Brutalna zbrodnia w Sokółce

Agnieszka Michniewicz z Sokółki (woj. podlaskie) w przyszłym roku obchodziłaby swoje czterdzieste urodziny. Na jej drodze stanęło jednak trzech bandytów, którzy brutalnie pozbawili ją godności i zamordowali. Nagą, leżącą w mieszkaniu w kałuży krwi 27-latkę odnalazła jej babcia Anna. Był 21 stycznia 2009 roku. Dzień Babci. Sprawcom tej okrutnej zbrodni przez blisko 5 lat udawało się unikać sprawiedliwości, a gdy wpadli, na wyrok czekali kolejne dwa. Agnieszka spoczywa w skromnej, zadbanej mogile na cmentarzu parafialnym w Sokolanach niedaleko Sokółki.

27-letnia Agnieszka mieszkała ze swoją babcią Anną w jednym z bloków w Sokółce. Feralnego dnia została sama, krzątała się w mieszkaniu ubrana tylko w piżamę i szlafrok, gdy nagle usłyszała pukanie do drzwi. Otworzyła i choć znała tylko jednego z trzech przybyszów, ufnie zaprosiła ich do środka, proponując kawę. Jak się potem okazało, niezapowiedziani goście 27-latki urwali się ze szkoły, wypili trochę alkoholu, a jeden z nich wpadł na pomysł odwiedzin u niedawno poznanej młodej kobiety. Wydarzania nabierały tempa, a z pozoru niewinna towarzyska wizyta błyskawicznie zamieniła się w horror. Młodzieńcy rzucili się na bezbronną Agnieszkę i usiłowali ją zgwałcić. Ona jedna zaciekle broniła swojej godności, co tylko podnieciło i rozjuszyło agresorów. Sekcja zwłok wykazała później, że młoda kobieta była gwałcona, podduszana, na ciele miała ponad 20 ran zadanych kuchennym nożem, a na twarzy liczne urazy od widelca. Jej nagie, zmasakrowane ciało po powrocie do domu odnalazła babcia.

Śledczy typowali wówczas, że sprawców musiało być co najmniej trzech. Przez pięć lat nie udało im się jednak wpaść na ich trop. – Jesteśmy niemal pewni, że mieszkańcy Sokółki wiedza, kto to mógł zrobić, ale boją się mówić, a my nie możemy przełamać tej zmowy milczenia – powiedział wtedy reporterowi „Super Expressu” jeden z dochodzeniowców zaangażowanych w sprawę.
Źródło info i foto: se.pl

Pakistan: Policja zatrzymał mężczyzn podejrzanych o terroryzm. To oni mieli zabić Piotra Stańczaka w 2009 roku

Pakistańska policja zatrzymała dwóch mężczyzn podejrzanych o zamordowanie polskiego inżyniera Piotra Stańczaka – podają media w Pakistanie. Mężczyzna zginął w 2009 r.

Jak podaje pakistański portal dawn.com powiązani z ugrupowaniem mężczyźni Tehreek-i-Taliban Pakistan zostali zatrzymani w Rawalpindi na północy kraju. Do ujęcia podejrzanych m.in. o zabójstwo doszło po tym, jak służby pakistańskie otrzymały raport wywiadowczy, z którego wynikało, że planują dokonać w Rawalpindi zamachu terrorystycznego. Według portalu mężczyźni są podejrzani o zabicie 12 lat temu Piotra Stańczaka.

Zabójstwo Piotra Stańczaka

Stańczak był pracownikiem Geofizyki Kraków. 28 września 2008 roku został porwany przez terrorystów w Pakistanie. 7 lutego 2009 roku został zamordowany. Porywacze twierdzili, że powodem było niespełnienie ich żądań ws. zwolnienia z więzień terrorystów oraz odmowa przejścia na islam przez uprowadzonego. Ciało Piotra Stańczaka kilka tygodni później zostało sprowadzone do Polski.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nielegalna migracja do krajów Unii Europejskiej najniższa od 2009 roku

W kwietniu liczba wykrytych przypadków nielegalnego przekroczenia granicy UE spadła o 85 proc. w porównaniu z marcem – poinformował Frontex. Obecny poziom jest najniższy od 2009 r., kiedy unijna agencja zaczęła zbierać dane. W sumie w minionym miesiącu na szlakach migracyjnych zarejestrowano zalewie 900 nielegalnych przejść. Ten rekordowo niski poziom to głównie skutek koronawirusa, które zniechęcił do przybywania do Europy, ale też opóźnił przekazywanie danych przez organy krajowe.

