Sąd skrócił czas odsiadki dla „Szkatuły”

Aż o cztery lata złagodził Sąd Apelacyjny w Warszawie wyrok Rafała S. ps. Szkatuła w sprawie próby porwania oraz podżegania do zabójstwa. Tym samym zamiast na 15 lat więzienia, boss jednej z największych stołecznych grup przestępczych został prawomocnie skazany na 11.

W grudniu 2017 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Rafała S. na karę 15 lat więzienia za próbę porwania złodzieja samochodów Ireneusza T. w 2002 roku, podżeganie do zabójstwa Piotra D. ps. Pietia w 2010 i 2011 roku oraz nielegalne posiadanie broni. Sędzia Andrzej Krasnodębski uznał, że za pierwsze przestępstwo „Szkatuła” zasłużył na 8 lat, za drugie również na 8, a za trzecie na 3 lata pozbawienia wolności.

Sąd Apelacyjny, który rozpatrywał sprawę, uznał w przypadku dwóch ostatnich przestępstw, sąd I instancji wydał słuszny werdykt. Oceniono jednak, że w sprawie próby porwania trzeba wziąć pod uwagę fakt, że 8 lat to zbyt surowy wyrok, tym bardziej, że za udział w tym samym zdarzeniu brat przyrodni bossa – Marcin K. ps. Belmondziak został skazany na 3 lata. Obniżono więc karę o trzy lata.

Ku zaskoczeniu prokuratury Sąd Apelacyjny złagodził też wyrok łączny. I to aż o cztery lata. Wyrok jest już prawomocny.

„Zrobienie Irka”

Ireneusz T. ps. Irek był dawnym znajomym „Szkatuły”, z czasów, gdy ten kradł jeszcze samochody. Stąd Rafał S. miał wiedzieć, że „Irek” jest wyjątkowy oszczędny jak na przestępcę i zgromadził małą fortunę. W 2002 roku Rafał S. miał wpaść na pomysł „zrobienia Irka”, czyli uprowadzenia go i zwolnienia po zapłacie 100 tysięcy złotych.

Ustalono, że Ireneusz T. zostanie „zawinięty” spod ośrodka Gwardii, gdzie trenował. Pierwsza próba porwania nie udała się, bo „Irek”, zapewne dobrze znając gangsterskie obyczaje, bardzo się pilnował.

Podczas drugiej próby napastnicy próbowali wciągnąć T. do samochodu, ale ten stawił opór. Wówczas jeden z porywaczy zadał mu dwa ciosy nożem w nogi. I ta próba zakończyła się fiaskiem, gdyż w pewnym momencie zrejterować miał „Belmondziak”. Reszta kompanii też musiała zrezygnować.

Ireneusz T. w czasie śledztwa oraz przed sądem zaprzeczał, aby ktokolwiek chciałby go uprowadzić. Nie potrafił jednak przekonująco wyjaśnić skąd ma dwie blizny na nogach w miejscach wskazanych przez jednego ze skruszonych bandytów.

Zdrada

Rafała S. pogrążyli przede wszystkim dwaj gangsterzy z Konstancina: Rafał B. ps. Bukaciak i Łukasz A. ps. Łuki. Ta „zdrada” musiała być wyjątkowo bolesna dla „Szkatuły”, gdyż ten w czasie ukrywania się przed policją namaścił pierwszego na swojego zastępcę, a nawet sukcesora w razie zatrzymania.

„Bukaciak” i „Łuki” opisali, jak w okresie od końca 2010 roku do 11 maja 2011 roku (dnia zatrzymania „Szkatuły”) na polecenie bossa mieli złożyć Piotrowi D. ps. Pietia „propozycję nie do odrzucenia”. Gangsterzy pojechali na umówione spotkanie i przekazali „Pieti”, „aby się określił, czy jest z nimi na śmierć i życie”. Ten zaś przekonywał posłańców, że szanuje Rafała S., ale – jak to ujął – „nie spieszy się do więzienia”. Odmowa ponoć rozeźliła „Szkatułę”, który wedle skruszonych przestępców miał stwierdzić: „Rusek musi się przewrócić”. Życie „Pieti” wycenił na 60 tysięcy złotych.

Do realizacji zlecenia jednak nie doszło, choć dwaj gangsterzy obserwowali już dom, w którym miał mieszkać „Pietia”. Piotr D. przekonywał przed sądem, że nie zna Rafała S. i nie sądzi, aby ktokolwiek miałby mu zagrażać.
Źródło info i foto: TVP.info

Nożownik z Chemnitz usłyszał wyrok

Alaa S. został skazany przez sąd w Chemnitz w Saksonii na 9 i pół roku więzienia za zabójstwo i spowodowanie niebezpiecznych obrażeń ciała. Po ataku nożownika w Chemnitz zaostrzyły się nastroje antyimigranckie. Prokurator domagał się dla 24-letniego Syryjczyka kary 11 lat pozbawienia wolności, mówiąc o „wysokim stopniu brutalności”. Ofiara nie mogła się bronić i nie miała możliwości ucieczki. Obrona wystąpiła o uwolnienie od zarzutów, gdyż z dowodów „nie wynika”, że oskarżony popełnił zarzucane mu czyny.

Do zabójstwa 35-letniego Daniela H. doszło podczas festynu 26 sierpnia 2018 w Chemnitz. Zdaniem sądu, Alaa S. zabił go nożem oraz ranił kolejnego mężczyznę. Pomagał mu w tym iracki uchodźca, który jest ścigany listem gończym.

Podczas trwającego od marca procesu Alaa S. nie ustosunkował się do zarzutów. Przed ostatnią rozprawą w wywiadzie dla telewizji ZDF stwierdził, że jest niewinny. Sąd nie wziął tej wypowiedzi pod uwagę. Przed wydaniem wyroku oskarżony zaapelował o sprawiedliwy wyrok. – Mogę mieć tylko nadzieję, że prawda wyjdzie na światło dzienne i że zapadnie sprawiedliwy wyrok – takie słowa mężczyzny przekazał tłumacz. – Nie chcę być drugą ofiarą prawdziwego zabójcy, ponosząc za niego karę. To moja jedyna nadzieja – dodał Alaa S. Pierwszą ofiarą był w jego mniemaniu zabity Daniel H.

Po tragedii Chemnitz stało się na wiele miesięcy miejscem przemarszów skrajnej prawicy i napadów o podłożu rasistowskim. Zaatakowano cztery restauracje prowadzące zagraniczną kuchnię, w tym jedną żydowską. Organy ścigania zajęły się działalnością terrorystycznej grupy „Rewolucja Chemnitz”, której członkowie staną przed sądem 23 września.

Miasto broniło się przed etykietką „bastionu nazistów”, organizując koncerty przeciw rasizmowi. Sytuacja nadal jest napięta. Nastroje mogą być gorące także w najbliższą niedzielę, podczas demonstracji skrajnie prawicowego ugrupowania Pro Chemnitz. Podczas wyborów do saksońskiego landtagu 1 września prawicowa Alternatywa dla Niemiec ma szansę na zdobycie pokaźnej liczby głosów.
Źródło info i foto: onet.pl

Anglia: Pedofil skazany na 11 lat więzienia za gwałt na 4-latce. Współwięzień wymierzył mu własną karę

Zawiązał oczy 4-letniej dziewczynce, a potem brutalnie ją zgwałcił. Za to bestialstwo Jonathan Byram został skazany przez sąd na 11 lat więzienia. To jednak nie najgorsza kara, jaka go spotkała. Jak ujawnia prawniczka pedofila, jej klient przechodzi za kratkami prawdziwe piekło. Tym razem własną sprawiedliwość postanowił wymierzyć mu kolega z celi.

Prawniczka Jonathana Byrama przed sądem w Leeds (Anglia) ujawniła szczegóły pobytu swojego klienta w więzieniu. – Musi nieustannie walczyć. Teraz został zaatakowany przez swojego kolegę z celi – mówi Katherine Robinson. – Ktoś może myśleć, że na to zasłużył i on to rozumie – dodaje adwokat.

Rozprawa skazująca Byrama została na krótko przerwana po wybuchu agresji jednego z widzów słuchających szczegółowego opisu tego, co zrobił Byram. Pracownicy ochrony zostali wezwani do sali rozpraw po tym, jak mężczyzna krzyknął: „Lepiej dajcie mu dożywocie, bo inaczej go zabiję!”

Prokurator Rupert Doswell opowiedział sądowi, jak 50-latek polował na dziewczynkę. Policja dowiedziała się o wszystkim, gdy 4-latka opowiedziała krewnemu, co ją spotkało. Podała też opis krawata, którym pedofil zasłonił jej oczy przed zgwałceniem. Taki sam znaleziono w domu Byrama w miejscowości Hazel Close.

Mężczyzna przyznał się do winy. Był już wcześniej karany za podpalenie, okrucieństwo wobec dzieci i napaść. Byram został skazany na 11 lat wiezienia. Zostanie także na całe życie wpisany do rejestru przestępców seksualnych. Nie wymaże to traumy, jaka powstała w umyśle 4-latki, ale być może dzięki temu zboczeniec nie skrzywdzi już więcej żadnego dziecka.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Rafał R. skazany za śmiertelne potrącenie trzyosobowej rodziny. 11 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów

11 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów – to kara, którą sąd w Nowym Sączu wymierzył Rafałowi R. Mężczyzna potrącił ze skutkiem śmiertelnym trzyosobową rodzinę, a następnie odjechał. Ofiary i sprawca znali się – tego samego wieczoru 10-letni Oskar i jego rodzice bawili się na imprezie, urządzanej przez R.

Sąd uznał R. za winnego spowodowania wypadku i nieudzielenia pomocy ofiarom. Wyrok w środę usłyszał też brat Rafała R., który pomagał mu zacierać ślady wypadku. Został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Na ten czas mężczyźnie zostanie wyznaczony kurator. Uzasadnienie wyroku jest niejawne. Obrona już zapowiedziała, że złoży apelację. – Najprawdopodobniej będziemy składać wniosek o uzasadnienie wyroku, skutkiem czego będzie złożenie apelacji. Mimo okoliczności zdarzenia uważamy, że wyrok jest zbyt surowy – mówi Sławomir Lewicki, obrońca Rafał R. Adwokat zaznaczył, że „ostateczną decyzję podejmie po konsultacji z klientem”.

Tragedia na drodze

Do tragedii doszło pod koniec stycznia zeszłego roku w małopolskim Świdniku. 10-letni Oskar i jego rodzice, Daniel i Roksana, opuścili dom 21-letniego wówczas Rafała R. Szli na autobus, który miał ich zawieźć do domu w Tęgoborzu. W tym czasie, jak ustaliła prokuratura, nietrzeźwy 21-latek wsiadł do samochodu i ruszył w kierunku stacji benzynowej. – To był jakiś jego impuls, żeby tam pojechać – relacjonował krótko po rozpoczęciu śledztwa Leszek Karp, rzecznik prasowy nowosądeckiej prokuratury okręgowej. W drodze powrotnej ze stacji R. uderzył w idącą chodnikiem rodzinę.

– W miejscu, gdzie zaczyna się łuk na wzniesieniu, po prostu nie skręcił, wjechał prosto na chodnik – opisywał Karp.

Ciała za płotem

Cała trójka zginęła. Rafał R. pojechał dalej. Ofiary wypadku zauważył dopiero kilkanaście minut później inny kierowca. Mężczyzna spostrzegł wystającą ze śniegu na poboczu nogę 10-letniego Oskara.

– Prawdopodobnie to właśnie kierowca, który wypatrzył chłopca, pierwszy wezwał służby – mówiła krótko po zdarzeniu Anna Zbroja z zespołu prasowego policji. Pewności nie ma, bo zgłoszeń było znacznie więcej. W miejscu wypadku zatrzymywali się kolejni kierowcy, pojawili się okoliczni mieszkańcy. Ktoś wypatrzył kolejne ciała.

– Leżały za płotem, bo siła uderzenia była tak duża, że ich za płot przerzuciło – opowiadał jeden ze świadków. Niestety, ratownicy nie mieli już komu pomagać.

Oskarżeni bracia

Rafała R. zatrzymano kilkanaście godzin po zdarzeniu. Przyznał się do prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu i powiedział, że „był zbyt pijany, by pamiętać wypadek” – podała wówczas prokuratura. R. odpowiadał przed sądem za spowodowanie pod wpływem alkoholu wypadku ze skutkiem śmiertelnym oraz za nieudzielenie pomocy poszkodowanym. Za wypadek groziło mu do ośmiu lat więzienia, za nieudzielenie pomocy – do trzech lat.

Na ławie oskarżonych Rafałowi R. towarzyszył jego młodszy brat, oskarżony o utrudnianie śledztwa. Jak czytamy w oficjalnym komunikacie prokuratury, opublikowanym krótko po zatrzymaniu obu podejrzanych, „mężczyzna w trakcie przesłuchania w charakterze świadka zataił informacje dotyczące pojazdów użytkowanych przez sprawcę wypadku oraz dotyczące okoliczności powstania uszkodzeń na samochodzie osobowym marki Skoda, którym spowodowano wypadek”. Rzecznik poinformował także, że podejrzany nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Młodszy z braci R. może trafić za kraty na pięć lat. Prokuratura nie ujawnia, jak wysokiej kary żądała dla oskarżonych.

– Ze względu na wyłączoną jawność procesu nie możemy udzielać żadnych informacji na temat przebiegu rozpraw ani wyjaśnień oskarżonych – tłumaczył przed w poniedziałek Paweł Mrozowski, zastępca prokuratora rejonowego w Nowym Sączu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

20-letni Miłosz P. zabił w Wielkanoc. Jest wyrok

20-latek Miłosz P. usłyszał w piątek w Sądzie Okręgowym w Toruniu wyrok 11 lat pozbawienia wolności za zabójstwo 28-latka, którego dźgnął nożem. Doszło do niego na Starówce w poniedziałek wielkanocny w 2017 r. Mężczyźnie groziło dożywocie.

O godzinie 4.20 w lany poniedziałek w 2017 r. policja została zaalarmowana o awanturze z udziałem kilkunastu osób. Po kilkudziesięciu minutach zatrzymano wówczas 19-letniego Miłosza P. i 21-letniego Roberta S.

Jeden z uczestników kwietniowej szamotaniny został dźgnięty nożem w brzuch. Mimo akcji ratunkowej i przewiezienia do szpitala 28-letni mężczyzna zmarł. Bardzo szybko w pobliskiej kamienicy policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn. Młodszy był trzeźwy, a starszy miał 0,5 promila alkoholu w organizmie. W awanturze dźgnięty nożem został również drugi mężczyzna, który nie odniósł jednak poważniejszych obrażeń. Sekcja zwłok zabitego mężczyzny wykazała, że przyczyną zgonu było dźgnięcie nożem.

Miłoszowi P. przedstawiono wcześniej zarzut zabójstwa, usiłowania zabójstwa drugiej osoby i posiadania środków narkotycznych, które zabezpieczono w jego mieszkaniu. Śmiertelny cios nożem, wyprowadzony w kierunku 28-letniego mężczyzny, sąd zakwalifikował jako zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Sąd uznał, że drugi zarzut nie znajduje uzasadnienia, a działanie mężczyzny w tym zakresie należy zakwalifikować jako udział w bójce z użyciem noża. Za te czyny, jak również posiadania narkotyków, wymierzona została mu kara 11 lat pozbawienia wolności.

Sąd uznał, że wnioskowana przez prokuraturę kara 25 lat pozbawienia wolności byłaby w tej sprawie zbyt surową. W uzasadnieniu podkreślił, że kara 11 lat więzienia jest adekwatna do wszystkich okoliczności zdarzenia. Okolicznościami łagodzącymi były m.in. nagły impuls powstały podczas zdarzenia, wcześniejsza niekaralność, a także branie udziału w zdarzeniu, które nie zostało przez niego bezpośrednio wywołane.

Drugi oskarżony w tej sprawie mężczyzna 21-letni Robert S., któremu przedstawiono w toku postępowania zarzut gróźb karalnych kierowanych pod adresem kobiety, która była w towarzystwie pokrzywdzonych, usłyszał wyrok roku pozbawienia wolności.

Podczas procesu obaj mężczyźni nie przyznali się do winy. W uzasadnieniu sąd podkreślił, że Miłosz P. ma osobowość dyssocjalną, która powoduje przerzucanie odpowiedzialności za swoje czyny na innych. Istotnym dowodem w sprawie okazał się zapis z monitoringu.
Źródło info i foto: interia.pl

Rosyjski aktor, Konstantin Kordo-Sysojew bestialsko zabił żonę

Rosyjski aktor, Konstantin Kordo-Sysojew, spędzi w więzieniu 11 lat. Tak zdecydował sąd w wyroku ogłoszonym 11 kwietnia. Krewni gwiazdy wciąż nie mogą uwierzyć, by kochający mąż w tak przerażający sposób rozprawił się z małżonką. Natalię uderzono 69 razy kijem, w który uprzednio wbito gwoździe…

Przerażające morderstwo miało miejsce dwa lata temu – czytamy na stronie kp.ru. Natalia, która procowała jako stewardessa, pewnego dnia zniknęła. Wkrótce jej mąż zadzwonił na policję i zawiadomił o zaginięciu ukochanej. Do funkcjonariuszy zwrócili się również krewni kobiety, którzy od samego początku byli pewni, że w tę sprawę jest zamieszkany małżonek Natalii, Konstantin.

Okazało się, że Natalia nie żyje. Policja szybko odnalazła jej ciało, które zostało wrzucone do rzeki. Było tak zmasakrowane, że trudno było ustalić tożsamość kobiety. – Kto mógł być zdolny do takiego okrucieństwa? – pytali jej bliscy.

Aktor nie przyznaje się do winy. Wciąż powtarza tylko, że nie ma nic wspólnego z tę sprawą, choć sędzia nie miał wątpliwości. Od samego początku w zeznaniach podejrzanego były jakieś niejasności, poza tym ze śledczymi współpracowali krewni zabitej, którzy twierdzili, że Natalia bała się męża.

Kobieta często była poza domem, gdyż jako stewardessa latała na długich dystansach. Konstantin natomiast był bardzo zazdrosny o żonę i podejrzewał ją o zdrady. W związku z tym między małżonkami często wybuchały kłótnie, podczas których aktor stawał się agresywny. Natalia mówiła bliskim, że chciałaby od niego odejść. Kobieta zaczęła bać się o własne życie, ale nie zdążyła o siebie zadbać.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sąd utrzymał wyrok ws. zabójstwa 17-letniej Agaty z Wejherowa

11 lat więzienia spędzi w więzieniu Wiktoria Ś., oskarżona o zabójstwo trzy lata temu, 17-letniej Agaty z Wejherowa w Pomorskiem. Orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Gdańsku jest prawomocne. Tym samym sędzia podtrzymał wyrok sądu niższej instancji w tej sprawie. Sąd Okręgowy w Gdańsku w ubiegłym roku uznał Wiktorię Ś. (wtedy Wiktorię M. – po wyroku w I instancji sądowej kobieta wzięła ślub w zakładzie karnym i zmieniła nazwisko na Ś.) winną zabójstwa i skazał ją na 11 lat więzienia.

Zasądził też na rzecz matki Agaty 100 tys. zł zadośćuczynienia. Kobieta żądała 250 tys. zł. Od wyroku odwołali się obrońca, prokuratura i oskarżyciel posiłkowy.

Fascynacja śmiercią

Według sądu, śledztwo ws. śmierci dziewczyny było skomplikowane, a przestępstwo trudne do udowodnienia. Agata chciała umrzeć, a Wiktoria miała jej pomóc w zrealizowaniu tego planu. Nie wiadomo natomiast, czy to Agata sama zadała sobie cios. Obie postaci tego dramatu niewątpliwie były zafascynowane tematyką śmierci. Natomiast w taki sposób, w jaki wiele młodych osób w dzisiejszych czasach fascynuje się tym – powiedziała Agnieszka Nickel -Rogowska z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Obrońca Wiktorii Ś. nie wyklucza walki o kasację – bo jak mówił – jego klientka była tylko biernym świadkiem śmierci koleżanki. Pomocy miała nie wezwać, bo tego miała sobie życzyć Agata.

Agata twierdziła, że miała problemy zdrowotne

Ciało 17-letniej Agaty G. znalazł 22 lutego 2015 roku mężczyzna spacerujący po parku w gdańskim Brzeźnie. Sekcja zwłok wykazała, że dziewczyna zginęła od pchnięcia nożem. Prokuratura brała pod uwagę, że dziewczyna mogła popełnić samobójstwo. Agata szukała w internecie sposobów na pozbawienie się życia. Powodem miały być problemy zdrowotne i złe relacje z matką.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjanci CBŚP zatrzymali członka włoskiej camorry

Antonio C., członek włoskiej mafii camorry został zatrzymany przez funkcjonariuszy rzeszowskiego CBŚP. Poszukiwany europejskim nakazem aresztowania jeden z najniebezpieczniejszych włoskich przestępców ukrywał się na Podkarpaciu. Antonio C. w ramach camorry działał w klanie „Contini”. W 2011 roku neapolitański sąd skazał go na blisko 11 lat więzienia za handel narkotykami na międzynarodową skalę i udział w strukturach mafijnych. Na Podkarpaciu ukrywał się od sześciu lat jako przedstawiciel handlowy i przykładny obywatel.

Polscy policjanci we współpracy ze śledczymi z Włoch ustalili jego miejsce ukrywania się. Podczas szybkiej akcji funkcjonariuszy CBŚP Antonio C. w ciągu kilkudziesięciu sekund został obezwładniony. Jak się okazało, posługiwał się dwoma fałszywymi dokumentami tożsamości.

To kolejna taka sprawa w tym roku w Polsce. W styczniu CBŚP w jednej z krakowskich pizzerii schwytała innego poszukiwanego członka camorry.
Źródło info i foto: onet.pl

Uchodźca skazany za gwałty na studentkach. Został skazany

Na 11 lat więzienia skazał sąd w Bochum uchodźcę z Iraku za gwałt na dwóch studentkach z Chin. 32-letni oskarżony przyznał się do popełnienia obu przestępstw. Agencja dpa zwraca uwagę, że mężczyzna przyjął wyrok bez emocji. Do zdarzeń doszło w ubiegłym roku. Przestępca atakował swoje ofiary w drodze na uczelnię, Uniwersytet Ruhr w Bochum w kraju związkowym Nadrenia Północna-Westfalia. Wciągał je w krzaki i brutalnie gwałcił.

Jedna z kobiet zeznała, że napastnik dusił ją sznurem tak, iż była bliska śmierci. – Myślałam, że umrę – powiedziała podczas rozprawy. 22-latka przyjechała z Chin, żeby wziąć udział w procesie.

Trauma

Sędziowie podkreślili w uzasadnieniu wyroku, że brutalny gwałt w poważny sposób wpłynął na życie obu kobiet. Do dziś nie odważyły się wyznać prawdy swoim rodzicom.

– Jedenaście lat to długi okres, lecz obie młode kobiety będą bez wątpienia cierpiały jeszcze dłużej – podkreślił sędzia Volker Talarowski. Policja wpadła na ślad przestępcy dzięki znajomemu jednej z ofiar, który po pewnym czasie w miejscu, gdzie doszło do gwałtu, zobaczył w krzakach nieznajomego mężczyznę. Na podstawie zdjęcia, które wykonał, śledczy zatrzymali podejrzanego w pobliskim ośrodku dla uchodźców. Mieszkał w nim wraz z żoną i dwójką dzieci. Badania genetyczne potwierdziły podejrzenie.
Źródło info i foto: TVP.info

Wysokie wyroki dla członków mafii ożarowskiej

Na 11 lat więzienia skazała stołeczny sąd okręgowy Piotra S. ps. Sajur, bossa gangu ożarowskiego – dowiedział się portal tvp.info. Jego najbliżsi współpracownicy i zastępcy usłyszeli następujące wyroki: Paweł N. ps. Nowas – 9 lat więzienia, a Sławomir S. ps. Sobol i Piotr S. ps. Skiba po 8 lat więzienia. Jeśli wyrok się uprawomocni będzie to oznaczało koniec jednej z najpotężniejszych band stolicy. Z drugiej strony policja obawia się, że po ostatnich skazaniach dla gangu mokotowskiego i grupy „Szkatuły”, w Warszawie może dojść do walki o prymat w kryminalnym podziemiu.

To sądny rok dla największych stołecznych grup przestępczych. W ostatnim kwartale 2016 r. zapadły wyroki wieloletniego więzienia dla kilkunastu szefów trzech, najpotężniejszych zbrojnych band półświatka Warszawy. Na kary od 10 do 15 lat więzienia skazano liderów tzw. Młodego Mokotowa czy grupy Szkatułowej. Przed świętami zakończył się, trwający siedem lat proces 23 oskarżonych członków gangu ożarowskiego, który po upadku „Pruszkowa” przez kilka lat niemal zmonopolizował produkcję i handel narkotykami.

Bossowie skazani

W ławach oskarżonych zasiedli niemal wszyscy najważniejsi „ożarowscy”: boss – Piotr S. ps. Sajur (schwytany niedawno w swej melinie, w której ukrywał się przed odbyciem kary za jedno z licznych przestępstw) oraz jego wspólnicy i zastępcy: Paweł N. ps. Nowas, Sławomir S. ps. Sobol i Piotr S. ps. Skiba.

– W sumie oskarżeni odpowiadali za 207 czynów. W tym kierowanie lub udział w gangu, handel narkotykami, rozboje czy m.in. uprowadzenia. Bardzo mi się podobało uzasadnienie sędzi Aliny Sobczak-Barańskiej, która w interesujący sposób uzasadniała, dlaczego uznała oskarżonych za winnych. Szkoda, że tylko trzech z nich pojawiło się w sądzie na ogłoszenie wyroku – mówi tvp.info prok. Włodzimierz Burkacki, naczelnik Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Warszawie, który od ponad dekady rozpracowuje gang ożarowski.

Boss grupy – Piotr S. ps. Sajur został skazany na 11 lat więzienia. Jego najbliżsi i zastępcy usłyszeli następujące wyroki: Paweł N. ps. Nowas – 9 lat więzienia, a Sławomir S. ps. Sobol i Piotr S. ps. Skiba po 8 lat więzienia. Proces bandy trwał siedem lat. Wyrok nie jest prawomocny.

Gang z historią w tle

Podczas pierwszego dużego uderzenia w gang ożarowski w 2008 r. przy zatrzymanych członkach bandy znaleziono ponad 112 tys. euro, ponad 4 tys. dolarów i 241 tys. zł. Zabezpieczono wówczas 19 dobrej klasy samochodów (o wartości ok. 917 tys. zł) i sprzętu elektronicznego o szacunkowej wartości 750 tys. zł. W czasie pierwszej dekady XXI wieku gang ożarowski miał wyprodukować nawet kilka ton czystej amfetaminy i przemycić do Polski nawet kilka ton marihuany.

„Ożarów” pojawił się na mapie polskiego półświatka już w latach 80. za sprawą jego charyzmatycznego lidera Andrzeja Kolikowskiego ps. Pershing. Grupa z podwarszawskiego Ożarowa zaczynała od włamań do sklepów i rozbojów, by w latach 90. zająć się napadami na hurtownie i transporty z przemycanym spirytusem.

Grupa szybko rosła w siłę i w pierwszej połowie lat 90 połączyła się z gangiem pruszkowskim. W ramach jednej grupy, „ożarowscy” cieszyli się dużą autonomią, ale musieli oddawać część zysków do wspólnej kasy „Pruszkowa”. Jednak już pod koniec lat 90. doszło do rozdziału grupy ożarowskiej od silniejszego sojusznika.

W nowe stulecie gang wszedł mocno przetrzebiony i ograniczył się do utrzymania wpływów w części Warszawy. Przed kilku laty gang ożarowski przeniósł część swoich interesów do woj.lubelskiego, głównie do stolicy regionu. Bandyci stworzyli sieć handlarzy i przemytników narkotyków, uruchomili nawet kilka własnych laboratoriów amfetaminowych. Gang ożarowski współpracował także z półświatkiem na Dolnym Śląsku i Pomorzu.

Człowiek z „miasta”

Lider gangu – Piotr S. ma opinię jednego z najmocniejszych ludzi „na mieście”. W lutym 1998 r. przeszedł do historii polskiej policji, jako pierwszy polski przestępca zatrzymany w operacji kontrolowanego zakupu narkotyków. Policjanci udający Polaków z niemieckimi paszportami kupili od gangstera i jego kompanów trzy kilogramy amfetaminy. Za kilogram białego proszku mieli zapłacić prawie 5 tys. dolarów. Narkotyki przyniosła „przykrywkowcom” kurierka. Została zatrzymana. Przy wejściu do hotelu zatrzymano Piotra S. oraz jego kompanów. Boss trafił na siedem lat do więzienia. Gdy wyszedł na wolność, stanął na czele grupy ożarowskiej.

O sile S. świadczy fakt, że z 10 członków gangu ożarowskiego, którzy chcieli się dobrowolnie poddać karze w czasie jednego z procesów, wszyscy się wycofali, gdy dowiedzieli się, że ich towarzysz ma inne zdanie na ten temat. Z kolei jeden ze stołecznych gangsterów zamierzał porwać żonę innego gangstera. W półświatku poszła fama, że miała to być zemsta za to, że boss poderżnął kiedyś gardło temu przestępcy.

Udział w gangu i pirackie oprogramowanie

Piotr S., po początkowym pechu z surowym wyrokiem, miał szczęście do swoich procesów. Przed kilku laty odpowiadał za udział w gangu mokotowskim, podżeganie do zabójstwa mokotowskiego przestępcy, handel narkotykami, pomoc w ukrywaniu „Daxa” a także za… posiadanie nielegalnego oprogramowania.

Najpoważniejsze zarzuty przed sądem upadły. Uznano go za winnego niepowiadomienia o planowaniu zabójstwa, pomocy w ukrywaniu ściganego przestępcy oraz posiadania nielegalnego oprogramowania.

O tym, jak mocne mogą być związki Piotra S. z gangiem mokotowskim świadczy fakt, że w lutym 2007 r. został zatrzymany wraz z bossem „Mokotowa” Zbigniewem C. ps. Dax. Ten ostatni ukrywał się wówczas przed policją i tylko najbardziej zaufane osoby miały do niego dostęp.
Żródło info i foto: TVP.info