44-latek skazany na 9 lat więzienia. Zmuszał żonę do jedzenia odchodów dzieci. Dzieciom kazał znęcać się nad matką

W poniedziałek sąd w Utrechcie skazał 44-letniego mężczyznę na karę dziewięciu lat pozbawienia wolności za wyjątkowo bestialskie znęcanie się nad rodziną. Mężczyzna między innymi zmuszał dzieci do bicia swojej matki. Z informacji niderlandzkich mediów wynika, że mieszkająca w Utrechcie w Holandii rodzina była terroryzowana od 2007 r., jednak dopiero po tym jak w czerwcu ubiegłego roku żona została ugodzona nożem w udo, sprawa została zgłoszona na policję.

Z sądowego protokołu wyłania się makabryczny obraz życia ze zwyrodnialcem. Mężczyzna nie tylko bił żonę i dzieci, ale także zmuszał te ostatnie, aby znęcały się nad matką. Ta z kolei musiała pić i jeść odchody własnych dzieci.

Zasądzony wyrok był wyższy o rok od kary, jakiej domagał się prokurator.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Strzelanina w biurowcu w Kalifornii. Sprawca znał wszystkie ofiary

Cztery osoby zostały zamordowane w biurowcu w mieście Orange w południowej Kalifornii. Sprawca znał wszystkie swoje ofiary: dwie kobiety, mężczyznę i 9-letnie dziecko – podała policja. Zabójcą był 44-letni mieszkaniec miasta Fullerton. W szpitalu przebywa zabójca i jedna ranna kobieta.

Zidentyfikowany napastnik Aminadab Gaxiola Gonzalez, wszedł do kompleksu biurowego firmy Unified Homes i pozamykał bramy prowadzące na dziedziniec przy pomocy zamków od roweru. Był on wyposażony w półautomatyczny pistolet i plecak z gazem pieprzowym, kajdankami i amunicją.

Uważamy, że wstępny motyw ma związek z relacjami biznesowymi i osobistymi między podejrzanym a wszystkimi ofiarami. Wygląda na to, że wszyscy dorośli byli powiązani albo biznesowo, albo prywatnie i nie był to przypadkowy akt przemocy – powiedziała porucznik Jennifer Amat z policji w mieście Orange. Miasto to leży ok. 50 km na południowy wschód od Los Angeles i liczy ok. 140 tys. mieszkańców.

Gdy policjanci przybyli na miejsce zdarzenia padały jeszcze strzały. Dwóch funkcjonariuszy oddało strzały do podejrzanego, który został ranny.

Była to już trzecia śmiertelna strzelanina w USA w ciągu niecałego miesiąca. W zeszłym tygodniu dziesięć osób zginęło w supermarkecie w Boulder w Kolorado, a tydzień wcześniej osiem osób zostało śmiertelnie postrzelonych, w tym sześć Azjatek, w trzech kompleksach SPA w Atlancie, w Georgii.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Przez ponad trzy lata ukrywał zwłoki ojca w piwnicy. 44-latek z zarzutami

Ukrywał zwłoki ojca w piwnicy. „Zarzut popełnienia przestępstwa znieważenia zwłok usłyszał 44-letni Waldemar O., który od sierpnia 2017 r. ukrywał w piwnicy domu zwłoki ojca” – poinformowała ostrołęcka prokuratura okręgowa. Mężczyzna został aresztowany. Jaka kara grozi mężczyźnie? Jak przekazano na stronie Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce, 27 grudnia zeszłego roku odkryto szczątki ludzkie w piwnicy domu jednorodzinnego w jednej miejscowości powiatu pułtuskiego.

W śledztwie ustalono, że są to zwłoki Stanisława O., który tam mieszkał wspólnie z synem Waldemarem O. Nie był jednak widziany od około trzech lat – zaznaczyła prokuratura.

Jak dodała, podejrzany przez ten czas informował sąsiadów, że ojciec z uwagi na stan zdrowia, zamieszkuje u siostry, a rodzinie przekazywał informację, że ojciec mieszka razem z nim. Jak jednak ustalono, Waldemar O. po śmierci ojca w sierpniu 2017r. ukrył jego zwłoki w piwnicy. Jednocześnie mając świadomość, że Stanisław O. nie żyje, wyłudził z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Świerczach świadczenia z opieki społecznej na zakup żywności na rzecz ojca w kwocie 1 tys. 825 zł – dodała prokuratura.

W związku z tym w Prokuraturze Rejonowej w Pułtusku Waldemar O. usłyszał zarzuty popełnienie przestępstwa znieważenia zwłok w okresie do sierpnia 2017 r. do 27 grudnia 2020 r. oraz oszustwa na szkodę Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Świerczach. Jak poinformowano w ramach śledztwa w celu ustalenia przyczyny zgonu Stanisława O., w Zakładzie Medycyny Sądowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego została przeprowadzona sekcja zwłok. Przesłuchany w charakterze podejrzanego Waldemar O. przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Złożył wyjaśnienia, które należy zweryfikować w toku czynności procesowych – przekazali śledczy.

Wobec Waldemara O. sąd zastosował tymczasowy areszt na okres trzech miesięcy. Jak wskazała prokuratura, za zarzucane czyny O. grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ciało 44-letniego zaginionego od kilku tygodni leżało w pokoju. Domniemany sprawca wciąż mieszkał w tym lokalu

Dożywocie grozi 58-latkowi z Poznania, który jest podejrzany o zabójstwo swojego współlokatora. Ciało 44-latka odnaleziono w jego mieszkaniu po kilku tygodniach. – Przez cały ten czas 58-latek mieszkał w tym lokalu – informuje prokuratura.

Policja i prokuratura w Poznaniu wyjaśniają okoliczności zabójstwa, do którego doszło w jednym z mieszkań na Wildzie. Ofiara to 44-latek.

– Rodzina tego mężczyzny zgłosiła jego zaginięcie. W związku z tym policjanci pojechali na miejsce, by sprawdzić, co się stało. 28 grudnia w mieszkaniu zaginionego ujawniono ciało zaginionego. Sekcja wykazała, że przyczyną śmierci był uraz mózgowo-czaszkowy, spowodowany uderzeniem narzędziem tępokrawędzistym. – Wiemy, że użyto siekiery- podaje Łukasz Wawrzyniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Przyznał się do zabójstwa

Jak podaje prokuratura, do zabójstwa najprawdopodobniej doszło w połowie listopada. Podejrzanym w sprawie jest 58-letni, współlokator ofiary. – Z naszych ustaleń wynika, że od chwili zabójstwa do momentu ujawnienia, zwłoki znajdowały się w tym mieszkaniu, a podejrzany dalej zamieszkiwał ten lokal – dodaje Wawrzyniak.

58-latek w chwili zatrzymania był pod wpływem alkoholu. Po wytrzeźwieniu został przesłuchany. Złożył obszerne wyjaśnienia, które teraz będą weryfikowane. – 58-latek usłyszał zarzut zabójstwa i przyznał się do winy. Opisał całą sekwencję zdarzeń, do której doszło w chwili zdarzenia. Mężczyźnie grozi dożywocie – mówi rzecznik prokuratury.

30 grudnia sąd przychylił się do wniosku o trzymiesięczny areszt tymczasowy.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Poszukiwany listem gończym wpadł przez brak maseczki

Policjanci podjęli interwencję wobec przechodnia, który poruszał się ulicami miasta nie mając zakrytych ust i nosa. W trakcie czynności okazało się, że 44-latek posiada przy sobie narkotyki. Po sprawdzeniu mężczyzny w policyjnych systemach okazało się również, że jest on poszukiwany przez austriackie organy ścigania. Mieszkaniec Opola został zatrzymany i trafił prosto do aresztu.

Od kilku miesięcy w naszym kraju mamy obowiązek zakrywania ust i nosa. Dlatego policjanci patrolujący ulice zwracają szczególną uwagę na to, czy mieszkańcy naszego powiatu przestrzegają obostrzeń wydanych przez Ministerstwo Zdrowia.

W ubiegłą sobotę, 12 grudnia br., policjanci z komisariatu II w Opolu patrolując ulicę 1-go Maja zauważyli mężczyznę, który nie miał zasłoniętych ust i nosa. Funkcjonariusze wylegitymowali przechodnia. Podczas rozmowy 44-latek zachowywał się nerwowo, był pobudzony. To wzbudziło czujność policjantów. Po kontroli osobistej okazało się, że mężczyzna miał przy sobie marihuanę. Okazało się jednak, że to nie jedyne przewinienie mieszkańca miasta.

Po sprawdzeniu go w policyjnych systemach okazało się bowiem, że za mężczyzną został wydany europejski nakaz aresztowania. 44-latek miał dopuścić się w Austrii wielu oszustw na kwotę ponad 42 000 euro.

Mieszkaniec miasta został zatrzymany i trafił prosto do aresztu. Teraz strona Polska zadecyduje o jego ekstradycji do Austrii.
Źródło info i foto: Policja.pl

To funkcjonariusz ABW potrącił kobiety protestujące na Mokotowie

Kierowca, którego policja zatrzymała pod zarzutem potrącenia w swoim BMW dwóch protestujących kobiet to funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – donosi TVN24.pl

Do potrącenia doszło w poniedziałek na skrzyżowaniu ulic Puławskiej i Goworka. Auto osobowe marki BMW potrąciło tam dwie kobiety, które brały udział w proteście przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Kierowca odjechał z miejsca wypadku. Jak podawała policja jedna z kobiet z lekkimi obrażeniami trafiła do szpitala. Druga z nich się oddaliła.

We wtorek policja poinformowała, że mężczyzna został zatrzymany. – Został zatrzymany około godz. 1.00. Jest to 44-latek. Mężczyzna trafił do aresztu policyjnego – powiedział nadkom. Sylwester Marczak, rzecznik Komendy Stołecznej Policji.

Stołeczna policja nie komentowała tych doniesień.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Toruń: Akcja kryminalnych w centrum miasta. 44-latek zatrzymany

Kryminalni z Komisariatu Policji Toruń-Rubinkowo zabezpieczyli ponad 330 g suszu i łodygi konopi. Do wyjaśnienia sprawy policjanci zatrzymali 44-latka, u którego policjanci znaleźli ten zakazany towar. Mężczyzna odpowie za uprawę i posiadanie znacznej ilości środków odurzających. Grozi mu nawet do 10 lat pozbawienia wolności

W miniony piątek (11 września) nad ranem policjanci Wydziału Kryminalnego Komisariatu Policji Toruń-Rubinkowo weszli do jednego z mieszkań, ulokowanego na Chełmińskim Przedmieściu. Funkcjonariusze mieli słuszne podejrzenia, że mieszkający tam mężczyzna może posiadać narkotyki. Na miejscu wszystko się potwierdziło i co za tym idzie – zatrzymany

– Podczas przeszukania mieszkania zajmowanego przez 44-latka kryminalni zabezpieczyli 330 g charakterystycznego zielonego suszu. Wstępne policyjne testy wykazały, że to marihuana – informuje podinsp. Wioletta Dąbrowska, oficer prasowy KMP w Toruniu.

Na tym jednak nie koniec. Oprócz wspominanego wyżej trefnego towaru, w plastikowym worku znaleźli kilka łodyg konopi, z których można było uzyskać kolejnych ponad 150 g narkotyku. – Zatrzymany usłyszał zarzut uprawy konopii indyjskich oraz posiadania znacznej ilości narkotyków. Grozi mu za to do 10 lat więzienia – podsumowuje policjantka z Torunia.
Źródło info i foto: se.pl

Niemcy: Otruto psa jednego z polityków. Sprawa może mieć tło polityczne

Polityk Axel Brösicke (AfD) po śmierci swojego psa znalazł w ogrodzie trującą przynętę. 44-latek z Brandenburgii (Niemcy) nie wyklucza w całej sprawie tła politycznego i zastanawia się, kto może być odpowiedzialny za otrucie czworonoga – informuje niemiecki serwis RND. Pierwsze sygnały tego, że Lisa – dog niemiecki – źle się czuje, pojawiły się już w piątek.

Życia Lisy nie udało się uratować

Następnego polityk wypuścił swoje trzy psy – w tym Lisę – do ogrodu. Wróciły tylko dwa – buldog i chihuahua. Lisa zaginęła bez śladu.

U zwierząt, które wróciły ze spaceru, pojawiły się niepokojące objawy – właściciel zauważył w ich wydzielinie krew. Po pewnym czasie polityk znalazł Lisę w złym stanie, zwierzę leżało w zaroślach. Życia psa nie udało się uratować. Ukochany czworonóg niemieckiego polityka zmarł w drodze do kliniki weterynaryjnej.

Trucizna w ogrodzie polityka?

Jeszcze tego samego dnia Axel Brösicke znalazł w swoim ogrodzie kawałek wędliny. Jak podkreślił, nikt z domowników nie mógł go tam zostawić. Polityk przypuszcza, że w przekąsce mogła zostać umieszczona trucizna, przez którą życie stracił jego pies. Właściciel otrutego czworonoga zastanawia się, kto mógł być sprawcą tego czynu.

Jak zaznaczył, w ogrodzie, w którym znalazł wędlinę, bawią się również jego dzieci. Brösicke nie wyklucza, że cała sprawa może mieć tło polityczne.
Źródło info i foto: polsat.pl

44-latek z Bydgoszczy odpowie za brutalny atak na ekspedientkę. Kobieta zwróciła mu uwagę, że nie ma maseczki

44-letni mieszkaniec bydgoskich Kapuścisk uderzył ekspedientkę pięścią w twarz. Wcześniej kobieta zwróciła mu uwagę, że nie ma maseczki. Teraz mężczyzna odpowie za swoje zachowanie – grozi mu kara do dwóch lat więzienia.

Do ataku doszło w środę po godzinie 14 przy ul. Baczyńskiego w Bydgoszczy. Do jednego ze sklepów wszedł mężczyzna bez maseczki ochronnej. Ekspedientka poinformowała 44-latka, że go nie obsłuży. Mężczyzna najpierw wulgarnie zwrócił się do kobiety, następnie próbował zasłonić twarz koszulką, jednak sprzedawczyni pozostała nieugięta. 44-latek wyszedł ze sklepu, grożąc kobiecie i ją wyzywając.

Bydgoszcz. Uderzył ekspedientkę w twarz. Zwróciła mu uwagę, że nie ma maseczki

Po chwili przyszedł ponownie, lecz tym razem z maseczką na twarzy. Kobieta poinformowała go, że w związku z jego wcześniejszym zachowaniem w stosunku do niej, nic mu nie sprzeda. Mężczyzna zignorował jej słowa, odzywając się niestosownie, a następnie podszedł do lodówki, próbując wyjąć z niej piwo. Ekspedientka zwróciła mu uwagę, że w sklepie towar podaje tylko sprzedawca. Mężczyzna nie reagował. Kobieta podeszła do niego i próbowała mu uniemożliwić wyciagnięcie alkoholu. Wtedy mężczyzna lekko ją odepchnął i uderzył pięścią w twarz, po czym wyszedł, nic nie wynosząc ze sklepu
– czytamy w oświadczeniu bydgoskiej policji.

Po uderzeniu kobieta straciła przytomność. Zauważył ją jeden z klientów, który zadzwonił po pogotowie i na policję. 23-latka trafiła do szpitala.

W czwartek mężczyzna trafił w ręce policji. 44-latek podczas zatrzymania był nietrzeźwy, miał około promil alkoholu w organizmie. Trafił do aresztu. Po wytrzeźwieniu usłyszy zarzut uszkodzenia ciała, za co grozi do 2 lat pozbawienia wolności, a także gróźb karalnych. Policja poinformuje też sanepid o złamaniu przez niego obowiązujących przepisów dotyczących obostrzeń.

Właściciel sklepu w rozmowie z TVN24 powiedział, że 44-latek jest stałym klientem, który regularnie przychodził bez maseczki ochronnej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA: Ze względu na pandemię koronawirusa przesunięto egzekucję Johna Hummela

W środę miała odbyć się egzekucja Johna Hummela, który zamordował członków swojej rodziny, w tym ciężarną żonę. Sąd w Teksasie w obawie przed koronawirusem przesunął wymierzenie kary o 60 dni. John Hummel, obecnie 44-latek, został skazany w 2011 roku za zabicie żony, córki i teścia. W 2009 roku zaatakował ciężarną żonę nożem, teścia i córkę – kijem bejsbolowym, a po zamordowaniu ich – podpalił dom. Został skazany jednak tylko za zabicie żony i teścia – dowody wskazywały na to, że on odpowiada za śmierć 5-letniej córki, ale nie udało się mu tego ostatecznie udowodnić.

Prokuratura stwierdziła, że Hummel dokonał mordu, by móc spotykać się z zapoznaną przez siebie kobietą. 18 marca miała odbyć się egzekucja mordercy, ale jego adwokat zwrócił się do sądu z wnioskiem, by ją przełożono. Michael Mowla reprezentujący Hummela stwierdził, że przygotowanie egzekucji jego klienta „może przyczynić się do rozprzestrzeniania koronawirusa”.

Agencja AP opisuje, że do wykonania wyroku śmierci potrzebna jest obecność mnóstwa osób, w tym lekarzy czy prokuratury – i właśnie na takich podstawach Mowla oparł wniosek o przesunięcie egzekucji. – „Zebranie tych ludzi w jednym miejscu rodzi zagrożenie przenoszenia koronawirusa, jeśli będzie tam ktoś zakażony” – padło w jego piśmie.

Z tym wnioskiem zgodził się sąd w Teksasie, który przesunął egzekucję o 60 dni.
Źródło info i foto: Gazeta.pl