Całkowita liczba nielegalnych przekroczeń granicy w ciągu pierwszych czterech miesięcy tego roku wyniosła ponad 26 tys. To mniej więcej tyle samo, co w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Na szlaku migracyjnym we wschodniej części Morza Śródziemnego odnotowano największy spadek nielegalnej migracji w Europie. W ubiegłym miesiącu wykryto tam zaledwie 40 przypadków, czyli o 99 proc. mniej niż w marcu. Dla porównania – w okresie styczeń-kwiecień na tej trasie odnotowano ponad 11,2 tys. nielegalnych przekroczeń granicy. Najczęściej korzystali z niej Afgańczycy.

W środkowej części Morza Śródziemnego ruch migracyjny w kwietniu spadł o 29 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem do ok. 250 osób. Gdyby nie pandemia, sytuacja na tej trasie byłaby dużo gorsza. Ogółem w pierwszych czterech miesiącach ze szlaku tego skorzystało 4,1 tys. osób. To trzykrotny wzrost w porównaniu z analogicznym okresem 2019 r. Z tej trasy obecnie najczęściej korzystają mieszkańcy Wybrzeża Kości Słoniowej, Bangladeszu i Marokańczycy.

Liczba migrantów przybywających do Europy zachodnim szlakiem Morza Śródziemnego w kwietniu spadła o 82 proc. W zeszłym miesiącu skorzystało z niego niespełna 100 osób, a w ciągu pierwszych czterech miesięcy nieco ponad 3 tys. Najczęściej są to obecnie to Marokańczycy i Algierczycy.

W kwietniu odnotowano też mniej niż 100 przypadków nielegalnego przekroczenia granicy na trasie wiodącej przez Bałkany Zachodnie. To spadek o 94 proc. w porównaniu z marcem. Jednak w ciągu pierwszych czterech miesięcy liczba nielegalnych migrantów wzrosła o 60 proc. w zestawieniu z analogicznym okresem ubiegłego roku do prawie 6 tys.
Źródło info i foto: interia.pl

Gdańsk: Jest wyrok w sprawie zabójstwa żony. Mężczyzna przez lata ukrywał zbrodnię

W Sądzie Okręgowy w Gdańsku zapadł nieprawomocny wyrok w sprawie zabójstwa kobiety w 2009 roku. Mąż ofiary został skazany na karę 25 lat pozbawienia wolności oraz na 8 lat pozbawiania praw publicznych. To on udusił żonę, a jej zwłoki zakopał w ich wspólnym ogródku. Mąż zgłosił zaginięcie żony. Okazało się, że doskonale wiedział, gdzie jest. 16 czerwca 2009 założył jej foliowy worek na głowę i udusił. Zwłoki ukrył w swoim ogrodzie. Wykopał dół, który przykrył wapnem, betonowymi płytami i ziemią. Teraz mężczyzna za to odpowie.

O sprawie informuje RMF FM. Sprawa z 2009 roku z Rumi wraca, bo wtedy nie udało się odnaleźć kobiety, ale na początku 2016 roku jej matka przekazała służbom informacje, które pozwoliły na wszczęcie śledztwa. We wrześniu 2016 roku w obecności biegłego i przy wykorzystaniu georadaru odkryto miejsce zakopania zwłok, przeprowadzono ekshumację. 51-letni mąż ofiary usłyszał zarzuty znęcania się nad żoną i jej zabójstwa. Wyszło na jaw, że w internecie szukał informacji na temat skutecznego sposobu zabicia drugiego człowieka. Nie przyznał się jednak do winy.

Sąd za zabójstwo żony skazał go na karę 25 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: wp.pl

Cristiano Ronaldo oskarżony o gwałt

Amerykanka Kathryn Mayorga (35 l.) twierdzi, że Cristiano Ronaldo (33 l.) zgwałcił ją brutalnie w Las Vegas w 2009 roku. Właśnie wytoczyła mu proces cywilny, domagając się gigantycznego odszkodowania. Sprawę z drastycznymi szegółami opisał właśnie niemiecki „Der Spiegel”, który twierdzi, że dotarł do zeznań Portugalczyka i innych szokujących dokumentów opisujących sprawę.

Amerykanka twierdzi, że została zgwałcona przed Ronaldo 12 czerwca 2009 roku. CR7 bawił się wtedy w Kalifornii na wakacjach, a kolorowa prasa opisywała jego kolejne miłosne podboje. 26-letnia wtedy Mayorga pracowała jako hostessa w jednym klubów. Tam poderwał ją Portugalczyk, a zdjęcia tańczącej pary ukazały się w prasie. Potem zabawa przeniosła się do apartamentu gwiazdora. Kobieta twierdzi, że kiedy była w łazience, nagle wszedł Ronaldo z… obnażonym penisem.

„Błagał mnie, żebym potrzymała go w ręku przez 30 sekund. Nie chciałam, ale zaczął prosić, żebym go possała. Co za idiota! Śmiałam się z niego, bo myślałam, że to żarty(…). Potem powiedział, że pozwoli mi odejść, ale muszę go najpierw pocałować. Powiedziałam, że OK, ale nie będę dotykać jego penisa” – opowiada Amerykanka, która utrzymuje, że Ronaldo nagle rzucił się na nią i zaczął obmacywać. „Prosiłam go, żeby przestał” – opowiada kobieta, oskarżając gwiazdora, że ten zgwałcił ją analnie bez prezerwatywy. „Potem powtarzał ‚kochanie, kochanie, boli cie?’ Uklęknął i przepraszał, a potem powiedział, że w 99 procentach jest dobrym człowiekiem” – relacjonuje Amerykanka. „Wystraszyłam się, że może miał AIDS, ale kiedy go o to zapytałam, odparł ‚Nie, jestem profesjonalnym sportowcem, badają mnie co trzy miesiące. Gdybym był nosicielem, nie pozwoliliby mi grać'” – dodaje kobieta.

Mayorga twierdzi, że po powrocie do domu czuła ból, który nie ustępował. Złożyła doniesienie na policję. Została też przebadana w szpitalu. Adwokaci przekonali ją, żeby nie oskarżała Ronaldo, bo w procesie karnym ciężko będzie udowodnić mu winę. Zamiast tego doszło do ugody. Gwiazdor miał zapłaciś jej 375 tys. dolarów za milczenie. Kobieta twierdzi, że potem cierpiała na depresję, miała myśli samobójcze. Teraz pod wpływem innych prawników zdecydowała się znów pozwać Ronaldo.

„Der Spiegel” publikuje zeznania, które miał złożyć piłkarz w rozmowie z prawnikami. Miały zostać wykradzione przez hakerów. CR7 przyznaje w nich, że był dość brutalny, a do stosunku doszło wbrew woli koniety. „Ale nie jestem taki jak inni. Przeprosiłem ją po wszystkim. Skarżyła się, że zrobiłem to wbrew jej woli. Nie powiedziała nic, że pójdzie na policję” – miał się tłumaczyć.
Źródło info i foto: se.pl

Sąd aresztował podejrzanego o zgwałcenie dwóch 13-letnich dziewczynek

Na trzy miesiące aresztował Sąd Rejonowy w Bolesławcu (Dolnośląskie) 45-letniego Grzegorza K., podejrzanego o zgwałcenie w 2009 r. dwóch 13-letnich dziewczynek. Domniemany sprawca został wytypowany po analizie profilu genetycznego i porównaniu go z informacjami z niemieckiej i czeskiej baz danych.

Zdaniem prokuratury Grzegorz K. zgwałcił dwie 13-letnie dziewczynki w 2009 r. w jednej z miejscowości w powiedzie bolesławieckim. Wówczas – jak podała w poniedziałek w komunikacie Prokuratura Krajowa – mimo przeprowadzonego na szeroką skalę śledztwa i intensywnych czynności procesowych sprawca nie został wykryty.

„W 2018 r. dokonano analizy profilu genetycznego pochodzącego ze śladów biologicznych sprawcy, porównując go z niemiecką oraz czeską bazą danych. Na tej podstawie ustalono, że jest on zbieżny z profilem zarejestrowanym w niemieckiej bazie danych. Ponadto ustalono, że ten sam profil genetyczny został zarejestrowany na terenie Czech, jako pochodzący od sprawcy zgwałcenia, którym okazał się Grzegorz K.” – podano w komunikacie.

W bolesławieckiej prokuraturze K. usłyszał zarzuty zgwałcenia dwóch 13-letnich dziewczynek. Na wniosek prokuratury Sąd Rejonowy we Wrocławiu aresztował go na trzy miesiące. Mężczyźnie grozi do 20 lat więzienia.

PK podała również, że w kwietniu tego roku K. został zatrzymany do odbycia kary 14 lat pozbawienia wolności orzeczonej za inne przestępstwa. Mężczyzna – jak podano – był wielokrotnie karany sądownie, w tym za dwa przestępstwa zgwałcenia, których dopuścił się w Czechach w 2009 i 2011 r. i został za nie skazany na 5 i 7 lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Donald Tusk zeznaje przed sądem. Powiedział, o czym rozmawiał z Putinem na molo

Spotkanie z premierem Rosji Władimirem Putinem na molo w Sopocie w 2009 r. dot. spraw czysto kurtuazyjnych; wiem, że to nie jest satysfakcjonujące dla tych, którzy wierzą, że tam spiskowcy ustalili tajny plan – mówił w poniedziałek b. premier Donald Tusk, zeznając przed Sądem Okręgowym w Warszawie.

Tusk był pytany o swoje spotkania z ówczesnym premierem Rosji Wladimirem Putinem poprzedzające katastrofę smoleńską z 2010 r. Jak podkreślił, miały miejsce trzy spotkania – w trakcie obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte, spotkanie formalne – międzyrządowe w Sopocie oraz spotkanie „w cztery oczy” na molo w Sopocie w 2009 r.

To trzecie to tak często w mediach, które specjalizowały się w teorii o zamachu lub w tego typu interpretacjach katastrofy smoleńskiej spotkanie na molo w Sopocie, które odbyło się w cztery oczy” – mówił szef Rady Europejskiej.

Tusk podkreślił, że spotkanie na molo trwało kilka minut, dotyczyło spraw „czysto kurtuazyjnych”, a sama rozmowa była bardzo krótka.

„Polegała na tym, że pokazywałem, gdzie jest plaża po której biegam, gdzie mniej więcej jest mój dom, a premier Putin opowiadał o takim fragmencie życia prywatnego, że ma bardzo dużo ochrony, nawet w mieszkaniu i że bardzo z tego powodu cierpi i to mniej więcej wyczerpało cały temat naszej rozmowy” – relacjonował.

„Wiem, Wysoki Sądzie, że to nie jest satysfakcjonująca odpowiedź dla tych, którzy wierzą, że właśnie na molo spiskowcy ustalili ten tajny plan, ale ja nie odpowiadam za te interpretacje” – dodał Tusk.

Poniżej kilka migawek z tamtej rozmowy. Czy takie poważne miny towarzysz kurtuazyjnym rozmowom o prywatnym życiu?
Źródło info i foto: nczas.com

Włochy: Skandal pedofilski z udziałem księdza

W 2009 roku włoskim Kościołem wstrząsnął skandal. Ponad 60 dawnych podopiecznych ośrodka dla głuchoniemych dzieci w Weronie odważyło się oskarżyć księży o molestowanie seksualnie. Wielu z duchownych już nie żyje, część przeniesiono za granicę. Włoskim dziennikarzom udało się jednak niedawno odnaleźć jednego z nich. – Jedni mają nałóg palenia, inni muszą się wyżyć – tłumaczy swoje zachowanie po latach („Polska i świat”).

Gdy sprawa wyszła na jaw, włoskie media opisywały ją jako największy skandal związany z pedofilią księży ujawniony we Włoszech. Oskarżenia dotyczyły księży pracujących między latami 50. a 80. w Instytucie im. Antonio Provolo w Weronie, gdzie niesłyszące i głuchonieme dzieci z ubogich rodzin zdobywały podstawową edukację. – Wybierali dzieci, które nie potrafiły się dobrze porozumieć ze swoimi rodzicami – opowiadała jedna z ofiar w poświęconym pedofilii we włoskim Kościele filmie dokumentalnym „Milczenie w imię Boga”.

– Kiedy zacząłem mieszkać w instytucie miałem trzy i pół roku – opowiada jedna z ofiar. – Widziałem wszystko, to była tortura. Kiedy molestowali mnie po raz pierwszy miałem 6-7 lat. Kazali mi zdjąć spodnie od piżamy, dotykali mnie i zgwałcili – dodaje.

Księża przenoszeni do Argentyny

Pod koniec ubiegłego roku pedofilski skandal wybuchł w innej placówce im. Antonio Provolo, tym razem położonej w Luján de Cuyo w prowincji Mendoza na zachodzie Argentyny. Wychowankowie opowiadali, że były regularnie gwałceni przez księży. Według argentyńskich mediów do molestowania dochodziło w latach 2005 – 2016, a ofiarami były głuchonieme dzieci w wieku od 7 do 15 lat. W sprawie aresztowano dwóch księży. Jednym z nich jest 82-letni Nicola Corradi, za którym oskarżenia o pedofilię ciągną się od czasu skandalu z Werony. Został wtedy przeniesiony do placówki w Argentynie.

Kiedy ofiary molestowania z Werony zdecydowały się oskarżyć księży, przestępstwo uległo już przedawnieniu. Swoje dochodzenie wszczęła kuria w Weronie. Chociaż części duchownych udowodniono winę, żadnego nie objęto ekskomuniką. – Kiedy rozmawiałem z tymi ofiarami, podali mi nazwiska księży. Wielu z nich nie żyje, wielu wyjechało za granicę – opowiada dziennikarz fanpage.it i autor materiałów o skandalu pedofilskim w Weronie Sacha Biazzo.

„Lubił się przytulać”

Dziennikarzom udało się jednak znaleźć jednego z duchownych wskazanych przez dawnych wychowanków, Eligio Piccoli. – Przebywał w domu opieki dla emerytowanych duchownych. Kiedy do niego poszliśmy, poprosiliśmy o potwierdzenie informacji o molestowaniu. Byliśmy w szoku, bo nie tylko wszystko potwierdził, ale opowiedział o kolejnych przypadkach i o zwyczaju wysyłania do Argentyny księży, których przyłapano na gorącym uczynku – relacjonuje Biazzo. Piccoli przyznał się do swoich czynów przed kamerą. – Był jeden chłopiec, który zawsze odwiedzał mnie w pokoju. Lubił się przytulać, nie bawił się z innymi dziećmi. Mówiłem mu: chodź do mojego pokoju, na zewnątrz jest zimno. Wtedy pokazywał mi swoje narządy płciowe – opowiadał włoskim dziennikarzom.

Zapytany, czy jego zachowanie było grzechem, odpowiedział: – Nie, to zależy. Kiedy mężczyźni robią to z mężczyznami to żarty, zabawa. Z kobietą to co innego. Jedni mają nałóg palenia, inni muszą się wyżyć. Z szacunków włoskich dziennikarzy wynika, że w Watykanie toczy się co najmniej 200 spraw dotyczących pedofilów we włoskim Kościele.
Źródło info i foto: tvn24.pl

W lesie znaleziono czaszkę kobiety. Zaginęła 7 lat temu

Czaszka znaleziona wiosną niedaleko Konina należała do zaginionej 7 lat temu kobiety. Policja prosi o pomoc w odtworzeniu wydarzeń z 2009 roku.

Makabryczne odkrycie w lesie niedaleko miejscowości Kępa, 10 kilometrów na północ od Konina, według policjantów wskazuje na to, że poszukiwana od 7 lat kobieta padła ofiarą zabójstwa. W dniu kiedy zaginęła, była w sklepie w Koninie przy ulicy Łężyńskiej. Stamtąd poszła w kierunku ulicy Bernardynka, na której wsiadła do samochodu osobowego. I właśnie świadków wsiadania czy też jazdy tym autem policja prosi szczególnie o kontakt.

Śmierć kobiety mogła być drastyczna. W lesie, gdzie znaleziono czaszkę nie było innych kości.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Lew Rywin skazany

Półtora roku w zawieszeniu i grzywna – taki wyrok usłyszał Lew Rywin. Producent filmowy był oskarżony w sprawie korupcji i fałszowania dokumentacji medycznej – co miało mu pomóc w uniknięciu odbycia kary 2,5 roku więzienia za pomoc w płatnej protekcji wobec Agory. Prokuratura chciała, by Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Rywina na 3,5 roku więzienia.

Lwa Rywina i jego syna CBA zatrzymało w 2009 r. Przebywali w areszcie pół roku – Lew Rywin wyszedł po wpłaceniu pół miliona zł kaucji. Wobec jego syna sąd uchylił areszt bez żadnych środków zapobiegawczych.

Obu zarzucono, że w 2005 r. mieli nakłaniać Konrada T. (skruszonego przestępcę, który jest świadkiem koronnym) do udzielenia korzyści majątkowej i wręczyć 210 tys. zł łapówki za pośrednictwo w organizowaniu fałszywych dokumentów o stanie zdrowia, które miały pomóc producentowi w uniknięciu odbycia kary 2,5 roku więzienia za pomoc w płatnej protekcji wobec Agory. Marcinowi Rywinowi dodatkowo zarzucono zamiar utrudniania postępowania karnego wobec jego ojca. Obaj nie przyznali się do winy – grozi im do 10 lat więzienia.

W 2010 r. łódzka prokuratura apelacyjna skierowała do sądu akt oskarżenia wobec kilkunastu w sumie osób, które usłyszały 40 zarzutów. Kwoty łapówek miały sięgać od kilkudziesięciu tys. zł do ponad 200 tys. zł. Według prokuratury zamieszani w korupcyjny proceder z lat 2004-2006 mieli obiecywać osobom, które miały np. trafić do więzienia, pomoc w odroczeniu wykonania kary.

W tym celu miano korumpować lekarzy, którzy za łapówki mieli tworzyć fikcyjne dokumentacje medyczne czy opinie lekarskie. Na tej podstawie sądy decydowały o odraczaniu kar, uchyleniu postanowień o doprowadzeniu do zakładu karnego lub nieosadzaniu podejrzanych w aresztach.

Proces ruszył w 2013 r. W sądzie Rywin nie przyznawał się do zarzutów. Zapewniał, że „nigdy nie zapłacił lekarzowi, aby sporządził dokumentację niezgodną z prawdą” ani nie nakłaniał Konrada T. do wręczania lekarzom łapówek. – T. sam zgłosił się do mojego syna, bo chciał na mnie zarobić pieniądze – mówił. Zaznaczył, że skorzystał z pomocy T., który powoływał się na kontakty rodzinne w jednej z klinik w Konstancinie, aby przyśpieszyć wizytę u specjalisty

Prokurator Daniel Lerman wniósł dla Lwa Rywina o karę 3,5 roku bezwzględnego więzienia oraz grzywnę. Wobec jego syna wniósł o karę pół roku więzienia (z zaliczeniem półrocznego okresu aresztu), a jednocześnie – w ramach tzw. kary mieszanej – o 2 lata ograniczenia wolności, połączone z obowiązkiem nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne oraz o grzywnę.

– Wniosek wynikał m.in. z jednej strony z wysokiego poziomu społecznej szkodliwości czynu, a z drugiej, że osoba ta kierowała się motywem nielegalnej pomocy osobie najbliższej – powiedział Lerman.

Wobec znanego adwokata mec. Roberta D. oskarżyciel wniósł o 6 lat więzienia, 10 lat zakazu wykonywania zawodu oraz grzywnę i przepadki korzyści uzyskanych z przestępstw (D. zarzucono wręczanie korzyści majątkowych, płatną protekcję, posługiwanie się dokumentacją medyczną poświadczającą nieprawdę i utrudnianie postępowań karnych). Wobec oskarżonej o utrudnianie postępowania karnego mec. Luizy T. prok. Lerman zażądał kary w zawieszeniu oraz grzywny i czasowego zakazu wykonywania zawodu. Co do oskarżonych lekarzy Andrzeja P. i Marii Ż.-L prokurator wnosił o kary pozbawienia wolności bez zawieszenia.

Obrona wnosiła o uniewinnienie podsądnych; w dwóch przypadkach złożyła wniosek o umorzenie. Generalnie obrońcy kwestionują wiarygodność zeznań Konrada T. – według nich jako agent CBŚ miał on dopuszczać się niedozwolonej prowokacji.

W 2015 r. warszawski sąd okręgowy wydał wyroki w pierwszym wątku wielkiego śledztwa korupcyjnego łódzkiej prokuratury ws. korupcji i fałszowania dokumentacji medycznej. SO uznał winę wszystkich 18 oskarżonych (wcześniej część podsądnych dobrowolnie poddało się karom więzienia w zawieszeniu). Wśród skazanych byli także sądzeni w obecnym procesie. Najwyższą karę SO orzekł wobec prokuratora Krzysztofa W. (zawieszonego w obowiązkach) – 7 lat więzienia; znanego adwokata Andrzeja P. – 6 lat oraz radiologa Andrzeja P. – 4 lat. Skazanych ukarano także wielotysięcznymi grzywnami oraz zakazami wykonywania zawodów. Sąd orzekł też przepadek przyjętych korzyści majątkowych.

Także i w tamtym procesie zarzuty opierały się głównie na zeznaniach Konrada T., który obracał się w stołecznym światku prawniczym i za pieniądze załatwiał fikcyjne zwolnienia lekarskie. Dostałby za to 140 zarzutów – status świadka koronnego gwarantuje mu bezkarność w zamian za obciążające zeznania.

– Do Konrada T. pasuje określenie „oszust” – mówił sędzia SO Andrzej Krasnodębski w uzasadnieniu wyroku. Dodał, że oszukiwał on wszystkich: swych „klientów”, swych współpracowników, adwokatów i lekarzy, od których uzyskiwał „lewe” zwolnienia. „Oszukiwał nawet oficerów CBŚ, przekazując im tylko te informacje, które były dla niego korzystne” – oświadczył sędzia. Zarazem sędzia zaznaczył, że słowa T. „nie są gołosłowne” i mają potwierdzenie w materiale dowodowym. Według sądu osoby współpracujące z T. potwierdzały jego zeznania.

Mecenas Luiza T. otrzymała karę 2 lat więzienia w zawieszeniu, 40 tys. zł grzywny. Sąd uznał, że doradzała „klientom” T., jak „skutecznie uniknąć” postępowań karnych. Andrzej P. usłyszał wyrok 4 lat więzienia i kilkunastotysięczną grzywnę za to, że za łapówki po 500 zł wystawiał przestępcom fałszywe opisy po badaniach rezonansem magnetycznym. Lekarka Maria Ż.-L, która wystawiała „lewe” zwolnienia, dostała 1,5 roku w zawieszeniu i 30 tys. zł grzywny.

Obrona zapowiedziała apelację, bo nadal kwestionuje wiarygodność T. Prok. Lerman był zadowolony z wyroku, bo SO podzielił jego ustalenia. Adwokaci zwracali uwagę, że obrońca nie jest w stanie weryfikować rzetelności dokumentacji medycznej otrzymywanej od klienta i dołączanej do wniosku np. o odroczenie wykonania kary. Prokurator replikował, że taki zarzut stawiano adwokatowi tylko wtedy, gdy było uzasadnione podejrzenie, że miał świadomość fałszerstwa dokumentacji.

Obrońcy podkreślali również, że lekarz ma swobodę w wydawaniu np. rekomendacji do operacji, co zawsze jest ocenne i nie podlega weryfikacji w kategorii prawda-fałsz. „Zero-jedynkowe rozwiązania w medycynie nie zawsze są możliwe, ale inaczej jest, gdy przekłamuje się okoliczności mające wpływ na możność odbywania kary więzienia” – odpierał zarzut prok. Lerman.
Żródło info i foto: onet.pl