Suwałki: Wyłudził od kobiet setki tysięcy złotych. Nigeryjczyk z zarzutami

Prokuratura Okręgowa w Suwałkach (Podlaskie) skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 35-letniemu Nigeryjczykowi podejrzanemu o oszustwa na 8 kobietach, od których wyłudził łącznie ok. 220 tysięcy złotych.

Do oszustw doszło w pierwszej połowie 2019 roku. Kobiety zeznały, że nawiązywały kontakty za pośrednictwem portali społecznościowych i komunikatorów internetowych. Według prokuratury mężczyzn zaangażowanych w oszustwa było więcej niż jeden. Podawali się np. za żołnierzy amerykańskich będących na misji w Afganistanie lub w Syrii, bądź za bankierów z Londynu.

Za każdym razem, kontaktując się z poszczególnymi kobietami, rozwijali znajomość internetową i usiłowali pozyskać ich zaufanie. Przestępcy przekonywali je do swojej rzekomo bardzo dobrej sytuacji majątkowej. Kontakty internetowe trwały nawet kilka miesięcy.

Jak informuje prokuratura, przychodził moment, kiedy oszuści zwracali się o przekazanie im pieniędzy. Miały to być pożyczki lub przelewy na opłacenie przesyłek, które miały trafiać do kobiet. Gdy te wpłacały pieniądze kontakt się urywał, albo pojawiały się żądania coraz większych kwot pod różnymi pretekstami. Kobiety przekazały oszustom kwoty od 2 do 120 tys. zł. Łącznie od wszystkich pokrzywdzonych wyłudzono ok. 220 tys. zł.

Do wykrycia tego procederu doszło, kiedy Nigeryjczyk w czerwcu 2020 r. trzykrotnie usiłował wypłacić duże kwoty pieniędzy z placówek bankowych w Suwałkach. Mężczyzna posługiwał się fałszywym paszportem, by wypłacić gotówkę z cudzego konta. Konto miało należeć do obywatela Ghany. W dwóch bankach nagle rezygnował z wypłaty i nerwowo opuścił placówkę, kiedy przedłużała się weryfikacja tożsamości klienta. Przy trzeciej próbie 35-latek został zatrzymany przez policjantów.

Oszustem okazał się Nigeryjczyk mieszkający na Litwie. Przy zatrzymanym znaleziono kartę bankomatową na dane trzeciego mężczyzny. Gdy sprawdzono historię rachunku bankowego przypisanego do tej karty, ustalono, że właśnie na to konto wpływały wysokie kwoty pieniężne od ośmiu kobiet z różnych stron Polski.

Prokuratura Okręgowa w Suwałkach postawiła obywatelowi Nigerii zarzut oszustwa oraz usiłowanie wyłudzenia poprzez próby wypłacenia pieniędzy z banku z cudzego konta. Prokuratura informuje, że Nigeryjczyk miał dokonać tych przestępstw wspólnie z innymi nieznanymi osobami.

Za oszustwo grozi kara więzienia do 12 lat. Prokuratura prowadzi śledztwo mające na celu ujęcie i pociągnięcia do odpowiedzialności pozostałych oszustów.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

35-letni Łukasz B. aresztowany. Omega Best to piramida finansowa

W środę, 30 września, wieczorem Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi Północ zastosował tymczasowy areszt warunkowy dla 35-letniego Łukasza B., dyrektora platformy finansowej Omega Best. Według prokuratury stworzył on piramidę finansową i oszukał ok. 520 osób na ponad 2,6 mln euro. Jak przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, prok. Marcin Saduś, śledztwo w sprawie projektu Omega Best prowadzone było od sześciu miesięcy.

– Platforma Omega była zarządzana przez spółkę zarejestrowaną na terenie Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Oferowała ona zakup produktu tzw. Active Box, będącego połączeniem usług marketingowych oraz obsługi chmury kryptowalutowej. Jej zakup był warunkiem uzyskania obiecanego zysku, a podstawą rozliczeń była jedna z kryptowalut. W rzeczywistości Omega nie oferowała żadnego realnego produktu, a przyjęte wpłaty nie były przeznaczane na deklarowany cel – poinformował prokurator.

Projekt Omega Best powstał na początku 2019 roku. Jej klienci już połowie roku zaczęli zauważać, że spółka nie wywiązuje się z umowy, a inwestycje nie przynoszą żadnych korzyści. Pod koniec 2019 roku klienci mieli problemy z logowaniem się na stronę usługi. Żaden z klientów nie odzyskał wpłaconych funduszy.

Przeszukania pomieszczeń

W poniedziałek, 28 września, funkcjonariusze Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI przeprowadzili przeszukania pomieszczeń związanych z działalnością platformy Omega, w Warszawie i innych miejscowościach na terenie kraju.

– W jednym z lokali biegli z zakresu informatyki śledczej zabezpieczyli tzw. portfele kryptowalutowe, które naprowadziły śledczych na osobę podejrzanego – dyrektora finansowego platformy Omega Best, Łukasza B.

– Podejrzany usłyszał prokuratorskie zarzuty doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem blisko 520 pokrzywdzonych, którzy wpłacili na rzecz oszustów ponad 2,6 miliona euro oraz ponad 60 tysięcy złotych – przekazał prok. Saduś. Osoby wpłacały od kilku do kilkuset tysięcy złotych.

„Rekordzista” stracił 50 tysięcy euro. Prokuratura skierowała do Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ wniosek o tymczasowe aresztowanie Łukasza B., został on uwzględniony w środę w godzinach wieczornych. Sąd zastosował tzw. areszt warunkowy, umożliwiający Łukaszowi B. opuszczenie aresztu śledczego po złożeniu poręczenia majątkowego w kwocie 500 tysięcy złotych.

Część osób ukrywa się za granicą

Śledczy informują, że sprawa ma charakter rozwojowy i kolejne zatrzymania są kwestią czasu. Jak ustaliła PAP, część osób związanych z procederem wyłudzania pieniędzy od pokrzywdzonych ukrywa się za granicą, m.in. na Ukrainie..

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta ostrzegał przed Omegą już pod koniec ubiegłego roku, informując potencjalnych klientów, że może być to piramida finansowa. UOKiK postawił zarzuty firmie Nautilius Investment Ltd, z której wywodzi się projekt Omega Best i zawiadomił o sprawie Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

„Działanie tej firmy może zagrażać interesom ekonomicznym konsumentów. Przedsiębiorca przyjmuje wpłaty i obiecuje korzyści za to, że ktoś namówi inne osoby do zakupu Active Boxów. Ostrzegam przed pochopnym przelewaniem pieniędzy i przystępowaniem do programu Omega” – informował Marek Niechciał, prezes UOKiK, 13 grudnia 2019 r.
Źródło info i foto: interia.pl

Jest wyrok dla 69-letniej kursantki za śmierć egzaminatora

Przed Sądem Okręgowym w Rybniku zapadł wyrok dla Barbary K. (69l.) która podczas egzaminów na prawo jazdy śmiertelnie potrąciła egzaminatora. Łukasz O. (35l.) próbował powstrzymać rozpędzone auto, za kierownicą którego siedziała Barbara K. Kobieta nie reagowała na nic. Biegli orzekli, że miała znacznie ograniczoną poczytalność w chwili wypadku. Barbarze K. groziło 8 lat pozbawienia wolności. Sąd jednak złagodził jej karę zasądzając pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Barbara K. ma również sądowy zakaz prowadzenia samochodów na 10 lat. Ukarana została grzywną w wysokości 4 tys. zł.

Proces przed Sądem Okręgowym w Rybniku toczył się od marca tego roku. Barbara K. od początku procesu nie przyznawała się do spowodowania wypadku, odmawiała udzielania wyjaśnień. Twierdziła, że leczy się na wiele schorzeń. Jednak sąd powołał się na opinię biegłych z zakresu wypadków drogowych oraz zapisami z kamer z wnętrza auta i na placu manewrowym.

– Materiał dowodowy pozwala przypisać Barbarze K. spowodowanie wypadku drogowego, w wyniku którego śmierć na miejscu poniósł egzaminator. Wobec osób zdających egzamin na prawo jazdy albo kursantów stosuje się przepisy ogólne za naruszenie bezpieczeństwa, albowiem odpowiadają jako uczestnicy ruchu drogowego – mówiła sędzia Justyna Sarikaya.

Egzamin odbywał się 24 czerwca ub. roku w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Rybniku. – Barbara K. w rażący sposób naruszyła zasady bezpieczeństwa. Po wykonaniu pierwszego manewru na placu WORD-u, jakim była jazda po łuku do przodu, nie zatrzymała się na „kopercie”, lecz kontynuowała jazdę. Po potrąceniu pachołków poruszała się dalej w sposób niekontrolowany, używając tylko gazu i sprzęgła – zaznaczyła sędzia.

Biegli orzekli, że kursantka jechała z prędkością 50 km na pierwszym biegu! Operowała tylko sprzęgłem i gazem, ani razu nie włączyła hamulca! Bezradna spojrzała nawet na układ jezdny samochodu, ale nie wiedziała co ma zrobić.

Kobieta była badana przez trzech biegłych psychiatrów. Ci orzekli, że cierpiała na zaburzenia czynności poznawczych, mimo to zdecydowała się przystąpić do egzaminu.

Barbara K. kurs na prawo jazdy rozpoczęła w kwietniu 2018 roku. Nie radziła sobie za kierownicą, wykupiła dodatkowe godziny jazdy. Dopiero za piątym razem w styczniu 2019 roku zdała egzamin teoretyczny. Pół roku później doszło do tragedii.
Źródło info i foto: Fakt.pl

35-letni Przemysław G. brutalnie zgwałcił 15-latka. Jest wyrok

Mężczyzna zamknął przypadkiem napotkanego nastolatka w toalecie i zgwałcił. Na szczęście zwyrodnialec został złapany i osądzony. Za krzywdę wyrządzoną chłopcu Przemysław G. właśnie usłyszał wyrok 7,5 roku odsiadki. Ma też podjąć terapię, która wyleczy jego chore skłonności seksualne.

Tego koszmaru Mariusz K. (15 l.) długo nie zapomni. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek zdoła wyprzeć taką traumę z pamięci. Przyjechał na ferie do swej babci, do Łasina koło Grudziądza (woj. kujawsko-pomorskie). Był luty 2019 r. Wszystko było dobrze aż do dnia, gdy babcia posłała go do baru po obiad. Tak się złożyło, że z powodu remontu dziadkowie nie mogli korzystać z kuchenki.

Na swoje nieszczęście w lokalu przesiadywał też Przemysław G. Gdy w restauracji, chłopiec wszedł do toalety, mężczyzna poszedł po chwili za nim. Zamknął drzwi ubikacji i rzucił się na chłopca. Zakneblował mu usta i brutalnie gwałcił. Mariuszowi próbowała pomóc barmanka. Kobieta usłyszała krzyki dziecka, tłukła się do drzwi toalety. Wezwała też policję.

Funkcjonariusze nie mieli problemu z ujęciem Przemysława G. Tym bardziej, że w miejscowości był on już wówczas owiany zła sławą. Mężczyzna trafił do aresztu i usłyszał zarzuty gwałtu.
Źródło info i foto: se.pl

35-letni Grzegorz G. zabił ciężarną szwagierkę. Był ojcem dziecka. Kiedy wyrok?

Przed Sądem Apelacyjnym w Rzeszowie w czwartek odbył się proces apelacyjny 35-letniego Grzegorza G. oskarżonego o zabójstwo 25-letniej ciężarnej szwagierki. Mężczyzna był ojcem nienarodzonego dziecka. Za tydzień zostanie ogłoszony wyrok.

Rozprawa odwoławcza, podobnie jak większość procesu w I instancji, odbyła się za zamkniętymi drzwiami. Podczas pierwszej rozprawy sąd okręgowy zmienił kwalifikację czynu. Prokuratura oskarżyła G. o zabójstwo, natomiast sąd uznał, że było to zabójstwo z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Grzegorz G. w marcu br. został skazany na dożywocie oraz pozbawiony praw publicznych na 8 lat. Mężczyzna ma też zapłacić po 250 tys. zł zadośćuczynienia dla każdego z rodziców zabitej kobiety, którzy byli w procesie oskarżycielami posiłkowymi. Ma im także zwrócić ponad 17 tys. zł, które wybrał z konta Jolanty Ś. po jej śmierci.

Sąd uznał Grzegorza G. za winnego pozostałych zarzucanych mu przez prokuraturę czynów. Jest to m.in. kradzież samochodu i pieniędzy ofiary, usiłowanie dwóch oszustw, kradzież z miejsca pracy sprzętu elektronicznego o wartości ponad pół mln zł. G. ma również naprawić szkodę względem swojego pracodawcy w łącznej kwocie prawie 320 tys. zł.

Proces przed sądem okręgowym rozpoczął się w styczniu 2018 r. i toczył się za zamkniętymi drzwiami.

Apelację od wyroku złożyła obrona Grzegorza G. i jeden z oskarżycieli posiłkowych. Ogłoszenie wyroku wyznaczono na 28 listopada.

W toku postępowania prokuratorskiego G. został zbadany psychiatrycznie. Biegli nie stwierdzili, aby w chwili morderstwa był niepoczytalny lub miał ograniczoną poczytalność.

Romans z siostrą żony

Grzegorz G. przez wiele miesięcy potajemnie odwiedzał siostrę żony Jolantę. – Dziewczyna pracowała na kasie w delikatesach. Wcześniej mieszkała w rodzinnym domu w Lubzinie, ale jak obok pobudowała się siostra, wyprowadziła się do Dębicy i z rodziną utrzymywała sporadyczny kontakt – wspomina znajoma ofiary w rozmowie z Faktem.

W maju 2016 r. Jolanta nagle zniknęła. Była w 7. miesiącu ciąży ze swoim szwagrem. Kilka miesięcy wcześniej żona Grzegorza G. urodziła ich drugie dziecko. Ten tygodniami nie tylko udawał, że nie wie co się stało z Jolantą, ale zacierał ślady – wysyłał w imieniu zaginionej SMS-y do jej matki. Wynikało z nich, że zaginiona jest za granicą. Mało tego – przy okazji zarabiał na śmierci kobiety! Sprzedał jej samochód, sprzęt elektroniczny, podbierał z jej konta pieniądze.

Ciało zakopał w lesie

G. został zatrzymany pod koniec listopada 2016 r. we własnym mieszkaniu, wpadł w zasadzkę policji. Zdaniem oskarżenia Grzegorz G. uderzył Jolantę Ś. kilka razy w głowę połową cegły, kobieta miała też ranę kłutą szyi. Jak ustaliła prokuratura przyczyną śmierci kobiety było prawdopodobnie zachłyśnięcie się krwią i uduszenie.

W czasie śledztwa mężczyzna początkowo utrzymywał, że śmierć Jolanty Ś. nastąpiła na skutek nieszczęśliwego wypadku – miała spaść ze skarpy. Jednak po przedstawieniu mu dowodów z sekcji zwłok kobiety, które wykluczyły taką przyczynę śmierci, G. przyznał się do zabójstwa. Wskazał też miejsce w lesie, w którym zakopał ciało szwagierki. Zapewniał, że nie planował zabójstwa wcześniej, ale że myśl o zabiciu kobiety zrodziła się dopiero w czasie kłótni z nią.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Bartłomiej R. skazany na 15 lat więzienia za wypchnięcie z balkonu ciężarnej żony

15 lat w więzieniu spędzi 35-letni mężczyzna, oskarżony o znęcanie się nad żoną i usiłowanie pozbawienia jej życia – orzekł Sąd Apelacyjny w Gdańsku. Gdy kobieta była w piątym miesiącu ciąży, wypchnął ją z balkonu na pierwszym piętrze. Wyrok jest prawomocny.

Sąd Apelacyjny podtrzymał tym samym orzeczenie sądu niższej instancji wydane w lutym tego roku. Wyrok 15 lat więzienia objął też karę za zarzut posiadania przez oskarżonego w komputerze treści pornograficznych z udziałem dzieci. Sąd Okręgowy nakazał ponadto zapłatę przez oskarżonego pokrzywdzonej Kamili R. 50 tys. zł zadośćuczynienia. Od tego wyroku apelację wniósł obrońca oskarżonego.

Tylko szczęśliwy zbieg okoliczności – a konkretnie fakt, że w trakcie upadku pokrzywdzona uderzyła w głową parapet balkonu na parterze – spowodował, że szybkość, z jaką pokrzywdzona wypadała została wyhamowana. I nieco zmieniło to położenie ciała. Pokrzywdzona spadając głową na chodnik ten wypadek przeżyła i szczęśliwie przeżyło ten wypadek także jej nienarodzone dziecko – powiedziała w uzasadnieniu wyroku sędzia Marta Urbańska.

Z ustaleń śledztwa wynika, że mężczyzna ze szczególnym okrucieństwem znęcał się psychicznie i fizycznie nad 31-letnią dziś kobietą od 2013 r. do 2 czerwca 2016 r. Tego dnia Bartłomiej R. wypchnął ciężarną żonę z balkonu mieszkania w Gdyni. Po upadku kobieta doznała urazu głowy, płodowi nic się nie stało. Dramatyczną sytuację widzieli robotnicy pracujący przy bloku, którzy zawiadomili policję i pogotowie ratunkowe.

Jak ustaliła prokuratura, znęcanie się polegało m.in. na tym, że oskarżony uderzał Kamilę R. pięścią i otwartą dłonią po całym ciele, bił ją metalową pałką i kablem, rozbił lustro na jej głowie, rzucał nią o podłogę i ścianę, a także przypalał ją papierosami oraz kłuł igłami w okolicy pośladków. Prześladowana kobieta spędzała od czasu do czasu noce w piwnicy lub na dworcu PKP.

Bartłomiejowi R. zarzucono też, że znieważał swoją żonę słowami, kazał nagrywać jej rozmowy z bliskimi, a później je kontrolował.

Zarówno w trakcie śledztwa, jak i podczas procesu przed sądem niższej instancji, który toczył się za zamkniętymi drzwiami, oskarżony nie przyznał się do winy. Zaprzeczał, że znęcał się nad żoną i wypchnął ją z balkonu i że miał materiały pedofilskie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Atak nożowownika w Rzeszowie. Policja zatrzymała dwóch mężczyzn

Policjanci z Rzeszowa zatrzymali dwóch mężczyzn podejrzewanych o usiłowanie zabójstwa. Jeden z nich podczas sprzeczki ranił nożem dwie osoby. Poszkodowani trafili do szpitala. Zatrzymani mężczyźni mają 35 i 39 lat.

O tym, że podkarpaccy policjanci poszukują mężczyzny, który zaatakował nożem dwie osoby, pisaliśmy wczoraj. Do zdarzenia doszło w środę 9 października o godz. 20:40 na ul. Jagiellońskiej w Rzeszowie. Policjanci ustalili, że doszło tam do sprzeczki między trzema mężczyznami. W pewnej chwili jeden z nich wyciągnął nóż i ranił pozostałych uczestników zdarzenia.

Rzeszów. Jeden z podejrzewanych chciał się oddać w ręce policji

Ranni mężczyźni skierowali swoje kroki w stronę komendy. Po drodze pomocy udzielili im przechodnie oraz policjanci. Poszkodowani zostali przetransportowani do szpitala. Stan jednego z nich jest bardzo ciężki. Ranni to dwaj 27-letni mieszkańcy Rzeszowa.

Funkcjonariusze policji ustalili, kto ranił dwóch mężczyzn. Doszli również do wniosku, że ze sprawą może być związany jeszcze jeden człowiek. W czwartek udało się się ustalić tożsamość obu podejrzewanych. 35-latek został zatrzymany w czwartek 10 października przed godziną 22. Drugi z podejrzewanych chciał sam oddać się w ręce śledczych, ale policjanci go uprzedzili. Został zatrzymany dziś ok. godziny 9 rano przed budynkiem prokuratury w Rzeszowie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Włochy: Zatrzymano seryjnego złodzieja butów. To Polak

35-letni Polak został przyłapany na kradzieży sportowych butów ze sklepu sportowego w San Giovanni Lupatoto (w pobliżu Werony). Włoscy śledczy ustalili, że mężczyzna miał na koncie wiele innych kradzieży obuwia. Seryjny złodziej został zatrzymany w środę, a w czwartek usłyszał wyrok – 8 miesięcy więzienia i 300 euro grzywny.

Ochrona sklepu sieci Decathlon w San Giovanni Lupatoto (ok. 8 km na południe od Werony) zatrzymała podejrzanego mężczyznę, kiedy ten przekroczył barierki przy wyjściu. Podczas kontroli znaleziono przy nim dwie pary markowych butów o wartości 200 euro, które ukrył pod ubraniem. Wcześniej mężczyzna usunął zabezpieczenia antykradzieżowe zamontowane przy metkach butów.

Kiedy na miejscu pojawili się karabinierzy, okazało się, że zatrzymany jest 35-letnim Polakiem. W śledztwie ustalono, że ma on na sumieniu wiele innych kradzieży, wszystkie obuwia.

Kradł już wcześniej

Kilka miesięcy wcześniej Polak został przyłapany na kradzieży w Gorycji (miasto przy granicy ze Słowenią). Miał wówczas przy sobie kilka par butów. Wiadomo, że kradł również w miasteczkach w pobliżu Gorycji. Zatrzymany w środę 35-latek stanął nazajutrz przed sądem. Został skazany na 8 miesięcy pozbawienia wolności i grzywnę w wysokości 300 euro.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

54-latek zlecił zabójstwo żony. Atak zaplanowano w Kazimierzu Dolnym

Stołeczni policjanci zatrzymali 54-latka podejrzanego o zlecenie zabójstwa żony, a także jego 35-letniego znajomego, który miał mu pomagać w zbrodni. W Prokuraturze Okręgowej w Warszawie obaj usłyszeli zarzuty. Zostali też tymczasowo aresztowani przez sąd.

Jak przekazał rzecznik warszawskiej policji kom. Sylwester Marczak, 54-latka, który jest podejrzany o zlecenie zabójstwa żony, i 35-latka, który miał pomagać w realizacji tego planu, zatrzymali funkcjonariusze z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw.

Miała zginąć w czasie wyjazdu do Kazimierza Dolnego

Policjanci nie wykluczają, że 54-latek chciał poprzez zabójstwo żony rozwiązać problemy osobiste i finansowe. Według policji, podejrzany planował zbrodnię od kwietnia 2018 roku. Chciał dokonać „zbrodni doskonałej”, opracowanej w najdrobniejszych szczegółach. Kobieta miała zostać pozbawiona życia w czasie wyjazdu do Kazimierza Dolnego. 35-latek, który miał pomagać głównemu podejrzanemu, to jego znajomy, na co dzień prowadzący z nim interesy.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi policja pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jej rzecznik, prok. Łukasz Łapczyński, poinformował, że wynagrodzeniem za zabójstwo miało być mieszkanie na warszawskim Mokotowie. Osobę, która miała dokonać zabójstwa, miał znaleźć 35-latek. Służby znają personalia tej osoby.

Podejrzanym grozi dożywocie

W Prokuraturze Okręgowej 54-latek usłyszał zarzut nakłaniania do zabójstwa żony, do czego nie doszło dzięki działaniom policji. – W przypadku drugiego mężczyzny zarzuty dotyczą pomocnictwa do przestępstwa poprzez m.in. skontaktowanie zleceniodawcy z osobą, która miała dokonać zabójstwa, oraz udzielanie rad i wskazówek co do przebiegu zbrodni – wyjaśnił prok. Łapczyński.

Obaj podejrzani nie przyznali się do zarzucanych im przestępstw i złożyli obszerne wyjaśnienia sprzeczne ze zgromadzonym w tej sprawie materiałem dowodowym.

Na wniosek prokuratora w ubiegłym tygodniu sąd zastosował wobec nich tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące.

Podejrzanym grozi nawet dożywotnie więzienie.

Śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest ostateczny wyrok dla Artura K. za gwałt i zabójstwo 24-letniej kobiety

Na karę dożywotniego więzienia skazał Sąd Apelacyjny we Wrocławiu 35-letniego Artura K. oskarżonego o gwałt i zabójstwo 24-letniej kobiety – jego byłej partnerki. Sąd drugiej instancji przychylił się do apelacji prokuratury i uznał, że K. działał ze szczególnym okrucieństwem.

Do wydarzeń opisanych w akcie oskarżenia doszło w lutym 2018 r. w Lubaniu (Dolnośląskie). Artur K. wieczorem przyszedł do mieszkania swoje byłej dziewczyny – 24-letniej Kamili K. Według prokuratury był wówczas pod wpływem alkoholu. Mężczyzna zaatakował kobietę. Bił ją i dusił, a następnie zgwałcił. Kobieta zmarła wskutek uduszenia.

W lutym tego roku Sąd Okręgowy w Jelenie Górze w pierwszej instancji skazał K. na dożywocie. Sąd uznał wówczas, że zarzucone oskarżonemu przestępstwo stanowiło zbrodnię zabójstwa w typie zwykłym, nie dopatrzył się w niej znamion szczególnego okrucieństwa – czego chciała prokuratura.

Prokurator złożył apelację od tego wyroku w części dotyczącej opisu i przyjętej kwalifikacji czynu. Domagał się, aby sąd uznał, że K. działał ze szczególnym okrucieństwem. Jak poinformowała w czwartek PAP rzeczniczka Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu prok. Katarzyna Bylicka, Sąd Apelacyjny przychylił się do stanowiska prokuratury i zmienił zaskarżony wyrok, przyjmując, że K. dopuścił się gwałtu, działając ze szczególnym okrucieństwem.

Prok. Bylicka poinformowała, że sąd apelacyjny orzekł przy tym, że K. będzie mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie dopiero po odbyciu 30 lat kary.

Wyrok jest prawomocny.
Źródło info i foto: Dziennik.pl