Ksiądz nagrywał dziewczynki w sklepowej przebieralni. 33-letni duchowny przyznał się do zarzutów

Ks. Łukasz P. (33), były już wikary parafii w Wielączy na Lubelszczyźnie latem 2017 roku wpadł w ręce policji w Chorwacji, gdzie za pomocą kamerki przyczepionej do buta podglądał dziewczynki w sklepowej przymierzalni. Jak się później okazało, w Polsce miał pokaźną „filmotekę” tego typu obrzydliwych obrazów. Zgrzeszył więc nie po raz pierwszy. Sąd w Zamościu skazał go właśnie na 1,5 roku więzienia, ma także zapłacić zadośćuczynienie skrzywdzonym przez siebie osobom. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. Podglądacz w sutannie przyznał się do wszystkiego.

Proces duchownego toczył się od lipca 2019 roku za zamkniętymi drzwiami. Łukasz P. przyznał się do wszystkiego i wyraził skruchę. Kręcenie pedofilskich filmików miało pomóc mu w walce ze stresem… Wpadł zaś w mało stresującym miejscu, bo w… chorwackim Splicie. Na dalmatyńskie wakacje 2017 ksiądz Łukasz wybrał się z kolegami. Jednak ani plaże, ani pałac Dioklecjana w Splicie, nie ekscytowały go tak bardzo, jak podglądanie nieletnich dziewczynek. Wpadł w jednym z centrów handlowych, kiedy to mierząca sukienkę w przymierzalni nastolatka zauważyła wsunięty z sąsiedniej kabiny but księdza z zamocowaną na nim kamerką. Powiedziała o tym rodzicom, a ci nie patyczkowali się z podglądaczem, zrozumienia dla osobliwych żądz mężczyzny, nie mieli także wezwani na miejsce policjanci. Zwłaszcza że duchowny okazał się starym wyjadaczem-podglądaczem. W jego laptopie i telefonie znaleźli kilkadziesiąt zboczonych nagrań.

– Biegli ustalili, że znaczna część nagrywanych osób to osoby małoletnie – informował wtedy prok. Bartosz Wójcik, rzecznik prasowy zamojskiej Prokuratury Okręgowej, która prowadziła śledztwo. – W mieszkaniu wikarego na plebanii znaleziono miniaturowe kamery i komputery i dyski, na których znajdowało się siedem filmów i ponad 250 zdjęć o charakterze pornograficznym z osobami niepełnoletnimi.

Jak wyliczyli śledczy, mężczyzna nagrał około 30 osób. W Zamościu działał na terenie galerii „Twierdza”, zaspokajanie swych chorych żądz uskuteczniał także podczas wyjazdów z młodzieżą z Ruchu Światło-Życie.
Źródło info i foto: se.pl

Są wnioski o areszt dla policjantów ws. śmierci 30-latka z Piątku

Wnioski o areszt dla 33-letniego policjanta i 35-letniej policjantki, którym postawiono zarzuty związane ze śmiercią 30-letniego mieszkańca Piątku, skierowała do sądu Prokuratura Okręgowa w Łodzi – poinformował w piątek jej rzecznik prok. Krzysztof Kopania. Jak zaznaczył, decyzję o ewentualnym tymczasowym aresztowaniu dwojga podejrzanych na trzy miesiące sąd ma podjąć w sobotę.

– W ocenie Prokuratury Okręgowej w Łodzi zebrany materiał dowodowy dał podstawy do zarzucenia 33-letniemu funkcjonariuszowi policji przestępstwa przekroczenia uprawnień i spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, następstwem którego była śmierć pokrzywdzonego, a także bezprawnego pozbawienia wolności 30-latka oraz naruszenia nietykalności cielesnej jego brata. Grozi mu za to kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności – podkreślił prok. Kopania.

Natomiast 35-letnia policjantka podejrzana jest o niedopełnienie obowiązków służbowych, narażenie pokrzywdzonych na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a także o poświadczenie nieprawdy w notatniku służbowym i poplecznictwo.

– W jej przypadku można mówić o grożącej karze pozbawienia wolności w wymiarze do lat 5. Z uwagi na dobro postępowania nie jest możliwe przekazanie bliższych informacji, co do treści złożonych przez podejrzanych wyjaśnień – powiedział PAP rzecznik łódzkiej prokuratury.

