Ciała dwóch mężczyzn znalezione niedaleko Radomska

W miejscowości Lgota Wielka niedaleko Radomska (woj. łódzkie) w poniedziałek rano znaleziono ciała 30- i 38-latka. Nie wykluczamy żadnej z hipotez dotyczących przyczyn śmierci mężczyzn, także tzw. udziału osób trzecich – powiedziała rzeczniczka policji w Radomsku nadkom. Aneta Wlazłowska. Na jednej z posesji w miejscowości Lgota Wielka w pow. radomszczańskim (woj. łódzkie) – jak podała policja – znaleziono w poniedziałek ciała dwóch mężczyzn.

– Kiedy policjanci pojechali na miejsce, okazało się, że zmarli mężczyźni to 38- i 30-latek mieszkający w powiecie radomszczańskim. Okoliczności śmierci są niewyjaśnione. W związku z tym został powiadomiony prokurator – mówiła Wlazłowska.

Nie wykluczamy żadnej z hipotez dotyczących przyczyny zgonu mężczyzn, także tzw. udziału osób trzecich – podkreśliła w rozmowie z PAP rzeczniczka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ciało 38-letniego mężczyzny na drodze. Trwa wyjaśnianie okoliczności śmierci

Zwłoki 38-letniego mężczyzny znaleziono na lokalnej drodze w miejscowości Bornice w woj. warmińsko-mazurskim. Śledczy wyjaśniają przyczynę i okoliczności jego śmierci. Policję i służby ratunkowe powiadomiono rano o znalezieniu zwłok mężczyzny, leżących na lokalnej drodze we wsi Bornice w powiecie iławskim.

To 38-letni mieszkaniec gminy Susz. Zabezpieczono ślady, są przesłuchiwani mieszkańcy, na miejscu jest prokurator, żeby ustalić przyczynę i dokładne okoliczności śmierci tego mężczyzny – mówi Joanna Kwiatkowska z iławskiej policji. Jak zaznaczyła, na razie brane jest pod uwagę wiele hipotez – również taka, że przyczyną zgonu 38-latka mogło być potrącenie.

Policja nie informuje, czy mężczyzna miał widoczne obrażenia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wysadzali bankomaty. Policja zatrzymała 2 osoby w Częstochowie

Jak informuje śląska policja, 28-letnia kobieta i jej 38-letni partner mieli wysadzić bankomat w Częstochowie, a także w Lisowicach, oddalonych od Częstochowy o ok. 40 km. Parze nie udało się jednak dostać do pieniędzy znajdujących się w urządzeniach.

Zdarzenie miało miejsce w niedzielę 19 grudnia przy ulicy Kiedrzyńskiej w Częstochowie. Jak poinformowała śląska policja, do wybuchu doszło rano. Osobom, które wysadziły bankomat, nie udało się jednak dobrać do pieniędzy. Już następnego dnia śledczy zatrzymali dwie osoby podejrzewane o wysadzenie bankomatu.

„Ze wstępnych ustaleń wynikało, że osoby ubrane w kominiarki doprowadziły do wybuchu urządzenia służącego do wypłaty pieniędzy i oddaliły się w nieznanym kierunku. Policjanci pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Częstochowie zabezpieczyli ślady, wykonali oględziny i rozpoczęli poszukiwania sprawców. Jak się okazało, do podobnego zdarzenia doszło godzinę wcześniej w Lisowicach w powiecie lublinieckim” przekazała policja.

Śledczy dokonali analizy materiału dowodowego i już następnego dnia zatrzymali 28-letnią kobietę i 38-letniego mężczyznę. Jak podaje policja, para przyznała się do winy i została objęta policyjnym dozorem.

Kobieta i mężczyzna usłyszeli zarzuty „usiłowania kradzieży z włamaniem do dwóch bankomatów i zniszczenia mienia”. Policja poinformowała także, że za popełniony czyn sprawcom może grozić do 10 lat więzienia. Para została objęta policyjnym dozorem i – jak przekazali funkcjonariusze – „pięć razy w tygodniu muszą meldować się na komisariacie”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

38-latek zatrzymany. Miał w mieszkaniu 4,5 kg narkotyków

38-latek podejrzany jest o posiadanie znacznej ilości środków odurzających. W jego mieszkaniu funkcjonariusze zabezpieczyli około 4,5 kg kokainy o czarnorynkowej wartości około 1,8 miliona złotych – poinformował rzecznik mokotowskiej policji podkom. Robert Koniuszy. Mężczyzna został zatrzymany przez policjantów z warszawskiego Mokotowa.

Kryminalni z Mokotowa wcześniej ustalili, że 38-letni mężczyzna może mieć duże ilości narkotyków. Kilka dni temu śledczy przygotowali na mężczyznę zasadzkę. Poczekali na niego w garażu podziemnym budynku, w którym mieszkał – tłumaczył podkom. Robert Koniuszy.

Wskazał, że po jakimś czasie pojawił się podejrzany mężczyzna, który wjechał do garażu mercedesem i zaparkował na swoim miejscu. Następnie wsiadł do windy i pojechał do swojego mieszkania. Po czym wrócił z czerwoną torbą reklamową w ręku i kierował się do samochodu. Mając uzasadnione podejrzenie, że w jego podręcznym bagażu znajdują się narkotyki, kryminalni postanowili go wylegitymować – wyjawił dodając, że 38-latek zapytany co przenosi w torbie, oświadczył, że ma kokainę.

W trakcie czynności policjanci ujawnili worek foliowy zamykany strunowo, w którym znajdowała się owinięta kilkoma warstwami szarej folii, ponadkilogramowa tafla sprasowanego, białego proszku. Policyjny narkotester potwierdził, że to kokaina – podkreślił.

Mężczyzna miał w mieszkaniu 8,5 tys. zł i 1,3 tys. euro oraz niemal 4,5 kg narkotyków

Zaznaczył, że po zatrzymaniu policjanci razem z 38-latkiem poszli do jego mieszkania. W trakcie przeszukania zabezpieczyli, kolejne tak samo zabezpieczone i sprasowane paczki z kokainą, 3 wagi elektroniczne, 2 teleskopowe hydrauliczne podnośniki, ramę do podnośnika oraz dwie formy do prasy. Urządzenia były używane do prasowania narkotyków – wyliczył.

Ponadto funkcjonariusze ujawnili plastikowy pojemnik z białym proszkiem, tzw. wypełniaczem oraz przedmioty służące do porcjowania narkotyków, czyli dwa plastikowe pojemniki i dwie łyżki, oraz gotówkę w kwocie 8,5 tys. zł i 1,3 tys. euro. Przeszukane zostały też jego dwa samochody – podał, informując przy tym, że łącznie kryminalni zabezpieczyli blisko 4,5 kg kokainy o czarnorynkowej wartości około 1,8 miliona złotych.

Po zatrzymaniu 38-latek usłyszał zarzuty posiadania znacznej ilości środków odurzających. Prokurator i policjanci złożyli wnioski do sądu wnioski o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci trzymiesięcznego aresztu. Sąd przychylił się do wniosków, ale dał podejrzanemu możliwości zamiany aresztu na kaucję w wysokości 100 tys. zł – dodał.

Za zarzucany czyn grozi mu kara do 10 lat więzienia.

„DGP”: Polska w amfetaminowej czołówce Europy. „Rynek okazał się odporny na pandemię”

Należymy do głównych producentów amfetaminy w Europie, jesteśmy też w pierwszej dziesiątce państw, w których jest ona najbardziej rozpowszechniona – pisze w poniedziałek „Dziennik Gazeta Prawna”. Informuje też, że rynek tego narkotyku okazał się odporny na pandemię.

„Drugi po kokainie najczęściej używany narkotyk pobudzający w Europie jest produkowany głównie tam, gdzie jest jego największa konsumpcja. Z raportu unijnej agendy antynarkotykowej EMCDDA o trendach i zmianach na rynku narkotykowym wynika, że są to Holandia, Belgia i Polska” – informuje w poniedziałek „DGP”.

Gazeta wyjaśnia, że w raporcie analizowano dane z 29 państw – oprócz unijnych, także z Norwegii i Turcji. „Polska wyróżnia się na tle innych krajów pod względem liczby konfiskat narkotyków. Jak podkreślają autorzy raportu, w 2019 r. w państwach członkowskich UE przeprowadzono ich 34 tys. W sumie odebrano aż 17 ton. To dużo, wobec 8 ton w 2018 r. Ostatnie dane z Polski mówią o 1,7 ton, z Belgii o 1 tonie” – podaje.

Na rynku producentów czy państw transferowych Polska pojawia się nie tylko w kontekście amfetaminy. Na przykład w przypadku MDMA (metylenodioksy-metamfetaminy) w czterech państwach UE zlikwidowano 28 laboratoriów. W tej grupie znalazła się także Polska.

Jeśli chodzi o heroinę, to także jesteśmy w niewielkiej grupie państw, obok Holandii, Belgii, Bułgarii i Estonii, w których doszło do konfiskat bezwodnika octowego potrzebnego do produkcji, o łącznej objętości 26 tys. litrów. Autorzy unijnego raportu podkreślają, że w Polsce dochodzi też do produkcji nowych substancji psychoaktywnych.

„Rynek okazał się odporny na pandemię. Nie przerwała ona łańcuchów dostaw, produkcja nie została zachwiana. Co więcej, jak potwierdza europejski raport, rynek z powodzeniem przeniósł się do sieci – mówi cytowany przez „DGP” Artur Malczewski, kierownik Centrum Informacji o Narkotykach i Narkomanii w Krajowym Biurze ds. Przeciwdziałania Narkomanii.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zaginął 38-latek z dwójką dzieci. Trwają poszukiwania

Policja z Ostrowca Świętokrzyskiego poszukuje 38-letniego Tomasz Szabelski i dwójki dzieci – 4-letniej Natalii oraz 8-letniego Kamila. Cała trójka ostatni raz widziana była we wtorek. Zaginął 38-letni Tomasz Szabelski i dwójka dzieci – 4-letnia Natalia oraz 8-letni Kamil. Poszukiwania prowadzi policja z Ostrowca Świętokrzyskiego.

Cała trójka ostatni raz widziana była 18 maja. Mężczyzna wyszedł z dziećmi i od tego momentu nie wrócił do domu i nie nawiązał z nikim kontaktu. Nikomu powiedzieli dokąd idą. Pan Tomasz mieszka w Bodzechowie. Jest to niewielka miejscowość w województwie świętokrzyskim, która znajduje się około 60 km od Kielc i 62 km od Radomia. Poszukiwani do tej pory nie nawiązali kontaktu z bliskimi.

Rysopis zaginionych

38-letni mężczyzna – wzrost 150-160 cm, szczupła sylwetka ciała, włosy krótkie ciemny blond, nos lekko garbaty, nosi okulary korekcyjne.

4-letnia dziewczynka – wzrost 100 cm, szczupła budowa ciała, włosy jasne blond, do ramion, nos mały, prosty.

8-letni chłopiec – wzrost 120-125 cm, szczupła budowa ciała, włosy ciemny blond, krótkie, nos mały, prosty.

– Jeśli ktoś posiada wiedzę na temat okoliczności zaginięcia Tomasza Szabelskiego i jego dzieci bądź zna ich miejsce pobytu, proszony jest o kontakt z policjantami z Komendy Powiatowej Policji w Ostrowcu Świętokrzyskim ul. Aleja 3 Maja 9 lub telefonicznie pod nr tel. 47 804 22 05 lub 47 804 23 82 lub pod numerem alarmowym 112 – poinformowali policjanci.
Źródło info i foto: interia.pl

Mężczyzna z atrapą broni groził księdzu w czasie mszy

Poniedziałkową mszę w kościele w Dusznikach-Zdroju przerwał mężczyzna, który wszedł do kościoła z przedmiotem przypominającym pistolet. Został on obezwładniony przez wiernych. Policja zatrzymała mężczyznę. Okazało się, że pistolet nie jest prawdziwy. Do incydentu doszło 3 maja podczas mszy św. po godzinie 8 rano – podaje portal „Gościa Niedzielnego”. Według relacji świadków, mężczyzna – który sprawiał wrażenie bycia pod wpływem alkoholu – wszedł do kościoła i „szybkim krokiem” poszedł w stronę ambony.

Gdy podszedł do księdza, wycelował do niego z przedmiotu wyglądającego jak pistolet. Kapłan zaczął się wycofywać, a w międzyczasie wierni wstali i obezwładnili napastnika. Wezwano policję.

Jak podaje RMF FM, gdy oczekiwano na funkcjonariuszy przed kościołem, mężczyzna wyrwał się i uciekł. Policjanci złapali go po trwającym kilkanaście minut pościgu. 38-latek został zatrzymany. Sprawdzono też, że ma dwa promile alkoholu w organizmie. Okazało się, że nie miał prawdziwej broni, tylko pistolet gazowy.

Po incydencie proboszcz dokończył odprawianie mszy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Policjant napadł z bronią na firmę pożyczkową

Wszedł, pokazał kartkę z napisem: „To jest napad” i wyszedł ze zrabowaną gotówką. Sprawcę tego napadu na firmę pożyczkową w Singapurze zidentyfikowano i złapano w ciągu 5 godzin. Okazało się, że był nim 38-letni funkcjonariusz z policyjnych formacji pomocniczych AETOS. Grozi mu dożywocie oraz co najmniej sześć bardzo bolesnych uderzeń długą pałką w obnażone pośladki.

Do napadu na singapurską firmę udzielającą pożyczek doszło w poniedziałek po południu. Do jej siedziby wszedł mężczyzna i pokazał pracownikom kartkę z napisem: „To jest napad, nie krzycz. Mam w kieszeni broń. Włóż wszystkie pieniądze do torby”.

Ponieważ mężczyzna rzeczywiście miał broń, pracownicy bez oporów wydali mu pieniądze z kas, w sumie 24 tys. dolarów singapurskich (ok. 70 tys. zł). Sprawca włożył gotówkę do sportowej torby i spokojnie wyszedł. 

Policja zgłoszenie otrzymała o godz. 15:55 czasu lokalnego. W ciągu pięciu godzin zatrzymano podejrzanego. Zidentyfikowali go m.in. na podstawie nagrań kamer CCTV, zeznań pracowników obrabowanej placówki. Okazało się, że napadu dokonał 38-letni funkcjonariusz formacji policji AETOS.

Napad w trakcie służby

W ciągu pięciu godzin od napadu dokonano zatrzymania. – Biorąc pod uwagę ryzyko, że złodziej miał przy sobie broń palną, podkreślić trzeba, że aresztowania dokonano bez stwarzania zagrożenia dla osób postronnych – powiedział w środę podkomisarz singapurskiej policji How Kwang Kee, dyrektor Wydziału Śledczego ds. Kryminalnych.

Policja ustaliła, że sprawca przed rozpoczęciem służby pobrał rewolwer, ale zdjął mundur, po czym opuścił jednostkę i dokonał napadu. Po rabunku wrócił do jednostki i z powrotem założył mundur i pojechał radiowozem pełnić służbę w wyznaczonym miejscu.

Dochodzenie wykazało, że mężczyzna zdeponował część skradzionych pieniędzy na koncie bankowym 34-letniej przyjaciółki. Resztę przelał na kilka różnych kont, z których spłacał własne pożyczki zaciągane u lichwiarzy. 

Mężczyźnie grozi dożywocie oraz nie mniej niż sześć uderzeń długą pałką. W Singapurze stosowane są bowiem kary cielesne – więźnia przywiązuje się do drewnianej tablicy, a uderzenia wymierza z całej siły w obnażone pośladki. Ciosy przecinają skórę i sprawiają bardzo duży ból. 

Stosowanie kar cielesnych jest mocno krytykowane przez organizacje humanitarne. Głośna stała się dyskusja nad ich stosowaniem, kiedy w 1994 roku za sprawą Michaela Faya, amerykańskiego nastolatka skazanego na chłostę za kradzieże i zniszczenie 18 samochodów i własności publicznej.

O ułaskawienie Faya apelował Bill Clinton, ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych. Bezskutecznie, karę chłosty wykonano, choć zmniejszono liczbę uderzeń – z sześciu do czterech. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Konin: Policja zatrzymała 38-latka, który miał umawiać na seks z małoletnią dziewczynką

Policja z Konina (woj. wielkopolskie) zatrzymała w sobotę 38-latka, który za pośrednictwem internetu miał się umawiać na seks z małoletnią dziewczynką. Zawiadomienie ws. mężczyzny złożyli tzw. łowcy pedofilów. Poinformowali, że „że nawiązywał kontakty z wieloma dziećmi”. Oficer prasowy konińskiej policji mł. asp. Sebastian Wiśniewski przekazał, że w sobotę około godz. 17 funkcjonariusze otrzymali zawiadomienie od jednego z tzw. łowców pedofilów. – W związku z tym policjanci z wydziału kryminalnego zatrzymali 38-letniego mieszkańca powiatu konińskiego w jego miejscu zamieszkania – powiedział.

– Mężczyzna od 10 do 13 marca za pomocą jednego z komunikatorów tekstowych kontaktował się z osobą małoletnią poniżej 15. roku życia, próbując umówić się z nią na seks – dodał Wiśniewski.

Twierdzi, że robił to z nudów

Policjanci zabezpieczyli komputer mężczyzny. Jak poinformował lokalny serwis internetowy przegladkoninski.pl tuż przed zatrzymaniem 38-latka osoby zajmujące się tropieniem pedofilów opublikowały na swoim portalu rozmowę z mężczyzną.

„Przyznał się do wysyłania zakazanych treści dziecku, a z grubej kartoteki dowodów zgromadzonych przez łowców wynika, że nawiązywał kontakty z wieloma dziećmi – podał portal.

Według lokalnych dziennikarzy zatrzymany miał bagatelizować sprawę oraz tłumaczyć, że robił to z nudów i z nikim dotychczas się nie spotkał. Mężczyzna najprawdopodobniej odpowie za proponowanie osobie małoletniej za pomocą sieci telekomunikacyjnej obcowania płciowego, za co grozi do dwóch lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

38-latek usłyszał zarzuty za kradzież szczepionek na COVID-19

Prokuratura przedstawiła 38-letniemu mężczyźnie zarzuty dokonania kradzieży z włamaniem do przychodni zdrowia w Iłowie-Osadzie. Wśród skradzionych medykamentów było 18 dawek szczepionki przeciw Covid-19. 38-letniego mężczyzna, mieszkaniec gminy Iłowo-Osada, usłyszał zarzuty włamania się do przychodni w Iłowie-Osadzie, gdzie ukradł 3 fiolki szczepionki przeciwko Covid-19. Pozwoliłyby one na zaszczepienie 18 osób.

Dziennikarz RMF FM dowiedział się od policjantów, że mężczyzna już wczoraj przyznał się do winy. Krzysztof Tyburski z Prokuratury Rejonowej w Działdowie przekazał dziś, że wobec 38-latka zastosowano środki zapobiegawcze, czyli dozór policji, poręczenie majątkowe i zakaz opuszczania kraju.

Celem nie były szczepionki

W ocenie śledczych, celem włamania nie była kradzież szczepionek przeciw Covid-19. Nie wiedział kompletnie, co bierze. Chciał zabrać trochę leków na uspokojenie, bo jest od nich lekko uzależniony. Pakował do worka wszystko, co było pod ręką, nie wiedząc po prostu, co to jest – powiedział prokurator. O włamaniu do przychodni w Iłowie-Osadzie policja została powiadomiona w środę rano. Kradzież odkryli po przyjściu do pracy pracownicy poradni. Sprawca podważył okno i wszedł do środka, wybił szybę w okienku rejestracji.

Policjanci zabezpieczyli ślady na miejscu przestępstwa. Sprowadzono policyjnego psa tropiącego, który doprowadził funkcjonariuszy do budynku, w którym przebywał podejrzany. Skradzione przedmioty znaleziono w pomieszczeniu gospodarczym należącego do zatrzymanego mężczyzny. 38-latek spędził noc w policyjnym areszcie, a w czwartek został przewieziony do prokuratury na przesłuchanie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Łódź: Wjechał ciężarówką na tory. 38-latek był kompletnie pijany

Kierowcy jadący ulicą Dąbrowskiego w Łodzi są ostrzegani poprzez znaki, że droga skręca w lewo, a na wprost jadą tramwaje. Kierowca tira, który we wtorek wieczorem jechał przez miasto, znaku nie zauważył i kontynuował jazdę po torach, do momentu, w którym ciężarówka się zakopała. Okazało się, że był kompletnie pijany.

Tir, zanim zatrzymał się na torowisku, przejechał kilkaset metrów.

– Można domyślać się, że kierowca chciał powrócić torowiskiem na drogę, ale ziemia była zbyt grząska – ocenia aspirant sztabowy Marzanna Boratyńska z łódzkiej policji.

Pochodzący z Mazowsza 38-letni kierowca nie zareagował odpowiednio na pionowe i poziome znaki, które nakazują kierowcom jadącym po ulicy Dąbrowskiego korektę trasy i lekkie odbicie w lewo. „Gapiostwo” kierowcy najpewniej związane było z tym, że kierowca był pijany.

– Miał w organizmie 2,3 promila alkoholu. Za przestępstwo polegające na jeździe w stanie nietrzeźwości może mu grozić do dwóch lat więzienia, zarzuty usłyszy wkrótce – dodaje Boratyńska.

Kierowca zaraz po zdarzeniu otrzymał dwa mandaty – zignorowania znaku nakazującego jazdę z jego lewej strony w wysokości 250 złotych oraz tamowania ruchu tramwajowego – 200 złotych.
Źródło info i foto: tvn24.pl