USA: Odroczono egzekucję skazanego za zasztyletowanie sprzedawcy

Amerykański Sąd Najwyższy przychylił się do wniosku 37-letniego Johna Ramireza, który domagał się odroczenia swojej egzekucji. Mężczyzna został skazany na śmierć za zasztyletowanie sprzedawcy. Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych odroczył w środę wieczorem w ostatniej chwili wykonanie wyroku na więźniu, który przebywał w celi śmierci. Wystąpił on z wnioskiem, aby zezwolono duchownemu na dotykanie go i głośną modlitwę w czasie egzekucji.

„37-letni John Ramirez miał otrzymać śmiertelny zastrzyk w Huntsville w Teksasie, 17 lat po tym, jak zasztyletował sprzedawcę podczas napadu rabunkowego w konserwatywnym południowym stanie. Przed kilkoma miesiącami, jako członek kościoła baptystów, wystąpił do sądu z petycją, aby w ostatnich chwilach pastor mógł położyć ręce na jego ciele podczas egzekucji i głośno się modlić” – podała AFP.

Jak dodała agencja, powołując się na dokumenty sądowe, Ramirez „zeznał pod przysięgą, że nałożenie rąk na umierającą osobę i wokalizowanie modlitw podczas przechodzenia z życia do śmierci jest integralną częścią rytuałów, którym chciał się podać”.

Władze więzienia w Teksasie pozwalają obecnie na obecność doradcy duchowego w komorze śmierci. Musi on jednak zachować milczenie i dystans ze względów „bezpieczeństwa”.

„Ramirez złożył w poniedziałek apelację nadzwyczajną do Sądu Najwyższego USA, który w ostatniej chwili zgodził się na wstrzymanie jego egzekucji. Zapowiedział rozpatrzenie sprawy merytorycznie w październiku lub listopadzie” – podkreśla AFP.

Ramirez argumentował, że władze stanowe naruszają jego wolność religijną, nie wydając zgody na rytuał. Zdaniem prawnika więźnia, Setha Kretzera, odrzucając prośbę, teksański Departament Sprawiedliwości ds. Kryminalnych naruszył pierwszą poprawkę do Regulaminu wykonywania kary śmierci. Sprzeciw wobec modlitwy na głos nazwał duchowym „zakazem knebla”.

Wstrząsające szczegóły zbrodni

Według AP Ramirez został skazany za zamordowanie poprzez pchnięcie 29 razy nożem 46-letniego Pablo Castro, który pracował w sklepie w Corpus Christi. Zrabował wówczas jednego dolara i 25 centów. Zabójca uciekł w roku 2004 do Meksyku, gdzie trzy lata później został aresztowany.
Źródło info i foto: interia.pl

37-letni Ukrainiec zabił nożem dwóch kolegów z pracy

Serhij S. (37 l.) od kilku lat przyjeżdżał z Ukrainy do Polski do pracy. Ale nie dorobił się fortuny, bo wszystko, co zarobił, wydawał na używki i kobiety. A kiedy zabrakło mu pieniędzy, w okrutny sposób zamordował dwóch kolegów z pracy. Okradł zmarłych, a kasę przepuścił, zaspakajając swoje żądze.

Ukrainiec regularnie pojawiał się w gospodarstwie ogrodniczym w Dobrosławowie (woj. lubelskie). Dobrze zarabiał, ale wszystko tracił.

– Wydawałem pieniądze na narkotyki, wódkę i kobiety – mówił zaraz po zatrzymaniu. Te przyjemności były bardzo kosztowne. Serhij zaczął więc okradać kolegów z pracy. Na początku grudnia nocą włamał się do pokoju dwóch z nich (52 i 32 l.) i zaczął przetrząsać ich rzeczy. Kiedy jeden z okradanych obudził się, doszło do masakry. Serhij S. zadał nieszczęśnikowi aż 18 ciosów nożem sprężynowym. Zaraz potem drugiemu poderżnął gardło. Ukradł pieniądze i uciekł. Teraz stanął przed lubelskim sądem. Grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sochaczew: Mężczyzna śmiertelnie postrzelony w czasie grilla

W Sochaczewie podczas spotkania przy grillu doszło do śmiertelnego postrzelenia 37-letniego mężczyzny. Zatrzymano trzy osoby, które również uczestniczyły w spotkaniu. W poniedziałek mają zostać doprowadzone do prokuratury. 37-letni mężczyzna został śmiertelnie postrzelony na imprezie w Sochaczewie. Do zdarzenia doszło 8 sierpnia podczas imprezy przy grillu. Mężczyzna został przewieziony do szpitala. Niestety po kilku godzinach zmarł.

Jak przekazała oficer prasowa KPP w Sochaczewie mł. asp. Agnieszka Dzik, zgłoszenie o zajściu wpłynęło do policji w sobotę ok. 22.

– „Mężczyzna został postrzelony na grillu, na miejscu czynności wykonywali policjanci pod nadzorem prokuratora” – powiedziała.

Jak dodała, do sprawy zatrzymano trzy osoby, które w poniedziałek zostaną doprowadzone do Prokuratury Rejonowej w Sochaczewie. Informację o tym, że mężczyzna zmarł, przekazano policji w niedzielę rano.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Singapur: 37-latek skazany na powieszenie podczas wirtualnej rozprawy

Oskarżony o handel narkotykami 37-letni Malezyjczyk został w Singapurze skazany na śmierć przez powieszenie podczas wirtualnej rozprawy na platformie Zoom. To pierwszy wyrok śmierci ogłoszony w tym kraju na wideokonferencji. Rozprawa odbyła się w formie zdalnej z powodu trwającej pandemii Covid-19. Singapur jest jednym z najbardziej dotkniętych pandemią koronawirusa państw Azji.

Dla bezpieczeństwa wszystkich biorących udział w procesie rozprawa (…) odbyła się w formie wideokonferencji – powiedział cytowany przez Reutera rzecznik singapurskiego sądu najwyższego.

Obrońcy praw człowieka krytykowali używanie Zooma w sprawach sądowych, w których oskarżonym grozi śmierć. Prawnik skazanego Peter Fernando nie sprzeciwiał się jednak wykorzystaniu tej platformy w piątkowej rozprawie, ponieważ miał na niej zostać jedynie ogłoszony werdykt. Adwokat oświadczył też, że jego klient rozważa apelację.

Skazany Punithan Genasan został uznany za współsprawcę sprzedaży co najmniej 28,5 kg heroiny w 2011 roku. Nie przyznawał się do winy. Obciążyły go zeznania dwóch kurierów narkotyków. Został zatrzymany w Malezji w 2016 roku, następnie przekazany singapurskim organom ścigania – podał dziennik „Straits Times”.

Kurierzy usłyszeli wyroki w 2015 roku. Jednego z nich skazano na dożywocie i chłostę, a drugiego – na śmierć.

Według obrońców praw człowieka w ostatnich dziesięcioleciach w Singapurze powieszono za przestępstwa narkotykowe setki osób, w tym dziesiątki cudzoziemców.

Wykorzystanie kary śmierci w Singapurze jest z natury okrutne i nieludzkie, a użycie technologii zdalnej, takiej jak Zoom, do skazania człowieka na śmierć sprawia, że jest takie jeszcze bardziej – ocenił wicedyrektor azjatyckiego oddziału organizacji Human Rights Watch (HRW) Phil Robertson.

HRW krytykowała również wyrok śmierci wydany na początku maja przez platformę Zoom w Nigerii. Na śmierć przez powieszenie skazano tam wówczas mężczyznę oskarżonego o zamordowanie pracodawcy swojej matki.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjanci uderzyli w grupę handlującą ludźmi

Policjanci z Lubuskiej i Dolnośląskiej Policji doprowadzili do zatrzymali 37-letniego obywatela Bułgarii. Mężczyzna podejrzany jest o handel ludźmi i zmuszanie do prostytucji swoich dwóch rodaczek oraz pozbawienie wolności jednej z nich. Dzięki działaniom operacyjnym policjantów z Gorzowa możliwe było dotarcie do wiedzy o tym procederze, zatrzymanie napastnika oraz uwolnienie kobiety. Mężczyzna uczynił sobie z tego stałe źródło dochodu. Decyzją Sądu 37-letni Bułgar najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie.

To już kolejny sukces Lubuskiej Policji, która regularnie rozbija grupy przestępcze przy granicy zachodniej, zajmujące się handlem „żywym towarem”. To niezwykle ciężkie zadanie bowiem z reguły są to środowiska bardzo hermetyczne, gdzie pokrzywdzone są często zastraszane, gdzie grozi się im pozbawieniem wolności, zdrowia czy nawet życia i zmusza się je do świadczenia usług seksualnych.

Podobna historia dotyczy dwóch Bułgarek, które padły ofiarą swojego rodaka. 37-letni mężczyzna z 7 na 8 marca tego roku na granicy województw lubuskiego i dolnośląskiego zwabił pod pretekstem 30-letnią obywatelkę Bułgarii i pozbawił ją wolności. W tym czasie groził jej, bił a nawet obciął włosy. Wszystko po to, żeby ponownie zmusić kobietę, wykorzystując jej ciężką sytuację materialną, do świadczenia usług seksualnych. Pokrzywdzona będąc zastraszana realizowała jego polecenie od maja do listopada 2019 roku przekazując w ten sposób zarobione pieniądze swojemu oprawcy. Było to niemal 150 tys. zł.

Do wiedzy o tym procederze dotarli policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. Z uwagi na fakt, że pokrzywdzonej groziło niebezpieczeństwo i sukces wiązał się z przeprowadzeniem dynamicznych działań, w czynności włączyli się także policjanci z województwa dolnośląskiego. Wspólne czynności pozwoliły na dotarcie do miejsca przetrzymywania ofiary, uwolnienie jej z rąk swojego oprawcy oraz zatrzymanie mężczyzny.

Dzięki pracy śledczych z Lubuskiej Policji oraz Prokuratury Okręgowej z Gorzowa możliwe było również przypisanie podejrzanemu nakłaniania do prostytucji innej Bułgarki w wieku 23-lat. Ta miała świadczyć usługi seksualne od stycznia do marca 2020 roku i zarobione w ten sposób pieniądze w kwocie ponad 42 tysięcy zł przekazać swojemu oprawcy. Zatem 37-latek działał brutalnie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej z usług seksualnych, do których zmuszał swoje rodaczki. Dzięki Lubuskiej Policji ta gehenna została przerwana. Materiał dowodowy zebrany przez Policję i Prokuraturę pozwolił na przedstawienie podejrzanemu trzech zarzutów. Te związane są handlem ludźmi, stręczycielstwem oraz pozbawieniem wolności powiązanym z uszkodzeniem ciała. Sąd zdecydował o zastosowaniu wobec podejrzanego trzymiesięcznego aresztu. Sprawa jest rozwojowa.
Źródło info i foto: Policja.pl

Warszawska policja zatrzymała podejrzanego o zabójstwo

„Policjanci z warszawskiej Woli zatrzymali 37-latka podejrzanego o zabójstwo. Z ustaleń śledczych wynika, że w wyniku kłótni mężczyzna zadał swojemu znajomemu trzy śmiertelne ciosy w klatkę piersiową” – powiedziała w środę rzeczniczka wolskiej policji kom. Marta Sulowska. Podejrzany trafił do aresztu.

Do zdarzenia doszło kilka dni temu w jednym z bloków na warszawskiej Woli. Policjanci przyjechali do mieszkania i zauważyli w nim podejrzanego, który miał na sobie liczne ślady krwi. Mężczyzna nerwowo przemieszczał się po korytarzu i agresywnie się zachowywał. Funkcjonariusze obezwładnili go i zatrzymali – poinformowała komisarz Sulowska.

W drugim pomieszczeniu znajdował się mężczyzna, który był nieprzytomny i nie reagował na żadne bodźce. Policjanci sprawdzili jego funkcje życiowe – były niewyczuwalne. Na miejsce została wezwana załoga karetki pogotowia, która stwierdziła zgon – tłumaczyła policjantka.

Według śledczych pomiędzy znajomymi mężczyznami doszło do kłótni i szarpaniny, podczas której 37-latek chwycił za leżący na stole nóż i zadał pokrzywdzonemu trzy ciosy w klatkę piersiową.

Na miejsce przyjechała grupa dochodzeniowo-śledcza, która prowadziła oględziny pod nadzorem prokuratora. 37-latek został doprowadzony do wolskiej komendy. Badanie alkomatem wykazało, że miał on prawie dwa promile alkoholu w organizmie – dodała.
Zatrzymany mężczyzna usłyszał w prokuraturze zarzut zabójstwa. Decyzją sądu został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.

Za zabójstwo może mu grozić nawet dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zaginął 37-letni Mariusz Stróżyk. Miał wrócić z Niemiec

Policja szuka 37-letniego Mariusza Stróżyka z Wielkopolski. Mężczyzna w połowie listopada miał wrócić z pracy w Niemczech i w momencie przekraczania granicy miał skontaktować się z rodziną. Niestety, od tego czasu nie ma z nim kontaktu, a jego telefon jest niedostępny. 

O Stróżyku, mieszkańcu Kolonii Janowskiego (woj. wielkopolskie) donosi profil „Zaginięcia – Niewyjaśnione sprawy w Polsce” na Facebooku. Wedle zawartych tam informacji, 37-latek miał 15 listopada wyjechać z niemieckiego Trewiru, gdzie pracował. Jego szef odwiózł go na autobus, którym Polak miał udać się do kraju. Autobus miał go dowieźć do Wrześni, a stamtąd miała odebrać go rodzina.

Mężczyzna skontaktował się z bliskimi kwadrans po rozpoczęciu podróży, ale wbrew zapowiedziom, nie zrobił tego już nad ranem dnia następnego – ani w momencie przekroczenia granicy, ani gdy autobus docierał do Wrześni. Od tego czasu (tj. od 15/16 listopada) rodzina nie miała z nim kontaktu.

W zamieszczonej na stronie galerii znalazła się również mapa rekonstruująca planową trasę, jaką Wielkopolanin miał pokonać autobusem.

Wedle podanego na profilu rysopisu, Mariusz Stróżyk ma Mariusz ma „176 cm.wzrostu, ciemne włosy i piwne oczy. Na czole posiada blizny (po wypadku). W dniu zaginięcia ubrany był w ciemne jeansy, granatową kurtkę, sportowe buty Nike, miał ze sobą białą czapkę z daszkiem Nike. Powinien mieć przy sobie trzy duże torby”.

„Jeśli posiada ktoś informacje o miejscu pobytu zaginionego proszony jest o kontakt z Policją pod numerem 112 lub z nami w wiadomości” – czytamy we wpisie. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Australia: Strzelanina przed nocnym klubem w Melbourne

Przed nocnym klubem „Love Machine” w Melbourne wydarzyła się tragedia. W strzelaninie zginął 37-letni mężczyzna. Trzy osoby zostały ranne, z czego jedna jest w stanie krytycznym. Motywy sprawcy nie są znane.

Z niejasnych przyczyn przed klubem nocnym „Love Machine” w Melbourne ktoś zaczął strzelać. Według wstępnych ustaleń – z samochodu. Zranił trzech ochroniarzy i mężczyznę stojącego w kolejce.

37-letni ochroniarz nie przeżył. Trzy osoby z ranami postrzałowymi trafiły do szpitala. Jedna z nich została poważnie poszkodowana. Nie jest więc wykluczone, że ofiar śmiertelnych będzie więcej. Ranni są w wieku 28,29 i 50 lat. BBC cytuje funkcjonariuszkę, która obrażenia określiła jako „przerażające”.

Po incydencie sprawca odjechał. Znaleziono jego auto, było spalone. Śledczy badają, czy czarne terenowe porsche miało związek ze strzelaniną. Policja zaapelowała do świadków zdarzenia o pomoc w ustaleniu przebiegu zajścia. Funkcjonariusze liczą, że być może ktoś jest w posiadaniu wideo.

Według policji nie ma powodów, by mówić, że był to incydent o charakterze terrorystycznym.

To szok dla Australijczyków. W ich kraju rzadko dochodzi bowiem do przestępstw z użyciem broni palnej. Po tym jak w 1996 r. na Tasmanii mężczyzna zastrzelił 35 osób, zaostrzono przepisy regulujące zakup i posiadanie tej broni.
Źródło info i foto: wp.pl

Legionowo: Pracownicy nepalskiej restauracji mieli zabić swojego szefa

Prokuratura Rejonowa w Legionowie przedstawiła zarzuty zabójstwa dwóm obywatelom Indii. Mężczyźni mieli zamordować swojego szefa, 37-letniego właściciela restauracji z kuchnią nepalską. Ciało porzucono w samochodzie, na obrzeżach Legionowa.

Jak podał rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, prok. Marcin Saduś, 28 grudnia do Komendy Powiatowej Policji w Legionowie zgłosił się pełnomocnik 37-letniego obywatela Nepalu, właściciela restauracji z kuchnią azjatycką w centrum miasta. Mężczyzna poinformował, że od kilku dni nie może skontaktować się z Nepalczykiem, nie widziano go także w miejscu pracy, ani zamieszkania. Pełnomocnik zgłosił zaginięcie.

– Następnego dnia na obrzeżach Legionowa w zaparkowanym przy ulicy samochodzie przypadkowa osoba ujawniła zwłoki mężczyzny, który wyglądem przypominał poszukiwanego – podał prok. Saduś.

Jeden z nich przyznał się do winy

Biegły medyk sądowy stwierdził, że 37-latek został uduszony. Do zgonu doszło kilka dni wcześniej. W związku ze sprawą legionowska policja zatrzymała trzech obcokrajowców, którzy byli pracownikami pokrzywdzonego. Dwóch z nich usłyszało w poniedziałek zarzuty zabójstwa, trzeciego przesłuchano w charakterze świadka.

– Podejrzani, obywatele Indii, złożyli przed prokuratorem obszerne wyjaśnienia, przy czym do popełnienia zbrodni przyznał się tylko jeden z nich. Najbardziej prawdopodobnym motywem zabójstwa były nieporozumienia z pracodawcą – podał prok. Saduś.

Trzymiesięczny areszt

Jak podaje prokuratura, podejrzani zaplanowali morderstwo, którego mieli dokonać najprawdopodobniej na terenie restauracji. Ciało 37-letniego pracodawcy zostało następnie porzucone w samochodzie na obrzeżach Legionowa. Śledczy nie informują o szczegółach zbrodni, ponieważ wciąż przesłuchiwani są świadkowie.

W poniedziałek Sąd Rejonowy w Legionowie uwzględnił wnioski prokuratury i zastosował trzymiesięczny areszt wobec obu podejrzanych. Za zabójstwo mężczyznom grozi dożywocie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Daniel N. skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo matki

– Zabiłem matkę, bo mnie szlag trafiał… wszystko było jej, telewizor, mieszkanie, renta po ojcu – tłumaczył przed sądem Daniel N. (37 l.) z Częstochowy. Niewzruszony „ciężkim” losem mordercy sąd posłał go do więzienia na ćwierć wieku.

Pani Małgorzata (†59 l.) całe życie ciężko pracowała, by utrzymać syna darmozjada. Daniel brał pieniądze i przepijał. Kiedy matka odmawiała gotówki, Daniel wpadał w szał. 16 maja 2017 rozegrał się dramat.

– Złapałem mamę na szyję, przewróciła się, zatkałem jej usta dłonią, a że na szyi miała apaszkę, to ją jeszcze udusiłem – mówił podczas procesu.

Zwłoki wcisnął do tapczanu, na którym spał przez 6 dni. Wszystkie pieniądze, które znalazł w domu, przepił. – Jak zaczęło śmierdzieć w domu, chodziłem z dezodorantem i psikałem – opowiadał w sądzie.

W marcu zapadł wyrok. Matkobójca został skazany na 25 lat więzienia, ale się odwołał odwołał. Wczoraj obrońca żądał obniżenia kary i przekonywał Sąd Apelacyjny w Katowicach, że Daniel N. szczerze żałował i wyraził skruchę.

Prokurator, który domagał się dożywocia, przypomniał, że Daniel N. był całkowicie zdrowy psychicznie, gdy zabijał matkę, a sposób, w jaki to zrobił, budzi w społeczeństwie gniew. Nie ma dla niego okoliczności łagodzących.

Takiego samego zdania był Sąd Apelacyjny, który utrzymał w mocy wyrok 25 lat więzienia. – Ta kara jest adekwatna do popełnionego przestępstwa – powiedział sędzia, Adam Chodkiewicz. O warunkowe zwolnienie Daniel N. może się starać dopiero po upływie 15 lat. Wyrok jest już prawomocny.
Źródło info i foto: Fakt.pl