Zakopane: Śmiertelne pobicie na Krupówkach. Są zarzuty dla sprawców

Zarzuty udziału w bójce na zakopiańskich Krupówkach, której skutkiem była śmierć i 25-latka, przedstawiono trzem mężczyznom zatrzymanym w Kaliszu. Z uwagi na dobro śledztwa prokuratura w Zakopanem na razie nie ujawnia szczegółów przesłuchań. Nie wiadomo też, czy podejrzani przyznali się do zarzucanego im czynu. Planowane są kolejne czynności z udziałem podejrzanych. W piątek w Kaliszu policja zatrzymała i przewiozła do zakopiańskiej prokuratury pięciu mężczyzn podejrzewanych o udział w bójce na Krupówkach.

Po przesłuchaniu przez prokuratora, trzech mężczyzn w wieku ponad 20 lat usłyszało zarzuty udziału w bójce, która zakończyła się tragicznie. Pozostałych dwóch zatrzymanych nie usłyszało żadnych zarzutów.

Tragiczny finał bijatyki na Krupówkach

Do bójki w Zakopanem doszło w nocy z 11 na 12 września. Wówczas na świętujących wieczór kawalerski napadła grupa mężczyzn. Wywiązała się bijatyka, w wyniku której 25-latek, prawdopodobnie po uderzeniu w głowę, stracił przytomność. Napastnicy uciekli. Całe zdarzenie zarejestrowały kamery monitoringu. 25-latek zmarł po przewiezieniu do szpitala.

Za pobicie, którego następstwem jest śmierć człowieka, grozi kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Śmiertelne pobicie 25-latka w Zakopanem. Jest śledztwo

Jeszcze dziś zostanie wszczęte śledztwo w sprawie śmiertelnego w skutkach pobicia 25-letniego mężczyzny w Zakopanem. Sprawców tej brutalnej napaści do tej pory nie zatrzymano. Mieszkaniec powiatu bocheńskiego zostawił żonę w ciąży i 3-letnią córeczkę. Do stolicy Tatr przyjechał, żeby bawić się na wieczorze kawalerskim. Do tragicznych wydarzeń doszło na zakopiańskich Krupówkach w nocy z soboty na niedzielę.

Mężczyzna z powiatu bocheńskiego przyjechał pod Tatry z grupą przyjaciół na wieczór kawalerski. Według relacji policji, ok. godz. 2:00 na skrzyżowaniu Krupówek i ul. Kościuszki grupę zaatakowali nieznani mężczyźni. Wywiązała się bijatyka, w wyniku której 25-latek, najprawdopodobniej po uderzeniu w głowę, stracił przytomność. Zmarł po przewiezieniu do szpitala. Sprawcy tej brutalnej napaści są wciąż poszukiwani.

„Nie jest znana ich tożsamość. Kluczowe będą analizy monitoringu i przesłuchania świadków” – powiedział zastępca prokuratora rejonowego w Zakopanem Rafał Porębski.

Dziś ma zostać wszczęte śledztwo w związku ze śmiercią 25-latka. Mężczyzna pochodzący z powiatu bocheńskiego osierocił 3-letnią córeczkę, zostawił też żonę, która spodziewa się kolejnego dziecka. Na jutro zaplanowano natomiast sekcję zwłok – poinformował RMF FM prokurator Porębski.

Śledczy przesłuchali już w charakterze świadków osoby, które były w grupie pobitego 25-latka. Poszukiwani są także inni świadkowie, którzy mogą mieć wiedzę o tym, co się wydarzyło, ale nie brały udziału w samej bójce. Za pobicie, którego następstwem jest śmierć człowieka, grozi kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Śmierć 25-letniego Ukraińca w izbie wytrzeźwień. Są nowe informacje

30 lipca bieżącego roku we wrocławskiej izbie wytrzeźwień zmarł 25-letni obywatel Ukrainy. Najprawdopodobniej pod koniec września świdnicka prokuratura otrzyma od biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu opinię dotyczącą przyczyn śmierci mężczyzny. Na razie pracę stracił jeden z policjantów biorących udział w interwencji. Do tragedii doszło 30 lipca 2021 roku we Wrocławiu. Właśnie tego dnia ratownicy medyczni wezwali policję na jeden z przystanków MPK. Pracownicy pogotowia uznali, że agresywny mężczyzna, do którego przyjechali, nie kwalifikuje się do hospitalizacji, za to nadaje się na izbę wytrzeźwień. Przybyli na miejsce funkcjonariusze zabrali 25-latka.

Niestety, obywatel Ukrainy w izbie wytrzeźwień zmarł. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy prok. Tomasza Orepuk poinformował PAP, że opinia biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej dotycząca śmierci 25-latka trafi do prokuratury najprawdopodobniej pod koniec września.

Przypomnijmy, że według nagrań, do których dotarła „Gazeta Wyborcza”, funkcjonariusze bili 25-letniego obywatela Ukraińcy. Gdy nie potrafili sobie z nim poradzić, przyciskali go kolanami do ziemi. W pewnym momencie na mężczyźnie usiadło aż dziewięć osób. Szczegóły postępowania prokuratury nie są ujawniane ze względu na dobro sprawy. Śledztwo prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.

Pewne jest jednak to, że na razie pracę w policji stracił jeden z funkcjonariuszy biorących udział w akcji. Policjant miał w sposób nieuzasadniony użyć pałki służbowej i przekroczyć przepisy dotyczące zasady stosowania przymusu bezpośredniego. Zdaniem rzecznika policji, Kamila Rynkiewicza, złamanie zasad polegało na uderzaniu i zadawaniu ciosów.

Od 1 września, po tym jak sprawę nagłośniła „Gazeta Wyborcza”, zawieszonych jest za to trzech innych funkcjonariuszy, biorących udział w interwencji. Powodem takiej decyzji według rzecznika dolnośląskiej policji jest fakt, iż podczas działań nie włączyli oni kamer. W tej chwili jest to obowiązek, co oznacza, że policjanci nie zachowali się właściwie i czekają ich w związku z tym konsekwencje.
Źródło info i foto: wp.pl

Śmierć 25-letniego Ukraińca w izbie wytrzeźwień we Wrocławiu. Jeden z policjantów zwolniony

Komendant Wojewódzki Policji we Wrocławiu zwolnił ze służby jednego z policjantów, którzy brali udział w interwencji, po której zmarł 25-letni Dmytro z Ukrainy. Sprawę wciąż bada prokuratura. Jak podawała „Gazeta Wyborcza”, 25-letni Dmytro 30 lipca bawił się z kolegami na grillu. Kiedy pijany wracał z imprezy autobusem, kierowca wezwał do niego karetkę. Ratownicy nie widzieli potrzeby, by zabierać go do szpitala, więc mężczyzna trafił do Wrocławskiego Ośrodka Pomocy Osobom Nietrzeźwym.

Policja twierdzi, że 25-latek był podczas interwencji agresywny. Jak podaje „GW”, mężczyzna był przez funkcjonariuszy rażony gazem, bity pałką i duszony, co widać na nagraniach z monitoringu. Ukrainiec po kilku godzinach zmarł.

Policja poinformowała dzisiaj, że komendant wojewódzki we Wrocławiu Dariusz Wesołowski zwolnił ze służby jednego z policjantów. Wobec trzech pozostałych funkcjonariuszy biorących udział w interwencji prowadzone jest postępowanie dyscyplinarne, w tym wobec jednego jest wdrożona procedura zmierzająca do zwolnienia go. Wszyscy pozostają zawieszeni w czynnościach służbowych.

Oddzielne dochodzenie w sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Świdnicy. Wiceszef MSWiA Maciej Wąsik odnosząc się do ostatnich interwencji policji, które zakończyły się śmiercią dwóch osób, zapewnił, że nie będzie ukrywania winnych.

W sprawie śmierci 25-latka ambasada Ukrainy skierowała do MSZ notę, w którym wzywa do przeprowadzenia bezstronnego śledztwa i pociągnięcia do odpowiedzialności osób biorąc udział w zdarzeniu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Śmierć 25-letniego Ukraińca we Wrocławiu. Jest nagranie z monitoringu w autobusie

Policja twierdzi, że 25-letni Dmytro Nikiforenko był agresywny. Polsat News dotarł do nagrania z monitoringu, na którym widać moment wyprowadzania mężczyzny z autobusu przez ratowników medycznych i oczekiwania na przyjazd funkcjonariuszy. Nie widać na nim, aby 25-latek zachowywał się agresywnie. O sprawie śmierci Ukraińca jako pierwsza poinformowała „Gazeta Wyborcza”.

Dziennikarze Polsat News dotarli do nagrania, na którym widać, jak Dmytro Nikiforenko razem z ratownikami medycznymi opuszcza miejski autobus. Na wideo nie widać, żeby mężczyzna był agresywny. Spokojnie idzie prowadzony przez ratowników, później siada na ławce na przystanku. Tam, w asyście ratowników, czeka na policję. Całe nagranie można obejrzeć na stronie polsatnews.pl.

W sprawie śmierci mężczyzny głos zabrał również zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich. Jak podkreślił Stanisław Trociuk, przypadki śmierci człowieka, wobec którego interweniowała policja, zdarzają się w ostatnim czasie na tyle często, że mogą budzić wątpliwości obywateli co do przestrzegania praworządności przez organy stojące na jej straży.

„Opisane przez media działania funkcjonariuszy i innych osób – o ile stawiane tam zarzuty potwierdzi postępowanie karne – można uznać za wyczerpujące znamiona pojęcia ‚tortury’. Jest ono zdefiniowane w art. 1 Konwencji ONZ w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania” – napisał.

RPO zwrócił się również do policji i prokuratury z prośbą o wyjaśnienie sprawy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Śmierć 25-letniego Ukraińca w izbie wytrzeźwień we Wrocławiu. „Rażony gazem, okładany pięściami, duszony”

Czterech policjantów z Wrocławia zostało zawieszonych po śmierci 25-latka w izbie wytrzeźwień. Śmierć Ukraińca podczas interwencji ujawniła „Gazeta Wyborcza”, która dotarła do nagrań z monitoringu. Widać na nich, jak Dmytro Nikiforenko był rażony gazem, okładany pięściami i pałką oraz duszony przez policjantów i pracownika izby.

Komendant miejski policji we Wrocławiu chce, aby wobec dwóch z czterech zawieszonych funkcjonariuszy rozpocząć procedurę zwolnienia. Ma to związek z użyciem środków przymusu bezpośredniego niezgodnie z przepisami wobec 25-letniego Ukraińca, który zmarł 30 lipca we wrocławskiej izbie wytrzeźwień.

Młody człowiek miał pić alkohol z kolegami w pracy. W drodze do domu miał według jednej wersji zasnąć w autobusie, według innej dziwnie się zachowywać: bełkotać i uderzać głową w szybę. Kierowca autobusu wezwał kartkę, ta patrol policji.

Według informacji Jacka Harłukowicza z „Gazety Wyborczej”, 25-latek był we wrocławskiej izbie wytrzeźwień rażony gazem, okładany pięściami i pałką oraz duszony przez policjantów i pracownika izby. Wynika to z nagrań monitoringu, na które powołuje się dziennik. „Jeden z policjantów przyciska mu szyję kolanem, a drugi dusi rękami. Kolejną dociska trzymaną oburącz pałką” – czytamy.

Oficjalnie przyczyna zgonu młodego mężczyzny wciąż nie jest znana. Dmytro Nikiforenko w połowie sierpnia został pochowany na Ukrainie. Jak pisze gazeta, wstępna opinia biegłych wskazuje, że prawdopodobną przyczyną śmierci było gwałtowne uduszenie.

Śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci młodego mężczyźni prowadzi Prokuratura Okręgowa w Świdnicy. Zostało ono tam przeniesione, żeby uniknąć zarzutu braku bezstronności. Śledczy czekają na wyniki sekcji zwłok – zlecono dodatkowe badania. Z uwagi na wczesny etap postępowania nie ujawnia się więcej szczegółów.

Nadkomisarz Kamil Rynkiewicz z dolnośląskiej policji powiedział reporterowi RMF FM Pawłowi Pyclikowi, że funkcjonariusze nie mieli włączonych kamerek na mundurach. Staż pracy zawieszonych policjantów to od około 2 do 19 lat.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Inowrocław: Śmierć na komisariacie. Policjant postrzelił się w głowę

25-letni policjant z Komendy Powiatowej Policji w Inowrocławiu postrzelił się w głowę w miejscu pracy. Funkcjonariusz zmarł w szpitalu. Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że do jego śmierci nie przyczyniły się inne osoby. 

Do tragedii doszło w poniedziałek. Prokurator Rejonowy w Inowrocławiu prok. Robert Szelągowski przekazał w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że postępowanie w sprawie zgonu 25-letniego funkcjonariusza policji zostało zarejestrowane 16 sierpnia.

Inowrocław. Policjant postrzelił się w głowę. Zmarł w szpitalu

– 16 sierpnia w godzinach przedpołudniowych w Komendzie Powiatowej Policji w Inowrocławiu funkcjonariusz policji postrzelił się w głowę. Na miejsce zostało wezwane pogotowie ratunkowe, a policjant został przetransportowany do szpitala w Bydgoszczy. Tego samego dnia stwierdzono zgon mężczyzny – przekazał prok. Szelągowski.

Prokurator rejonowy podał, że w dniach 16 i 17 sierpnia na terenie KPP w Inowrocławiu trwały czynności procesowe, oględziny miejsca zdarzenia, przesłuchano także świadków. Według jednego z policjantów, z którym rozmawiał „Super Express”, funkcjonariusz targnął się na swoje życie z powodów osobistych. – Zawód miłosny to powód samobójstwa. Nic więcej ode mnie nie usłyszysz. To wielki dramat dla jego bliskich – powiedział dziennikowi.

25-letni policjant oddał strzał ze służbowej broni w pokoju, w którym na co dzień pracował. Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że do zdarzenia nie przyczyniły się osoby trzecie. Sekcja zwłok 25-latka zaplanowana jest na 23 sierpnia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zarzut zabójstwa za brutalne pobicie 66-letniego sąsiada

Zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem usłyszał 25-latek z Będzina (woj. śląskie), który brutalnie pobił 66-letniego sąsiada. Mężczyzna zmarł w wyniku doznanych obrażeń. Podejrzany, który po dokonaniu zbrodni prawdopodobnie próbował uciec za granicę, został aresztowany po tym, jak policję zawiadomiła jego partnerka, której powiedział, że musi wyjechać. 

Będzin. Kom. Paweł Łotocki z tamtejszej Komendy Powiatowej Policji powiedział w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że do przestępstwa doszło w ubiegłym tygodniu. O tym, co się wydarzyło w jednym z będzińskich mieszkań, poinformowała policję partnerka 25-latka.

„Z jej relacji wynikało, że w nocy ze środy na czwartek para spędzała czas wspólnie, w mieszkaniu. W pewnej chwili znajdujący się pod wpływem alkoholu i narkotyków partner poszedł do sąsiada i dotkliwie go pobił. Kiedy napastnik zorientował się, że 66-latek nie oddycha, wrócił do swojego mieszkania, by zabrać swoje rzeczy i wyszedł, informując partnerkę, że musi wyjechać” – opisują policjanci.

Kobieta zawiadomiła policję. Okazało się, że sprawca prawdopodobnie próbował uciec za granicę. Udało się ustalić, że może przebywać w Tychach, w pobliżu dworca kolejowego. Funkcjonariusze zatrzymali mężczyznę, zanim zdążył wsiąść do pociągu. Za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem grozi mu nawet dożywcie. Sąd Rejonowy w Będzinie aresztował 25-latka na trzy miesiące. Nieznane są motywy tej zbrodni. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

25-latek zatrzymany za napad na kobietę w centrum Kielc

Policjanci z Kielc zatrzymali 25-latka, który miał napaść na kobietę w centrum miasta. Poszkodowana trafiła pod opiekę lekarzy. Policję zaalarmowała pasażerka jednego z miejskich autobusów. Poinformowała nas, że w tym samym autobusie jedzie mężczyzna, który około godzinę wcześniej napadł na nią w centrum miasta. Kobieta poprosiła kierowcę autobusu o zatrzymanie pojazdu – relacjonował sierż. szt. Maciej Ślusarczyk z Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach.

25-latek uciekł z autobusu, ale pobiegł za nim jeden ze świadków. Mężczyznę udało się zatrzymać. Okazało się, że był wcześniej notowany przez policję. Funkcjonariusze badają teraz okoliczności tego zdarzenia. Poszkodowana kobieta trafiła pod opiekę lekarzy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Starachowice: Ojciec zaatakował syna ostrym narzędziem. 25-latek w śpiączce

W Starachowicach doszło do domowej awantury, która dla jednego z członków rodziny skończyła się tragicznie. 25-letni mężczyzna, którego zaatakował ojciec, trafił do szpitala. Poszkodowany został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej, jego stan jest ciężki. W poniedziałek 3 maja policjanci interweniowali w jednym z mieszkań w Starachowicach. Około godziny 23 doszło do sprzeczki rodzinnej – ojciec i syn pokłócili się, po pewnym czasie doszło do rękoczynów. 59-letni mężczyzna zaczął zachowywać się agresywnie i zaatakował 25-letniego syna.

Starszy z mężczyzn zadał młodszemu dwie rany kłute w okolicy klatki piersiowej. Użył ostrego narzędzia, prawdopodobnie noża. Wiadomo, że 59-latek był pod wpływem alkoholu. Badanie alkomatem wykazało, że miał w organizmie 1,8 promila – pisze „Gazeta Starachowicka”, powołując się na słowa nadkomisarza Kamila Tokarskiego, rzecznika prasowego Komendanta Wojewódzkiego Policji w Kielcach.

Rannemu 25-latkowi pomocy udzielili najpierw policjanci, którzy następnie wezwali karetkę pogotowia. Mężczyznę przewieziono do szpitala, gdzie przeszedł operację, a następnie został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Jego stan jest poważny – pisze eska.pl.

Mężczyzna, który zadawał ciosy swojemu synowi, odpowie przed sądem za usiłowanie zabójstwa. Kodeks karny przewiduje za to taką samą karę jak za samo zabójstwo, czyli pozbawienie wolności na czas nie krótszy niż osiem lat, 25 lat pozbawienia wolności lub dożywocie. Mężczyzna, który zadał cios własnemu synowi, może więc spędzić za kratkami resztę życia.

Policjanci nie interweniowali nigdy wcześniej w tym domu, taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl