Policyjny pościg w Szczecinie

Na widok patrolu drogówki niespodziewanie zawrócił i rzucił się do ucieczki. Jak się później okazało, 43-latek miał ku temu istotne powody. Po pościgu na ulicach Szczecina udało się go zatrzymać. Wkrótce mężczyzna odpowie za swoje czyny przed sądem.

Do zdarzenia doszło w miniony weekend. W ramach codziennej służby, policjanci prowadzili kontrole drogowe. Ich uwagę zwrócił kierowca osobowego citroena, który na widok mundurowych, chcąc uniknąć kontroli, niespodziewanie zawrócił i zaczął uciekać.

Policjanci zareagowali natychmiast i ruszyli w pościg za podejrzanie zachowującym się kierowcą. Po pościgu kierujący citroenem został zatrzymany. Jak się okazało, miał powód, by unikać spotkania ze stróżami prawa. Badanie na obecność narkotyków potwierdziło, że 43-latek jechał w stanie, w którym w ogóle nie powinien w ogóle siadać za kierownicę. Nie powinien tego robić również będąc trzeźwym. Mężczyzna miał również aktywny zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Na dodatek, w trakcie zatrzymania funkcjonariusze zabezpieczyli przy nim narkotyki.

Mężczyzna został zatrzymany i wkrótce będzie tłumaczył się ze swojego zachowania przed sądem.
Źródło info i foto: se.pl

Nowe fakty ws. mężczyzny, który miał zabić nożem żonę i ranić syna w Rozniszewie

W środę w Rozniszewie na Mazowszu 43-letni mężczyzna zaatakował nożem swoją żonę i nastoletniego syna, który stanął w obronie matki. Kobieta nie przeżyła ataku, 15-latek jest w szpitalu w stanie ciężkim. Jak poinformowała radomska prokuratura, mężczyźnie mają zostać postawione zarzuty zabójstwa i usiłowania zabójstwa. W środę 29 grudnia w Rozniszewie (w powiecie kozienickim) doszło do rodzinnej tragedii. 43-letni mężczyzna miał zaatakować nożem swoją 41-letnią żonę oraz nastoletniego syna. RMF24 podał nowe fakty dotyczące tego zdarzenia.

Jak podaje rozgłośnia, mężczyzna miał zadać swojej żonie 20 ciosów nożem. Agnieszka Borkowska z radomskiej Prokuratury Okręgowej przekazała RMF FM, że między małżonkami doszło do kłótni. – W obronie matki stanął ich 15-letni syn, który starał się uniemożliwić ojcu zadanie dalszych ciosów. Chłopiec został wielokrotnie dźgnięty nożem przez ojca – powiedziała rzeczniczka prokuratury. Raniona kobieta nie przeżyła ataku, jej nastoletni syn został przetransportowany do szpitala. Jego stan jest obecnie określany jako ciężki, ale stabilny.

Po ataku – jak podaje RMF24 – 43-latek uciekł, a policja odnalazła go w pobliskim lesie. Mężczyzna miał rany brzucha, które prawdopodobnie sam sobie zadał. Trafił do szpitala. W czwartek 30 grudnia mężczyźnie miały zostać postawione zarzuty zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zabójstwo nożem na warszawskiej Woli. Mąż „nadział się” na nóż

Podczas domowej awantury 44-letnia Monika P. dźgnęła męża nożem w klatkę piersiową. Jeden cios ostrym narzędziem pozbawił życia 43-letniego Janusza. Kobieta wyjaśniała, że mężczyzna „jej się nadział”. Przed Sądem Okręgowym w Warszawie odpowie za zabójstwo, za co grozi jej dożywocie.

W poniedziałek 30 listopada ub.r. około godz. 16 na numer alarmowy zadzwoniła zdenerwowana kobieta i poinformowała, że na klatce schodowej bloku przy ul. Ludwiki leży 44-letni mężczyzna z raną kłutą w okolicy serca.

Na miejsce przyjechało pogotowie. Przy mężczyźnie znajdowały się dwie kobiety, jedna z nich wołała „Janek, nie umieraj!”. Ratownikom nie udało się uratować życia mężczyzny, zmarł na miejscu w wyniku bardzo głębokich obrażeń. Podczas późniejszej sekcji zwłok ustalono, że miał uszkodzone m.in. serce i lewe płuco.

Romans żony

Kobieta, która wezwała pomoc, była sąsiadką zmarłego Janusza P. O wsparcie poprosiła ją Monika P., żona pokrzywdzonego. Twierdziła, że podczas małżeńskiej awantury spowodowanej zazdrością Janusza P. o romans małżonki, mężczyzna chwycił nóż, którym wcześniej robił kanapki, i wbił go sobie w serce.

Taką samą wersję przedstawiła funkcjonariuszom policji, których przekonywała, że na chwilę przed zadaniem sobie śmiertelnego ciosu Janusz P. miał oświadczyć, że „skoro on nie może jej mieć, to żaden inny mężczyzna nie będzie jej miał”. Policjanci zapamiętali, że była roztrzęsiona i płakała. W momencie zatrzymania miała około promila alkoholu we krwi.

Konflikt trwał od miesięcy

Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola. W toku postępowania przygotowawczego przesłuchano licznych świadków, w tym rodzinę pokrzywdzonego oraz sąsiadów z bloku przy ul. Ludwiki. Z ich zeznań wynika, że konflikt pomiędzy Moniką P. i jej mężem trwał od kilkunastu miesięcy.

Zarówno sąsiedzi, jak i bliscy zmarłego, wiedzieli, że powodem licznych kłótni i przepychanek były problemy finansowe rodziny oraz pozamałżeński związek, w który zaangażowała się oskarżona. Wielokrotnie o interwencję w związku z zachowaniem rodziców prosiły ich nastoletnie córki.

W dniu zabójstwa Janusza P. jego żona wróciła do domu nad ranem. Śledczy ustalili, że weekend spędziła u nowego partnera. Monika P. nie mogła dostać się do mieszkania, bo zostały w nim wymienione drzwi. Mąż wpuścił ją i przez dwie godziny trwała między nimi awantura. Córki małżeństwa P. przebywały w tym czasie poza domem.

Chciała nastraszyć męża?

Gdy Monika P. zasnęła, mąż miał zamknąć ją w domu i wyjść. 44-latka groziła telefonicznie mężowi, że odkręci gaz i wysadzi mieszkanie w powietrze, jeżeli jej nie wypuści. Janusz P. poprosił sąsiada, by zamknął dopływ gazu na klatce schodowej i wrócił do domu wczesnym popołudniem. Małżonkowie kontynuowali kłótnię, Janusz P. nakazał żonie spakować rzeczy i wyprowadzić się.

Z relacji Moniki P. wynika, że około godz. 15 dostała sms od córki, ale mąż wyrwał jej telefon z ręki, podejrzewając korespondencję z kochankiem. Gdy Janusz P. rzucił telefonem o podłogę, a kobieta rzuciła się na niego. Została odepchnięta i upadła. W późniejszych wyjaśnieniach 44-latka zmodyfikowała wersję wydarzeń przyznając, że to ona chwyciła nóż, który leżał na ławie w salonie.

Twierdziła, że chciała nastraszyć męża, a nie zabić, jednak pokrzywdzony miał stracić równowagę i „się nadziać na ten nóż”. Janusz P. po ugodzeniu nożem wyszedł z mieszkania. Na nagraniu z monitoringu widać, jak przewraca się, a Monika P. kilkukrotnie podbiega do niego, odchodzi i wraca. Wróciła do mieszkania m.in. po koc, którym próbowała uciskać krwawiącą ranę.

Odpowie za dwa przestępstwa

Monika P. odpowie przed Sądem Okręgowym w Warszawie za dwa przestępstwa. Pierwszym jest postawiony jej przez prokuratora zarzut dokonania zabójstwa męża „w zamiarze ewentualnym”. Oskarżyciel publiczny stwierdził, że kobieta nie chciała pozbawić życia Janusza P., ale godząc go nożem w okolice serca musiała się z takim skutkiem liczyć.

Drugi czyn zarzucany Monice P. dotyczy wydarzeń z nocy z 30 na 31 sierpnia 2019 roku. Pomiędzy małżonkami doszło do awantury w kuchni, gdy kobieta przygotowywała kanapki. W dłoni trzymała długi kuchenny nóż. Z jej relacji wynika, że mocno i nerwowo gestykulowała, a mąż próbował jej wyrwać nóż i złapał dłonią za jego ostrze, powodując obrażenia.

Prokuratura uznała, że kobieta działała w zamiarze bezpośredniego spowodowania obrażeń u męża i świadomie zadała mu cios, przed którym mężczyzna się obronił dłonią. Interweniowała policja i pogotowie, ale wówczas po namowach żony Janusz P. miał odstąpić od złożenia zeznań obciążających Monikę P.

44-latce grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności. Obecnie przebywa w areszcie śledczym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Berlin: Ruszył proces nauczyciela, który miał zabić 43-letniego mężczyznę i zjadł jego zwłoki

Proces nauczyciela, który miał zabić 43-letniego mężczyznę i zjeść część jego zwłok, rozpoczął się we wtorek w sądzie okręgowym w Berlinie. Prokuratura zakłada u oskarżonego „sadystyczno-kanibalistyczną motywację seksualną” – informuje we wtorek agencja dpa. Oskarżony poznał ofiarę na portalu randkowym we wrześniu 2020 roku, zaledwie na kilka godzin przed zbrodnią. Po zabiciu 43-latka miał on pociąć jego ciało w swoim mieszkaniu w berlińskiej dzielnicy Pankow, a części zwłok porzucił w różnych miejscach miasta.

Ofiarą nauczyciela był monter, który wyszedł z mieszkania 5 września krótko przed północą. Przez wiele tygodni mężczyzna był uznawany za zaginionego. Zbrodnia wyszła na jaw 8 listopada, gdy na zalesionym terenie w Pankow znaleziono fragmenty ludzkich kości.

41-latek z zarzutem kanibalizmu

Śledztwo doprowadziło funkcjonariuszy do 41-letniego mężczyzny. Przeanalizowano historię wiadomości, jakie obaj mężczyźni wymieniali ze sobą w internecie. Ponadto zidentyfikowano taksówkarza, który miał zawieźć mechanika na Pankow. Nauczyciel przebywa w areszcie od listopada. Nie odnosi się do stawianych mu zarzutów, nie uczynił tego także podczas rozprawy we wtorek. Jeden z obrońców 41-latka powiedział na początku procesu, że jego klient nie będzie w tej chwili komentował sprawy.

Oczekuje się, że proces potrwa do połowy października.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Są zarzuty po brutalnym zabójstwie w Pleszewie

Zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem usłyszało w prokuraturze troje młodych mieszkańców wielkopolskiego Pleszewa. Chodzi o zbrodnię, do której w minioną niedzielę doszło na tamtejszych ogródkach działkowych, gdzie znaleziono ciało 43-latka. Jak donosi reporter RMF FM Mateusz Chłystun, według śledczych sprawcy działali z wyjątkową brutalnością. Obrażenia na ciele zamordowanego mężczyzny wskazują, że przed śmiercią był dotkliwie pobity, uderzany kamieniem, zadawano mu również ciosy nożem.

Tym, co dodatkowo szokuje w tej historii, jest wiek podejrzanych. Najmłodszy z nich ma zaledwie 17 lat. W policyjnym areszcie są też jego o 3 lata starszy kolega i 26-letnia kobieta.

Po zatrzymaniu śledczy przeprowadzili z nimi eksperyment procesowy w miejscu zbrodni. Jak informował rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim prok. Maciej Meler, sprawcy chcieli wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Ustalono, że tego samego dnia, kilkanaście godzin wcześniej, 43-latek miał pobić swoją 40-letnią partnerkę. „Kobieta trafiła do szpitala, ale po kilkunastu minutach opuściła go na własne żądanie” – wyjaśnił śledczy.

Po tym zdarzeniu – jak relacjonował – do domku letniskowego, w którym przebywał 43-latek, przyjechał 17-letni syn kobiety ze swoją dziewczyną i kolegą.

„Z naszych wstępnych ustaleń wynika, że zatrzymani w sprawie postanowili wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę” – podał prok. Meler.

Dwójce starszych podejrzanych grozi dożywocie. Wiadomo również, że 17-latek będzie sądzony jak dorosły, grozi mu 25 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Gdańsk: Policyjny pościg za 43-latkiem. Policja oddała około 20 strzałów w auto, ale kierowca uciekł

Do sieci trafiło nagranie z interwencji policji w Gdańsku, która próbując zatrzymać uciekającego 43-latka oddała z bliskiej odległości około 20 strzałów w jego samochód. Chociaż przejazd drogą w jednym kierunku zablokował mu przypadkowy kierowca i mimo asysty dwóch policjantów, mężczyzna zdołał zawrócić i uciec. Do zdarzenia doszło 7 lutego. Zarejestrowała je kamera w aucie kierowcy, który przypadkiem znalazł się na drodze uciekającego. 43-latek uderzył w jego auto, następnie wrzucił wsteczny bieg i uderzył w nadjeżdżający radiowóz. Następnie zaczął zawracać na wąskiej drodze, uszkadzając przy tym kilka samochodów.

„Wykorzystanie broni było zasadne”

W tym samym czasie z nieoznakowanego radiowozu wybiegli policjanci. Zaczęli strzelać w opony auta, ale uciekający nie zrezygnował. Odjechał, próbując potrącić policjanta i kolejny raz uderzając w radiowóz.

– Wykorzystanie broni było zasadne, policjanci przestrzelili w aucie opony, ale kierowca był tak zdesperowany, że mimo to uciekł. Funkcjonariusze nie mogli ruszyć w dalszy pościg, bo wcześniej uszkodził im radiowóz – powiedziała polsatnews.pl st. asp. Karina Kamińska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku, komentując upublicznione nagranie.

Jak dodała, strzelanie w kierunku osoby to ostateczność. – Policjanci powinni od razu zablokować trasę ucieczki, zatrzymując auto w poprzek drogi. To ich jedyny błąd jaki dostrzegam, jest drobny. Nie mam żadnych zastrzeżeń co do użycia broni przez policjantów – ocenił interwencję były antyterrorysta Jerzy Dziewulski.

Pościg zaczął się kilka chwil wcześniej, gdy ci sami policjanci próbowali zatrzymać kierowcę do kontroli drogowej. Jak później ustalono, 43-latek miał orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów. Był też znany kryminalnym z przestępczości narkotykowej.

Poszukiwali go policjanci z kilku gdańskich komisariatów. – Odpowie on nie tylko za czynną napaść na funkcjonariuszy, ale również za niezatrzymanie się do kontroli drogowej, złamanie sadowego zakazu, jak również za zniszczenie samochodu – mówiła st. asp. Kamila Kamińska, gdy pierwszy raz opisywaliśmy sprawę.

Dotarcie do 43-latka zajęło im dwa tygodnie. Wpadł w niedzielę rano po kolejnym pościgu ulicami miasta. Tym razem stracił kontrolę nad fordem i uderzył w drzewo.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Awantura i strzelanina w Warszawie. Rowerzysta ranny w brzuch

Rowerzysta został postrzelony w brzuch z broni pneumatycznej na warszawskiej Woli. 43-latek, który wcześniej wdał się z rowerzystą w awanturę, oddał w jego kierunku strzał z rewolweru. Rowerzysta postrzelony z broni pneumatycznej na warszawskiej Woli. Komisarz Marta Sulowska, rzeczniczka wolskiej komendy rejonowej podała, że we wtorek policjanci zostali wezwani do szarpaniny pomiędzy rowerzystą a kierowcą samochodu osobowego. Zdarzenie miało miejsce u zbiegu ulic Żelaznej i Ogrodowej, w pobliżu przejścia dla pieszych.

Między rowerzystą a kierującym autem doszło do utarczki słownej spowodowanej manewrem, jaki wykonał kierujący. Kiedy rowerzysta zwrócił mu uwagę, wywiązała się między nimi awantura słowna, w końcu doszło do szarpaniny. W trakcie tego zdarzenia kierujący autem groził uszkodzeniem ciała rowerzyście. W pewnym momencie wyjął z auta przedmiot przypominający broń i strzelił nim w rowerzystę – podała kom. Sulowska.

Rowerzysta został raniony w brzuch. Na miejsce wezwano pomoc. 43-letni kierowca nie uciekł z miejsca zdarzenia, czekał na przyjazd policji, żeby wyjaśnić sytuację. Mężczyzna został zatrzymany. Policjanci zabezpieczyli przy nim rewolwer pneumatyczny, którym posłużył się podczas zdarzenia. Jest to broń, na której posiadanie nie trzeba mieć zezwolenia. Materiał dowodowy zgromadzony przez funkcjonariuszy trafił do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Wola.

Prokurator objął ściganiem z urzędu przestępstwo ścigane z oskarżenia prywatnego. Podejrzany usłyszał zarzut karny dotyczący kierowania gróźb karalnych oraz naruszenia czynności narządu ciała trwające poniżej dni siedmiu. Za to grozi do dwóch lat pozbawienia wolności – podała policjantka.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Tarnobrzeg: Zwłoki 43-latka znalezione w hotelu

Makabryczne odkrycie personelu w jednym z hoteli w Tarnobrzegu. Jak podaje lokalne „Echo Dnia”, wieczorem w Wigilię policjanci znaleźli w jednym z pokojów zwłoki 43-letniego gościa. Zapewne doszło do samobójstwa. Zwłoki hotelowego gościa odkryto ok. godziny 20 w wigilijny wieczór. Zaniepokojony brakiem kontaktu z lokatorem personel wezwał policję. Mundurowi zastali w zamkniętym pokoju zwłoki 43-letniego mieszkańca. Tragicznie zmarłym okazał się przyjezdny z powiatu tarnowskiego.

– Okazało się, że w jednym z pokoi znaleziono ciało 43-letniego mężczyzny, gościa hotelowego. Dotychczasowe ustalenia wskazują, że mieszkaniec powiatu tarnowskiego odebrał sobie życie. Na miejscu policjanci pod nadzorem prokuratora wykonali niezbędne czynności – powiedziała „Echu Dnia” Beata Jędrzejewska-Wrona, oficer prasowy policji w Tarnobrzegu.

Nie wiadomo, czy mężczyzna przyjechał do hotelu z planem na samobójstwo, czy targnął się na życie pod wpływem chwili. Niestety, to nie pierwsza tragiczna śmierć w mieście w ostatnim czasie – 22 grudnia w kompleksie leśnym Zwierzyniec w Tarnobrzegu znaleziono ciało 27-latka.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zatrzymano nożownika z Krakowa. Zabił 40-latka

Nie żyje mężczyzna, którego przewieziono do krakowskiego szpitala z ranami kłutymi tułowia – poinformował rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń. W czwartek wieczorem zatrzymano mężczyznę, który może mieć związek z tym zdarzeniem. Około godziny 14:30 w czwartek do jednej z placówek medycznych w krakowskim Prokocimiu zgłosił się mężczyzna, który miał rany kłute na klatce piersiowej w okolicy serca i na plecach w okolicy łopatek.

„Mimo wysiłków lekarzy nie udało się go uratować”

– Mężczyzna został przewieziony do szpitala, gdzie trafił na stół operacyjny. Mimo wysiłków lekarzy nie udało się go uratować, mężczyzna zmarł – powiedział rzecznik małopolskiej policji młodszy inspektor Sebastian Gleń.

– Rozpoczęliśmy w tej sprawie intensywne śledztwo. Razem z prokuratorem pracujemy na terenie Krakowa, sprawdzamy wszelkie możliwe wątki: kontakty ofiary, jej środowisko, co ofiara robiła tego dnia. Ustalamy, jak to się stało, że ten mężczyzna został ranny i kto mógł być związany z atakiem na niego – przekazał krótko po ataku Gleń.

W piątek rano rzecznik potwierdził, ze zatrzymany został 43-letni mężczyzna, który może mieć związek z tą sprawą. Szczegółowych informacji jednak policja nie udziela. – Mężczyzna w dniu ataku pił alkohol, dlatego nie został przesłuchany. Dziś najprawdopodobniej zostanie doprowadzony do prokuratury – zapowiada Gleń.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Policjanci wracają do sprawy zabójstwa sprzed 21 lat

43-latek został znaleziony martwy po tym, jak pił alkohol na tzw. betonach. Obok ciała znaleziono drewniany kołek, najprawdopodobniej narzędzie zbrodni. Wówczas nie udało się ustalić sprawcy. Funkcjonariusze liczą, że rozwój kryminalistyki pomoże im zawęzić krąg podejrzanych.

Sprawa dotyczy wydarzeń, do których doszło w 1999 r. w Żaganiu (woj. lubuskie). 43-latek miał spotkać się z kolegami, aby napić się z nimi alkoholu. Wychodząc z mieszkania natknął się na młodą kobietę, którą zaprosił „na wódkę” na tzw. betonach. Podczas spotkania mężczyzna stał się natarczywy i miało dojść do szamotaniny. Kobieta w końcu się uwolniła i pobiegła do domu.

Następnego dnia 43-latek został znaleziony martwy. Obok ciała znaleziono drewniany kołek, najprawdopodobniej narzędzie zbrodni. Śledczy dokonali wówczas licznych przesłuchań świadków. Zebrany wtedy materiał dowody nie pozwolił na wniesienia aktu oskarżenia przeciwko konkretnym osobom. Nie udał się ustalić sprawcy zabójstwa.

Po 21 latach policjanci z „Archiwum X” wracają do sprawy. Funkcjonariusze liczą, że uda im się zawęzić krąg podejrzanych, dzięki rozwojowi kryminalistyki oraz nowym metodom laboratoryjnym badania śladów biologicznych. Podkreślają, że ślady biologiczne są niezbywalne i niepowtarzalne. Kryminalni nie wykluczają również powrotu do ponownych badań wariograficznych. Ich celem jest wznowienie postępowania w sprawie.
Źródło info i foto: wp.pl