Zbigniew S. z zarzutami. Oszustwa, wyłudzenia i pranie pieniędzy

Oszustwa, wyłudzenie 2 mln zł podatku VAT i pranie pieniędzy – to Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga zarzuca Zbigniewowi S. Do sądu w czwartek trafił akt oskarżenia przeciwko mężczyźnie, jego żonie Iwonie oraz dwóm wspólnikom. S. grozi do 15 lat pozbawienia wolności. O skierowaniu aktu oskarżenia poinformowała w piątek prok. Katarzyna Skrzeczkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

– W dniu 15 lipca 2021 r. prokurator skierował do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w Warszawie akt oskarżenia przeciwko Zbigniewowi S., jego żonie Iwonie S. i dwóm wspólnikom Zbigniewa S. W stosunku do Zbigniewa S. akt oskarżenia obejmuje sześć zarzutów oszustwa lub usiłowania oszustwa, sześć zarzutów wyłudzenia zwrotu podatku VAT i dwa zarzuty dotyczące prania pieniędzy – przekazała prok. Skrzeczkowska.

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga ustaliła, że „w okresie od maja 2011 roku do czerwca 2013 roku Zbigniew S. wykorzystując przepisy, dzięki którym spółki nabywające nieruchomości miały prawo do odliczeń podatkowych, wyłudził od Skarbu Państwa ponad 2 mln złotych”. Miał również usiłować wyłudzić kwotę niemal 5 mln złotych, do czego jednak nie doszło w wyniku działań kontrolnych urzędów skarbowych.

Mieli prać pieniądze

Zbigniew S. miał wykorzystać powiązane z nim spółki, które sporządziły fałszywe umowy kupna i sprzedaży trzech nieruchomości. W nielegalnym procederze brać miała udział żona podejrzanego, Iwona S. oraz dwaj wspólnicy.

Po wyłudzeniu pieniędzy podejrzani podjęli działania zmierzające do wyprania pieniędzy. W przypadku małżeństwa S. czynności te umożliwiły im kupno domu o wartości ponad 1 mln zł, w którym Zbigniew S. mieszkał przed ucieczką z Polski przed organami ścigania. „Nieruchomość ta została zabezpieczona przez prokuraturę na poczet orzeczenia przepadku korzyści osiągniętej z przestępstwa” – przekazała prok. Skrzeczkowska.

Rzeczniczka prokuratury dodała, że oskarżeni nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów. Zbigniewowi S. grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności, natomiast pozostałym do 10 lat pozbawienia wolności.

Ukrywał się w Holandii

Zbigniew S. został w tej sprawie przesłuchany w charakterze podejrzanego dopiero w połowie czerwca. Wcześniej unikał kontaktu z prokuraturą i ukrywał się m.in. w Holandii, skąd został sprowadzony na początku czerwca na podstawie 7 międzynarodowych listów gończych. Obecnie przebywa w areszcie śledczym.
Źródło info i foto: interia.pl

28-latek z Hiszpanii usłyszał wyrok. Zabił i zjadł matkę

Najpierw zabił swoją matkę, a potem przez kolejne dwa tygodnie jadł jej zwłoki. Częściami ciała kobiety karmił również swojego psa. 28-letni Alberto Sánchez Gómez został właśnie skazany na 15 lat więzienia za morderstwo i pięć miesięcy za zbezczeszczenie zwłok.

Do makabrycznych wydarzeń doszło na początku 2019 roku. Przyjaciel zaniepokojony o los 60-letniej Maríi Soledad Gómez, której nie widział od kilku tygodni, zawiadomił policję. Mundurowi aresztowali 26-letniego syna kobiety po tym, jak w domu znaleźli rozczłonkowane ciało kobiety. Niektóre fragmenty były umieszczone w plastikowych pojemnikach. 

„Mama jest w domu. Nie żyje”

Otwierając drzwi funkcjonariuszom policji Alberto S.G. wyjaśnił, że matka jest „obecna w domu”. Po chwili dodał, że kobieta „nie żyje”. Fragmenty jej ciała śledczy znaleźli następnie w różnych miejscach domu, m.in. w jej łóżku, a także w zamrażarce. W czasie procesu sądowego mężczyzna przyznał, że udusił matkę podczas kłótni.
 
Podczas dochodzenia inspektorzy ustalili, że mężczyzna gotował ciało matki i przechowywał je w zamrażarce, a następnie spożywał przez co najmniej 15 dni. Ludzkim mięsem karmił również swojego psa.

Sąd odrzucił argumenty Sáncheza, że ​​w czasie zabójstwa miał on epizod psychotyczny. Hiszpańskie media twierdzą, że był znany policji z przemocy wobec swojej matki i że złamał zakaz zbliżania się do niej. Sąd orzekł też karę odszkodowania w wysokości 60 tys. euro dla drugiego syna zamordowanej kobiety.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójstwo czworga noworodków w Ciecierzynie. Sąd obniżył wyroki rodzicom

14.12.2018 CIECIERZYN PIEKLO OPOLSKIE BYCZYNA KLUCZBORK ZABOJSTWO DZIECIOBOJSTWO NOWORODEK PROKURATURA POLICJA FOT. MIROSLAW DRAGON / NOWA TRYBUNA OPOLSKA MATERIAL EKSKLUZYWNY NIE DO SPRZEDAZY DO 17.12.2018

Sąd obniżył kary dla rodziców z Ciecierzyna (woj. opolskie) za zabicie czworga noworodków. Zamiast dożywocia matka ma spędzić w więzieniu 25 lat, a ojciec 15. Prokuratura nie wyklucza złożenia kasacji do Sądu Najwyższego. To kolejny wyrok w głośnej sprawie sprzed kilku lat. Aleksandra J. i Dawid W. z Ciecierzyna pod Kluczborkiem (woj. opolskie) zostali oskarżeni o zamordowanie czworga swojego nowo narodzonego potomstwa. Kobieta ukrywała kolejne ciąże, a po urodzeniu wynosiła dzieci z domu w torbach foliowych.

Śledczy znaleźli zwłoki noworodków w 2018 roku po zgłoszeniu opieki społecznej. Aleksandra J. miała zabijać dzieci na polecenie partnera, od którego była całkowicie zależna, a który miał nie chcieć kolejnych dzieci. Dawid W. twierdzi, że o ciążach partnerki nic nie wiedział. Szczegóły zbrodni są makabryczne. Kobieta wiązała noworodkom na szyi pętle, a główki wkładała do foliowej torby.

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu zdecydował w poniedziałek o zmianie wyroków sądu w Opolu i obniżeniu kar dla obojga rodziców. Kobieta, zamiast dożywocia, otrzymała teraz wyrok 25 lat więzienia. Z kolei mężczyzna ma spędzić za kratkami nie 25, a 15, ponieważ według sądu jednak nie wydawał polecenia zabicia dzieci, dlatego też złagodzono mu zarzuty.

– Musiał widzieć to, co widzieli wszyscy mieszkańcy Ciecierzyna: że kobieta rodzi kolejne dzieci w szpitalach i oddaje je do adopcji, oczywiście nie za darmo. Oskarżony doskonale wiedział, że tak nie było, że dzieci, krótko mówiąc, znikały – uzasadniał wyrok sędzia Janusz Godzwon. Decyzję skomentowała także w rozmowie z opolską „Gazetą Wyborczą” Małgorzata Lampaska, rzeczniczka sądu.

„Sąd wziął pod uwagę stan psychiczny oskarżonej, wpływ jej partnera, trudną sytuację życiową i obawę o to, że zostanie jej odebrane najstarsze dziecko” – MAŁGORZATA LAMPARSKA

W przypadku Dawida W. decyzja sądu była natomiast związana – jak dodała Lamparska – „ze zmianą kwalifikacji czynu z podżegania na pomocnictwo”. Z orzeczeniem nie zgadza się prokuratura, która od początku wnosiła o najwyższe kary dla rodziców. Jak dowiedziało się Radio ZET, śledczy nie wykluczają teraz wniesienia kasacji do Sądu Najwyższego.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zbigniew Ziobro domaga się wyższej kary za zgwałcenie i śmiertelne pobicie trzyletniego chłopca

Kara 15 lat więzienia i 100 tys. zł zadośćuczynienia za zgwałcenie i śmiertelne pobicie trzyletniego chłopca jest rażąca łagodna – uznał prokurator generalny w skardze kasacyjnej. „Nie ma mojej zgody na tak niski wyrok za bestialską zbrodnię na bezbronnym i niewinnym dziecku” – napisał na Twitterze Zbigniew Ziobro.

Chodzi o sprawę doprowadzenia w 2017 roku do śmierci trzylatka z Wieruszowa (woj. łódzkie). Prokuratura oskarżyła w tej sprawie Steva V., posiadającego portugalskie i kanadyjskie obywatelstwo. Według prokuratury mężczyzna przez ponad tydzień znęcał się nad chłopcem, którym miał opiekować się pod nieobecność matki. Dopuścił się także gwałtu. Dziecko zmarło w szpitalu.

Mężczyzna został oskarżony o fizyczne znęcanie się, zgwałcenie i zabójstwo chłopca. „Swoim zachowaniem oskarżony spowodował liczne obrażenia u dziecka, w tym rozległe obrażenia czaszkowo-mózgowe skutkujące ostrym masywnym krwiakiem oraz złamaniem w obrębie kości pokrywy czaszki, które doprowadziły do uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego i śmierci chłopca. Sprawca dopuścił się tego czynu pod wpływem środków odurzających” – wskazała prokuratura.

W lutym 2019 roku Sąd Okręgowy w Sieradzu skazał Steve’a V. na 25 lat więzienia. Od tego wyroku apelację złożyły obie strony. Prokuratura domagała się wówczas kary dożywotniego pozbawienia wolności. W lutym 2020 roku Sąd Apelacyjny w Łodzi uchylił wyrok pierwszej instancji i złagodził karę do 15 lat więzienia oraz zobowiązał Steve’a V. do zapłaty 100 tys. zł zadośćuczynienia dla matki dziecka.

Jak poinformowała we Prokuratora Krajowa, od tego wyroku kasację do Sądu Najwyższego skierował Prokurator Generalny. Wniesiono w niej uchylenie części orzeczenia i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania.

Symptomy osobowości psychopatycznej

W kasacji wskazano, że sąd apelacyjny nie dokonał oceny zachowania oskarżonego z perspektywy wszystkich dyrektyw sądowego wymiaru kary, nadając przy tym nadmiernie znaczenia jego zachowaniu po popełnionej zbrodni. „Sąd uznał bowiem za okoliczność łagodzącą to, że po popełnionej zbrodni sprawca telefonicznie powiadomił matkę dziecka o złym stanie zdrowia chłopca, a także towarzyszył jej w szpitalu, do którego przewiezione zostało dziecko będące w stanie krytycznym. Tym samym sąd umniejszył w sposób nieuzasadniony znaczenie przesłanek związanych z czynem i osobą samego sprawcy, które wskazywały na celowość wymierzenia mu kary 25 lat pozbawienia wolności” – podkreśliła prokuratura.

Jak zaznaczono w kasacji, mężczyzna działał z wyjątkowo niskich pobudek i z motywacji zasługującej na szczególne potępienie, mającej na celu wyłącznie zaspokojenie własnego popędu płciowego, poszukiwanie nowych bodźców i zwiększenie doznań, przy braku zaburzeń preferencji seksualnych.

Według prokuratury sąd pominął też wynikające z opinii biegłych wnioski wskazujące na stwierdzone u sprawcy symptomy osobowości psychopatycznej, egocentryzmu, egoizmu, problemy z kontrolowaniem zachowań agresywnych, powierzchowne relacje z innymi ludźmi, tendencję do instrumentalnego traktowania kobiet – także w aspekcie zaspokajania swoich potrzeb seksualnych.

Wysokie ryzyko ponowienia czynu

Prokuratura zwróciła też uwagę, że „zdaniem biegłych psychopatyczne cechy osobowości, w połączeniu z nadmiernym popędem płciowym i upodobaniami w zakresie preferencji seksualnych oraz skłonnością do ich realizacji, stwarzają bardzo wysokie ryzyko ponowienia czynu, popełnionego z elementami sadyzmu” – zaznaczyła prokuratura.

W kasacji wskazano też, że sąd nie nadał właściwego znaczenia zachowaniu oskarżonego przed popełnieniem zbrodni, w tym kierowanej wobec dziecka agresji fizycznej skutkującej powstaniem obrażeń ciała, noszącej znamiona znęcania się nad nim w okresie poprzedzającym samą zbrodnię.

„Należyte uwzględnienie tych okoliczności, przy braku szczególnych okoliczności łagodzących, winno prowadzić do uznania, że kara 15 lat pozbawienia wolności jest karą rażąco niewspółmiernie łagodną, nie spełnia wymogów prewencji indywidualnej, jak też przeczy względom na społeczne oddziaływanie kary i nie czyni zadość potrzebom w zakresie kształtowania świadomości prawnej społeczeństwa” – zaznaczył w kasacji prokurator generalny.

„Tego rodzaju wyrok jest szokujący”

Do wyroku sądu apelacyjnego krytycznie odnosili się czołowi politycy. „Najwyższe prawo bywa najwyższym bezprawiem. Państwo wskutek takich wyroków przestaje być państwem prawa, a staje się oazą przestępców” – komentował po wyroku premier Mateusz Morawiecki.

„Tego rodzaju wyrok jest szokujący” – ocenił z kolei minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Jak podkreślił, nawet gdyby w sprawie chodziło o sam gwałt, „mężczyzna nie powinien nigdy wyjść na wolność”.
Źródło info i foto: interia.pl

Sprawa bombera z Wrocławia. Nie będzie surowszej kary za podłożenie ładunku wybuchowego w autobusie

To już finał sądowej batalii w sprawie Pawła R., który za podłożenie ładunku wybuchowego w autobusie miejskim został skazany na 15 lat więzienia. Sąd Najwyższy oddalił kasację Prokuratora Generalnego jako „oczywiście bezzasadną”.

W poniedziałek, 4 stycznia, Sąd Najwyższy rozpoznawał kasację wniesioną w czerwcu 2019 roku przez Prokuratora Generalnego na niekorzyść wrocławskiego bombera.

W kasacji podniesiono m.in., że orzeczenie Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu „wydane został z rażącym naruszeniem przepisów prawa karnego procesowego”, „wyrok wydano z uwzględnieniem okoliczności przemawiających tylko na korzyść oskarżonego, a z pominięciem okoliczności niekorzystnych”, a sposób przeprowadzenia przez SA dowodu z uzupełniającej opinii biegłych psychiatrów i psychologa był „sprzeczny z przepisami prawa karnego procesowego albowiem przesłuchanie biegłych, podobnie jak świadka, powinno mieć zindywidualizowany charakter, a nie formę wypowiedzi zbiorczej, jak to miało miejsce w niniejszej sprawie”.

Według prokuratury sąd II instancji błędnie ustalił, że Paweł R. działał z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia więcej niż jednej osoby, co doprowadziło do wymierzenia oskarżonemu „rażąco niewspółmiernej kary”. W kasacji wskazano, że R. działał z zamiarem bezpośrednim, co zresztą ustalił sąd I instancji. Prokurator Generalny wniósł o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania.

Kasacja „oczywiście bezzasadna”

– Sąd Najwyższy postanowił oddalić kasację jako oczywiście bezzasadną. W tej sytuacji nie ma obowiązku sporządzenia pisemnego uzasadnienia. Nie zostanie ono sporządzone nawet na wniosek. W tej samej sprawie Sąd Najwyższy rozpoznawał w marcu 2019 roku kasację obrońcy Pawła R., którą również oddalono jako oczywiście bezzasadną. Decyzja Sądu Najwyższego jest ostateczna i nie podlega zaskarżeniu – mówi Krzysztof Michałowski z biura prasowego Sądu Najwyższego.

– Poddając weryfikacji orzeczenie sądu apelacyjnego można powiedzieć, że jest ono wręcz wzorcowo skonstruowane. Sąd odniósł się do wszystkich zarzutów, wniosków stawianych w środkach odwoławczych i w tym zakresie niczego sądowi apelacyjnemu zarzucić nie można – mówił sędzia sprawozdawca Antoni Bojańczyk cytowany przez Informacyjną Agencję Radiową.

Skazany za terroryzm

19 maja 2016 roku niewielki ładunek eksplodował na przystanku przy ul. Kościuszki we Wrocławiu. Lekko ranna w palec została kobieta stojąca na przystanku. Substancja, która spowodowała wybuch, znajdowała się w metalowym pojemniku o pojemności około trzech litrów. Na pojemniku były także metalowe śruby. R. pozostawił ładunek w autobusie linii 145, ale na przystanek wyniósł go kierowca po interwencji jednej z pasażerek.

W dniu eksplozji R zadzwonił na numer 112 i groził, że „zrobi z Wrocławia drugą Brukselę”. Powiadomił służby, że podłożył w mieście cztery bomby, a za ich rozbrojenie żądał 120 kilogramów złota. Przez kilka dni policja w całej Polsce szukała mężczyzny, który próbował dokonać zamachu. W końcu zatrzymano go w rodzinnym domu w Szprotawie.

24-letni wówczas mężczyzna usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym, usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych i zarzut spowodowania zdarzenia, które zagrażałoby życiu i zdrowiu wielu osób. Później prokuratorzy przedstawili mu kolejny zarzut – usiłowania wymuszenia rozbójniczego.

W ramach śledztwa przeprowadzono dwa eksperymenty procesowe, w których badano skutki detonacji w autobusie ładunku podobnego do tego, który eksplodował na przystanku. Opinie biegłych po tych eksperymentach potwierdziły – zdaniem prokuratury – zasadność postawionych R. zarzutów o charakterze terrorystycznym. W trakcie śledztwa stwierdzono, że w momencie popełnienia czynu mężczyzna miał ograniczoną zdolność pokierowania swoim postępowaniem.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Głogów: 29-latek napadał, bił i okradał swoje ofiary

29-letni mieszkaniec Głogowa w ciągu jednego tylko dnia dopuścił się dwóch brutalnych rozbojów. 29-latek zaatakował dwóch przypadkowo spotkanych na ulicy mężczyzn. Napastnik bił i kopał swoje ofiary po całym ciele, po czym zabierał im wartościowe rzeczy i pieniądze. Sprawca przez kilka tygodni ukrywał się przed policją. Ostatecznie został zatrzymany i aresztowany. Grozi mu nawet 15 lat więzienia.

Do dwóch brutalnych rozbojów w Głogowie doszło we wrześniu. 29-letni mężczyzna w ciągu jednego dnia zaatakował dwóch, przypadkowo spotkanych na ulicy mężczyzn. Za każdym razem sprawca działał w ten sam sposób – brutalnie bił rękami i kopał swoje ofiary po całym ciele, po czym zabierał im wartościowe przedmioty i pieniądze.

Pierwszy z zaatakowanych mężczyzn w wyniku rozboju stracił pieniądze, zegarek i odzież – wartość strat oszacowano na 850 zł. W drugim przypadku łupem napastnika padł telefon i pieniądze. Pobity mężczyzna oszacował straty na 1700 zł.

Podejrzewany o dokonanie rozbojów – 29-letni mieszkaniec Głogowa – przez kilka tygodni ukrywał się przed policją. Na początku października został jednak namierzony i zatrzymany.
Źródło info i foto: se.pl

25-latek porwał nastolatka z ulicy. Jest decyzja o areszcie

Na trzy miesiące został aresztowany 25-latek, który w piątek uprowadził chłopca idącego ulicą w Wieluniu. Mężczyzna zażądał od rodziców nastolatka kilkudziesięciu tysięcy złotych. Porywacz uwolnił chłopca przed podjęciem okupu. Zatrzymano go po kilku godzinach.

Chłopiec został wciągnięty do samochodu przez 25-latka w piątek około południa. Porywacz następnie zadzwonił do rodziców nastolatka z żądaniem okupu w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych. Sprawą zajęli się m.in. funkcjonariusze z Łodzi, Opola oraz tzw. „łowcy cieni” z Centralnego Biura Śledczego Policji.

Jak informuje policja, mężczyzna uwolnił chłopca przed podjęciem okupu. Nastolatek bezpiecznie wrócił do domu. „Do akcji wkroczyli policjanci, którzy natychmiast rozpoczęli działania blokadowo-kontrolne na ulicach okolicznych powiatów. W akcję włączono także śmigłowce policyjne, których załogi przeszukiwały teren z powietrza” – czytamy w komunikacie CBŚP.

„W efekcie, przed godziną 18:00 policjanci CBŚP zatrzymali w powiecie kluczborskim, 25-letniego mężczyznę. Nie miał on najmniejszych szans na ucieczkę, ponieważ drogę miał zablokowaną przez policjantów ruchu drogowego z Kluczborka. Funkcjonariusze znaleźli przy nim narkotyki, kominiarkę, nóż i atrapę broni” – podkreślają policjanci.

Wstępne ustalenia wskazują, że porywacz chciał szybko zdobyć pieniądze i „wytypował idącego ulicą chłopca”, którego następnie wciągnął do samochodu. 25-latek w Prokuraturze Okręgowej w Sieradzu usłyszał zarzut porwania dziecka w celu uzyskania okupu.

Decyzją sądu został tymczasowo na trzy miesiące. Grozi mu do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Policjanci rozbili gang. Wśród zatrzymanych pseudokibice

Policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Pseudokibiców KWP w Łodzi rozbili zorganizowaną grupę przestępczą, która mogła wprowadzić na rynek i wyprodukować ponad 200 kg środków odurzających. Wśród zatrzymanych są pseudokibice jednej z łódzkich drużyn piłkarskich. Podejrzanym grożą kary do 15 lat pozbawienia wolności.

Sprawa swój początek miała 30 czerwca 2020 roku. Wówczas w ręce kryminalnych zajmujących się zwalczaniem przestępczości pseudokibiców wpadł 54-letni mężczyzna podejrzany o produkcję amfetaminy. Po usłyszeniu zarzutów, decyzja sądu, został tymczasowo aresztowany. Nie był to jednak koniec sprawy dla policjantów. Cały czas analizowali środowisko pseudokibiców, które związane było z produkcją i handlem narkotykami.

21 września 2020 roku funkcjonariusze wspierani przez kolegów z wydziału kryminalnego i dochodzeniowo-śledczego pojawili się pod wytypowanymi adresami, gdzie zamieszkiwały osoby podejrzewane o proceder narkotykowy. W rękach stróżów prawa znalazło się pięcioro członków zorganizowanej grupy przestępczej. Wśród nich było trzech mężczyzn w wieku 38, 38 i 40 lat, a także dwie kobiety w wieku 38 i 57 lat. Część osób jest bezpośrednio powiązana ze środowiskiem łódzkich pseudokibiców.

Zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, że grupa działała w zmiennym składzie od 2012 roku do chwili obecnej. Zadaniem poszczególnych osób była produkcja amfetaminy i wprowadzanie jej do obrotu. Niektórzy handlowali również marihuaną. Narkotyki dystrybuowane były z mieszkań ale również wśród kibiców podczas imprez sportowych. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży trafiały głównie na bieżące wydatki i na prekursory służące do kolejnych produkcji. Członkowie grupy ze swojej działalności uczyni sobie stałe źródło dochodu. Większość z nich w przeszłości miała już konflikt z prawem m.in. za przestępstwa narkotykowe. Wszystko wskazuje, że produkcja i obrót narkotykami prowadzona była na ogromną skalę. Szacunkowo na czarny rynek członkowie mogli wprowadzić ponad 200 kg różnego rodzaju środków odurzających. Podczas przeszukań policjanci zabezpieczyli amfetaminę i marihuanę a także blisko 1000 litrów alkoholu niewiadomego pochodzenia.

Podejrzani usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej a także produkcji i handlu znaczną ilością narkotyków. Za tego rodzaju działalność grożą im kary do 15 lat pozbawienia wolności. Decyzją sądu członkowie grupy zostali tymczasowo aresztowani na 3 miesiące.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zapadł wyrok ws. molestowania i zbiorowego gwałtu na dziewczynce. Koszmar dziecka trwał 5 lat

Jest wyrok w bulwersującej sprawie molestowania i gwałtu na małoletniej dziewczynce. Koszmar ofiary trwał przez pięć lat. Sąd w Rzeszowie skazał pięciu mężczyzn. Wśród nich jest przyrodni brat pokrzywdzonej. Na ile lat mają iść do więzienia? Wyrok jest nieprawomocny. Cały dramat rozegrał w Malawie pod Rzeszowem. Mariusz N. uczynił ze swojej przyrodniej siostry seksualną niewolnicę. Gwałcił i telefonem nagrywał z jej udziałem pornograficzne filmy. Potem zaczął zachęcać swoich kumpli, aby robili to samo.

Dziewczynka jest niepełnosprawna intelektualnie. – Zawsze cichutka, wycofana, ślicznie rysowała – mówi jedna z sąsiadek. Wychowywała się w trudnej rodzinie, gdzie panowała przemoc, a jej sprawcą był jej przyrodni brat. – Ciągłe awantury, wyzwiska. Policja przyjeżdżała tam na okrągło – przyznaje sąsiadka. To właśnie przy okazji śledztwa dotyczącego znęcania się nad matką, wyszedł na jaw koszmar, który przeżywała także siostra mężczyzny – dodaje.

Nastolatka trafiła do rodziny zastępczej i pod opiekę psychologa, co pomogło odkryć kolejną prawdę. Nie tylko, brat, ale także jego kumple mieli wykorzystywać seksualnie ofiarę. Najstarszy z nich ma 68 lat! Prokuratura oskarżyła więc pięciu mężczyzn o obcowanie seksualne z nieletnią.

Mariusz N. został uznany winnym wielokrotnego zmuszania przemocą dziewczynki do obcowania płciowego, zarówno samemu jak i wspólnie z innymi, molestowania seksualnego, utrwalania treści pornograficznych z jej udziałem, znęcania się nad nią oraz grożenia jej, gdyby ujawniła gwałty. 42-latek został skazany na 15 lat więzienia. Natomiast Franciszek D., Andrzej M. i Franciszek K. otrzymali kary po 8 lat więzienia za gwałty i molestowanie, a K. także za utrwalanie treści pornograficznych z udziałem pokrzywdzonej. Z kolei Grzegorza D. sąd skazał na 9 lat pozbawienia wolności za gwałty na dziewczynce, molestowanie, groźby i utrwalanie treści pornograficznych z jej udziałem.

Wszyscy mają także wieloletnie zakazy kontaktowania się i zbliżania się do dziecka; Mariusz N. przez 15 lat, pozostali przez 10 lat. Wszyscy też mają solidarnie zapłacić na rzecz dziewczynki łącznie 100 tys. zadośćuczynienia.

Wyrok jest nieprawomocny. Strony mogą odwołać się od wyroku do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie.

Sąsiedzi stoją za nimi murem

Dziewczynka obecnie ma 15 lat. W toku śledztwa nie udało się dokładnie ustalić, od kiedy oskarżeni mieli zacząć ją wykorzystywać seksualnie. Trwało to prawdopodobnie przez 5 lat. W trakcie postępowania prokuratorskiego mężczyźni nie przyznali się do winy. W trakcie procesu, sąsiedzi mężczyzn przyszła delegacja wsi bronić oskarżonych.

– Co do brata, nie wypowiadamy się, bo nie wiemy co działo się tam w domu. Ale pozostali, to porządne chłopy! – przekonywała jedna z protestujących kobiet. – Jesteśmy z wami! – pokrzepiali oskarżonych sąsiedzi.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ginekolog skazany za gwałty i molestowanie 26 pacjentek. Usłyszał wyrok 15 lat pozbawienia wolności

Monzer M., ginekolog, który miał molestować 26 ze swoich pacjentek, usłyszał wyrok 15 lat więzienia – donosi „Super Express”. Lekarz ma wypłacić także zadośćuczynienie pokrzywdzonym. Wyrok nie jest prawomocny.

O sprawie Monzera M. stało się głośno latem 2018 roku. Wówczas do policjantów zgłosiła się kobieta, która opisała, że jej wizyta u ginekologa w Zabrzu odbiegała od standardowego badania. Później pojawiały się kolejne kobiety, które oskarżały mężczyznę m.in. o gwałt i inne czynności seksualne.

W sierpniu 2018 Monzer M. został tymczasowo zatrzymany. Ustalono, że do przestępstw miało dochodzić w latach 2016-2018. Także w sierpniu usłyszał zarzuty. Łącznie oskarżano go o 26 przestępstw na tle seksualnym. Mężczyzna nie przyznawał się jednak do winy.

W czerwcu 2020 roku zakończył się proces Monzera M. – informuje „Super Express”. Ginekolog ma spędzić 15 lat w więzieniu. Przez taki sam okres obowiązuje go zakaz wykonywania zawodu. Ma również wypłacić poszkodowanym zadośćuczynienie w łącznej kwocie 345 tys. złotych.

Według ustaleń śledczych Monzer M. przez 14 lat (w toku śledztwa okazało się bowiem, że jego przestępstwa przypadały na lata 2004-2018) skrzywdził 26 kobiet na tle seksualnym, gwałcąc je lub doprowadzając do „innych czynności seksualnych”. Do molestowania dochodziło w jego prywatnych gabinetach m.in. w Zabrzu.

Wyrok sądu jest nieprawomocny, strony mogą się od niego odwołać.
Źródło info i foto: Gazeta.pl