Zatrzymano podejrzanego o serię podpaleń

Ponad 140 tys. złotych wynoszą straty spowodowane przez 32-letniego mężczyznę, który aż cztery razy podpalił domki letniskowe i pustostany na terenie gminy Somianka. Na trop podpalacza wpadli funkcjonariusze z miejscowego posterunku. Teraz o jego losie zdecyduje sąd. Grozi mu do 5 lat więzienia. Mieszkaniec stolicy będzie musiał również naprawić wyrządzone szkody.

Do serii podpaleń domków letniskowych i pustostanów doszło w miniony weekend we wsi Popowo Parcele. Jednej nocy strażacy interweniowali aż trzy razy. Kiedy zdążyli wrócić do koszar wybuchał kolejny pożar. W jednym przypadku nawet nie zdążyli dokończyć akcji gaśniczej, a już wydobywał się dym z kolejnego budynku kilkadziesiąt metrów dalej. Kiedy tylko okazało się , że to nie może być przypadek, do akcji przystąpili policjanci z Wyszkowa oraz lokalnego posterunku.

Ostatnie czwarte podpalenie miało miejsce w nocy z niedzieli na poniedziałek, z 11 na 12.09.2022 roku. W każdym przypadku na miejscu zdarzenia śledczy przeprowadzili dokładne oględziny i zabezpieczyli ślady, które jednoznacznie wskazywały, że są to umyślne podpalenia. Od samego początku policjanci wiązali ze sobą wszystkie pożary, podejrzewając, że stoi za nimi ten sam sprawca. Funkcjonariusze wykonali szereg czynności, koncentrując się m.in. na obserwacji okolicy, w których wystąpiły podpalenia, przesłuchując pokrzywdzonych i świadków.

Po dokładnej analizie zebranych dowodów i intensywnej pracy policjantów jeszcze w poniedziałek wytypowano sprawcę tych podpaleń. Okazał się nim 32-letni mieszkaniec Warszawy. Mężczyzna został zatrzymany w swoim domku letniskowym w tej samej wsi, gdzie dochodziło do pożarów.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego 32-latek usłyszał zarzuty uszkodzenia mienia poprzez umyślne podłożenie ognia. Mieszkaniec Warszawy przyznał się do podpaleń, lecz nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć swojego skrajnie nieodpowiedzialnego zachowania. Teraz o jego losie zdecyduje sąd. Za te przestępstwa grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Nie żyje drugi napastnik odpowiedzialny za masakrę w Kanadzie

Nie żyje drugi z napastników z kanadyjskiego Saskatchewan – przekazała zastępca komisarza Rhonda Blackmore. 32-letni Myles Sanderson, współodpowiedzialny za zabójstwo 10 i ranienie 18 osób. Zmarł krótko po tym, jak został zatrzymany przez policję. Według Blackmore w obliczu śmierci obu napastników motywy ataków mogą nigdy nie zostać poznane.

Jak podaje BBC, Sanderson został zatrzymany w środę popołudniu po pościgu policyjnym na autostradzie w prowincji Saskatchewan w pobliżu miasta Rosthern. Na nagraniu zarejestrowanym po zatrzymaniu napastnika widać na poboczu białego SUV-a otoczonego radiowozami. Sanderson poruszał się pojazdem skradzionym tego samego dnia. Właściciel zgłosił się na policję i przekazał, że samochód zniknął sprzed jego posesji. 

Funkcjonariusze znaleźli w środku auta nóż. 

32-latek został aresztowany około godz. 15:30. Wkrótce po tym z jego zdrowiem miało zacząć się dziać coś złego. Policjanci udzielali mu pomocy do przyjazdu karetki, która przetransportowała go do szpitala w Saskatoon, gdzie zmarł. Nie podano żadnych szczegółów związanych z przyczyną śmierci, którą ma wyjaśnić sekcja zwłok. Z nieoficjalnym informacji wynika, że napastnik miał się samookaleczyć.

– Możemy nigdy nie dowiedzieć się jaka była motywacja ataków – podkreśliła Blackmore.

„Pierwszy z podejrzanych o śmierć 10 osób w kanadyjskiej prowincji Saskatchewan, 31-letni Damien Sanderson,  został znaleziony martwy na terenie rezerwatu, gdzie doszło wcześniej do ataków. Jego obrażenia nie wskazują na samookaleczenie” – poinformowała w poniedziałek wieczorem czasu lokalnego policja.

Seria ataków nożem w rdzennej społeczności kanadyjskiej prowincji Saskatchewan i pobliskim mieście, w których zginęło 10, a rannych zostało 18 osób był jednym z najbardziej krwawych w historii kraju.

Jak przekazały władze, niektóre z ofiar były celem napastników, inne wydawały się być wybierane losowo. Do napaści doszło na obszarze zamieszkałym przez rdzenną kanadyjską ludność, zarządzanym przez radę James Smith Cree Nation. Napastnicy zaatakowali także m.in. w leżącej niedaleko wiosce Weldon, którą zamieszkuje 200 osób. Według policji, napastnicy działali „w szale”. Nie podano motywu zbrodni, zasugerowano jednak, że mężczyźni mogli być pod wpływem narkotyków.

Do ataków doszło w niedzielę rano w co najmniej kilku miejscach. Służby zaczęły otrzymywać niepokojące zgłoszenia około 5:40 czasu lokalnego. W ciągu kilku minut telefonów zaczęło przybywać. Dzwoniący informowali o kolejnych atakach oraz o „niebezpiecznych osobach” kręcących się po okolicy. Łącznie zaatakowano około 30 osób. Policja podejrzewa także, że liczba poszkodowanych może się jeszcze zwiększyć. Śledczy zakładają bowiem, że część rannych mogła we własnym zakresie udać się do szpitali.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest gotowa opinia ws. śmierci 32-latka po interwencji policji

Zatrzymanie krążenia spowodowane ostrą niewydolnością krążeniowo-oddechową było przyczyną śmierci 32-letniego mężczyzny, który zmarł w grudniu 2020 r. po policyjnej interwencji – ustalił portal Gazeta.pl. Śledczy czekają jeszcze na dodatkową analizę biegłego, który ma ocenić prawidłowość działań funkcjonariuszy. Chodzi m.in. o to, czy policjanci musieli rzeczywiście użyć gazu pieprzowego, który przyczynił się do niedotlenienia mężczyzny. Policja zaznacza, że funkcjonariusze przeprowadzili interwencję zgodnie z etyką zawodową. Prokuratorskie śledztwo na razie zawieszono.

Do policyjnej interwencji doszło 20 grudnia 2020 r. w Płocku. Funkcjonariusze próbowali zatrzymać samochód, którego kierowca zlekceważył sygnalizację świetlną. Doszło do krótkiego pościgu.

„Kierowca seata w trakcie podejmowanych w stosunku do niego czynności przez funkcjonariuszy był bardzo agresywny i arogancki. Miał bełkotliwą mowę i używał wulgaryzmów, a także groził policjantom. Nie reagował na polecenia funkcjonariuszy i unikał badania na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu” – informowała Komenda Miejska Policji w Płocku.

Razem z mężczyzną autem jechała kobieta i 1,5-miesięczne dziecko. Według policji kierowca „szarpał się, kopał i uderzał policjantów, powodując u funkcjonariuszy urazy ciała, uszkadzając telefon i umundurowanie służbowe”. Policjanci nie mogli zakuć mężczyzny w kajdanki, użyto gazu pieprzowego.

„Pasażerka seata w trakcie czynności również była agresywna i wulgarna, zaatakowała funkcjonariuszy, za co usłyszała w płockiej komendzie zarzuty za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy oraz wymuszenie czynności urzędowych” – podawano w komunikacie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Strzelanina w Poznaniu. 32-latek aresztowany

Zaczęło się od „zaczepiania kobiet”, a szybko przeszło do usiłowania zabójstwa policjanta. 32-letni mężczyzna uzbrojony w pałkę teleskopową i broń czarnoprochową może spędzić w więzieniu resztę życia. Poznańska komenda zdradza pierwsze szczegóły: „Nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Nie podjął żadnego dialogu z przesłuchującym go prokuratorem”.

W niedzielę, 8 maja, wieczorem, policjanci otrzymali zgłoszenie, z którego wynikało, że jakiś mężczyzna zaczepia kobiety w rejonie ronda Środka. Na miejsce trafił pierwszy patrol: mężczyzna (z 8-letnim stażem pracy) i kobieta, policjantka (z rocznym). Wytypowano podejrzanego o skuteczne uprzykrzanie życia poznaniankom i podjęto próbę wylegitymowania mężczyzny. Wtedy ten chwycił za broń, jak dziś wiadomo, czarnoprochową i wypalił w policjanta. Mundurowy, choć ranny w brzuch i rękę, odpowiedział ogniem i obezwładnił napastnika.
Źródło info i foto: se.pl

32-latek zginął podczas interwencji policji. „Mężczyzna był agresywny”

Policjanci z Giżycka zastrzelili agresywnego 32-latka, który zaatakował ich podczas interwencji w Wydminach. Do zdarzenia doszło w mieszkaniu, w którym przebywała 37-latka i jej troje dzieci. Do zdarzenia doszło w nocy ze środy na czwartek w mieszkaniu, w którym przebywała 37-latka i jej troje dzieci – roczne, dziewięcioletnie i 17-letnie. Policjanci z Giżycka zostali powiadomieni o agresywnym mężczyźnie, który dobijał się do drzwi jednego z mieszkań w Wydminach. Obecność policjantów nie uspokoiła 32-latka, który „stwarzał poważne i realne zagrożenie dla wszystkich osób w tym miejscu” – podaje policja.

– W trakcie interwencji mężczyzna był agresywny, swoim zachowaniem zmusił policjantów do zdecydowanych działań. Sytuacja w końcu doprowadziła do tego, że jeden z policjantów postanowił użyć broni, oddał jeden strzał, który trafił mężczyznę – powiedział na antenie Polsat News rzecznik prasowy KWP w Olsztynie Tomasz Markowski.

– Niestety mimo natychmiastowej pomocy udzielonej mu przez tego policjanta, jak również załogę karetki pogotowia wezwanej na miejsce, mężczyzna zmarł – dodał rzecznik.

Grupa dochodzeniowo-śledcza i policyjni psycholodzy

Na miejsce skierowana została grupa dochodzeniowo-śledcza, technicy kryminalistyki, policjanci z Wydziału Kontroli KWP w Olsztynie oraz policyjni psycholodzy. Partnerka mężczyzny oraz jej dzieci zostali objęci opieką psychologów, a pracownicy socjalni wspierani przez dzielnicowych z Wydmin zaproponowali jej pomoc i umieszczenie z dziećmi w lokalu zastępczym na czas prowadzonych czynności. Kobieta jednak postanowiła na ten czas przenieść się do rodziny.

Jak informuje policja, pomocy medycznej wymagała policjantka, która została w trakcie interwencji zaatakowana przez 32-latka. Wszystkie okoliczności tego zdarzenia są wyjaśniane – podają funkcjonariusze.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

„Gazsaliński kanibal” skazany. Zabił znajomych i zjadł ich ciała

32-letni Vladimir Yadne, znany jako „Gazsaliński kanibal” (od nazwy wsi w której mieszkał) został skazany na dożywocie. Sąd uznał go za winnego zabójstwa trzech osób. Mężczyzna odebrał życie dwóm znajomym, po czym częściowo zjadł ich ciała i popił wódką. Mówił, że „prosili go o to martwy kot i czarny anioł”.

Kanibal Vladimir Yadne ze wsi Gaz-Sale, która znajduje się w Jamalsko-Nienieckim Okręgu Autonomicznym w Rosji, został skazany na dożywocie za potrójne zabójstwo — donosi portal Yamal-Media. Do tragedii miało dojść 6 marca. Wówczas w dwóch różnych miejscach na terenie miejscowości ciała trzech osób.

W jednym z mieszkań znaleziono ciała 51-letniego mężczyzny i 59-letniej kobiety. Z kolei kilka godzin później siły bezpieczeństwa znalazły w innym mieszkaniu ciało 52-letniego mężczyzny. – Wszystkie ofiary miały liczne rany kłute — powiedziała mediom Elena Demyanova, prokurator w Jamalsko-Nienieckim Okręgu Autonomicznym.

Według Yamal-Media, po tym, jak Yadne zabił swoich znajomych, zjadł ich surowe mięso, popijając wódką. Jak potem zeznał, przyszło mu do głowy, by „spróbować smaku ludzkiego mięsa”. Policja zatrzymała go kilka godzin później.
Źródło info i foto: o2.pl

Brytyjska policja ujawniła tożsamość niedoszłego zamachowca z Liverpoolu

To 32-letni Emad al Swealmeen próbował w niedzielę dokonać zamachu w Liverpoolu – poinformowała brytyjska policja. Al Swealmeen był azylantem z Bliskiego Wschodu – przekazała stacja Sky News. Sky News podaje także, że Emad al Swealmeen mieszkał w Wielkiej Brytanii od niedawna i miał problemy ze zdrowiem psychicznym. Według dotychczasowych ustaleń nie był on znany policji ani kontrwywiadowi, jednak jak zaznaczono, w śledztwie mogą jeszcze pojawić się nowe szczegóły.

Jak poinformowała policja, al Swealmeen wniósł bombę domowej roboty ze sobą do taksówki i poprosił o zawiezienie go do Liverpool Women’s Hospital. Tuż po tym, jak taksówka podjechała pod szpital, doszło do eksplozji. Nastąpiła ona o godz. 10:59, tuż przed dwiema minutami ciszy, którymi w niedzielę w Wielkiej Brytanii oddawano pamięć poległym żołnierzom.

W momencie wybuchu kierowca był w samochodzie, ale zdążył wyskoczyć z niego i doznał tylko niewielkich obrażeń. Jak napisała w mediach społecznościowych żona Davida Perry’ego, to cud, że przeżył. Niedoszły zamachowiec wsiadł do taksówki na Rutland Avenue, gdzie w przeszłości mieszkał. Policja przeszukała dotychczas dwie nieruchomości w Liverpoolu – jedna znajduje się właśnie na Rutland Avenue, a drugą jest jego ostatnie miejsce zamieszkania przy Sutcliffe Street. Pod tym adresem aresztowano trzech z czterech zatrzymanych w tej sprawie osób. Policja nie ujawniła na razie ich personaliów, ale oświadczyła, że uważa, iż byli wspólnikami al Swealmeenena.

W związku z niedoszłym zamachem w Liverpoolu oraz niedawnym zabójstwem posła Davida Amessa, którego dokonał obywatel brytyjski somalijskiego pochodzenia, w poniedziałek podniesiono w Wielkiej Brytanii poziom zagrożenia terrorystycznego ze „znaczącego” na „poważny”, czyli z trzeciego na czwarty w pięciostopniowej skali.
Źródło info i foto: interia.pl

32-letni kurier podejrzany o molestowanie 14-latki. Sąd nie zgodził się na areszt

W Prokuraturze Rejonowej w Słupsku trwa śledztwo przeciwko 32-letniego pracownika firmy kurierskiej. Mężczyzna jest podejrzany o molestowanie 14-latki, której miał dostarczyć paczkę. Jak podaje „Głos Pomorza”, do zdarzenia doszło w ubiegłym tygodniu. 32-letni mieszkaniec okolic Słupska miał dostarczyć paczkę do mieszkania w jednej z miejscowości w powiecie słupskim. Przesyłka miała trafić do 14-latki.

Z ustaleń śledczych wynika, że kurier wszedł do mieszkania i zaczął rozmawiać z dziewczyną. Lokalny dziennik podaje, że pytał ją m.in. o szkołę i wiek. Nie chciał opuścić jej mieszkania, miał złapać ją za pośladki.

W pewnym momencie do 14-latki zadzwoniła koleżanka. Dziewczyna udawała, że rozmawia ze swoją matką. To miało sprawić, że kurier opuścił mieszkanie. – Wkrótce po zdarzeniu mężczyzna został zatrzymany i usłyszał zarzut dopuszczenia się innej czynności seksualnej wobec pokrzywdzonej poniżej 15 roku życia. Nie przyznał się do tego, że dotykał małoletnią – powiedziała „Głosowi Pomorza” Magdalena Gadoś, prokuratorka rejonowa w Słupsku.

Prokuratura zawnioskowała do sądu o tymczasowy areszt. Sąd się na to nie zgodził. – Po zapoznaniu się z uzasadnieniem decyzji sądu zdecydujemy o ewentualnym złożeniu w Sądzie Okręgowym w Słupsku zażalenia na nieuwzględnienie wniosku o tymczasowe aresztowanie – powiedziała prok. Gadoś.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Pijany woził syna po mieście. Został aresztowany

Sąd w Radomsku zastosował tymczasowy areszt wobec 32-latka, który po pijanemu zabrał 1,5-roczne dziecko z domu i woził ulicami miasta w swoim mercedesie. Podczas zatrzymania policjanci znaleźli w jego aucie narkotyki. Grozi za to kara do 5 lat pozbawienia wolności. o zdarzenia doszło w nocy z 5 na 6 września. Jak przekazała PAP oficer prasowa radomszczańskiej komendy Aneta Wlazłowska, po godz. 23 policjanci zostali poinformowani, że nietrzeźwy mężczyzna zabrał z domu swojego półtorarocznego syna i jeździ z nim autem ulicami Radomska. Matka dziecka bezskutecznie próbowała powstrzymać awanturnika. Informacja szybko została przekazana wszystkim patrolom na terenie powiatu radomszczańskiego.

Jeden z nich odnalazł wskazany pojazd przy ulicy Starowiejskiej, a w nim pijanego, nieodpowiedzialnego ojca oraz wystraszonego, płaczącego chłopca. Dziecko siedziało na fotelu pasażera, miało na sobie tylko koszulkę i pieluszkę. Natychmiast powiadomiono o tym fakcie matkę chłopca, która zaopiekowała się maluszkiem – zrelacjonowała Wlazłowska.

Pijany radomszczanin trafił do policyjnego aresztu. Badanie wykazało w jego organizmie 2 promile alkoholu. Dodatkowo podczas przeszukania mercedesa policjanci znaleźli ponad 7 gramów marihuany. Śledczy w trakcie ustalania szczegółów tego zdarzenia dowiedzieli się, że zatrzymany pod wpływem środków odurzających wszczyna awantury, ubliża domownikom, grozi im pozbawieniem życia.

Zebrany materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie 32-latkowi czterech zarzutów: kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości, posiadania narkotyków, znęcania się nad rodziną oraz narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Na wniosek prokuratora sąd zastosował wobec mężczyzny trzymiesięczny areszt. Grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ranni policjanci. Ponad 30 zatrzymanych po zamieszkach w Lubinie

Pod komisariatem policji w Lubinie (woj. dolnośląskie) doszło do zamieszek w związku ze śmiercią zatrzymanego przez funkcjonariuszy 32-latka. W stronę budynku poleciały kamienie, butelki i jajka. Wobec manifestujących użyto gazu i armatki wodnej. Zatrzymano ponad 30 osób.

W piątek około godz. 6:00 rano policjanci z Lubina otrzymali zgłoszenie od kobiety, że jej syn jest najprawdopodobniej pod wpływem narkotyków i rzuca kamieniami w okna pobliskich domów. Funkcjonariusze, którzy pojawili się na miejscu zdarzenia, próbowali obezwładnić – jak wynikało z komunikatu policji – agresywnego mężczyznę.

Medycy, którzy pojawili się na miejscu zadecydowali, że stan 32-latka wymaga hospitalizacji, więc został on przewieziony w asyście policji na SOR. Po niemal dwóch godzinach komenda w Lubinie została poinformowana o tym, że mężczyzna zmarł w szpitalu.

Manifestacja przerodziła się w zamieszki

W niedzielę pod komisariat przyszło kilkaset osób. Część z nich miała ze sobą znicze, które postawiła przed budynkiem. Manifestujący skandowali „mordercy!” oraz „zawsze i wszędzie policja j***na będzie” – informuje wrocławska „Gazeta Wyborcza”. Niektórzy krzyczeli również do policjantów „chodź, klęknij na mnie”.

W stronę komisariatu rzucano kamieniami, butelkami i jajkami. Te ostatnie udało się wrzucić także do środka budynku. W odpowiedzi na to funkcjonariusze użyli gazu wobec manifestujących. „Wyborcza” podkreśla, że część zgromadzonych stała się bardziej agresywna, zasłoniła twarze kominiarkami i zaczęła rzucać w policjantów i budynek cegłówkami. Manifestujący odpalili również race. „Część z rzucających jest wyraźnie pod wpływem alkoholu, część to nastolatkowie, którzy zasłonili twarze koszulkami. Manifestanci wybili też szybę w drzwiach do głównego wejścia komendy podpalili kontener na śmieci i próbowali wepchnąć go pod drzwi komendy. Zerwali też kostkę brukową i rzucali nią w stronę funkcjonariuszy” – relacjonowała wrocławska „Wyborcza”.

Grażyna Wiatr, reporterka Radia ZET, informowała, że policjanci użyli również armatki wodnej, a także zatrzymali kilka osób.

„Przemoc rodzi przemoc. Ten problem należy rozwiązać. Robi się niebezpiecznie” – podkreśla poseł Koalicji Obywatelskiej Piotr Borys.

Po godzinie 20 przed lubińskim komisariatem wciąż byli manifestujący. – Uwaga, uwaga, prosimy o rozejście się. To zgromadzenie jest nielegalne – można było usłyszeć z policyjnych megafonów. Z relacji reportera OKO.Press wynika, że na miejscu pojawił się transporter opancerzony, a policja utworzyła kordony oddzielające komendę od ulicy.

Po godzinie 21 policja opanowała zamieszki, ale działania operacyjne nadal trwały. Łącznie zatrzymano ponad 30 osób. „Mają odpowiadać za nielegalne zgromadzenie, zniszczenie mienia czy naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy” – poinformował Paweł Pyclik z RMF FM.
Źródło info i foto: Gazeta.pl