Zaginął 38-latek z dwójką dzieci. Trwają poszukiwania

Policja z Ostrowca Świętokrzyskiego poszukuje 38-letniego Tomasz Szabelski i dwójki dzieci – 4-letniej Natalii oraz 8-letniego Kamila. Cała trójka ostatni raz widziana była we wtorek. Zaginął 38-letni Tomasz Szabelski i dwójka dzieci – 4-letnia Natalia oraz 8-letni Kamil. Poszukiwania prowadzi policja z Ostrowca Świętokrzyskiego.

Cała trójka ostatni raz widziana była 18 maja. Mężczyzna wyszedł z dziećmi i od tego momentu nie wrócił do domu i nie nawiązał z nikim kontaktu. Nikomu powiedzieli dokąd idą. Pan Tomasz mieszka w Bodzechowie. Jest to niewielka miejscowość w województwie świętokrzyskim, która znajduje się około 60 km od Kielc i 62 km od Radomia. Poszukiwani do tej pory nie nawiązali kontaktu z bliskimi.

Rysopis zaginionych

38-letni mężczyzna – wzrost 150-160 cm, szczupła sylwetka ciała, włosy krótkie ciemny blond, nos lekko garbaty, nosi okulary korekcyjne.

4-letnia dziewczynka – wzrost 100 cm, szczupła budowa ciała, włosy jasne blond, do ramion, nos mały, prosty.

8-letni chłopiec – wzrost 120-125 cm, szczupła budowa ciała, włosy ciemny blond, krótkie, nos mały, prosty.

– Jeśli ktoś posiada wiedzę na temat okoliczności zaginięcia Tomasza Szabelskiego i jego dzieci bądź zna ich miejsce pobytu, proszony jest o kontakt z policjantami z Komendy Powiatowej Policji w Ostrowcu Świętokrzyskim ul. Aleja 3 Maja 9 lub telefonicznie pod nr tel. 47 804 22 05 lub 47 804 23 82 lub pod numerem alarmowym 112 – poinformowali policjanci.
Źródło info i foto: interia.pl

4-latka zgwałcona w szpitalu w Indiach?

Policja w Indiach poinformowała w niedzielę, że bada doniesienia, jakoby czteroletnia dziewczynka została zgwałcona przez kilku mężczyzn podczas pobytu w szpitalu w stanie Uttar Pradeś na północy kraju. Jak przekazał przedstawiciel lokalnej policji Mahesh Srivastava, dziewczynka powiedziała swojej babce, że została zgwałcona przez pracownika szpitala i czterech innych mężczyzn, gdy przebywała sama na oddziale intensywnej terapii w sobotę wieczorem.

Czterolatka przebywała w szpitalu od kilku dni, ponieważ została ugryziona przez węża.

Według Srivastavy jeden z podejrzanych został ujęty, a pozostali są poszukiwani.

Opinia publiczna w Indiach jest wstrząśnięta serią napaści seksualnych od 2012 roku, kiedy to studentka została zgwałcona, a następnie zamordowana w autobusie w Delhi. Atak ten zszokował kraj, w którym powszechna przemoc wobec kobiet była od dawna po cichu akceptowana – wskazuje agencja AP. Chociaż rząd wydał szereg rozporządzeń zwiększających karę za gwałt na dorosłej osobie do 20 lat więzienia, w Indiach co kilka tygodni dochodzi do kolejnej brutalnej napaści na tle seksualnym.

W połowie kwietnia rząd zdecydował o wprowadzeniu kary śmierci dla gwałcicieli dzieci poniżej 12. roku życia. Nastąpiło to po protestach i wzburzeniu, jakie zapanowało w Indiach po gwałcie na 8-letniej dziewczynce i jej zamordowaniu. Zaostrzono też minimalne kary za gwałt.
Źródło info i foto: interia.pl

Legnica: Trwa przesłuchanie matki, która podcięła gardło swojej córce

4-letnia dziewczynka, która trafiła wczoraj do legnickiego szpitala z raną ciętą szyi, jest utrzymywana w stanie śpiączki. Jak udało się nam ustalić- w Głogowie zatrzymano wczoraj w tej sprawie 34-letnią matkę dziewczynki. Kobieta trafiła do policyjnego aresztu. Na ten moment jest podejrzewana o usiłowanie zabójstwa 4-latki.
Źródło info i foto: legnica.fm

Głogów: Matka topiła 4-letnią córkę w wannie i poderżnęła jej gardło

W Głogowie (woj. dolnośląskie) 34-letnia matka chciała zabić swoją 4-letnią córeczkę. Była zawzięta, nie cofnęła się przed niczym. Najpierw podtapiała dziecko w wannie, a później poderżnęła mu gardło.

Tragedia wydarzyła się w sobotę wieczorem w jednym z mieszkań bloku przy ul. Armii Krajowej. Na razie służby odmawiają podawania szczegółów. – Mogę tylko potwierdzić, że doszło do takiego zdarzenia. Śledztwo prowadzi prokuratura – mówi Bogdan Kaleta, rzecznik prasowy głogowskiej policji. Prokuratura również skąpi informacji.

Nieco więcej dowiedzieliśmy się od mieszkańców bloku. Zaplombowane teraz przez policjantów mieszkanie było wynajmowane przez właścicieli. Lokatorzy się zmieniali. W sobotę, do znajomych, którzy tam przebywali, przyjechała 34-letnia kobieta wraz z 4-letnią córeczką. Sąsiedzi z mieszkań obok nie znają jej. Powtarzają jedynie, że to nie głogowianka, a prawdopodobnie mieszkanka województwa łódzkiego. Zaznaczają też, że nie słyszeli nic niepokojącego. A wieczorem, za ścianą rozegrał się horror. Matka oszalała? Chciała zabić dziecko, a później siebie.? Rozebrała córeczkę, włożyła do wanny. Podtapiała dziewczynkę w wodzie, później dla pewności zadała jej cios nożem w szyję. Dziecko przeżyło, bo do mieszkania wszedł mężczyzna, do którego przyjechała 34-latka. Wezwał policję i pogotowie ratunkowe. Służby szybko przyjechały na miejsce. Jeszcze w mieszkaniu dziewczynka została opatrzona. – Widziałem, jak opatulona w kocyk, z maską tlenową na buzi została zabrana przez karetkę – mówi jeden ze świadków.

4-latkę przewieziono do głogowskiego szpitala, a stamtąd do placówki w Legnicy. – Jest w śpiączce. Jej stan jest ciężki – mówi Krzysztof Kozieł, rzecznik prasowy legnickiego szpitala. 34-letnia matka została zatrzymana. Najpewniej dziś stanie przed obliczem prokuratora i usłyszy zarzut usiłowania zabójstwa dziecka.
Źródło info i foto: se.pl

Legnica: Matka podcięła gardło 4-letniej córce

Do szpitala w Legnicy trafiła czteroletnia dziewczynka z poderżniętym gardłem! Lekarze walczą o życie malej kruszynki. Policja zatrzymała matkę dziewczynki. Kobieta miała najpierw podtopić w wannie swoją córkę, a dopiero później ją okaleczyła.

– Dziewczynka jest nieprzytomna. Jej stan jest ciężki. Obecnie przebywa na oddziale intensywnej terapii – mówi Fakt24.pl Tomasz Kozieł, rzecznik prasowy Szpitala Wojewódzkiego w Legnicy.

4-letnia dziewczynka trafiła do szpitala w Legnicy z podciętym gardłem. Była nieprzytomna. Jej stan jest krytyczny, lekarze walczą o życie dziecka. Utrzymują je w śpiączce farmakologicznej.

Legnicka policja zatrzymała 34-letnią matkę dziecka, która jest podejrzana o to, że podcięła swojej córce gardło. Jak podało radio RMF FM, kobieta miała najpierw podtopić w wannie swoją córkę, a dopiero później ją okaleczyła.

„Gazeta Wyborcza” przypomina, że to nie pierwsza taka tragedia na Dolnym Śląsku w ostatnim czasie. W styczniu przy ul. Cedrowej w Lubinie Natalia W. miała zabić swoje dwie córki. Policjanci w mieszkaniu przy ul. Cedrowej znaleźli ciało 13-miesięcznej dziewczynki. 12-letnia dziewczynka wraz z matką trafiły do szpitala. Niestety dziecko w szpitalu zmarło.

Dziewczynki zmarły w wyniku ran ciętych i kłutych zadanych ostrym narzędziem. Potwierdziła to zlecona przez prokuraturę sekcja zwłok. 33-letnia matka dzieci była również ciężko ranna, dlatego nie można było przesłuchać jej od razu po zdarzeniu. Gdy udało się to zrobić, przyznała się do popełnienia tych zbrodni.
Źródło info i foto: Fakt.pl

20 lat więzienia za skatowanie 4-letniej Oliwki

Na dwadzieścia lat więzienia skazał łódzki sąd Kamila S. (34 l.) za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem i zabójstwo 4-letniej Oliwki. Jej matka, Joanna N. (28 l.) za narażenie dziecko na utratę życia i doprowadzenie do nieumyślnego spowodowania śmierci ma spędzić w więzieniu 6 lat.

O tej tragedii mówiła cała Polska. Doszło do niej 6 grudnia 2016 roku. Joanna N., która z córeczką przyjechała do Łodzi z Gliwic poznała przez internet Kamila S. To z nim planowała ułożyć sobie życie. Kobieta jest jeszcze matką 4-letniej Wiktorii i 8-miesięcznego Piotrusia (synka urodziła już w areszcie). W Łodzi z Kamilem wynajęli mieszkanie.

Joanna często zostawiała swoją córkę z mężczyzną. Feralnego dnia także wyszła z domu po chleb do Caritasu. Oliwkę po raz kolejny zostawiła pod opieką Kamila. Dziecko zaczęło płakać. Kamil pobił dziewczynkę, a kiedy nie przestała płakać, dwukrotnie rzucił nią o wersalkę. Jak stwierdzili biegli lekarze na skutek obrażeń głowy dziecko zginęło na miejscu.

Co zrobił Kamil S? Ubrał martwą już Oliwkę i wiózł ją przez pół Łodzi na pogotowie. Tam przekazał ją matce mówiąc, że upadła z huśtawki. Lekarze widząc dziecko błyskawicznie domyślili się, że jest maltretowane. Sekcja zwłok wykazała, że malutka miała kilkadziesiąt siniaków na całym ciele, złamany łokieć, obojczyk, żebra. Joanna N. i jej partner zostali zatrzymani.

Matka przyznała w śledztwie: – Co dzień były nowe siniaki. Jeden znikał, pojawiał się inny. Smarowałam te rany maścią, a kiedy dotykałam, Oliwka mówiła – Aua!…

Kamil S. tłukł 4-latkę bez opamiętania, bo płakała albo sikała ze strachu przed nim. Matka wiedziała, co robi jej kochanek, ale nie pomogła dziecku, bo bała się, że go straci. Oboje przyznali się do winy, ale odmówili składania wyjaśnień.

Prokuratura domagała się dożywocia dla Kamila S. i 15 lat dla matki dziecka. Sąd zdecydował inaczej. Wziął pod uwagę to, że Kamil S. przyznał się do winy i nie był karany.

Sąd uzasadniając wyrok mówił, że nie można przyjąć kwalifikacji, iż jest to ciężki uszczerbek na zdrowiu, a zabójstwo. – Jeżeli dorosły mężczyzna zadał ciosy w brzuch kruchej, niespełna czteroletniej dziewczynce i rzucił nią dwukrotnie o drewniane oparcie kanapy, to nie można przyjąć, że działał nieumyślnie i nie potrzeba do tego doświadczenia składu sędziowskiego, ale wystarczy zwykłe doświadczenie życiowe. Niewątpliwie było to zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Oskarżony się na nie godził. Nie było to też zabójstwo w afekcie, bo płacz dziecka nie może być przyczyną ani do wywołania afektu ani usprawiedliwienia działania Kamila S. Takie dziecko bierze się na ręce i przytula i to by wystarczyło, żeby przestało płakać – mówiła sędzia Maria Motylska-Kucharska. Zaostrzyła karę w ten sposób, że Kamil S. będzie mógł się o wcześniejsze zwolnienie ubiegać dopiero po 15 latach pobytu w więzieniu.

Sąd nie zostawił też suchej nitki na Joannie N. – Matka przez dwa tygodnie rejestrowała sińce i obrażenia na ciele dziecka. Mała nie mogła posługiwać się rączką, nie radziła sobie z jedzeniem, z trudem siadała na nocniczku, a matka ograniczyła się do smarowania maścią i nie poszła do lekarza, nie udzieliła dziecku pomocy, bo bała się że lekarz zapyta skąd są obrażenia, a ona znała ich przyczynę. Wiedziała też, że mogą to być obrażenia poważne, a miała obowiązek szczególnej pieczy nad dzieckiem. Nie udzielając pomocy naraziła dziecko na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Wiedziała o przemocy, ale zaniechała udzielenie jej, czym spowodowała śmierć dziecka – mówiła sędzia Motylska-Kucharska.
Źródło info i foto: Fakt.pl

12-latek gwałcił czteroletnią siostrę

Do zdarzenia miało dojść w trakcie zabaw w chowanego, kiedy dzieci nie były przez nikogo pilnowane. 12-latek próbował zmusić siostrę do milczenia oferując jej paczkę słodyczy – wynika z zeznań złożonych w sprawie, która toczy się przed sądem dla nieletnich w Brighton na południu Anglii. We wtorek nastolatek przyznał się do winy.

Do zdarzeń dochodziło w rodzinnym domu. Czterolatka opowiedziała o zachowaniu starszego brata swojej mamie podczas kąpieli. Opisała wówczas dwa ostatnie zdarzenia. Z opisów wynikało, że za każdym razem została zgwałcona.

Dziewczynka zeznała, że brat nakazywał jej, by dochowała tajemnicy i oferował słodycze „za zrobienie tego”. Ze względu na szczegółowe opisy zdarzeń, sąd uznał zeznania dziewczynki za wiarygodne.

Duża ilość materiałów pornograficznych

W ramach śledztwa zbadano telefon dwunastolatka, na którym policja zabezpieczyła dużą ilość filmów i zdjęć o treści pornograficznej. Biegli będą teraz oceniać, czy pornografia miała wpływ na zachowanie nastolatka – informuje Metro.

Chłopiec zostanie teraz poddany obserwacji psychiatrycznej, która ma wykazać, czy stanowi on zagrożenie dla społeczeństwa i czy powinien zostać odizolowany.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest już zarzut dla matki zakatowanej 4-latki

Jest zarzut dla matki 4-letniej dziewczynki zakatowanej w Łodzi przez konkubenta kobiety. Prokuratura zarzuca jej narażenie dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Grozi za to do pięciu lat więzienia. 33-letniemu konkubentowi za zabójstwo i znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem grozi natomiast dożywocie. Dziecko miał bić co najmniej kilka dni. Jak wskazują wyniki przeprowadzonej sekcji zwłok, 4-letnia dziewczynka, przyniesiona martwa na pogotowie przez matkę, co najmniej od kilku dni była ofiarą drastycznej przemocy.

– Przyczyną jej śmierci były rozległe obrażenia wielonarządowe. Przede wszystkim ujawniono rozległy uraz głowy z krwiakiem i obrzękiem mózgu, liczne sińce, mające charakter różnoczasowy, a nadto noszące cechy gojenia złamania kości łokciowej, obojczyka i jednego z żeber – informował w środę Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.

Dzisiaj do sądu ma trafić wniosek o areszt tymczasowy dla mężczyzny.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Łódź: Nie żyje 4-letnia dziewczynka. Kamil S. z zarzutem zabójstwa i znęcania się

Dramatyczne informacje z Łodzi. Nie żyje 4-letnia dziewczynka. W związku ze śmiercią dziecka zatrzymano matkę i jej partnera. Jak się nieoficjalnie dowiedziała nasza dziennikarka, 33-latek miał się znęcać nad dziewczynką od dawna. Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa i znęcania się ze szczególnym okrucieństwem. Grozi mu dożywocie.

Jak wynika z dotychczasowych ustaleń, we wtorek po południu do Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego zgłosiła się kobieta z córeczką. Na ciele dziecka widoczne były obrażenia wskazujące – zdaniem personelu medycznego – na stosowanie przemocy. Matka trzymała dziewczynkę na rękach; 4-latka była ubrana w jesienny strój, a twarzą miała otuloną w kaptur. Z informacji przekazanej przez kobietę wynikało, że dziecko spadło z huśtawki, nieopodal miejsca zamieszkania. Niestety, okazało się, że na pomoc medyczną było za późno – dziecko już nie żyło.

Wybroczyny na tułowiu, krew na ścianach

Do późnych godzin wieczornych trwały oględziny ciała dziewczynki i mieszkania, w którym zamieszkiwała wraz z matką i jej konkubentem. Zabezpieczono nagrania monitoringu, odzież dziecka i zatrzymanych. Przesłuchano świadków.

Podczas badania ciała dziewczynki ujawniono obrażenia główki i twarzy, a także wybroczyny na tułowiu. W ocenie medyka sądowego, zgon mógł nastąpić nawet na kilka godzin przed przywiezieniem dziecka na pogotowie i mógł być konsekwencją stosowania przemocy.

W mieszkaniu na poduszce, ścianie oraz na pozostawionych w łazience i schowanych do szafy ubraniach dziewczynki znaleziono plamy wyglądające na ślady krwi.

Sekcja zwłok wykazała, że dziewczynka miała krwiaka, obrzęk mózgu, połamane żebra, obojczyk i złamaną rękę, która zaczęła się goić – a to wskazuje, że dziecko było ofiarą długotrwałej, drastycznej przemocy.

Bez emocji opowiadał o duszeniu dziewczynki

27-letnia matka została natychmiast zatrzymana. W ręce policji wpadł także 33-letni partner kobiety. Kamil S. opowiedział całą historię policjantom. Miał zostać sam w domu z dzieckiem, a gdy mała zaczęła płakać, uderzył ją ręką. Gdy to nie pomogło, do bicia użył paska. Kiedy 4-latka nie przestawała płakać, by ją uciszyć 33-latek uderzył głową dziewczynki o bok drewnianego łóżka. Wtedy dziecko straciło przytomność.

Oprawca przyznał, że od kilku dni bił 4-latkę, a dzień przed jej śmiercią dusił ją, bo „często płakała i marudziła”. Mężczyzna te makabryczne szczegóły miał opowiadać policjantom bez jakichkolwiek emocji, spokojnie i płynnie. Kamil S. usłyszał zarzut zabójstwa i znęcania się ze szczególnym okrucieństwem. Grozi mu dożywocie. Matka 4-latki też może usłyszeć prokuratorskie zarzuty.

Jak ustalono, dziewczynka zamieszkiwała wraz z matką i jej konkubentem od października 2016 roku. Wynajmowali jednopokojowe mieszkanie. Kobieta poznała obecnego partnera kilka miesięcy wcześniej. Do czasu, kiedy z nim zamieszkała, przebywała z córką w Gliwicach. Ma jeszcze jedno dziecko, nad którym jednak nie sprawuje opieki. Aktualnie jest w ciąży.
Żródło info i foto: RMF24.pl

USA: Polityk przyznał, że gwałcił 4-latkę.

Co ustaliła prokuratura?

Wszystko zaczęło się, gdy dziewczynka miała 4 lata, napaści powtarzały się przez okres 3 lat. Dziewczynka w końcu powiedziała o wszystkim żonie mężczyzny. – Zrobiłem to – miał wtedy powiedzieć były burmistrz. Keenan zgłosił się też do zakładu psychiatrycznego, bo miał myśli samobójcze. Powiedział pracownikowi socjalnemu o napaściach, ale stwierdził, że to dziewczynka go sprowokowała.

Gdzie pracował Richard Keenan?

Mężczyzna był burmistrzem, pracował w radzie miejskiej, był również kuratorem sądowym. „The Independent” twierdzi, że Keenan miał podkreślać, iż „zawierzył swoje życie Jezusowi”.
Żródło info i foto: Gazeta.pl