Tragiczny skutek policyjnej interwencji

Dwoje policjantów zatrzymano w piątek do dyspozycji prokuratury w związku ze śmiercią 30-latka, którego zwłoki odnaleziono w sobotę w lesie koło tej miejscowości. Według relacji Kopani, przeprowadzona sekcja wykazała, iż prawdopodobną przyczyną jego zgonu były rozległe obrażenia wewnętrzne, które mogły zostać spowodowane działaniem innych osób.

Jak przekazał st. asp. Mariusz Kowalski z Komendy Powiatowej Policji w Łęczycy, 2 kwietnia około godz. 23 dwoje policjantów z posterunku w Piątku prowadziło interwencję w mieszkaniu, w którym 30-latek mieszkał z bratem i matką. Dotyczyła ona zgłoszenia przemocy domowej.

– Kobieta prosiła o pomoc w związku z awanturą wszczętą przez jej znajdującego się pod wpływem alkoholu 30-letniego syna. Rodzina była już wcześniej objęta procedurą niebieskiej karty. W ciągu ostatnich dwóch lat było tam kilkanaście interwencji – wyjaśnił.

Kowalski wskazał, że łęczycka policja, ustalając w początkowej fazie przyczyny zgonu 30-latka, którego ciało odnaleziono następnego dnia, powiadomiła prokuraturę o okolicznościach, które ujawniła. – Nikt wcześniej, w tym rodzina, nie składał żadnego zawiadomienia w sprawie działań funkcjonariuszy – dodał.

W związku z toczącym się postępowaniem wobec 33-letniego funkcjonariusza z 13-letnim stażem służby i 35-letniej policjantki z 9-letnim stażem służby komendant powiatowy w Łęczycy podjął decyzję o zawieszeniu w czynnościach służbowych. Wszczęte zostały także postępowania dyscyplinarne i administracyjne zmierzające do wydalenia ich ze służby.
Źródło info i foto: TVP.info

Brytyjski artysta grime Solo 45 skazany na 24 lata więzienia za gwałty

Brytyjski artysta grime, znany pod pseudonimem Solo 45, został skazany za przetrzymywanie czterech kobiet i ich wielokrotne zgwałcenie. Andy Anokye broni się, że to była zabawa. 33-letni Solo 45, który w rzeczywistości nazywa się Andy Anokye, został skazany na 24 lata więzienia. Mężczyzna miał przetrzymywać cztery kobiety i wielokrotnie je gwałcić.

Podczas procesu Anokye przyznał, że lubi „terroryzować” kobiety. Jednak według niego wydarzenia opisane w akcie oskarżycielskim dotyczą gry pomiędzy nim a kobietami, które wyrażały zgodę na zabawę polegającą na – jak to określił – „złap mnie i zgwałć”. Solo 45 miał wszystko nagrywać.

Policja w Brystolu wszczęła dochodzenie w 2017 roku, kiedy jedna z kobiet złożyła zawiadomienie o gwałcie. To wtedy podczas przeszukania jego domu natrafiono na kilka nagrań, na których uwieczniona była przemoc wobec kobiet. Jednej z nich Solo 24 miał przystawić pistolet do głowy, drugą dusić kablem od telefonu.

Sędzia William Hart stwierdził, że artysta był uzależniony od „perwersyjnych przyjemności” i „nie miał seksualnych zahamowani”. Dodał, że była przed nim wielka kariera, którą sam zaprzepaścił.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Groził wysadzeniem domu. W swoim mieszkaniu skrywał prawdziwy arsenał

W poniedziałek wieczorem został zatrzymany 33-letni mieszkaniec gminy Bełżyce, który przyszedł do domu swojej babci z uzbrojonym granatem oraz pistoletem czarnoprochowym. Żądał od niej 20 tys. zł i groził wysadzeniem się w powietrze. Konieczna była ewakuacja bloku. Funkcjonariusze natrafili też na ukrywany przez mężczyznę arsenał broni i amunicji o czarnorynkowej wartości co najmniej 200 tys. zł.

Funkcjonariusze sprawdzili kolejne adresy na terenie gminy Bełżyce (woj. lubelskie, pow. lubelski) oraz w powiecie łęczyńskim, gdzie mężczyzna mógł przechowywać materiały wybuchowe i broń palną. Jak się okazało, w domku letniskowym na terenie gminy Ludwin policjanci natrafili na prawdziwy arsenał. Mężczyzna ukrył wszystko pod podłogą jednego z pomieszczeń. Policjanci znaleźli 35 sztuk broni długiej, w tym karabin snajperski, 10 sztuk broni krótkiej, blisko 200 sztuk istotnych elementów broni, w tym zamki, komory zamkowe i lufy.

Dodatkowo mężczyzna był w posiadaniu około siedmiu tys. sztuk amunicji różnego kalibru, 20 zapalników do granatów oraz substancji chemicznych niewiadomego pochodzenia. Czarnorynkową wartość znaleziska funkcjonariusze szacują na kwotę co najmniej 200 tys. zł. Na poczet przyszłych kar kryminalni zabezpieczyli już blisko 30 tys. zł.

Mężczyźnie grozi do 10 lat więzienia

W środek 33-latek usłyszał zarzuty związane z nielegalnym posiadaniem broni i materiałów wybuchowych, spowodowania bezpośredniego niebezpieczeństwa oraz usiłowaniem wymuszenia rozbójniczego. Śledczy wnioskować będą o tymczasowe aresztowanie na okres 3 miesięcy. Mężczyźnie grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zwłoki 33-letniego Ukraińca na plebanii w Świeciu

Tragiczne odkrycie na jednej z plebanii w Świeciu (woj. kujawsko-pomorskie). W pokoju na terenie plebanii znaleziono ciało młodego mężczyzny. Zwłoki 33-latka znalazł jego kolega, który mieszkał tuż obok. Co się wydarzyło na plebanii w Świeciu? To będzie wyjaśniać policja pod nadzorem prokuratury.

Horror na plebanii kościoła pw. Matki Bożej Częstochowskiej i św. Stanisława w Świeciu. W niedzielny poranek dokonano tam makabrycznego odkrycia. W jednym z wynajmowanych pokoi znaleziono ciało młodego mężczyzny. Zwłoki znalazł jego kolega, który mieszkał tuż obok. Zmarły mężczyzna to 33-letni Ukrainiec – podała „Gazeta Pomorska”.

– Kolega zmarłego od rana nie słyszał za ścianą żadnych dźwięków, których normalnie by się spodziewał, zatem wszedł do lokalu kolegi i okazało się, że ten leżał i już nie żył – przekazała „Gazecie Pomorskiej” mł. asp. Julia Świerczyńska, p.o. oficera prasowego Komendy Powiatowej Policji w Świeciu. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że do śmierci mężczyzny nie przyczyniły się osoby trzecie – podała Fakt24 oficer ze świeckiej komendy.

Według doniesień lokalnej gazety obrażenia miały wskazywać na upadek. Sprawą zajęła się prokuratura, która zleciła wykonanie sekcji zwłok.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Rodzinna awantura zakończona tragedią. 72-latek zabił syna, później popełnił samobójstwo

​Rodzinna tragedia w miejscowości Żębocin koło Proszowic w Małopolsce. W jednym z domów znaleziono ciała dwóch mężczyzn. Policja nie ujawnia na razie szczegółów zdarzenia. Wiadomo jedynie, że w jednym z żębocińskich domów znaleziono ciała 72-latka i jego 33-letniego syna. Z nieoficjalnych ustaleń dziennikarza RMF FM Marka Wiosło wynika, że w trakcie rodzinnej sprzeczki ojciec miał zabić swojego syna, a następnie popełnić samobójstwo.

Na miejscu pracują policja i prokuratura.
Źródło info i foto: RMF24.pl

33-letni recydywista zabił 24-latka

Łódzka prokuratura przedstawiła 33-letniemu bezdomnemu zarzuty popełnienia w warunkach recydywy zabójstwa 24-latka. Podejrzany zwłoki ofiary ukrył w studni. Mężczyźnie grozi kara dożywotniego więzienia. Skierowano wniosek o jego tymczasowe aresztowanie.

O zatrzymaniu mężczyzny i przedstawieniu mu zarzutów poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. Jak podał, policja pod nadzorem prokuratury poszukiwała sprawcy zabójstwa 24-latka. Zwłoki odnaleziono 16 grudnia br. w studni na posesji przy ul. Zgodnej w Łodzi.

Ofiara, której zaginięcie pod koniec listopada zgłosiła matka, miała obrażenia głowy. Przeprowadzona sekcja zwłok potwierdziła, że przyczyną śmierci były bardzo rozległe rany okolic czaszki i twarzoczaszki. Śledczy prowadzili działania w kierunku zabójstwa.

– Po zebraniu dowodów zatrzymano 33-latka, który jeszcze przed kilkoma dniami przebywał w pustostanie znajdującym się w pobliżu studni, gdzie odnaleziono ciało. To właśnie tam doszło do pozbawienia życia 24-latka. Zatrzymany mężczyzna jest bezdomny, trudni się zbieractwem. W ostatnich dniach zmienił miejsce swojego pobytu. Do jego zatrzymania doszło przedwczoraj przy ul. Obywatelskiej. Był nietrzeźwy, miał 1,2 promila alkoholu w organizmie – wyjaśnił prok. Kopania.

Dodał, że podczas przesłuchania podejrzany przyznał się do pozbawienia życia 24-latka i ukrycia jego zwłok w studni. Był już wcześniej karany m.in. za pobicie ze skutkiem śmiertelnym, spowodowanie obrażeń ciała i bezprawne pozbawienie wolności. Odbywał za to kary pozbawienia wolności. Zakład karny opuścił w 2015 r. Dało to podstawy do stwierdzenia, że działał w warunkach recydywy. W poniedziałek prokurator wystąpił do sądu z wnioskiem o jego tymczasowe aresztowanie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Rafał W. skazany na 25 lat więzienia za podpalenie kamienicy

Na karę 25 lat więzienia skazał Sąd Okręgowy w Opolu 33-letniego Rafała W., który w listopadzie 2018 roku wywołał pożar w kamienicy w Prudniku. W wyniku pożaru jedna osoba zmarła, a dwie zostały ciężko ranne. Wyrok nie jest prawomocny.

Do zdarzeń objętych aktem oskarżenia doszło na początku listopada 2018 roku w Prudniku. Nad ranem Rafał W. wraz ze swoim ojcem – 56-letnim Adamem W. postanowił odwiedzić swoją siostrę. Obydwaj byli pijani. Kiedy nikt im nie otworzył drzwi, Rafał W. oblał szafkę stojącą w korytarzu przed mieszkaniem siostry łatwopalnym płynem i podpalił, a następnie wybiegł z kamienicy, gdzie przed domem czekał na niego ojciec.

Pożar zauważono około godziny piątej nad ranem. W wyniku poparzeń zmarł jeden z lokatorów domu. Dwie osoby zostały poważnie ranne. Jedna z nich, uciekając przed ogniem, wyskoczyła przez okno z trzeciego piętra.

W trakcie śledztwa oskarżony przyznał się do podłożenia ognia przed drzwiami swojej siostry, ale zapewniał że nie chciał komukolwiek wyrządzić krzywdę.

Sąd uznał Rafała W. za winnego popełnienia zbrodni zabójstwa i wymierzył mu karę 25 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo podsądny ma zapłacić 200 tysięcy złotych pokrzywdzonym pożarem tytułem zadośćuczynienia.

Jego ojciec za to, że wiedząc o pożarze nie zrobił nic, by ratować lokatorów, ma spędzić w więzieniu dwa lata. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: interia.pl

„Łowcy głów” schwytali lidera pseudokibiców i członka gangu

„Łowcy głów” z katowickiej komendy wojewódzkiej namierzyli dwóch mężczyzn ukrywających się przed wymiarem sprawiedliwości. W Będzinie „wpadł” 33-letni były lider pseudokibiców jednego z sosnowieckich klubów piłkarskich, poszukiwany za handel narkotykami. Z kolei 45-latek poszukiwany za liczne kradzieże samochodowe został zatrzymany w Niemczech przez miejscowych stróżów prawa, którzy otrzymali informacje o miejscu jego pobytu od „łowców głów”.

Policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych Sekcji do Walki z Przestępczością Przeciwko Życiu i Zdrowiu Wydziału Kryminalnego KWP w Katowicach namierzyli dwóch mężczyzn, którzy ukrywali się przed wymiarem sprawiedliwości. Jeden z poszukiwanych został zatrzymany przez „łowców głów”. Drugi z przestępców ukrywał się w Niemczech. I on jest już w rękach stróżów prawa.

„Łowcy głów” ustalili kryjówkę 33-letniego byłego lidera pseudokibiców jednego z klubów piłkarskich z Sosnowca. Mężczyzna był poszukiwany listem gończym wydanym przez Sąd Okręgowy w Przemyślu celem odbycia kary 5 lat pozbawienia wolności za handel narkotykami oraz nakazem doprowadzenia do Aresztu Śledczego wydanym przez Sąd Rejonowy w Katowicach. Poszukiwany ukrywał się w Będzinie w wynajętym domu na jednym z osiedli. Były zawodnik MMA, gdy zorientował się, że policja znajduje się wewnątrz budynku, próbował wyskoczyć przez balkon. Jednak gdy zobaczył otoczony budynek, zrezygnował z ucieczki i został zatrzymany. 33-latek trafił już do aresztu śledczego.

Drugi z zatrzymanych przestępców ukrywał się w Niemczech. 45-letni były członek grupy przestępczej w latach 2004-2007 trudnił się kradzieżami pojazdów w Siemianowicach Śląskich, Tarnowskich Górach, Katowicach, Dąbrowie Górniczej, Tychach, Sosnowcu, Mysłowicach i innych miastach na terenie całego kraju. Sądy w Katowicach, Łodzi, Bielsku-Białej i Będzinie wydały za nim listy gończe. Ponadto mężczyzna był poszukiwany na podstawie Europejskich Nakazów Aresztowania wydanych przez Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej oraz w Piotrkowie Trybunalskim. 45-latek był również poszukiwany za handel znacznymi ilościami środków odurzających oraz uprawę marihuany. Śląscy „łowcy głów” w trakcie prowadzonej sprawy ustalili, że mężczyzna od kilku lat nie zamieszkuje w kraju i może przebywać na terenie Niemiec, gdzie posługuje się danymi osobowymi innej osoby oraz nadal może zajmować się przestępstwami. Informacje o miejscu jego ukrywania się niezwłocznie przekazano stronie niemieckiej, która przeprowadziła skuteczne zatrzymanie. Wobec mężczyzny zastosowano areszt ekstradycyjny, a sprawę wydania poszukiwanego prowadzi Prokuratora Generalna w Düsseldorfie.
Źródło info i foto: Policja.pl

Włochy: Pijany Polak jechał ciężarówką pod prąd. Kiedy przyjechał patrol policji, wpadł w szał

33-letni kierowca ciężarówki jechał pod prąd obwodnicą w Trydencie. Kiedy na miejsce przybyła włoska policja kierowca odmówił poddaniu się badaniu alkomatem i stał się agresywny. Po przewiezieniu na komisariat, gdzie ustalono, że faktycznie kierował pod wpływem alkoholu, Polaka ukarano wysoką grzywną. Chwilę później rzucił się na funkcjonariuszy, szarpiąc ich i bijąc.

O kierowcy ciężarówki jadącym w poniedziałek wieczorem pod prąd obwodnicą Trydentu policję poinformowali inni przerażeni kierowcy. Na miejscu szybko pojawił się patrol, który zatrzymał tira. Za kierownicą siedział Polak, od którego czuć było alkohol.

Kierowca nie zgodził się jednak na badanie alkomatem, więc zabrano go na komisariat. Tam potwierdzono, że znajduje się pod wpływem alkoholu. Polaka ukarano wysoką grzywną za jazdę w stanie nietrzeźwości, odebrano prawo jazdy i zwolniono.

Ukarany wprawdzie opuścił budynek policji, ale wciąż był agresywny, obrzucał funkcjonariuszy obelgami, a w końcu wspiął się na bramę odgradzającą komisariat od ulicy i wtargnął do budynku, gdzie zaczął szarpać mundurowych. Kiedy w szale zaczął okładać ich pięściami, został obezwładniony i trafił do aresztu.

Polak usłyszał już wyrok. Za czynną napaść na funkcjonariuszy spędzi 5 miesięcy w więzieniu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl