Zaginął 29-letni Waldemar Werda

Zaginął Waldemar Werda. 29-letni mieszkaniec Wągrowca jest poszukiwany przez miejscową policję, która prosi o pomoc. Od jego zaginięcia minęło już kilka tygodni. Co się z nim dzieje?

Waldemar Werda zaginął 2 stycznia 2022 roku. Tego dnia około godziny 14:00 był ostatni raz widziany na terenie Wągrowca i do tej pory nie nawiązał kontaktu z rodziną. – Z przekazanych informacji przez rodzinę wynika, że w dniu zaginięcia mógł być ubrany w czarną bluzę z kapturem, czarne spodnie dresowe, ciemne buty typu adidasy – relacjonują policjanci z Wągrowca, którzy proszą o pomoc. Jeśli ktoś ma aktualne informacje o miejscu pobytu 29-latka to proszony jest o kontakt z mundurowymi pod nr tel 47 77 46 211, bądź pod numerem alarmowym 112.
Źródło info i foto: se.pl

USA: Pijany policjant śmiertelnie potrącił Polaka. Jego ciało ukrył w bagażniku

Pijany policjant Louis Santiago z New Jersey, który śmiertelnie potrącił 29-letniego Polaka, nie przyznaje się do winy. O wypadku, który miał miejsce w noc halloweenową poinformowała amerykańska telewizja NBC News. Policjant, który nie był na służbie, sięgnął w czasie jazdy po telefon komórkowy i zjechał na pobocze autostrady, w momencie kiedy szedł tam 29-letni Damian D. Według adwokata policjanta jego klient myślał początkowo, że uderzył w dzikie zwierzę, ponieważ Polak był ubrany w ciemny kostium halloweenowy.

Z ustaleń śledczych wynika, że Louis Santiago odjechał z miejsca wypadku, ale wielokrotnie tam wracał, zanim załadował ciało mężczyzny do swojego samochodu. ”Polak został uznany za zmarłego na miejscu zdarzenia, ale dopiero ponad dwie godziny później. W ciągu tych dwóch godzin, Santiago pojechał do domu z ciałem Damiana na tylnym siedzeniu, a następnie wrócił na miejsce wypadku, nie dzwoniąc pod alarmowy numer 911, ani nie próbując udzielić pomocy mężczyźnie” – podała NBC News powołując się na prokuratorów.

”Co by było, gdyby policjant natychmiast zadzwonił pod numer 911? Czy Damian mógłby zostać uratowany? Nie wiemy tego z powodu jednej osoby, która była niewiarygodnie samolubna” – oceniła cytowana przez NBC News przyjaciółka Polaka, który był pielęgniarzem.

W domu policjant rozmawiał z matką, która podeszła do samochodu, aby zobaczyć ciało. „Zawieź to ciało z powrotem tam, gdzie je uderzyłeś” –  miała powiedzieć synowi, zgodnie z relacją prokuratorów. Ojciec Santiago, który też jest policjantem, zadzwonił pod numer alarmowy 911, a także do swojego szefa, ale prokuratorzy nie podali kiedy to nastąpiło.

”Policjanci stanowi znaleźli Santiago stojącego obok jego samochodu i ciało Polaka na tylnym siedzeniu. Jak zauważyła NBC News, mimo że funkcjonariusz wyglądał na pijanego i przyznał się do przenoszenia martwego ciała, nie został aresztowany na miejscu zdarzenia. Zarzuty postawiono mu dopiero ponad trzy tygodnie później.

”Sprawcy wypadku postawiono 12 zarzutów, w tym lekkomyślne zabójstwo podczas prowadzenia pojazdu i narażenie na niebezpieczeństwo rannej ofiary. Nie przyznał się do winy. Wyniki badania jego krwi pod wpływem alkoholu nie zostały ujawnione” – wyjaśniła NBC News. Departament Policji w Newark zawiesił policjanta w czynnościach służbowych.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest wyrok ws. Polaka, który śmiertelnie potrącił członka ruchu „żółtych kamizelek”

Polski kierowca ciężarówki Mateusz K. został w środę skazany na karę roku więzienia w zawieszeniu za nieumyślne śmiertelne potrącenie 23-letniego mężczyzny, członka ruchu „żółtych kamizelek” na rondzie w Avinionie w grudniu 2018 r. Kierowcą był 29-letni Mateusz K., który został skazany przez sąd karny w Awinionie za nieumyślne spowodowanie śmierci i za naruszenie obowiązku zachowania ostrożności, po przekwalifikowaniu pierwotnego oskarżenia o zabójstwo – poinformował agencję AFP prawnik rodziny ofiary, Olivier Collion.

13 grudnia 2018 r., krótko po północy, kierowca nieznający języka francuskiego, przyjeżdżający z Włoch, został zablokowany na drodze przez szpaler protestujących „żółtych kamizelek” na rondzie Bonpas w Awinionie. Polak sforsował blokadę i przejechał jednego z demonstrujących, 23-letniego Denisa Davida, mieszkańca miasta Pontet.

Na rozprawie w połowie października kierowca wyjaśniał, że bał się, bowiem był przekonany, że miał do czynienia z „rabusiami”, którzy chcieli ukraść jego ładunek. Od początku istnienia ruchu od listopada 2018 r. 11 osób, członków „żółtych kamizelek” straciło życie w wypadkach drogowych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Proces ws. podżegania do zabójstwa Zbigniewa Ziobry od nowa

Proces Jana S. „Króla dopalaczy” oskarżonego m.in. o podżeganie do zabójstwa ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, prokuratora i policjantów, którzy rozbili grupę handlującą dopalaczami, będzie toczył się od początku – ustaliła PAP.

Jan S. odpowiada przed Sądem Okręgowym w Warszawie za 14 przestępstw, w tym podżeganie do zabójstwa ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, prokuratora i policjantów, którzy prowadzili przeciwko niemu śledztwo, a także nakłanianie do nękania funkcjonariuszy i usiłowanie wręczenia im łapówek. Proces w tej sprawie ruszył w grudniu 2020 roku, dotychczas odbyły się trzy rozprawy, a sąd przesłuchał dwóch świadków.

Proces od nowa

Jak dowiedziała się PAP, proces będzie toczył się od początku, bo przewodnicząca pięcioosobowego składu orzekającego w sprawie S. niebawem przechodzi w stan spoczynku.

„W związku ze zbliżającym się terminem przejścia w stan spoczynku sędzi Danuty Kachnowicz, Przewodnicząca XII Wydziału Karnego na podstawie par. 65 ust. 1 Regulaminu wewnętrznego urzędowania sądów zarządziła skierowanie szeregu spraw, w tym sprawy przeciwko Janowi S. do Systemu Losowego Przydziału Spraw celem wylosowania nowego sędziego referenta. Postępowanie zostało przekazane do VIII Wydziału Karnego i będzie rozpoznawane przez sędziego Annę Ptaszek” – podała Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.

Z ustaleń PAP wynika, że zmiana sędziego rozpoznającego sprawę, w której pokrzywdzonym jest Zbigniew Ziobro, uniemożliwiła „Królowi dopalaczy” kontakty telefoniczne i widzenia.

„Dyrekcja aresztu śledczego nie respektuje postanowień wydanych przez sędzię Danutę Kachnowicz, a przecież zmienił się jedynie referent sprawy. Organ nadzorujący jest ten sam i naszym zdaniem zgody na kontakt telefoniczny czy widzenia nie straciły na ważności. Odbieram to jako w pewnym sensie represje, bo naruszane jest podstawowe prawo oskarżonego, czyli prawo do obrony. Nie spotkałem się wcześniej z podobną sytuacją” – powiedział PAP mec. Antoni Kania-Sieniawski, obrońca Jana S.

Jan S. – „król dopalaczy”

29-letni Jan S. nazywany „królem dopalaczy” przebywa od 14 miesięcy w areszcie, obecnie w Areszcie Śledczym w Radomiu, osadzony jest jako więzień niebezpieczny. Do sądu doprowadzany jest w pomarańczowym uniformie, skuty kajdankami zespolonymi, pilnowany przez uzbrojonych w broń maszynową funkcjonariuszy.

Podczas rozprawy przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga, który rozpoznaje sprawę dot. handlu dopalaczami, jego adwokat podkreślał, że oskarżony obecnie „przebywa w zwierzęcych warunkach”. Jan S. dodał, że gdyby jakieś zwierzę przebywało w podobnym miejscu, „obrońcy praw zwierząt wygraliby sprawę”. Swoją celę opisał jako pomieszczenie „bez okna, bez dopływu do świeżego powietrza, z dziurą w ziemi jako latryną”.

Według śledczych, za zabójstwo ministra sprawiedliwości prokuratora generalnego Jan S. oferował 100 tys. zł. Zdaniem prokuratury, chciał w ten sposób doprowadzić do zaniechania prac nad zaostrzeniem kar za produkcję i handel dopalaczami, a samego Ziobrę oskarżał o to, że „zepsuł mu interes”. Mężczyzna prowadził bowiem w Holandii firmę zajmującą się importem i eksportem materiałów chemicznych.

Oskarżony miał planować zabójstwo ministra przy użyciu m.in. materiału wybuchowego, trucizny albo pierwiastka radioaktywnego. Do przyjęcia zlecenia nakłaniał osobę, która – jego zdaniem – potrafiła skonstruować ładunek wybuchowy.

Jan S. miał też podżegać do zabójstwa prokuratora, który prowadził przeciwko niemu postępowanie dotyczące handlu dopalaczami oraz funkcjonariuszy z wydziału narkotykowego Komendy Stołecznej Policji, którzy rozpracowywali grupę przestępczą handlującą dopalaczami. Według prokuratury, miał też nakłaniać do nękania policjantów, podszywając się pod nich na portalach internetowych. Namawiał też do tworzenia fikcyjnych zdjęć i filmów, które miały służyć zdyskredytowaniu śledczego.

Mężczyzna był poszukiwany dwoma listami gończymi, dwoma europejskimi nakazami aresztowania i tzw. czerwoną notą Interpolu. Ostatecznie został zatrzymany na początku stycznia ub.r. w Milanówku pod Warszawą. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do stołecznego sądu w czerwcu 2020 roku.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zapaśnik Dominik Sikora pobity na śmierć. Co dalej ze śledztwem?

Śmierć Dominika Sikory wstrząsnęła Poznaniem. Zapaśnik został brutalnie pobity na Starym Rynku i po kilku dniach zmarł w szpitalu. Od blisko roku poszukiwany jest Olgierd Michalski. Okazuje się, że śledztwo zostało zawieszone. Dlaczego? Śmierć 29-letniego zapaśnika wstrząsnęła Poznaniem. Został on brutalnie pobity na Starym Rynku i po kilku dniach zmarł w szpitalu. Kulisy tragedii są owiane tajemnicą. Kamery zarejestrowały, jak za Sikorą podąża dobrze zbudowany mężczyzna wraz z dwiema kobietami. Kolejne ujęcia to już widok leżącego zapaśnika.

W połowie lutego wydano list gończy za Olgierdem Michalskim. To 42-lsetni paker miał uderzyć zapaśnika na Starym Rynku, a następnie uciec z Polski. Od tragicznych zdarzeń minął blisko rok, ale nie udało się go znaleźć.

– Śledztwo w sprawie śmiertelnego pobicia zapaśnika w Poznaniu jest zawieszone z uwagi na niemożność ujęcia podejrzanego Olgierda M. – powiedział prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim”.
Źródło info i foto: se.pl

17-latek oskarżony o podwójne morderstwo podczas protestów w Kenoshy

Prokuratur okręgowy hrabstwa Kenosha oskarżył w czwartek 17-letniego Kyle’ego Rittenhouse’a o zabicie dwóch uczestników protestów w stanie Wisconsin i zranienie trzeciego. Grozi mu kara dożywocia. Kyle Rittenhouse, domniemany zabójca, mieszka w Antioch w Illinois, około 24 km od Kenoshy. Tam został w środę zatrzymany.

Do zabójstw doszło we wtorek podczas trzeciej nocy protestów w Kenoshy po postrzeleniu przez policjanta 29-letniego Afroamerykanina Jacoba Blake’a. Pozostaje on w szpitalu w ciężkim stanie. Jego rodzina wzywała do protestów o pokojowym charakterze.

– Na wideo w mediach społecznościowych Rittenhouse, widziany z karabinem półautomatycznym w ręku, wydaje się mówić, że „właśnie kogoś zabił”, uciekając z miejsca, gdzie demonstrant został śmiertelnie postrzelony w głowę – twierdzi chicagowski oddział telewizji NBC.

Jak relacjonuje, nagrania uchwyciły też chwile poprzedzające dalszy ciąg strzelaniny, w tym mężczyznę kopiącego Rittenhouse’a, zanim inny mężczyzna usiłuje odebrać mu broń. Świadek Julio Rosas powiedział, że kiedy napastnik się potknął, „wskoczyły na niego dwie osoby i doszło do walki o jego karabin”.

– Postaramy się zapewnić Kyle’owi sprawiedliwość – oświadczył John Pierce, adwokat 17-latka, dodając, że będzie zabiegał w piątek o zwolnienie klienta za kaucją.

Donald Trump odcina się od 17-latka

Według ABC News władze badające konta w mediach społecznościowych powiązane z nazwiskiem domniemanego zabójcy znalazły odniesienia do jego poparcia dla prezydenta Donalda Trumpa. Sztab wyborczy prezydenta wydał w środę wieczorem oświadczenie, dystansując się od Rittenhouse’a.

„Prezydent Trump wielokrotnie i konsekwentnie potępiał wszelkie formy przemocy i uważa, że musimy chronić wszystkich Amerykanów przed chaosem i bezprawiem. (…) Ta osoba nie miała nic wspólnego z naszą kampanią i w pełni wspieramy nasze fantastyczne organy ścigania w ich szybkiej akcji w tej sprawie” – głosi oświadczenie.

Znaczna część strony Rittenhouse’a na Facebooku jest poświęcona wspieraniu organów ścigania, z nawiązaniem do propolicyjnego ruchu Blue Lives Matter. Można go również zobaczyć trzymającego karabin szturmowy.

Przed strzelaniną Rittenhouse udzielił wywiadu konserwatywnej stronie internetowej The Daily Caller. Mówił tam, że pomaga ludziom.

– Część mojej pracy polega również na pomaganiu ludziom. Jeśli ktoś jest skrzywdzony, jestem w drodze. Mam swój karabin – ponieważ oczywiście mogę się bronić – opowiadał Rittenhouse.
Źródło info i foto: onet.pl

USA: Protesty po interwencji policji wobec 29-letniego Afroamerykanina

W amerykańskim stanie Wisconsin w niedzielę wieczorem wybuchły protesty po tym, jak policjanci postrzelili 29-letniego Afroamerykanina. Jak tłumaczyły służby, funkcjonariusze interweniowali w związku z zakłóceniem porządku domowego. Według prawnika rodziny postrzelonego, podczas zdarzenia w jego samochodzie znajdowali się jego trzej synowie. Do miasta skierowana została Gwardia Narodowa.

W mieście Kenosha w amerykańskim stanie Wisconsin w niedzielę policjant kilkukrotnie postrzelił 29-letniego Afroamerykanina. Nagranie ze zdarzenia, wykonane przez przypadkowego przechodnia, opublikowane zostało w mediach społecznościowych. BBC News opisuje, że mężczyzna zidentyfikowany jako Jacob Blake, został kilkukrotnie postrzelony w plecy, gdy próbował wsiąść do samochodu. CNN pisze, że „na nagraniu słychać siedem strzałów”.

Lokalny serwis informacyjny Kenosha News, powołując się na świadków zdarzenia, informuje, że Blake próbował rozdzielić dwie bijące się kobiety. Interweniujący policjanci najpierw próbowali użyć paralizatora. Z relacji wynika, że Blake obszedł swój zaparkowany samochód, a gdy otworzył drzwi od strony kierowcy, jeden z policjantów złapał go za koszulkę. Jak informują świadkowie, potem rozległy się strzały.

Rodzina Blake’a zwróciła się z prośbą o pomoc do znanego obrońcy praw człowieka i praw obywatelskich prawnika Benjamina Crumpa. Adwokat w rozmowie z CNN powiedział, że w samochodzie w trakcie postrzelenia Blake’a znajdowała się trójka jego synów.

„Widzieli, jak policjanci strzelają do ich ojca. Na zawsze pozostaną z tą traumą. Nie możemy pozwolić funkcjonariuszom na łamanie swojego obowiązku, polegającego na ochronie nas. Nasze dzieci zasługują na coś lepszego” – napisał Crump na swoim profilu na Twitterze.

Oświadczenie gubernatora

Krótko po zdarzeniu Tony Evers, gubernator stanu Wisconsin opublikował oświadczenie, w którym podał nazwisko postrzelonego oraz stwierdził, że Blake w stanie krytycznym trafił do szpitala.

„Dzisiaj Jacob Blake został postrzelony kilkukrotnie w plecy w świetle dnia w Kenosha, Winsconsin. Kathy (żona gubernatora – red.) i ja łączymy się z rodziną, przyjaciółmi i sąsiadami w nadziei, że nie podda się zadanym ranom. Podczas gdy nie znamy jeszcze wszystkich szczegółów zajścia, to to, co wiemy, to że nie jest to pierwszy czarnoskóry mężczyzna bądź osoba, która została postrzelona, raniona bądź bezlitośnie zabita z rąk przedstawicieli służb porządkowych w naszym stanie lub naszym kraju” – napisał Evers.

Miejscowy departament policji oświadczył, że policjant, który strzelał, był jednym z wezwanych do zakłócenia porządku domowego o godzinie 17.11. Poinformowano, że policjanci od razu po postrzeleniu udzielili mężczyźnie pomocy. Ostatecznie, w poważnym stanie, został przetransportowany śmigłowcem medycznym do szpitala w Milwaukee. Sprawę – na wniosek miejscowej policji – wyjaśnią w ciągu 30 dni śledczy stanowi.

„Te strzały wbiły się w duszę naszego narodu”

Do sprawy odniósł się kandydat Partii Demokratycznej na prezydenta Joe Biden. W poniedziałkowym oświadczeniu wezwał do wyciągnięcia konsekwencji wobec funkcjonariuszy i do likwidacji systemowego rasizmu.

„Tego ranka naród budzi się ponowanie z żalem i oburzenie, że kolejny Afroamerykanin stał się ofiarą nadmiernej siły” – stwierdził Biden, zwracając uwagę, że Blake został postrzelony w plecy.

„Te strzały wbiły się w duszę naszego narodu” – ocenił.

„Nie poddamy się”

W niedzielny wieczór setki ludzi zgromadziły się przed siedzibą policji w Kenosha. Podpalone zostały samochody, a w stronę budynków publicznych poleciał bruk i koktajle Mołotowa. Demonstranci krzyczeli: „Nie poddamy się”.

Funkcjonariusze – jak relacjonuje BBC News – użyli gazu łzawiącego wobec protestujących, którzy złamali trwającą do godziny 7 rano miejscowego czasu godzinę policyjną. Na terenie hrabstwa wprowadzono stan zagrożenia.

Jak przekazała agencja Reutera powołując się na źródła we władzach stanowych, do miasta skierowanych zostało około 200 żołnierzy Gwardii Narodowej stanu Wisconsin, którzy mają wesprzeć lokalne siły policyjne. Wydano ostrzeżenie dla osób prowadzących całodobowe interesy, aby rozważyli ich czasowe zamknięcie w związku z „licznymi” doniesieniami o rozbojach z bronią w ręku.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Radom: Zwłoki zaginionego 29-latka w BMW

Policjanci z Radomia odnaleźli zwłoki zaginionego mieszkańca Piaseczna. Ciało 29-letniego mężczyzny znajdowało się w samochodzie BMW. 29-letni Mateusz S. zaginął w nocy z niedzieli na poniedziałek. Jak podaje portal egarwolin.pl, mężczyzna po raz ostatni widziany był o godzinie 5 rano w Piasecznie. 

W sobotę 6 czerwca policja otrzymała zgłoszenie o porzuconym przy trasie S17 samochodzie BMW. Na miejsce wysłano patrol policji. Funkcjonariusze odkryli w pojeździe zwłoki zaginionego 29-latka. Policja pod nadzorem prokuratury wyjaśnia okoliczności śmierci mieszkańca Piaseczna. Wstępnie wykluczono udział osób trzecich.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Szczytno: Zarzuty dla 29-letniego kierowcy mustanga. Lekarze walczą o życie potrąconych bliźniaków

29-letni mężczyzna usłyszał w poniedziałek zarzut spowodowania wypadku w Szczytnie (warmińsko-mazurskie), w którym ciężko ranne zostały 1,5-roczne bliźnięta. Prokurator złożył do sądu wniosek o trzymiesięczny areszt dla kierowcy Forda Mustanga. Dzieci trafiły na oddział intensywnej terapii, lekarze przyznają, że rokowania są „bardzo poważne”. Prokuratura wszczęła w poniedziałek śledztwo w sprawie spowodowania wypadku samochodowego z ciężkimi skutkami – poinformował w poniedziałek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny.

– Prokurator przedstawił 29-letniemu Adamowi D. zarzut umyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym w ten sposób, że kierował on samochodem rozwijając nadmierną prędkość ok. 90 km na godzinę, wyprzedzał przed przejściem dla pieszych, stracił panowanie nad pojazdem a następnie wjechał na chodnik i uderzył w wózek, w którym znajdowało się dwoje dzieci. Dzieci doznały ciężkich obrażeń ciała – powiedział prokurator Stodolny.

Jak dodał, podejrzany przyznał się do zarzuconych czynów. Złożył także wyjaśnienia. Grozi mu kara do 8 lat pozbawienia wolności.

„Na pewno miał ponad stówę”

Z poczynionych ustaleń wynika, że kierowca był trzeźwy, ale pobrano mu krew na zawartość alkoholu i narkotyków. W poniedziałek prokurator złożył wniosek do sądu o trzymiesięczny areszt dla podejrzanego. O dużej prędkości samochodu mówią świadkowie wypadku. Wspominają też, o tym, że kierowcę mustanga łamiącego przepisy widzieli już nie raz.

– Na pewno miał ponad stówę. Jeździł cały czas szybko szczególnie tą ulicą – mówił pan Marek, świadek wypadku.

„Zrywał tablicę rejestracyjną”

Do wypadku doszło w sobotę, gdy 29-letni mieszkaniec Szczytna jadąc od ulicy Wileńskiej w stronę ulicy Staszica, uderzył w stojąca na chodniku z wózkiem babcię z dwójką dzieci. Ford po potrąceniu wózka uderzył w sąsiednią posesję, staranował metalowy płot i zatrzymał się dopiero na budynku.

– Usłyszeliśmy huk, trzask i wyszliśmy. Widzieliśmy babcię leżącą obok wózka na chodniku, tuż przy jezdni. Jedno z dzieci znajdowało się po prawej stronie, drugie zabrano już do karetki. Nie wyobrażam sobie, tej mamy, tej babci… – mówiła zrozpaczona pani Bożena, bliska sąsiadka rodziny.

Inny sąsiad, pan Mirosław powiedział Polsat News, że widział, jak kierowca zrywał tablicę rejestracyjną z tyłu pojazdu i wrzucił ją do auta. – Kazałem mu to zostawić. Nic nie mówił, oszołomiony był. Potem przyjechała do niego rodzina, wsadzili go do pojazdu. Stanąłem z tyłu, by nie odjechali. Podniosłem krzyk, że mało nie zabił dzieci, a teraz chciał uciec i zostałem do czasu przyjazdu policji – opowiada.

„Bardzo poważne urazy”

Dzieci w ciężkim stanie – jedno karetką, drugie śmigłowcem – zostały przetransportowane do szpitala dziecięcego w Olsztynie. Do szpitala trafiła także ich babcia – ma ogólne potłuczenia, nie wymagała dłuższej hospitalizacji.

– Dzieci doznały bardzo poważnych urazów wielu narządów. Rokowanie jest bardzo poważne. Walczymy o zdrowie i życie tych dzieci – powiedziała Barbara Chwała, zastępca dyrektora ds. lecznictwa z Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest list gończy za Olgierdem Michalskim. Mężczyzna jest podejrzanym ws. śmierci zapaśnika Dominika Sikory

Prokuratura Rejonowa Poznań Stare Miasto wydała w piątek list gończy za Olgierdem Michalskim podejrzanym ws. śmierci 29-letniego zapaśnika Dominika Sikory. Sportowiec zmarł pod koniec stycznia w szpitalu po pobiciu na poznańskim Starym Rynku.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak przekazał w poniedziałek, że śledczy wydali list gończy w piątek w godzinach popołudniowych po decyzji sądu o zastosowaniu wobec Olgierda Michalskiego tymczasowego aresztu poszukiwawczego.

– Prokurator sporządził stosowną dokumentację do publikacji i policja będzie prowadzić poszukiwania zmierzające do ustalenia miejsca pobytu, zatrzymania i doprowadzenia do prokuratury podejrzanego – powiedział Wawrzyniak.

42-letni Olgierd Michalski jest podejrzany o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu skutkującego śmiercią 29-letniego zapaśnika Dominika Sikory. Sportowiec został pobity w nocy z 25 na 26 stycznia po tym, gdy wyszedł z lokalu na Starym Rynku w Poznaniu. Po pobiciu Sikora z obrzękiem mózgu trafił do szpitala, gdzie zmarł 31 stycznia.

Był już karany m.in. za napaść na policjantów zakończoną strzelaniną

Poznańska policja poinformowała, że dysponuje zapisem z monitoringu, który zarejestrował całe zdarzenie. 7 lutego funkcjonariusze za zgodą prokuratury opublikowali wizerunek i dane Olgierda Michalskiego. Mężczyzna był w przeszłości skazany na kary więzienia m.in. za napaść na policjantów, która zakończyła się strzelaniną.

Dominik Sikora był jednym z czołowych zapaśników stylu klasycznego KS Sobieski Poznań. Zdobył wiele medali indywidualnych i drużynowych mistrzostw Polski. Był także medalistą mistrzostw Europy kadetów. Podejrzanemu grozi kara od lat 5 więzienia, kara 25 lat pozbawienia wolności lub dożywotnie więzienie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl