję rzecznika praw obywatelskich. 26-letnia Ewa Tylman zaginęła dwa miesiące temu, gdy wraz z kolegą Adamem Z. wracała z imprezy w centrum Poznania. Ostatni raz monitoring nagrał ich nad ranem w okolicy mostu św. Rocha. Prokuratura uważa, że Ewę zabił kolega, a jej ciało, którego do dziś nie odnaleziono, znajduje się w Warcie.

Sprawa jednak nadal jest niezwykle tajemnicza, bo prokuratura nie ujawniła, co jej zdaniem wydarzyło się nad Wartą. Czy między znajomymi doszło do sprzeczki, a jeśli tak, to na jakim tle? Czy Ewa Tylman utonęła, czy zginęła na brzegu, a jeśli tak, to w jaki sposób? Pytań jest wiele. Stawiając Adamowi Z. zarzuty, prokuratura musiała przyjąć jakąś wersję, ale do dzisiaj nie znają jej nawet rodzice Ewy Tylman, którzy w śledztwie dostali status pokrzywdzonych.

Rodzinie Ewy Tylman prokurator odmówiła

Zgodnie z prawem każdy pokrzywdzony może podczas śledztwa przeglądać akta, ale pod warunkiem że zgodzi się na to prokurator. W sprawie Ewy Tylman prokurator Magdalena Jarecka odmówiła rodzinie dostępu do zgromadzonych już informacji.

Pełnomocnik rodziny zaskarżył tę decyzję, ale poznański sąd przyznał rację prokuraturze. – Podzielił zdanie, że udostępnienie akt śledztwa mogłoby negatywnie wpłynąć na jego przebieg. A dotychczasowe zachowanie pokrzywdzonych rodzi wątpliwości, jak wykorzystaliby pozyskaną w ten sposób wiedzę – informuje Aleksander Brzozowski, rzecznik poznańskiego sądu.

Argumenty, jak się dowiadujemy, są jednak zaskakujące. Prokuratura i sąd uzasadniły swoją decyzję zachowaniem ojca Ewy Tylman podczas wizji lokalnej przy moście św. Rocha. – Co zrobiłeś? Obróć się, chcę spojrzeć w twarz mordercy – krzyczał wtedy Andrzej Tylman. Był zdenerwowany, bo kilka godzin wcześniej, z telewizji, dowiedział się, że zdaniem śledczych jego córka nie żyje. Przy moście zebrało się w sumie kilkadziesiąt osób. Część krzyczała głośniej niż Andrzej Tylman, ale według prokuratury to jego zachowanie doprowadziło do przerwania wizji lokalnej. Na tej podstawie prokuratura i sąd uznały, że w przyszłości ojciec może również utrudniać śledztwo.

Mariusz Paplaczyk, pełnomocnik rodziny Tylmanów, nie zgadza się z tym, ale ma związane ręce – decyzja jest prawomocna. Paplaczyk może złożyć jedynie nowy wniosek do prokurator Jareckiej, ale nic nie wskazuje, by mogła zmienić zdanie.

– Po raz pierwszy spotykam się z taką sytuacją. Reprezentowałem pokrzywdzonych w innych sprawach, ale wtedy nie blokowano nam dostępu do informacji, prokuratura wykazywała dużo zrozumienia, współczucia – mówi Paplaczyk. Adwokat dodaje, że rodzice Ewy Tylman są rozgoryczeni i będą szukać pomocy u rzecznika praw obywatelskich. Ale rzecznik również nic nie może prokuraturze nakazać.

– Dla rodziny nie ma nic gorszego niż brak informacji. Nie wiedzą, co miało się stać z ich córką, jakie są dowody na to, że nie żyje, co robi w tej sprawie policja – wylicza Paplaczyk. Brak informacji ma też inne konsekwencje – rodzina nie może składać wniosków dowodowych, np. o przesłuchanie świadków, powołanie biegłych.

– Dziwię się Jareckiej, bo zaprosiłbym rodzinę i porozmawiał z nimi, jak człowiek z człowiekiem. Należą im się chociaż podstawowe informacje. Nie można być bezdusznym – mówił nam wczoraj, zastrzegając anonimowość, jeden z doświadczonych poznańskich prokuratorów. Jego zdaniem postawa rodziny podczas śledztwa mogła budzić wątpliwości, szczególnie gdy wynajęli kontrowersyjnego detektywa bez licencji Krzysztofa Rutkowskiego. – Ale z drugiej strony nie należy się dziwić, że szukali pomocy, nie można ich za to karać – podkreślił nasz rozmówca.

W rozmowie z „Wyborczą” prokurator wyraził nawet opinię, że być może dobrze stałoby się, gdyby śledztwo przejął inny prokurator, który „ma mniej emocjonalny stosunek do sprawy”.

Rodzina Ewy Tylman mogłaby pomóc?

Dr Piotr Kładoczny, prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, podkreśla, że odmawiając rodzinie dostępu do informacji, prokuratura nie złamała prawa, przepisy na to pozwalają: – To prokurator odpowiada za wyjaśnienie tej sprawy, podejmuje decyzje, które uznaje za słuszne, a potem będzie z tego rozliczany. Jeśli śledztwo zakończy się fiaskiem, nie będzie mógł powiedzieć, że to wina rodziny, której pokazał akta. Rodzina mogłaby pomóc, składając wnioski dowodowe, podpowiadając jakieś tropy. Prokurator ma prawo z tej pomocy nie skorzystać, tyle że wtedy to on ponosi za śledztwo pełną odpowiedzialność.

Z prokurator Jarecką nie udało nam się wczoraj skontaktować. Paweł Gryziecki, jej przełożony, szef wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej, napisał nam, że Jarecka kieruje się dobrem śledztwa. Ale poinformował też, że ojca Ewy Tylman zaproszono do prokuratury na 8 lutego – wtedy zostaną mu przekazane „wszelkie możliwe do udzielenia informacje”.

Dzisiaj policja ma wznowić poszukiwania ciała Ewy Tylman w Warcie – policjanci na motorówkach będą patrolować rzekę i jej brzegi. Portal tvn24.pl podał natomiast, że sprawę objęła nadzorem Komenda Główna Policji.
Żródło info i foto: poznan.wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *