Brutalny atak w sklepie na Florydzie

36-letni mężczyzna z Florydy podczas wizyty w sklepie nagle sięgnął po nożyczki stojące w kubku na ladzie i zaatakował nimi swojego znajomego. Napastnik zadał mu ponad 40 ciosów w okolicę szyi, głowy i tułowia. Ofiara cudem przeżyła zamach. Według amerykańskich mediów agresor dążył do odcięcia głowy poszkodowanemu. Do zdarzenia doszło w poniedziałek wieczorem w sklepie w miejscowości Punta Gorda na Florydzie. Sprawca, Edmund Clarke, był w sklepie z synem swojego pracodawcy. 

W pewnym momencie, całkowicie bez ostrzeżenia, 36-latek sięgnął po stojące w kubku nożyczki i zaczął dźgać nimi ofiarę. Później chwycił za inne ostre narzędzia, które znalazł. Od momentu rozpoczęcia ataku do przyjazdu policji upłynęło kilka minut. W tym czasie agresor zdążył zadać synowi pracodawcy ponad 40 ciosów w szyję, głowę i tułów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sąd wypuścił nożownika na wolność

Wszystko wydarzyło się pierwszego dnia Bożego Narodzenia ubiegłego roku. Dawid P. imprezował z dwoma znajomymi. W pewnym momencie mężczyźni o coś się pokłócili. 42-latek wyciągnął nóż i dwukrotnie wbił go w szyję jednego ze znajomych, przecinając mu tętnicę. Drugiemu zadał przynajmniej 38 ran kłutych i ciętych w okolicach głowy. Sąd stwierdził, że mężczyzna może wyjść z aresztu.

Nie wiadomo, o co poszło, ale skończyło się tragicznie. 42-letni Dawid P. zadał jednemu z kolegów dwa ciosy nożem w szyję. Ostrze przecięło tętnicę. Mężczyzna wykrwawił się na miejscu. Drugiemu zadał 38 ran kłutych i ciętych. Większość, bo 26 z nich w okolicach głowy. Mężczyzna cudem przeżył, ale przez długi czas w szpitalu walczył o życie.

Dawid P. usłyszał dwa zarzuty: zabójstwa i usiłowania zabójstwa. W momencie awantury był pod wpływem alkoholu, środków odurzających i psychotropowych. Mężczyzna tłumaczył się tym, że został napadnięty i działał w obronie koniecznej. Biegli stwierdzili, że jest to mało prawdopodobne. Niezbędne jest jednak wydanie dodatkowej opinii rozszerzonej m.in. o wyniki badań genetycznych.

Do tej pory Dawid P. siedział w areszcie tymczasowym i prokuratura wnioskowała o jego przedłużenie o dwa miesiące. Sąd miał jednak inne zdanie na ten temat. W czwartek, 23 marca Sąd Okręgowy w Świdnicy wniosek odrzucił. Wobec mężczyzny zastosowano dozór policyjny – będzie musiał dwa razy w tygodniu stawić się w komisariacie. Ma zakaz zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzonym.

– W piątek złożyliśmy wniosek o wstrzymanie wykonania tego postanowienia oraz zażalenie do Sądu Apelacyjnego, a ponadto kolejny wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania Dawida P. – mówi Marek Rusin, szef Prokuratury Rejonowej w Świdnicy. – Naszym zdaniem pojawiły się bowiem nowe przesłanki. Z informacji od policji wynika, że podejrzany pozostając na wolności może ukrywać się przed grożącą mu karą, a grozi mu nawet dożywocie. Może też ukrywać się przed odwetem lub zemstą – dodaje w rozmowie z Fakt24.pl. Wniosek prokuratury nie został jeszcze rozpatrzony. W niedzielę mężczyzna wyszedł na wolność.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Bogdan K. skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo żony

W środę w poznańskim sądzie zapadł wyrok w sprawie Bogdana K. oskarżonego o zamordowanie swojej żony. Zadał jej 40 ciosów bagnetem. Został skazany na 25 lat. Bogdan K. zabił swoją żonę Honoratę w sierpniu 2010 roku. Zadał jej 40 ciosów bagnetem. Do tragedii doszło w Prusimiu koło Kwilcza (woj. wielkopolskie). Wcześniej przez wiele lat znęcał się nad małżonką, bił ją i katował. – „Zabójstwo było efektem końcowym spirali przemocy” – relacjonuje słowa sędziny „Radio Merkury”. Stwierdziła także, iż współwinnymi tragedii mogą się czuć wszyscy domownicy, którzy tuszowali sprawę, a z ofiary próbowali zrobić osobę niezrównoważoną. Żródło info i foto: se.pl

Tomasz J. zabił swoją dziewczynę, bo nie miała ochoty na seks

Ania M. (†23 l.) zginęła z rąk swojego chłopaka, bo nie chciała seksu. Gdy odmówiła mu pójścia do łóżka, bezwzględny Tomasz J. (25 l.) wpadł w szał, chwycił kuchenny nóż i bez wahania zadał swojej dziewczynie blisko 40 ciosów, a na koniec poderżnął gardło – opisuje se.pl
Anna i Tomasz byli parą od dwóch lat. Ona – studiowała filologię angielską na uniwersytecie w Bydgoszczy, on – pracował w jednym z supermarketów. Pół roku temu zamieszkali razem. Sielanka wspólnego życia nie trwała długo. Zakochanym szybko przestało się układać. Kłócili się często i tak głośno, że awantury przestały już dziwić sąsiadów. Żródło info i foto: se.pl