Lekarka z Otwocka oskarżona o śmierć noworodka

Wiktoria żyła kilkadziesiąt minut. Dziecko miało urodzić się zdrowe, ale mama dziewczynki nie miała czynności skurczowych. Za śmierć noworodka odpowie przed Sądem Rejonowym w Otwocku lekarz-położnik Daria M., która na siłę chciała wywołać poród, za późno skierowała rodzącą do cesarskiego cięcia, a wcześniej zniszczyła zapis KTG, z którego wynikało, że dziecko ma zaburzenia tętna.

Rankiem 24 lipca 2019 r. 33-letnia mieszkanka Otwocka zgłosiła na rutynową wizytę do Poradni Ginekologiczno-Położniczej przy ul. Armii Krajowej 3 w Otwocku. Była w 39. tygodniu ciąży, do terminu porodu zostało jeszcze kilkanaście dni. Lekarz-położnik Daria M. zbadała pacjentkę i zleciła innej położnej wykonanie badania KTG, podczas którego sprawdza się tętno płodu.

33-latka chciała w trakcie badania siedzieć, oparła się o ścianę i czekała na wynik. Z jej zeznań wynika, że po kilku minutach położna zainteresowała się zapisem KTG, który na bieżąco drukował aparat podłączony do brzucha matki.

„Serce nagle zwolniło”

Lekarka Daria M. uznała, że zapis nie jest nieprawidłowy, tylko nieczytelny ze względu na złą pozycję ciężarnej. Zleciła wykonanie badania ponownie, na leżąco, a pierwszy dokument zniszczyła i wyrzuciła do kosza. To pierwszy z zarzutów, jaki postawił jej prokurator Samodzielnego Działu ds. Błędów Medycznych Prokuratury Regionalnej w Warszawie.

Drugie badanie wyszło tak samo: zaburzenia tętna płodu i brak skurczy. Z zeznań matki wynika, że lekarka M. wystawiła kobiecie skierowanie do szpitala „celem oceny dobrostanu płodu”, jednocześnie informując, że ta spokojnie może udać się do domu, zjeść posiłek i spakować torbę. 33-latka pojawiła na Oddziale Położniczo-Ginekologicznym Powiatowego Centrum Zdrowia w Otwocku około godziny 13.20. KTG wykonano jej dwukrotnie, za każdym razem z podobnym wynikiem: zbyt wysokie tętno płodu, brak czynności skurczowych.

O godz. 15 na oddziale położniczym w otwockim centrum zdrowia dyżur zaczęła Daria M., która „przejęła” opiekę nad ciężarną. Zdecydowała o podaniu 33-latce kroplówki z oksytocyną, która miała wywołać akcję porodową. Tak się jednak nie stało, a zapis KTG nie ulegał poprawie. Serce dziewczynki, która o godz.16.55 wciąż była w łonie matki, nagle zwolniło. Wystąpiła tzw. bradykardia. Lekarz zdecydowała o pilnym skierowaniu kobiety do cesarskiego cięcia.

Nieprawidłowa opieka

Wiktoria urodziła się o godz. 17.12, dostała 0 pkt w skali Apgar. Dziewczynka, która miała urodzić się zdrowa, nie miała żadnych czynności życiowych. Lekarze przez kilkadziesiąt minut walczyli o jej życie: podano tlen, wykonano masaż serca, podano adrenalinę, zaintubowano dziewczynkę i na moment udało się przywrócić pracę serca. Zgon dziewczynki stwierdzono o godz. 18.

Sekcja zwłok noworodka, wykonana jeszcze w szpitalu, potwierdziła, że dziewczynka nie miała żadnych zmian anatomicznych, które mogłyby przyczynić się do jej śmierci. Bezpośrednią przyczyną zgonu była niewydolność krążeniowo-oddechowa spowodowana nieprawidłową opieką nad 33-letnią rodzącą.

Cesarskie cięcie należało wykonać natychmiast po podaniu oksytocyny, czyli co najmniej godzinę wcześniej. Ten stan rzeczy potwierdziły opinie biegłych, powołanych przez prokuraturę, którzy uznali, że „cesarka” przeprowadzona około godz. 16 dawałaby „duże szanse na uniknięcie skutku w postaci śmierci Wiktorii oraz zmniejszenie stanu niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia”.

Nadal przyjmuje

To drugi zarzut stawiany Darii M. przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie – narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia i nieumyślne doprowadzenie do jego śmierci.

Po śmierci Wiktorii Daria M. zwolniła się z dyżurowania w Powiatowym Centrum Zdrowia w Otwocku, dalej jednak przyjmuje w przychodni ginekologicznej. – Przesłuchiwana w charakterze podejrzanej nie przyznała się do zarzucanych jej czynów i skorzystała z przysługującego jej prawa do odmowy składania wyjaśnień – przekazał prok. Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie.

65-letnia dziś lekarz-położnik Daria M. nie była wcześniej karana. Akt oskarżenia w jej sprawie został skierowany w połowie sierpnia br. do Sądu Rejonowego w Otwocku. Grozi jej do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Morderstwo 33-letniej Sary Everard. Trwa poszukiwanie dowodów w hrabstwie Kent

Policjanci w ramach śledztwa dot. morderstwa Sary Everard przeczesują tereny Sandwich w hrabstwie Kent. Śledczy w poszukiwaniu dowodów odgrodzili część miasta. Jak informuje BBC, w niedzielę policja odgrodziła taśmą The Rope Walk, część miasta Sandwich w hrabstwie Kent. Chodzi o obszar o powierzchni ok. jednej mili kwadratowej (ok. 2,5 km kw.). Wcześniej Scotland Yard informował, że tereny Londynu i hrabstwa Kent są przeszukiwane w ramach rutynowej procedury.

BBC podaje, że policjanci kontynuują także przeczesywanie wzdłuż rzeki Delf, mają ze sobą metrowe kije. Brytyjska stacja relacjonuje, że jeden z policjantów znajdujących się na obrzeżu kordonu włożył do torby na dowody biżuterię. Mieszkańców poproszono, by nie gromadzili się w miejscu działań policji.

3 marca Sarah Everard wyszła wieczorem z odwiedzin u przyjaciółki i wracała pieszo do domu w pobliskiej dzielnicy. Kamery monitoringu zarejestrowały jej ślad po raz ostatni około 21:30. 12 marca zwłoki kobiety zostały znalezione w lesie w hrabstwie Kent. W sprawie porwania i morderstwa 33-latki oskarżono policjanta, który w dzień zaginięcia kończył swoją zmianę w pobliżu miejsca zaginięcia zmarłej. Ciało zamordowanej odnaleziono w pobliżu miejsca zamieszkania funkcjonariusza. Do aresztu trafiła również żona policjanta, która została oskarżona o współudział, ale została zwolniona za kaucją. Sprawa Sary Everard wywołała manifestacje w Londynie, które w sobotę przerodziły się w protesty.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Brytyjski premier oraz księżna Kate oddali hołd porwanej i zamordowanej przez policjanta 33-letniej Sarze Everard

Brytyjski premier Boris Johnson wraz z narzeczoną oraz księżna Kate byli wśród osób, które oddały w sobotę hołd porwanej i zamordowanej przez funkcjonariusza policji 33-letniej Sarze Everard. Na sobotni wieczór w parku Clapham Common w południowym Londynie, blisko miejsca, gdzie kobieta widziana była po raz ostatni, zaplanowane było czuwanie ku czci zamordowanej, ale z powodu restrykcji epidemicznych policja nie wyraziła zgody na zgromadzenie. Jego organizatorki zaapelowały, by zamiast tego wyjść wieczorem przed domy z zapalonymi świecami, ale kilkaset osób i tak przyszło wieczorem do Clapham Common i doszło tam do przepychanek z policją.

Wcześniej przez cały dzień do parku przychodziły setki ludzi, by złożyć tam kwiaty. Po południu była tam również księżna Kate, żona księcia Williama.

Boris Johnson: Przerażająca zbrodnia

„Dziś wieczorem (moja narzeczona) Carrie i ja zapalimy świeczkę ku czci Sary Everard i pomyślimy o jej rodzinie i przyjaciołach. Nie mogę sobie wyobrazić, jak trudny do zniesienia jest ich ból i żal. Musimy pracować szybko, aby znaleźć wszystkie odpowiedzi na temat tej przerażającej zbrodni. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby zapewnić, że ulice są bezpieczne, a kobiety i dziewczynki nie będą narażone na molestowanie i wykorzystywanie” – napisał w sobotę dnia na Twitterze brytyjski premier Boris Johnson.

Odnaleziono ciało

Everard, która pracowała jako menedżerka ds. marketingu, zaginęła 3 marca wieczorem, gdy wracała pieszo od przyjaciółki w Clapham do domu w Brixton. Po raz ostatni zarejestrowały ją kamery uliczne około godz. 21.30. W piątek policja potwierdziła, że szczątki ludzkie, znalezione dwa dni wcześniej w lesie prawie 100 km od miejsca, w którym była widziana po raz ostatni, to ciało 33-latki.

Oskarżony 48-letni funkcjonariusz policji

W sobotę przed sądem w Londynie stanął oskarżony o jej uprowadzenie i zamordowanie 48-letni funkcjonariusz londyńskiej policji metropolitalnej Wayne Couzens, który został aresztowany we wtorek wieczorem. Sobotnie przesłuchanie przed sądem miało jednak wstępny charakter i sprowadzało się do potwierdzenia tożsamości podejrzanego. Ponownie stanie on przed sądem we wtorek.
Źródło info i foto: interia.pl

Zabójstwo ciężarnej 33-latki. Kobieta miała wyjść do lekarza. Nowe informacje ws. zabójstwa

Mąż 33-letniej ciężarnej kobiety, która w sobotę została znaleziona martwa na terenie województwa śląskiego, najpierw miał udusić partnerkę, a potem porzucić ciało i zgłosić jej zaginięcie. Mężczyzna został tymczasowo aresztowany. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności. 33-letnia mieszkanka Bielska-Białej, będąca w szóstym miesiącu ciąży, była poszukiwana od 18 października. Jej zaginięcie zgłosił mąż. Kobieta miała wyjść w piątek do lekarza i zniknąć.

W sobotę na terenie województwa śląskiego odnaleziono jej ciało. Już wtedy podejrzewano, że kobieta zmarła w wyniku działania osób trzecich. W niedzielę zarzuty usłyszał mąż 33-latki. Oskarżono go o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem i znęcanie się nad żoną. Początkowo kwestionował podejrzenia śledczych, jednak po przedstawieniu mu dowodów na jego winę, przyznał się do zabójstwa – informuje RMF FM.

Prokuratura ujawnia szczegóły zbrodni

W rozmowie ze stacją radiową szef Prokuratury Rejonowej Bielsko-Biała Północ Bogusław Strządała ujawnił szczegóły zabójstwa. Jak przekazał, kobieta miała zostać uduszona przez męża. Następnie mężczyzna miał zacząć zacierać ślady.

– Mężczyzna zawinął zwłoki w folię, przeniósł wieczorem do bagażnika swojego auta i przewiózł do lasu w gminie Siewierz. Porzucił je w naturalnym zagłębieniu, ok. 300 m w głąb lasu od drogi krajowej 1 – poinformował prokurator.

Podejrzany został aresztowany na trzy miesiące. Grozi mu nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Bielsko-Biała: Areszt dla Piotra Sz. Zabił ciężarną żonę

Trzymiesięczny areszt dla Piotra Sz., któremu postawiono zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem 33-letniej żony Izabeli. Kobieta, której ciało znaleziono w Bielsku-Białej, była w szóstym miesiącu ciąży. Mężczyzna podejrzany jest również o fizyczne znęcanie się nad żoną. Grozi mu dożywocie.

Obrońca podejrzanego radca prawny Wojciech Kula po wyjściu z sali rozpraw powiedział, że jego klient przyznał się do zabójstwa. Nie przyznał się natomiast do fizycznego znęcania się nad żoną. Podejrzany nie sprzeciwiał się wnioskowi prokuratury o zastosowaniu tymczasowego aresztowania. Nie będzie go zaskarżał – powiedział Wojciech Kula.

Jak zrelacjonował rzecznik bielskich policjantów Roman Szybiak, w piątek po południu bielszczanin zgłosił zaginięcie żony. Rozpoczęto jej poszukiwania. W akcję zaangażowała się rodzina zaginionej oraz przyjaciele.

Funkcjonariusze od początku nie dawali wiary podawanym przez męża okolicznościom zaginięcia. Śledczy z wydziału kryminalnego bielskiej komendy miejskiej oraz miejscowego III komisariatu, pod nadzorem bielskiej prokuratury, prowadzili czynności dochodzeniowo-śledcze oraz operacyjne. Sprawdzali wszystkie możliwe wersje zaginięcia, weryfikowali informacje podawane przez męża oraz okoliczności sprawy. Dane, które zebrali, uzasadniały podejrzenie, że mąż miał swój udział w sprawie. Mężczyzna został zatrzymany – podał Szybiak.

W sobotę przypadkowa osoba natknęła się w lesie pod Będzinem na ciało kobiety. Policjanci zidentyfikowali ją jako poszukiwaną Izabelę Sz.

Kryminalni zajmujący się sprawą zgromadzili obszerny materiał dowodowy, który pozwolił na przedstawienie 35-latkowi zarzutów. Mężczyzna w niedzielę w prokuraturze usłyszał zarzuty znęcania się oraz zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem – powiedział Szybiak. Podejrzany przyznał się tylko do zabójstwa.

Kobieta była pracownicą bielskiego Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Jej mąż służył w Straży Miejskiej w Bielsku-Białej.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Bielsko-Biała: Mąż przyznał się do zabójstwa ciężarnej żony

Tragicznie zakończyły się poszukiwania 33-letniej mieszkanki Bielska-Białej, Izabeli Sz. Poszukiwana kobieta była w szóstym miesiącu ciąży. Policjanci, najbliższa rodzina i znajomi usiłowali ją odnaleźć od piątku 18 października. Niestety, w sobotę 19 października kobieta została znaleziona martwa. Policja zatrzymała w tej sprawie męża kobiety. Został mu przedstawiony m.in. zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Śledztwo w tej sprawie trwa.

Agnieszka Michulec, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej poinformowała DZ, że w związku ze sprawą został zatrzymany mąż Izabeli Sz. Mężczyźnie został przedstawiony zarzut znęcania się nad kobietą i zarzut zabójstwa.

– „Mężczyzna przyznał się do zabójstwa, ale nie do znęcania się nad kobietą” – poinformowała Agnieszka Michulec.

Prokurator Michulec dodała, że dzisiaj po godz. 17.00 został skierowany do Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej wniosek o tymczasowe aresztowanie mężczyzny. Zostanie on rozpatrzony na jutrzejszym porannym posiedzeniu sądu.

Prokuratora potwierdziła, że zatrzymany mężczyzna jest funkcjonariuszem Straży Miejskiej. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa Bielsko-Biała Północ. Nieoficjalnie wiadomo, że zwłoki kobiety zostały znalezione w rejonie Będzina.
Źródło info i foto: dziennikzachodni.pl

Tragiczny finał poszukiwań ciężarnej 33-latki

Notatka na marginesie

Policja odnalazła ciało poszukiwanej 33-latki mieszkanki Bielska-Białej. Kobieta zaginęła w piątek. Była w zaawansowanej ciąży. Funkcjonariusze na razie nie chcą informować o szczegółach. Zaginiona 33-letnia bielszczanka została znaleziona martwa. W związku z tą sprawą zatrzymana została jedna osoba – powiedział rzecznik bielskiej policji asp. szt. Roman Szybiak.

Ciało zostało znalezione na terenie województwa śląskiego, ale poza powiatem bielskim – dodał.

33-latka była w szóstym miesiącu ciąży. Zaginęła w piątek rano. Jej ciało zostało odnalezione w sobotę. Okoliczności jej zaginięcia wyjaśnia policja i prokuratura. Nie wiadomo, kim jest zatrzymana osoba i jaki może mieć związek ze sprawą.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kraków: Usypiali obcokrajowców i okradali ich

Policjanci z I Komisariatu Policji w Krakowie zatrzymali przestępczy duet, który okradał bawiących się w klubach obcokrajowców. Podejrzani częstowali swoje ofiary drinkiem z zawartością środków psychoaktywnych, a te traciły świadomość. W towarzystwie kobiety odurzeni cudzoziemcy opuszczali lokal i wsiadali do taksówki, gdzie czekał wspólnik kobiety. Tam byli okradani. Sprawcy nie przebierali w środkach. 33-latek był brutalny – używał wobec pokrzywdzonych gazu, bijąc ich wmawiał, że próbowali zgwałcić 19-latkę. Następnie ofiara była wyrzucana z pojazdu na obrzeżach miasta. 19-letnia kobieta i 33-letni mężczyzna usłyszeli zarzuty. Niewykluczone, że mogą one jeszcze zostać uzupełnione.

Z ustaleń policjantów wynika, że para działała od początku sierpnia – schemat ich działania w każdym z przypadków był praktycznie identyczny. Młoda kobieta przebywała w jednym z klubów w centrum Krakowa. To tam przyglądając się imprezującym mężczyznom wybierała odpowiedni cel. Jak wynika z ustaleń policjantów, 8 sierpnia br. ofiarą przestępczego duetu padł obywatel Stanów Zjednoczonych.19-latka zabawiała swoją ofiarę, tak aby wzbudzić sympatię i zaufanie. Zawarcie nowej, szybko rozwijającej się znajomości oraz wizja upojnej nocy świętowane były alkoholem. Wykorzystując chwilę nieuwagi Amerykanina, kompan kobiety dosypał do drinka turysty środki psychoaktywne. Gdy substancja zadziałała i mężczyzna zaczął tracić kontakt z rzeczywistością, został wyprowadzony z lokalu do czekającej już pod klubem taksówki. W tym samochodzie został okradziony, a na koniec potraktowany przez taksówkarza gazem, który próbował wmówić mężczyźnie, że ten usiłował zgwałcić 19-latkę. Pokrzywdzony został wyrzucony z samochodu, a gdy doszedł do siebie zgłosił napad Policji. W podobny sposób został okradziony obywatel Ukrainy.

Policjanci podjęli działania, aby ustalić sprawców. Kilka dni później funkcjonariusze otrzymali kolejne zgłoszenie – tym razem celem rozbojarzy padł obywatel Arabii Saudyjskiej. Intensywne ustalenia, zabezpieczony monitoring, pełna mobilizacja policjantów z I Komisariatu Policji w Krakowie i prowadzone obserwacje lokali w rejonie Starego Miasta zakończyły się 28 sierpnia br., nad ranem, zatrzymaniem poszukiwanych podejrzanych. Policjanci przystąpili do akcji w momencie, gdy para podróżowała taksówką wraz z dwoma obywatelami Francji.

Zatrzymana 19-letnia kobieta i jej 33-letni kompan to mieszkańcy Krakowa. Byli zaskoczeni widokiem interweniujących funkcjonariuszy. Natomiast obcokrajowcy znajdowali się pod silnym działaniem środków odurzających, w związku z czym jeden z nich został przetransportowany do szpitala. Jak się okazało, taksówka nosząca oznaczenia jednej z krakowskich korporacji, należała do zatrzymanego, który posiada taksówkarską licencję. Przy mężczyźnie policjanci zabezpieczyli tabletki, które zostały przekazane do Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Krakowie celem dalszych badań.

Zatrzymani odpowiedzą za rozboje i kradzieże z włamaniem. Grozi im od 3 do 12 lat pozbawienia wolności. Jeżeli okaże się, że zabezpieczona substancja mogła wywołać nieodwracalne skutki zdrowotne zagrożone nawet utratą życia, para może wówczas usłyszeć dodatkowe zarzuty. Dziś podejrzani są przesłuchiwani w prokuraturze i trwają uzgodnienia co do zastosowania wobec nich środków zapobiegawczych.

Dzisiaj sąd zastosował jako środek zapobiegawczy wobec 19-latki dozór policyjny, a wobec 33-latka trzymiesięczny areszt tymczasowy. Grozi im od 3 do 12 lat pozbawienia wolności

Policjanci ustalają czy przestępcza para mogła dokonać więcej tego typu przestępstw.
Źródło info i foto: Policja.pl

Dwie Indonezyjki poszukiwane w związku z zabójstwem Kim Dzong Nama

Malezyjska policja poszukuje dwóch kobiet z Indonezji, by w charakterze świadków złożyły zeznania w procesie w sprawie zabójstwa Kim Dzong Nama. Przyrodni brat przywódcy Korei Północnej został zamordowany w Kuala Lumpur w lutym 2017 roku. Poszukiwane kobiety to 24-letnia Raisa Rinda Salma i 33-letnia Dessy Meyrisinta. Ponieważ służby nie mogą się z nimi skontaktować, zwróciły się do obywateli o pomoc w ustaleniu ich miejsca pobytu. Po raz ostatni widziane były w Flamingo Hotel w mieście Ampang na przedmieściach malezyjskiej stolicy Kuala Lumpu.

Wtarły w twarz gaz bojowy

Śledczy Fadzil Ahmat w rozmowie z CNN nie sprecyzował, czy 24-latka i 33-latka mają związek z dwiema kobietami oskarżonymi o zabójstwo Kim Dzong Nama – Siti Aisyah i Doan Thi Huong. Ich proces został wznowiony w Malezji w połowie sierpnia. Indonezyjce Siti Aisyah i Wietnamce Doan Thi Huong grozi kara śmierci, jeśli zostaną uznane za winne zabójstwa. Według nagrań z kamer przemysłowych z 13 lutego 2017 roku kobiety wtarły gaz bojowy VX w twarz Kim Dzong Nama na zatłoczonym lotnisku w stolicy Malezji, Kuala Lumpur. Mężczyzna zmarł 20 minut później.

Oskarżone nie przyznają się do winy i utrzymują, że brały udział w sfingowanym skeczu na potrzeby telewizyjnego reality show. Indonezyjka i Wietnamka są jedynymi osobami podejrzanymi o zabójstwo Kim Dzong Nama, które udało się zatrzymać. Według południowokoreańskiego wywiadu zabójstwo zlecił przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un. Malezyjska policja twierdzi, że czterech obywateli Korei Północnej, którzy zaplanowali morderstwo, uciekło z kraju w dniu śmierci przyrodniego brata północnokoreańskiego przywódcy.

Opozycja wobec Kima?

Kim Dzong Nam od lat przebywał na wygnaniu poza Koreą Północną i mieszkał głównie w należącym do Chin Makau. Krytykował reżim północnokoreański i jego przywódcę. Według osób, które miały z nim styczność, Kim Dzong Nam nie ukrywał się i nie sprawiał wrażenia człowieka obawiającego się o swoje życie. Jego tajemnicze zabójstwo według obserwatorów stawia pytania o kwestie ewentualnej opozycji powstającej w Pjongjangu przeciwko rządzącemu Kim Dzong Unowi. Choć Kim Dzong Nam nie pretendował do władzy, jako najstarszy syn poprzedniego przywódcy kraju Kim Dzong Ila mógł być uznawany za potencjalne zagrożenie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Poszukiwani listem gończym zatrzymani przez Zidane

33-letnia kobieta i 40-letni mężczyzna – oboje poszukiwani listem gończym – ukryli się przed policją w jednym z mieszkań przy ul. Górnośląskiej w Kaliszu. Mężczyzna schował się pod łóżkiem, a kobieta w szafie. Do mieszkania policjantów doprowadził pies o imieniu Zidane. Będąc w środku bez najmniejszego trudu odnalazł ukrywającą się parę.

Policjanci z Zespołu ds. Poszukiwań i Identyfikacji Osób zauważyli w rejonie skrzyżowania ul. Polnej z Górnośląską w Kaliszu samochód, którym podróżowali 33-letnia kobieta i 40-letni mężczyzna. Oboje byli poszukiwani listem gończym. Policjanci podjęli próbę zatrzymania pojazdu, jednak kierowca nie zatrzymał się do kontroli. – Ostatecznie auto zatrzymało się przy ulicy Górnośląskiej, a znajdujące się w nim osoby wbiegły do bramy – powiedziała rzecznik prasowa kaliskiej policji Anna Jaworska-Wojnicz.

Na miejsce skierowano funkcjonariusza z psem. „Zidane” od razu podjął trop i z zaparkowanego na chodniku auta doprowadził policjantów wprost pod drzwi jednego z mieszkań. Pomimo wielokrotnego pukania i głośnych wezwań, nikt nie otworzył drzwi. Funkcjonariusze zdecydowali, że siłą wejdą do mieszkania. Zanim jednak zaczęli wyważać drzwi, lokatorka zdecydowała się je otworzyć.

Podczas przeszukania policjanci z psem odnaleźli poszukiwanych. On ukrył się pod łóżkiem, a ona w szafie pod stertą ubrań. Oboje zostali zatrzymani i przewiezieni do aresztu śledczego.
Źródło info i foto: Fakt.pl