10-latka szczęśliwie odnaleziona

10-latka, która bez wiedzy rodziców zmieniła plac zabaw, jest już bezpieczna ze swoją mamą. Rodzice i znajomi bezskutecznie szukali jej przez dwie godziny i wtedy zgłosili zaginięcie dziecka łomżyńskim policjantom. Kryminalni znaleźli ją całą i zdrową na sąsiedniej ulicy bawiącą się na placu zabaw. Wczoraj, 13.07.2022 roku, o 17.00, do łomżyńskich policjantów zgłosiła się roztrzęsiona mama 10-letniej dziewczynki. Powiedziała, że córka wyszła z domu o 13.00 na plac zabaw tuż przy bloku, w którym mieszkają. Gdy o 15.00 poszła zawołać ją na obiad dziecka już nie było. Bezskutecznie wraz ze znajomymi szukała jej przez dwie godziny.

Policjanci mając rysopis dziecka i informacje w co była ubrana, natychmiast ruszyli na poszukiwania. Zaczęli od placów zabaw tych najbliższych miejsca zamieszkania, a następnie zwiększali rejon poszukiwań. Po niespełna godzinie kryminalni znaleźli dziewczynkę całą i zdrową na sąsiedniej ulicy bawiącą się z innymi dziećmi na placu zabaw. 10-latka szczęśliwie trafiła pod opiekę mamy.

Teraz policjanci sprawdzą czy nie doszło do narażenia na utratę zdrowia lub życia dziewczynki.
Źródło info i foto: Policja.pl

Kanada: Duchowny aresztowany za napaść seksualną

Kanadyjska policja aresztowała 92-letniego emerytowanego księdza za napaść na tle seksualnym, która miała miejsce ponad 50 lat temu w jednej z kanadyjskich szkół dla rdzennych dzieci. Ofiara miała 10 lat. Sierżant Paul Manaigre z Królewskiej Kanadyjskiej Policji Konnej powiedział, że do napaści doszło między 1968 a 1970 rokiem w szkole w prowincji Manitoba. Ofiara miała wówczas 10 lat – pisze w piątek „The Guardian”. Jak czytamy na stronie cbc.ca, była to dziewczynka. Manaigre powiedział, że nie ma ograniczeń czasowych na zgłoszenie napaści na tle seksualnym. Były ksiądz ma stanąć w sądzie w przyszłym miesiącu.

Kanada. Dramat w szkołach dla rdzennych dzieci

Od XIX wieku ponad 150 000 rdzennych kanadyjskich dzieci przebywało w finansowanych przez państwo szkołach, których celem było przymusowe asymilowanie rdzennej ludności.

Placówki, finansowane z budżetu federalnego, prowadzone były przez Kościół katolicki i Kościół protestancki. Trafiały tam dzieci rdzennych mieszkańców, które siłą odbierano rodzinom. Niektóre z nich miały nawet mniej niż sześć lat. Były bite, molestowane, zaniedbywane i pozbawiane możliwości obcowania z własną rodzimą kulturą, w tym zwyczajami, ubiorem czy nawet językiem.

Pierwszy premier Kanady, sir John A. Macdonald w 1883 r. mówił w parlamencie, że rdzenni mieszkańcy są „dzikusami”, a szkoły są potrzebne, by „indiańskie dzieci (..) nabyły obyczajów i sposobu myślenia białego człowieka”.

Placówki zamknięto dopiero w latach 90. XX wieku.

Rząd kanadyjski przeprosił w parlamencie w 2008 roku i przyznał, że w szkołach szerzyła się przemoc fizyczna i seksualna. Wielu uczniów wspominało, że było bitych za mówienie w ich językach. W 2021 roku w kilku miejscach na terenie Kanady, w których kiedyś działały szkoły, odkryto masowe groby. Wśród tych miejsc są m.in. Kamloops w Kolumbii Brytyjskiej, gdzie znaleziono szczątki 215 osób, czy szkoła Marieval w Saskatchewan – tam odkryto szczątki 761 osób.

Pod koniec lipca papież Franciszek ma odwiedzić Kanadę, aby przeprosić rdzennych mieszkańców za rolę Kościoła katolickiego w dramacie, który ich spotkał.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szczepan W. skazany za nieumyślne spowodowanie śmierci dwóch dziewczynek. Śmieje się rodzinom ofiar w twarz

Szczepan W. został prawomocnie skazany za nieumyślne spowodowanie śmierci 10-letniej Oli i 11-letniej Wiktorii. Do więzienia jednak nie trafił i jak sam twierdzi, nie czuje się winny. W sobotę opublikował w mediach społecznościowych zdjęcia z kolejnej suto zakrapianej imprezy. Dramat rozegrał się w deszczowy wieczór 5 października na Dolnym Śląsku. Szczepan W. miał odwieźć po imprezie swojej młodszej siostry jej dwie koleżanki: 10-letnią Olę i 11-letnią Wiktorię. W Legnicy czekali na niego jego znajomi z imprezą.

Dziewczynki zginęły przez brawurową jazdę Szczepana W. połączoną z nieustannym zerkaniem na telefon. Czytał wiadomości od zniecierpliwionych kolegów i koleżanek.

Szoty na ciebie czekają – pisali.

Próbował przekonać sąd, że ma kłopoty ze zdrowiem. Sędziowie podtrzymali wyrok

W kwietniu sąd skazał Szczepana W. za nieumyślne spowodowanie śmierci dziewczynek na 3 lata więzienia. Mimo tego, że oskarżony usiłował przekonać biegłych, iż ma problemy ze zdrowiem, sądy kolejnych instancji podtrzymały wyrok. Mężczyzna nadal bowiem imprezował i chętnie dzielił się zdjęciami z balang w sieci. Nawet prawomocny wyrok Sądu Najwyższego nie wywołał skruchy u Szczepana W. Skazany stwierdził, że nie czuje się winny i nie zamierza przepraszać rodzin ofiar.

Mimo wyroku, Szczepan W. do więzienia nie trafił. Zamiast tego wciąż widuje się ze znajomymi na suto zakrapianych imprezach. W sobotę na Instagramie zamieścił zdjęcia i filmik z dyskoteki. Szczepan W. śmieje się rodzinom ofiar wypadku w twarz. Mamy Oli i Wiktorii nie chcą jednak komentować zachowania mężczyzny. Czekają aż sprawca zacznie odsiadywać nałożoną na niego karę.
Źródło info i foto: o2.pl

Zabójca 11-letniego Sebastiana już wcześniej porywał dzieci

Tomasz M., który przyznał się do uprowadzenia oraz zabicia 11-letniego Sebastiana, już wcześniej porywał dzieci. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, 13 lat temu mężczyzna porwał 10-latka z Siemianowic Śląskich. Dziecko wróciło do domu całe i zdrowie. Mimo poważnych zarzutów prokuratura wnioskowała o karę w zawieszeniu. Zdaniem matki uprowadzonego kilkanaście lat temu chłopca, „wyrok był skandalicznie niski”.

Mężczyzna, który przyznał się do zabójstwa 11-letniego Sebastiana, był wcześniej karany za uprowadzenie innego dziecka. Nie trafił jednak do więzienia – otrzymał wyrok w zawieszeniu. Teraz optyk z Sosnowca został oskarżony o zabójstwo oraz porwanie Sebastiana, 11-latka z Katowic. Mężczyzna spędzi trzy miesiące w areszcie.

To nie pierwszy raz, gdy Tomasz M. dopuścił się porwania dziecka. „Gazeta Wyborcza” podaje, że w 2008 r. mężczyzna porwał dziecko sprzed sklepu w Siemianowicach Śląskich. Uprowadził wtedy 10-letniego chłopca i przetrzymywał je przez jeden dzień. W międzyczasie robił mu nagie fotografie.

– Syn poszedł około godziny 13.00 do Biedronki. Po godzinie, gdy nie wrócił, zaczęłam go szukać. Zgłosiłam to na policję. Potem ustalono, że na parkingu przed sklepem jakiś mężczyzna wciągnął syna do samochodu i go wywiózł – powiedziała „Wyborczej” pani Monika, matka uprowadzonego 13 lat temu chłopca. – Wieczorem tego samego dnia syn został przywieziony i wypuszczony przez tego człowieka przy ul. Powstańców. Syn przybiegł do domu. Był wystraszony. Nie chciał nić mówić. Od razu poszliśmy na policję. Syn opowiedział co się stało – dodaje kobieta.

Jak się okazało, Tomasz M. uprowadził chłopca spod sklepu i zabrał w nieokreślone miejsce. Tam kazał mu się rozebrać i robił mu nagie zdjęcia. – Mężczyzna powiedział również synowi, że za kilka dni znowu spotkają się pod sklepem. Byliśmy tam tego „umówionego” dnia z mężem. Asystowali nam policjanci. Mężczyzna nie pojawił się – opowiedziała pani Monika.

Chłopca przesłuchiwali śledczy w obecności psychologa. Podczas rozmowy okazało się, że dziecko dokładnie zna drogę, którą wiózł go porywacz. Dzięki relacji 10-latka udało się namierzyć Tomasza M.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zabójstwo 10-letniej Kristiny z Mrowin. Jest akt oskarżenia

O zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem 10-letniej Kristiny z Mrowin oskarżyła świdnicka prokuratura 23-letniego Jakuba A. Do zbrodni doszło w czerwcu 2019 r. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił właśnie do Sądu Okręgowego w Świdnicy.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy prok. Tomasz Orepuk przekazał, że A. przyznał się do popełnienia zarzucanych mu zbrodni i złożył wyjaśnienia w sprawie. – W trakcie eksperymentu procesowego Jakub A. w sposób szczegółowy przedstawił przebieg zdarzenia, ujawniając okoliczności, które mógł znać tylko sprawca zabójstwa. Informacje te znalazły potwierdzenie w innych dowodach zgromadzonych w sprawie – przekazał rzecznik świdnickiej prokuratury.

Prokurator zarzucił mu również podżeganie innej osoby do dokonania zabójstwa 10-Kristiny – poinformował we wtorek Orepuk.

Ustalenia śledztwa

Według ustaleń śledztwa, 13 czerwca 2019 r. dziewczynka w drodze powrotnej ze szkoły wsiadła do samochodu Jakuba A. Z opinii biegłych psychiatrów badających A. na zlecenie prokuratury wynika, że oskarżony w chwili popełnienia zarzucanych mu zbrodni był poczytalny i może odpowiadać przed sądem za czyny objęte aktem oskarżenia.

– Biegli psychologowie stwierdzili u Jakuba A. zaburzenia osobowości polegające m.in. na dużym nasileniu wrogości i nienawiści wobec otoczenia, a także cechy sadystyczne oraz fantazje o dokonywaniu zabójstw innych ludzi. W ocenie biegłych, stwierdzone zaburzenia osobowości wskazują na wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez oskarżonego podobnych czynów w przyszłości – podał prok. Orepuk.

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu Okręgowego w Świdnicy. A. grozi dożywocie. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójstwo 10-letniej Kristiny z Mrowin. Morderca miał pomoc?

Po półtora roku od zabójstwa 10-letniej Kristiny z Mrowin prokuratura wciąż nie ma gotowego aktu oskarżenia. Jakub A., który jest podejrzany o dokonanie zbrodni, przyznał się do winy, ale śledczy chcą mieć pewność, że nikt więcej nie brał udziału w zbrodni.

10-letnia Kristina zginęła w czerwcu ubiegłego roku. Zbrodni dokonał 23-letni Jakub A., który niedługo po zatrzymaniu przyznał się do winy. Mężczyzna wywiózł dziewczynkę do lasu i zadał jej ponad 30 ciosów nożem w klatkę piersiową i szyję. Później próbował upozorować swoje czyny na zbrodnię pedofila.

Po niemalże półtora roku śledztwo wciąż jest w toku. Śledczy chcą się upewnić, że nikt nie pomagał Jakubowi A. w tej zbrodni. Trwa analiza śladów zabezpieczonych w miejscu znalezienia zwłok. Prokuratura wciąż czeka na opinie biegłych w sprawie sprzętu elektronicznego: telefonów, laptopów i pendrive’ów.

„Prokuratura oczekuje na zlecone ekspertyzy, przede wszystkim na kompleksową opinię z zakresu wszystkich zabezpieczonych w tej sprawie śladów biologicznych, a tych śladów jest kilkadziesiąt” – mówi Onetowi prok. Tomasz Orepuk.

Do zabójstwa Kristiny doszło 13 czerwca 2019 roku. Dziewczynka koło południa wracała ze szkoły, jednak do domu nigdy nie dotarła. Matka zgłosiła jej zaginięcie i natychmiast rozpoczęto poszukiwania. Ciało dziecko znaleziono po kilku godzinach.

Kristina zmarła w wyniku ran kłutych. Na klatce piersiowej i szyi miała ponad 30 ciosów. 23-letni Jakub A., został zatrzymany trzy dni po zbrodni. Przyznał się do winy i od tamtego momentu przebywa w areszcie. Jakub A. dokładnie wszystko zaplanował. Upozorował zbrodnię na działanie pedofila i zmienił samochód. Według niepotwierdzonych informacji próbował nawet komuś zlecić tę zbrodnię. 23-latek prawdopodobnie zabił 10-latkę, ponieważ kochał się w jej matce. Wierzył, że 10-latka była przeszkodą w ich ewentualnym związku.
Źródło info i foto: o2.pl

Tajemnice morderstwa w Białymstoku. Mariusz K. zgotował rodzinie piekło

Z każdą godziną śledztwa w sprawie eksplozji w domu przy ul. Kasztanowej w Białymstoku (woj. podlaskie) na jaw wychodzą nowe fakty. Wiadomo już, że to nie wybuch był przyczyną śmierci czterech osób. To Mariusz K. (+47 l.) najpierw zasztyletował własną matkę, żonę i 10-letnią córeczkę, a potem odkręcił gaz i sam odebrał sobie życie. Ofiary nie poddały się jednak potworowi bez walki.

Kiedy po wybuchu na miejscu pojawili się strażacy, pierwsze, co zobaczyli, to leżącą na asfalcie przed domem zakrwawioną dziewczynkę. Jej życie próbował ocalić przypadkowy przechodzień, który odważnie wkroczył do budynku, wydostał ją na zewnątrz i prowadził masaż serca. 10-letniej Izabeli nie udało się już jednak uratować.

Strażacy po odcięciu dopływu gazu i ugaszeniu niewielkiego na szczęście pożaru mogli przeszukać willę. Najpierw znaleźli 72-letnią panią Marię, zaś w kolejnym pomieszczeniu jej 40-letnią synową Joannę – babcię i matkę 10-latki. Obie miały liczne rany od noża. To jednak nie koniec szokujących odkryć. W jeszcze innym pomieszczeniu ratownicy natknęli się na ciało 47-letniego Mariusza K., syna, męża i ojca ofiar. Na szyi miał zaciśniętą pętlę wisielczą.

Wiele wskazuje na to, że tragedia jest finałem wydarzeń z 30 maja tego roku, gdy w domu rodziny doszło do awantury i policja zatrzymała 47-latka. Otrzymał on wówczas od prokuratora zakaz kontaktów z bliskimi i musiał wyprowadzić się z domu. Wywiązywał się z tego obowiązku aż do tragicznego poniedziałku, gdy wrócił i krwawo rozprawił z bliskimi.

Matka, żona i córka nie poddały się jednak bez walki i stawiły opór szaleńcowi.

– „Ślady na ciele ofiar wskazują na to, że broniły się przed napastnikiem” – potwierdza podinsp. Tomasz Krupa (46 l.), rzecznik podlaskich policjantów.

Niestety, nie miały żadnych szans w starciu z uzbrojonym w nóż mężczyzną. Agresor po wszystkim odkręcił gaz i odebrał sobie życie. Dopiero później doszło do wybuchu.
Źródło info i foto: se.pl

Nowe informacje o sprawcy wybuchu w Białymstoku

Mężczyzna, który prawdopodobnie dokonał tzw. rozszerzonego samobójstwa w Białymstoku, miał w związku z zarzutami znęcania się nad bliskimi m.in. czasowy nakaz opuszczenia domu. W białostockim sądzie jest akt oskarżenia; proces miał rozpocząć się pod koniec listopada.

Prokuratura Okręgowa w Białymstoku będzie prowadziła śledztwo dotyczące okoliczności śmierci czterech osób i eksplozji, do której doszło w poniedziałek w jednym z domów jednorodzinnych w mieście. Ofiary, to 10-letnia dziewczynka, jej rodzice w wieku 40 lat (matka) i 47 lat (ojciec) oraz 72-letnia babcia, matka mężczyzny. Pierwsze informacje wskazywały na to, że są to ofiary eksplozji, najprawdopodobniej gazu. Po wstępnych oględzinach zwłok okazało się jednak, że dziewczynka i dwie kobiety mają na ciele rany zadane ostrym narzędziem i ślady wskazujące na to, że się broniły przed atakiem; mężczyzna zaś miał na szyi pętlę.

Stąd wstępna ocena śledczych, że doszło do tzw. rozszerzonego samobójstwa, czyli sytuacji, gdy najpierw dochodzi do zabójstwa (lub zabójstw), a potem ich sprawca sam odbiera sobie życie.

Rodzina miała założoną w maju tzw. niebieską kartę (związaną z przypadkami przemocy domowej). Funkcjonariusze zostali wtedy raz wezwani do przypadku przemocy mężczyzny wobec rodziny, napastnik został zatrzymany; sprawa zakończyła się zarzutami i aktem oskarżenia.

Jak poinformowało biuro prasowe Sądu Rejonowego w Białymstoku, mężczyzna został oskarżony o dwa przestępstwa: znęcanie się psychiczne i fizyczne nad żoną i znęcanie się psychiczne nad małoletnią córką oraz kierowanie gróźb karalnych wobec matki. Sprawa miała być rozpoznana przez sąd 24 listopada.

W ramach postępowania przygotowawczego Prokuratura Rejonowa Białystok-Południe stosowała wobec niego środki zapobiegawcze: dozór policji połączony z obowiązkiem stawiennictwa na komisariacie raz w tygodniu (według policji, mężczyzna bez zarzutu wywiązywał się z tego nakazu), ale też zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi i zbliżania się do nich na odległość 3 metrów oraz nakaz opuszczenia lokalu mieszkalnego, zajmowanego wspólnie z pokrzywdzonymi.

Jak powiedział zastępca szefa Prokuratury Regionalnej w Białymstoku Paweł Sawoń (prokuratura ta kontroluje akta tej sprawy), nakaz opuszczenia lokalu miał obowiązywać w okresie od 1 czerwca do 1 września 2020 roku.

25 sierpnia Sąd Rejonowy w Białymstoku stwierdził brak podstaw do przedłużenia środka zapobiegawczego w postaci nakazu opuszczenia lokalu. Spotkało się to z reakcją prokuratury w postaci zażalenia na to postanowienie. Naszym zdaniem, sąd zupełnie bezpodstawnie stwierdził, że nie zachodzą podstawy do przedłużenia tego środka zapobiegawczego – dodał prok. Sawoń. Zażalenie nie było jeszcze rozpoznane.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Brazylia: Zgwałcona 10-latka musiała poddać się aborcji. Protest przed kliniką

Ta sprawa wstrząsnęła brazylijską opinią publiczną. Zgwałcona 10-latka musiała polecieć do innego miasta, aby poddać się aborcji. W jej rodzinnej miejscowości proliferzy zorganizowali demonstrację, aby zablokować możliwość wykonania zabiegu. Na początku sierpnia 10-latka trafiła do szpitala w Sao Mateus w stanie Espirito Santo z powodu silnych bóli brzucha. Po przeprowadzeniu badań okazało się, że dziewczynka jest w ciąży. 10-latka przyznała, że padła ofiarą molestowania seksualnego ze strony swojego 33-letniego wujka. Mężczyzna został już zatrzymany przez brazylijskie służby. W trakcie składania zeznań 10-latka powiedziała, że krewny wykorzystywał ją od czterech lat, jednak bała się komukolwiek o tym powiedzieć.

Zgodnie z brazylijskim prawem aborcja jest dozwolona tylko w przypadku gwałtu, jeśli życie kobiety jest zagrożone lub gdy u płodu wystąpi bezmózgowie. W tym wypadku wymiar sprawiedliwości wyraził zgodę na przeprowadzenie zabiegu. Jak podaje „The Guardian”, dziewczynka musiała udać się na zabieg do innego miasta. Powód? Środowiska pro-life zorganizowały demonstrację przed szpitalem. W ten sposób chciano uniemożliwić przeprowadzenie aborcji.

Opinię publiczną zszokował również fakt, że zadeklarowana przeciwniczka aborcji Sara Giromini, znana również jako Sara Winter ujawniła w internecie dane osobowe dziewczynki. Sąd nakazał Facebookowi, Twitterowi oraz Google’owi usunięcie imienia i nazwiska dziecka oraz wszystkich informacji, które mogłyby naruszać jej dobra osobiste.

Finalnie lekarze przeprowadzili zabieg aborcji. 10-latka nadal przebywa w szpitalu, jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Lubin: Matka zostawiła 10-letnią córkę w rozgrzanym samochodzie. Pomógł jeden z przechodniów. Kobiecie grozi do 5 lat więzienia

10-latka w zamkniętym samochodzie spędziła kilkadziesiąt minut. Z auta nie mogła wyjść, bo miało zablokowane drzwi. Dziewczynce, której matka poszła na zakupy, pomógł jeden z przechodniów. Mężczyzna wybił szybę w samochodzie.

Wtorkowe popołudnie, gdy temperatura w Lubinie (województwo dolnośląskie) osiągnęła około 30 stopni Celsjusza. – To właśnie wtedy od przechodniów otrzymaliśmy informację o dziecku zamkniętym w zaparkowanym samochodzie. Na miejsce natychmiast wysłano patrol prewencji – informuje Sylwia Serafin z lubińskiej policji. I dodaje: – W międzyczasie okazało się, że jeden ze świadków zdecydował się wybić szybę w aucie i uwolnić dziewczynkę.

„Myślała, że szyby w pojeździe są otwarte”

Jak relacjonuje policja, twarz dziecka „była czerwona i oblana potem”. Mężczyzna wyciągnął dziecko z nagrzanego samochodu i przeniósł je do banku, gdzie działała klimatyzacja. Z ustaleń policjantów wynika, że 10-latka w samochodzie przebywała około pół godziny. – W tym czasie jej matka robiła zakupy w sklepie odzieżowym. Interwencją była zdziwiona, bo myślała, że szyby w pojeździe są otwarte – przekazuje Serafin. Tymczasem okna były zamknięte, a 10-latka nie była w stanie opuścić auta, bo była w nim włączona blokada drzwi.

Sprawa jest wciąż wyjaśniana. Jeśli okaże się, że matka swoim zachowaniem naraziła córkę na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, to grozić jej może do pięciu lat więzienia.
Źródło info i foto: tvn24.pl