Ruszył proces ws. byłego senatora. Ciągnął psa za samochodem

Przed Sądem Rejonowym w Kościerzynie rozpoczął się proces byłego senatora Waldemara Bonkowskiego (zgodził się na podawanie danych osobowych), oskarżonego o znęcanie się nad psem ze szczególnym okrucieństwem. Bonkowski w rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że nie czuje się winny i sprawa ma charakter polityczny. 62-letniemu Waldemarowi Bonkowskiemu postawiono zarzut „znęcania się nad psem ze szczególnym okrucieństwem w ten sposób, że przywiązał zwierzę do haka holowniczego samochodu, ruszył i zwiększając prędkość, tak że pies nie nadążył, przewrócił się i był ciągnięty”.

Zdarzenie zarejestrowała kamera z auta jadącego za samochodem Bonkowskiego. Na filmie widać, jak mężczyzna przywiązuje sznurkiem psa do samochodu i rusza autem. Zwierzę początkowo biegnie, ale później nie nadąża za jadącym samochodem. Przewraca się i jest wleczone za pojazdem. Nagranie wideo zostało przekazane policji.

Jak wykazała sekcja zwłok, zwierzę doznało „obrażeń narządów wewnętrznych skutkujących niewydolnością krążeniowo-oddechową”, w następstwie których straciło życie. W trakcie śledztwa Bonkowski nie przyznał się do postawionego mu zarzutu. Składając wyjaśnienia przedstawił odmienne motywy swojego zachowania – informowała na początku kwietnia Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Jak relacjonuje obecny w sądzie reporter RMF FM Kuba Kaługa, przed wejściem na salę sądową Waldemar Bonkowski stwierdził, że oskarżyły i oczerniły go antypolskie media, które powinny zająć się sprawą schroniska w Kościerzynie, a nie nim. Pytany o to, w jakich okolicznościach zginął jego pies – milczał.

Pełnomocniczka Waldemara Bonkowskiego wnosiła o wyłączenie jawności rozprawy – ze względu na zakłócenie porządku publicznego i ważny interes prywatny. Opowiadała też o hejcie, z którym spotyka się Bonkowski. Sąd jednak odrzucił ten wniosek. Po odczytaniu aktu oskarżenia Waldemar Bonkowski nie przyznał się do winy i przez kilkadziesiąt minut składał wyjaśnienia. Mówił, że w dniach, gdy doszło do zdarzenia, był chory. Psy uciekły, a na to, że błąkają się po okolicy uwagę miał mu zwrócić ksiądz proboszcz. Bonkowski tłumaczył, że chciał jak najszybciej odnaleźć psy, bo mogły być niebezpieczne.

Były senator oświadczył, że psa prowadził za samochodem i nie ciągnął go. Stwierdził, że gdy tylko zauważył, że zwierzęciu coś się stało, chciał mu pomóc. Dużo mówił też o błędach policji i prokuratury w tej sprawie. Bonkowski pytał, dlaczego zabrano mu tylko jednego psa, a nie wszystkie zwierzęta, skoro miał się znęcać nad zwierzętami. Oskarżał też prokuraturę o to, że zwierzę, które mu zabrano, zdechło w schronisku.

Były senator odniósł się też do informacji, że po wejściu policji na jego posesję miał wskazać innego psa niż ten, który był ciągnięty za autem. Jak przekonywał, funkcjonariusze zajęli się pierwszym psem, jakiego zobaczyli i nie pytali go, więc nie wskazywał właściwego. Jednocześnie stwierdził, że powiedział policjantom, że pies padł.

W procesie jako oskarżyciele posiłkowi występują cztery organizacje zajmujące się ochroną zwierząt. Bonkowski zapowiedział, że nie odpowie na pytania ich przedstawicieli. Jak relacjonuje reporter RMF FM Kuba Kaługa, mówiąc o tym, wspomniał o „lewackich i kodziarskich bojówkach”.

Za znęcanie się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem grozi do pięciu lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *