Przedszkolanka skazana za znęcanie się nad dziećmi. Zabiła 2-latkę

Sąd w Moenchengladbach w kraju związkowym Nadrenia Północna-Westfalia skazał w piątek 25-letnią Sandrę M. na dożywocie za zabicie dwuletniego dziecka w przedszkolu, w którym pracowała – poinformowała agencja Reutera. Sędziowie uznali, że w kwietniu ubiegłego roku w Viersen Sandra M. naciskała na klatkę piersiową dwuletniej Grety, uniemożliwiając jej oddychanie. Dziewczynka zmarła w szpitalu dwa tygodnie później.

Podczas rozprawy sąd przesłuchał inne dzieci, które twierdziły, że były maltretowane fizycznie przez kobietę. 25-latka, obywatelka Niemiec, była wcześniej zwalniana z pracy w innych przedszkolach.

Będzie odwołanie

Sandra M. twierdziła, że jest niewinna, a jej prawnicy powiedzieli, że planują odwołać się od wyroku. Zgodnie z niemieckim prawem może ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po 15 latach.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Odbędzie się sekcja zwłok Kasi Lenhardt

Kasia Lenhardt nie żyje. Ciało byłej partnerki Jerome’a Boatenga zostanie poddane sekcji zwłok. Sprawą śmierci polskiej modelki zajęła się prokuratura w Berlinie. Kilkanaście dni temu media obiegła tragiczna informacja o samobójczej śmierci polskiej modelki Kasi Lenhardt. Ciało kobiety odnaleziono w jej mieszkaniu w Berlinie. Śmierć Polki wywołała poruszenie. Zaledwie kilka dni przed tym zdarzeniem Lenhardt rozstała się z gwiazdą Bayernu Monachium Jeromem Boatengiem.

W sprawie pojawiają się nowe okoliczności. Niemieckie media podają, że berlińska prokuratura zleciła wykonanie sekcji zwłok 25-latki. Pisze o tym serwis Promiflash. Prokuratura nie chce podawać więcej informacji.

„W związku ze śmiercią osoby, o której mowa, prokuratura w Berlinie rozpocznie śledztwo” – przekazali przedstawiciele prokuratury.

W ostatnich dniach niemiecki „Bild” ujawnił dokument zawarty między 25-latką a jej byłym partnerem Jeromem Boatengiem. W umowie Kasia Lenhardt zobowiązała się do milczenia na temat związku z obrońcą Bayernu. Podpisano ją na krótko przed tragiczną śmiercią Polki.

Modelka urodziła się w 1995 r. w Polsce, ale większość swojego zawodowego życia spędziła w Niemczech. To tam debiutowała w popularnym programie „Top Model”, w którym zajęła czwarte miejsce. Dzięki zdobytemu tam rozgłosowi zyskała dużą popularność; wystąpiła też w programach „Hell’s Kitchen” oraz „Models im Babygluck”.
Źródło info i foto: TVP.info

Zakończyły się poszukiwania Wojciecha P. Mężczyzna jest podejrzany o zabójstwo 25-letniej partnerki

Policja znalazła w lesie na terenie województwa dolnośląskiego zwłoki Wojciecha P. – 27-latka poszukiwanego w związku z zabójstwem młodej kobiety w Sieniawie Żarskiej. Prawdopodobnie odebrał sobie życie przez powieszenie się – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze Zbigniew Fąfera. Wojciech P. był poszukiwany od 4 stycznia. Mężczyzna był podejrzewany o zabicie swojej byłej partnerki – 25-latki z Sieniawy Żarskiej.

Ciało młodej kobiety znaleziono w jej mieszkaniu w nocy z 3 na 4 stycznia. 25-latka leżała w łazience, miała rany na szyi. Sekcja zwłok wykazała, że kobieta zmarła śmiercią nagłą, a jej zgon był wynikiem wykrwawienia spowodowanego ranami ciętymi zadanymi w okolice szyi.

Śledczy ustalili, że związek ze zbrodnią może mieć Wojciech P., który był partnerem zamordowanej. Dziennikarz RMF FM Mateusz Chłystun dowiedział się nieoficjalnie, że 27-latek w domu swoich rodziców zostawił list, w którym przyznał się do zabójstwa.

Śledztwo ws. zabójstwa 25-latki nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Żarach.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zabójstwo 25-latki w Sieniawie Żarskiej

Policja pod nadzorem prokuratury wyjaśnia okoliczności zabójstwa 25-latki z Sieniawy Żarskiej w Lubuskiem. Ciało kobiety znaleziono minionej nocy w domu – poinformował w poniedziałek Łukasz Wojtasik z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze. Zaalarmowani policjanci, w nocy w niedzieli na poniedziałek udali się pod wskazany adres w Sieniawie Żarskiej. Po wejściu do mieszkania znaleźli martwą kobietę.

Obrażenia na ciele 25-latki wskazują, że padła ofiarą zabójstwa. Przyczynę jej śmierci ma ustalić zarządzona przez prokuratora sekcja zwłok. – Na razie do sprawy nikt nie został zatrzymany. Poszukujemy 27-letniego byłego konkubenta kobiety, który może posiadać informacje w tej sprawie. Wykonywane są również inne czynności procesowe – powiedział prokurator Wojtasik.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Żarach.
Źródło info i foto: interia.pl

Norwegia: Odnaleziono ciało zaginionej Polki

Znalezione na początku czerwca w górach w okolicach miejscowości Orsta na zachodzie Norwegii szczątki ciała należą do zaginionej w 2018 roku 25-letniej Polki – podała we wtorek norweska policja. 25-letnia kobieta wybrała się na wycieczkę w pobliskie góry i nigdy z niej nie wróciła. W pobliżu miejsca jej zaginięcia odnaleziono but z fragmentami kości.

„Identyfikacja była możliwa dzięki badaniom DNA. O jej wynikach została powiadomiona rodzina oraz polska ambasada” – poinformowała w komunikacie policja regionu More oraz Romsdal.

Na but oraz szczątki ciała 5 czerwca natrafił mężczyzna podczas spaceru pod masywem górskim Nivane w okolicach miejscowości Orsta. Opis buta był zbieżny z tym, który należał do Polki.

Maja mieszkała w Orsta, niewielkim miasteczku w regionie Møre og Romsdal od zaledwie tygodnia. Pracowała w firmie sprzątającej. Czas wolny spędzała na łonie natury. Policja uważa, że feralnego dnia wybrała się na pieszą wędrówkę w okolice szczytu Saudehornet.

Poszła na wycieczkę, nie wróciła

25-letnią Maję Herner po raz ostatni widziano w centrum gminy, gdy około godziny 12.00 robiła zakupy w sklepie spożywczym. Około godziny 14.30 oświadczyła, że wybiera się na krótką wycieczkę. Gdy nie wróciła, natychmiast rozpoczęto jej poszukiwania. Jeszcze tego samego dnia policja znalazła na parkingu przed szlakiem samochód 25-latki. Jej samej nigdzie nie było.

Mai szukała policja, zmobilizowano funkcjonariuszy z psami tropiącymi, nad obszarem latano helikopterami i dronami – wyliczał nadawca publiczny Norsk Rikskringkasting. Nie przyniosło to żadnych rezultatów. W akcji od początku uczestniczy również miejscowy Czerwony Krzyż.

Mieszkańcy wątpią w wypadek

Jak dowiedziała się norweska stacja TV2, policja założyła, że Maja uległa wypadkowi, a jej ciało znajduje się gdzieś w górach. W taką hipotezę wątpiło jednak wielu mieszkańców Ørsta. – Jestem jedną z takich osób – powiedział w rozmowie z reporterami burmistrz miasta Stein Aam.

Jarle Bjørdal z Czerwonego Krzyża w Ørsta przekazał natomiast, że nigdy wcześniej nie miał do czynienia z sytuacją, w której osoba po wypadku w górach nie została odnaleziona. Podkreślił, że w poszukiwaniach brały udział setki osób, a środki, które wykorzystano w akcji były znaczne. Przyznał przy tym, że nie może zagwarantować, iż Polki tam nie ma.

Czy Kripos pomoże w rozwikłaniu zagadki?

Niektórzy w miasteczku spekulują, że sprawa ma charakter kryminalny. Plotki podsyca fakt, że miejscowa policja poprosiła o pomoc specjalną jednostkę do walki z przestępczością zorganizowaną i inną poważną przestępczością (Kripos).
Źródło info i foto: Fakt.pl

Córka burmistrza Nowego Jorku aresztowana podczas protestów

Córka burmistrza Nowego Jorku Billa de Blasio została aresztowana podczas protestów związanych ze śmiercią George’a Floyda. Powodem aresztowania było nielegalne zgromadzenie. 25-letnia Chiara de Blasio została aresztowana podczas protestu na Manhattanie w sobotę wieczorem. Miała blokować ruch i odmówić rozejścia się. Policjanci aresztowali ją za udział w nielegalnym zgromadzeniu.

Chiara podała, że mieszka w rezydencji Gracie Mansion, ale nie powiedziała policjantom, że jest córką burmistrza. Ratusz nie skomentował jej aresztowania – podaje New York Post. Burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio w ten weekend zabrał głos w sprawie protestów. Stwierdził, że „rasizm strukturalny nawiedza życie ludzi kolorowych”.

„To, co widzimy, to rozlew spowodowany dekadami niesprawiedliwości. Wiem wystarczająco dużo, aby powiedzieć, że dla społeczności czarnoskórych każdy dzień jest nasycony rasizmem” – napisał na Twitterze burmistrz.

Śmierć George’a Floyda. Protesty w USA

46-letni George Floyd zmarł 25 maja w wyniku interwencji policji w Minneapolis. Funkcjonariusz Derek Chauvin przez prawie 9 minut dociskał kolanem szyję czarnoskórego mężczyzny do ziemi. Zatrzymany mówił, że nie może oddychać, aż w końcu stracił przytomność.
Źródło info i foto: o2.pl

Czyżew: Zwłoki noworodka w studni. Wcześniej zmarła kobieta

W Czyżewie koło Sannik na Mazowszu służby znalazły w studni ciało dziecka w stanie rozkładu. Kilkanaście dni wcześniej zmarła młoda obywatelka Ukrainy – podaje portal gostynin24.pl. Przyczyną była utrata krwi w okolicach dróg rodnych – poinformowała portal prokuratura. W czwartek ma się odbyć sekcja zwłok noworodka.

Portal cytuje prokuratora Damiana Zimniaka z Prokuratury Rejonowej w Gostyninie, który poinformował, że „25 kwietnia na teren jednego z gospodarstw rolnych zostało wezwane pogotowie ratunkowe. Po przybyciu na miejsce zdarzenia, lekarz stwierdził zgon 25-letniej kobiety. Przyczyną zgonu była znaczna utrata krwi w okolicach dróg rodnych”.

Jak podał portal, we wtorek, 5 maja, około godz. 15 policja została powiadomiona, że woda w jednej ze studni w Czyżewie ma dziwny zapach. „Po sprawdzeniu okazało się, że w studni znajduje się ciało dziecka w stanie rozkładu” – poinformowano. Z informacji portalu gostynin24.pl wynika, że młoda 25-letnia kobieta przyjechała do Polski do pracy sezonowej. „Mieszkała w jednym pomieszczeniu ze swoją matką, która nie wiedziała, że jej córka jest w ciąży” – podali śledczy.

Prokuratura Rejonowa w Gostyninie prowadzi śledztwo w tej sprawie. Sekcja zwłok noworodka ma się odbyć 7 maja.
Źródło info i foto: interia.pl

Bydgoszcz: 8-miesięczny chłopiec trafił do szpitala z ciężkimi obrażeniami. Policja zatrzymała 25-letnią matkę

8-miesięczny chłopiec trafił z ciężkimi obrażeniami do Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy. Policja zatrzymała 25-letnią matkę dziecka. W piątek po godzinie 20:00 mieszkanka kujawsko-pomorskiej gminy Mrocza przywiozła do bydgoskiego szpitala 8-miesięcznego syna z poważnymi obrażeniami. Chłopiec ma złamane obie kości podudzia prawej nogi, zwichnięty prawy staw łokciowy, podejrzenie złamania lewej kości promieniowej łokciowej i liczne obrzęki. Zdaniem lekarzy, obrażenia nie są świeże: miały powstać około tygodnia temu.

Na szczęście nie zagrażają życiu dziecka.

Jak powiedziała RMF FM podkomisarz Justyna Andrzejewska, oficer prasowa KPP w Nakle nad Notecią, 25-latka, która przywiozła syna do szpitala, „tłumaczyła, że obrażenia powstały w wyniku upadku dziecka”: według niej, chłopiec miał wypaść z łóżeczka. Policjanci nie wykluczają jednak, że obrażenia niemowlęcia mogą być wynikiem znęcania się nad nim.

Taki sygnał funkcjonariusze dostali od lekarzy bydgoskiej placówki w nocy z piątku na sobotę, dlatego dzisiaj zatrzymali 25-letnią matkę chłopca, kiedy ta przyjechała do niego do szpitala.
Źródło info i foto: RMF24.pl

35-letni Grzegorz G. zabił ciężarną szwagierkę. Był ojcem dziecka. Kiedy wyrok?

Przed Sądem Apelacyjnym w Rzeszowie w czwartek odbył się proces apelacyjny 35-letniego Grzegorza G. oskarżonego o zabójstwo 25-letniej ciężarnej szwagierki. Mężczyzna był ojcem nienarodzonego dziecka. Za tydzień zostanie ogłoszony wyrok.

Rozprawa odwoławcza, podobnie jak większość procesu w I instancji, odbyła się za zamkniętymi drzwiami. Podczas pierwszej rozprawy sąd okręgowy zmienił kwalifikację czynu. Prokuratura oskarżyła G. o zabójstwo, natomiast sąd uznał, że było to zabójstwo z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Grzegorz G. w marcu br. został skazany na dożywocie oraz pozbawiony praw publicznych na 8 lat. Mężczyzna ma też zapłacić po 250 tys. zł zadośćuczynienia dla każdego z rodziców zabitej kobiety, którzy byli w procesie oskarżycielami posiłkowymi. Ma im także zwrócić ponad 17 tys. zł, które wybrał z konta Jolanty Ś. po jej śmierci.

Sąd uznał Grzegorza G. za winnego pozostałych zarzucanych mu przez prokuraturę czynów. Jest to m.in. kradzież samochodu i pieniędzy ofiary, usiłowanie dwóch oszustw, kradzież z miejsca pracy sprzętu elektronicznego o wartości ponad pół mln zł. G. ma również naprawić szkodę względem swojego pracodawcy w łącznej kwocie prawie 320 tys. zł.

Proces przed sądem okręgowym rozpoczął się w styczniu 2018 r. i toczył się za zamkniętymi drzwiami.

Apelację od wyroku złożyła obrona Grzegorza G. i jeden z oskarżycieli posiłkowych. Ogłoszenie wyroku wyznaczono na 28 listopada.

W toku postępowania prokuratorskiego G. został zbadany psychiatrycznie. Biegli nie stwierdzili, aby w chwili morderstwa był niepoczytalny lub miał ograniczoną poczytalność.

Romans z siostrą żony

Grzegorz G. przez wiele miesięcy potajemnie odwiedzał siostrę żony Jolantę. – Dziewczyna pracowała na kasie w delikatesach. Wcześniej mieszkała w rodzinnym domu w Lubzinie, ale jak obok pobudowała się siostra, wyprowadziła się do Dębicy i z rodziną utrzymywała sporadyczny kontakt – wspomina znajoma ofiary w rozmowie z Faktem.

W maju 2016 r. Jolanta nagle zniknęła. Była w 7. miesiącu ciąży ze swoim szwagrem. Kilka miesięcy wcześniej żona Grzegorza G. urodziła ich drugie dziecko. Ten tygodniami nie tylko udawał, że nie wie co się stało z Jolantą, ale zacierał ślady – wysyłał w imieniu zaginionej SMS-y do jej matki. Wynikało z nich, że zaginiona jest za granicą. Mało tego – przy okazji zarabiał na śmierci kobiety! Sprzedał jej samochód, sprzęt elektroniczny, podbierał z jej konta pieniądze.

Ciało zakopał w lesie

G. został zatrzymany pod koniec listopada 2016 r. we własnym mieszkaniu, wpadł w zasadzkę policji. Zdaniem oskarżenia Grzegorz G. uderzył Jolantę Ś. kilka razy w głowę połową cegły, kobieta miała też ranę kłutą szyi. Jak ustaliła prokuratura przyczyną śmierci kobiety było prawdopodobnie zachłyśnięcie się krwią i uduszenie.

W czasie śledztwa mężczyzna początkowo utrzymywał, że śmierć Jolanty Ś. nastąpiła na skutek nieszczęśliwego wypadku – miała spaść ze skarpy. Jednak po przedstawieniu mu dowodów z sekcji zwłok kobiety, które wykluczyły taką przyczynę śmierci, G. przyznał się do zabójstwa. Wskazał też miejsce w lesie, w którym zakopał ciało szwagierki. Zapewniał, że nie planował zabójstwa wcześniej, ale że myśl o zabiciu kobiety zrodziła się dopiero w czasie kłótni z nią.
Źródło info i foto: Fakt.pl

W berlińskiej dzielnicy Tempelhof zamordowano 25-letnią Polkę

W dzielnicy Tempelhof w Berlinie została zamordowana 25-letnia Polka. Do zbrodni doszło w wieżowcu na ulicy Burgemeisterstrasse. Krzyk kobiety zbudził jej sąsiadów. Policja otrzymała anonimowe zgłoszenie w ubiegły czwartek około północy. Kiedy mundurowi przybyli na miejsce zdarzenia na ścianach korytarza na siódmym piętrze były świeże ślady krwi.

Morderstwo w Berlinie. 25-letnia Polska mogła umrzeć w wyniku ran zadanych nożem

Policjanci wyłamali drzwi do mieszkania 64-letniego Bernarda S. Zobaczyli zakrwawione ciało kobiety, a następnie obezwładnili mężczyznę i aresztowali go. Na miejsce zbrodni wezwano karetkę. Ratownicy medyczni próbowali reanimować kobietę, jednak bezskutecznie – pisze „Berliner Kurier”.

Komisja Państwowego Urzędu Śledczego Niemiec nie chce komentować zbrodni i nie udziela mediom informacji na temat motywów sprawcy. Wszystko wskazuje jednak na to, że 25-latka z Polski została zabita nożem. Straciła dużo krwi. Prawdopodobnie próbowała uciec z mieszkania przed swoim oprawcą, ale mężczyzna zaciągnął ją z powrotem do mieszkania.

Nie jest pewne, jakie stosunki łączyły 25-letnią Polkę i 64-letniego podejrzanego. Nie wiadomo także, kto zadzwonił na policję. Okoliczności śmierci kobiety wyjaśni sekcja zwłok – informuje portal morgenpost.de.
Źródło info i foto: Gazeta.pl