Sosnowiec: 4-latka wypadła z okna. Ojciec z zarzutem

4-letnia dziewczynka, która w środę w centrum Sosnowca wypadła z okna na piątym piętrze, była sama. Ojciec wyszedł z domu, zostawiając dziecko same w mieszkaniu, w którym było otwarte okno. 4-latka nie przeżyła upadku, a ojciec usłyszał zarzut. Czteroletnia dziewczynka, która zginęła w środę w Sosnowcu po upadku z okna na piątym piętrze, w chwili wypadku była w mieszkaniu sama. Prokuratura przedstawiła ojcu dziewczynki zarzut narażenia jej na niebezpieczeństwo utraty życia.

Jak informuje reporterka RMF FM, mężczyzna wyszedł kilkadziesiąt minut przed wypadkiem, miał załatwić jakieś sprawy. Zostawił córkę samą, zostawił też dwa otwarte okna. Mężczyzna złożył w prokuraturze wyjaśnienia i nie przyznał się do zarzutu. Po przesłuchaniu został zwolniony. Prokuratura nie zastosowała wobec niego środków zapobiegawczych.

Grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.

Prokuratura potwierdza, że czterolatka nie mieszkała na stałe przy ul. Małachowskiego. Przebywała tam ze swoim tatą tymczasowo. Informację o wypadku przy ul. Małachowskiego w Sosnowcu policja otrzymała w środę o godz. 18.29. Na miejsce przyjechały służby, który podjęły reanimację dziecka, ale mimo długotrwałych wysiłków dziewczynki nie udało się uratować. Lekarz stwierdził śmierć.

Do późnych godzin wieczornych na miejscu pracowała grupa policjantów pod nadzorem prokuratora. Przeprowadzono oględziny ciała dziecka i mieszkania, z którego okna wypadło.
Źródło info i foto: RMF24.pl

32-latek kierował grupą przestępczą. Zatrzymali go „łowcy głów”

Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. zatrzymali 32-letniego gorzowianina, który od marca poszukiwany był listem gończym. Mężczyzna ma do odbycia karę 5 lat pozbawienia wolności za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą zajmującą się dystrybucją narkotyków na szeroka skalę. Dzięki gorzowskim łowcom głów możliwe było ustalenie miejsca jego przebywania i dynamiczne zatrzymanie, którym był całkowicie zaskoczony.

Na 32-letnim gorzowianinie ciążył wyrok za sprawę, która toczyła się przed organami ścigania w 2017 roku. Mężczyzna ten występował w niej jako główny podejrzany. Usłyszał wówczas zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą zajmującą się wprowadzaniem do obrotu znacznej ilości narkotyków. W maju 2019 roku akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu w Gorzowie Wlkp., a rok później zapadł wyrok.

W międzyczasie środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania został zamieniony na dozór. Od marca tego roku 32-latek poszukiwany był przez Sąd Okręgowy w Gorzowie Wlkp. listem gończym z uwagi na fakt, że ukrywał się przez wymiarem sprawiedliwości. Do akcji poszukiwawczej włączyli się zatem policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. a konkretnie ci, którzy na tropieniu osób poszukiwanych znają się najlepiej- gorzowscy „łowcy głów”. Dzięki ich doświadczeniu i wcześniejszym sukcesom wiadomym było, że dotarcie do poszukiwanego 32-latka będzie nie tylko możliwe, ale i szybkie. Na udowodnienie tej tezy nie trzeba było długo czekać. Pomimo, iż poszukiwany często zmieniał swoje miejsce pobytu na terenie kraju, zaledwie miesiąc później policjanci przeprowadzili realizację. Zatrzymanie miało charakter dynamiczny w dniu 12.04.2021r. na terenie Świebodzina. Mężczyzna był tak zaskoczony, że nawet nie zdążył pomyśleć o tym, aby stawiać opór. Na to będzie miał czas. Najbliższe 5 lat spędzi za kratkami.
Źródło info i foto: Policja.pl

Były senator PiS oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami. Miał ciągnąć psa za autem

Policja w Kościerzynie (woj. pomorskie) prowadzi czynności wyjaśniające w sprawie wstrząsającego filmiku, który wpłynął do powiatowego komisariatu. – Na nagraniu widać, jak do samochodu przywiązany jest pies, po czym traci równowagę i za tym samochodem jest ciągnięty – mówi „Super Expressowi” p.o. oficera prasowego KPP Kościerzyna Dominika Polak.

– Policjanci ustalili, kto kierował pojazdem i ta osoba została doprowadzona w charakterze podejrzanego o popełnienie przestępstwa z art. 35 ustawy o ochronie zwierząt, za które grozi do 5 lat pozbawienia wolności – dodaje funkcjonariuszka.

Jak ustaliliśmy, kierującym auto, do którego przywiązano czworonoga był były senator Prawa i Sprawiedliwości Waldemar B. – Nie potwierdzam, że osobą podejrzaną jest pan Waldemar B. Dalsze czynności w sprawie trwają – kwituje policjantka.

– Ja prowadziłem, ale żadnego znęcania nie było – wymijająco odpowiada sam polityk, do którego udało nam się dodzwonić.

– Ktoś tam może jakiś filmik nakręcić bez całego kontekstu, to totalna bzdura jest – zaznacza. Zapytany, czy „wyprowadzał psa samochodem” przywiązawszy go do auta, mówi że „pies mu uciekł”.

– Co będę rozmawiał. Pies uciekł, za mną on biegł, po mału sobie szedł kroczkiem i to przy mojej posesji było – dość chaotycznie tłumaczy nam były senator Prawa i Sprawiedliwości.

Zapytany, czy rozmawiał z policją, odpowiada: – Tak, oczywiście. Rozmawiałem z policją, która prowadzi sprawę. Od 40 lat mam panie zwierzęta i nigdy się nie znęcałem. Jestem miłośnikiem zwierząt. Ja wręcz kocham zwierzęta. Zarzut jest absurdalny!

Zarzut skomentował dla Polskiej Agencji Prasowej wicerzecznik prasowy PiS. – Na coś takiego nie ma miejsca wśród cywilizowanych ludzi. Bez znaczenia – senator czy nie, były czy obecny, z PiS, PO czy skądkolwiek. Liczę na profesjonalne działanie prokuratury i sprawiedliwy wyrok – powiedział agencji Radosław Fogiel.
Źródło info i foto: se.pl

Areszt dla 23-letniego agresora

Policja aresztowała mężczyznę, który bez skrupułów znęcał się nad swoją rodziną i kotem. Teraz stanie przed sądem. Grozi mu kara nawet 5 lat pozbawienia wolności. Policja w Czeladzi aresztowała 23-letniego mężczyznę. Znęcał się psychicznie i fizycznie nad swoją partnerką życiową od dwóch lat. Napastnik nie ograniczał się niestety do samych słów. Zdarzało mu się niejednokrotnie uderzyć kobietę. Była przez niego między innymi popychana i szarpana oraz uderzana rękami po głowie.

Zatrzymany często nadużywał alkoholu, przez co był agresywny. Wybryki mężczyzny z 2 października zakończyły się interwencją policji. Funkcjonariusze zostali wezwani przez przechodzącą horror 22-latkę. Podczas wizyty mundurowych na jaw wyszły kolejne fakty. Okazało się, że agresor znęcał się również nad należącym do pary kotem. Podobno dusił go i rzucał nim o ścianę.

23-latek poniesie konsekwencje swoich okropnych czynów. Mężczyzna spędzi najbliższy czas w areszcie, gdzie niedługo usłyszy zarzuty. Za znęcanie się nad bliskimi grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: o2.pl

Ponad 900 podróbek znanych marek zabezpieczono w Wólce Kosowskiej

Funkcjonariusze Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego zabezpieczyli ponad 900 sztuk złotej biżuterii ze znakami znanych światowych projektantów – poinformowała we wtorek rzecznik prasowa IAS w Warszawie Anna Szczepańska. Wartość rynkową towaru oszacowano na ponad 3 mln zł. We wtorek Izba Administracji Skarbowej, zabezpieczyła kosztowności znalezione podczas kontroli punktów sprzedających biżuterię w Centrum Handlowym Wólka Kosowska. Uwagę funkcjonariuszy przykuła wyjątkowo niska cena sprzedawanych produktów.

– Wątpliwości funkcjonariuszy co do autentyczności sprzedawanych kosztowności potwierdził powołany do ich oceny biegły. W efekcie podjętych czynności zabezpieczono 919 sztuk pierścionków, kolczyków i naszyjników wykonanych ze złota – poinformowała rzecznik prasowa IAS w Warszawie Anna Szczepańska.

Szara strefa

Izba Administracji Skarbowej przypomina, że wprowadzanie do obrotu towarów z podrobionym znakiem towarowym, w myśl Ustawy Prawo własności przemysłowej to przestępstwo, które podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności, a nawet karze pozbawienia wolności do lat 2. Zaznaczono, że w szczególnych przypadkach, „gdy sprawca uczyni sobie z nieuprawnionego używania znaku towarowego stałe źródło dochodu lub towar, który sprzedaje, ma znaczną wartość”, może mu grozić do 5 lat pozbawienia wolności.

– Nasze działania na terenie Wólki Kosowskiej są prowadzone systematycznie i w sposób skoordynowany. Będą kontynuowane tak długo, dopóki nie zostanie wyeliminowane zjawisko szarej strefy – powiedział naczelnik Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego Radosław Borowski.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ogromna akcja policji na bazarze w Wólce Kosowskiej. Skonfiskowano towary o wartości 10 milionów złotych

Ponad 54 tys. podrobionych artykułów zabezpieczyli w Wólce Kosowskiej stołeczni policjanci z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą i funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej. Zatrzymano 12 osób. Zatrzymani usłyszeli zarzuty dotyczące wprowadzania do obrotu towarów z podrobionymi znakami towarowymi. Może za to grozić do 5 lat pozbawienia wolności.

Ponad 200 funkcjonariuszy

W akcji zatrzymania i zabezpieczenia podrobionych produktów wzięło udział niemal 200 funkcjonariuszy Komendy Stołecznej Policji i Krajowej Administracji Skarbowej.

– Na ponad 60 stoiskach prowizorycznego targowiska usytuowanego na jednej z ulicy w Wólce Kosowskiej funkcjonariusze zabezpieczyli ponad 54 tys. sztuk odzieży, obuwia, galanterii, kosmetyków i biżuterii, opatrzonych logiem markowych firm – poinformował rzecznik komendanta stołecznego policji kom. Sylwester Marczak.

Według funkcjonariuszy szacunkowa wartość zabezpieczonego towaru to 10 mln zł.

Mogą być szkodliwe

Służby podkreślają, że podrobione produkty mogą być czasami szkodliwe dla zdrowia. „Badania laboratoriów celno-skarbowych wykazują, że do produkcji takich artykułów wykorzystywane są często niebezpieczne materiały i substancje” – powiedziała rzeczniczka prasowa Izby Administracji Skarbowej w Warszawie Anna Szczepańska. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Mazowiecki Urząd Celno-Skarbowy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

47-letni Tadeusz K. wjechał w kolumnę pielgrzymów. Jest akt oskarżenia

Akt oskarżenia przeciwko 47-letniemu Tadeuszowi K., który w zeszłym roku wjechał w kolumnę pielgrzymów, skierowała do Sądu Rejonowego w Częstochowie tamtejsza prokuratura. K., który był kierownikiem tej pielgrzymki, jest oskarżony o sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym. W sierpniu ub. r. kierowca wjechał w kolumnę pielgrzymów zmierzających na Jasną Górę. 15 z nich odniosło obrażenia, 9 trafiło do szpitala. Mężczyźnie grozi do 5 lat pozbawienia wolności.

Jak podała w komunikacie Prokuratura Okręgowa w Częstochowie, Tadeusz K. pełnił obowiązki kierownika pielgrzymki Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. 12 sierpnia ub.r. pielgrzymka ta zmierzała do Częstochowy drogą krajową Działoszyn-Częstochowa przez miejscowość Zawady. Tadeusz K. jechał samochodem marki dacia za kolumną pieszych pielgrzymów.

W pewnym momencie oskarżony z niewyjaśnionych przyczyn nie zastosował się do sygnału podawanego przez osobę odpowiedzialną za kierowanie ruchem pielgrzymki i uderzył w krawężnik po lewej stronie jezdni. Następnie z prędkością około 50 km/h wjechał w tył kolumny pieszych. 15 pielgrzymów odniosło obrażenia w postaci złamań i stłuczeń różnych części ciała. Stan zdrowia 9 osób był na tyle poważny, że przewieziono ich do szpitali.

Przyznał się do zarzucanego mu przestępstwa

Badania potwierdziły, że Tadeusz K. był trzeźwy, nie był też pod wpływem środków odurzających. Z opinii biegłego ds. ruchu drogowego wynika, że bezpośrednią przyczyną zaistnienia katastrofy było jego zachowanie, polegające na niezastosowaniu się do sygnału podawanego przez osobę odpowiedzialną za kierowanie ruchem pielgrzymki oraz niezachowanie szczególnej ostrożności podczas manewru wyprzedzania. Według biegłego stan techniczny pojazdu nie mógł mieć wpływu na przebieg zdarzenia.

W śledztwie prokurator przedstawił Tadeuszowi K. zarzut nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, która zagrażała życiu i zdrowiu wielu osób oraz spowodowania wypadku drogowego. Przesłuchany w charakterze podejrzanego Tadeusz K. przyznał się do zarzucanego mu przestępstwa i złożył wyjaśnienia, które są zgodne z ustaleniami śledztwa. Mężczyzna nie był w przeszłości karany.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Odzyskano skradzione auta o warości ponad 130 tys. złotych

Policjanci z powiatu zgorzeleckiego wspólnie z funkcjonariuszami z Niemiec na podstawie uzyskanych informacji odzyskali 2 samochody o wartości ponad 130 tys. zł. Funkcjonariusze zatrzymali w tej sprawie podejrzanego, który trafił do policyjnego aresztu. Policjanci z Komisariatu w Bogatyni wspólnie z funkcjonariuszami z Niemiec w wyniku prowadzonych działań odzyskali skradzione na terenie Niemiec 2 samochody o łącznej wartości ponad 130 tys. zł. W tej sprawie zatrzymano też mężczyznę, który był w posiadaniu obu pojazdów.

Z informacji funkcjonariuszy wynikało, że 35-letni mieszkaniec Bogatyni porusza się pojazdem mogącym pochodzić z kradzieży na terenie Niemiec. Policjanci niezwłocznie pojechali do jego miejsca zamieszkania i zauważyli, jak akurat wyjeżdżał on z posesji.

Funkcjonariusze sprawdzili auto i potwierdzili, iż zostało ono 2 dni wcześniej skradzione na terenie Niemiec. Następnie, na przydomowym parkingu, funkcjonariusze zabezpieczyli skradziony kilka godzin wcześniej również na terenie Niemiec, inny samochód. Policjanci odzyskali oba pojazdy o łącznej wartości ponad 130 tys. zł.

W trakcie czynności z zatrzymanym okazało się, że jest on poszukiwany celem odbycia kary zastępczej za niezapłaconą grzywnę. Ponadto podczas przeprowadzania czynności procesowych 35-latek naruszył nietykalność cielesną funkcjonariuszy kopiąc i zadając ciosy rękoma. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Za swoje zachowanie odpowie przed sądem. Teraz grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Nowy sposób przestępców na okradanie bankomatów

Policjanci zatrzymali 43-letniego obywatela Rumunii, który próbował zdemontować nakładkę z „shuttera” w bankomacie. Mężczyzna może mieć na koncie nawet kilkanaście takich czynów na kwotę co najmniej 45.000 złotych. 43-latek wpadł w zasadzkę policjantów. Obywatel Rumunii przyszedł do jednego z banków i wszedł do strefy, w której znajdował się bankomat.

Mężczyzna próbował zdemontować specjalną nakładkę, do której przyklejały się banknoty wypłacane przez klientów i wyjść z gotówką. 43-latek na widok funkcjonariuszy próbował uciekać. Na miejscu policjanci zabezpieczyli „klejowe pułapki”, które podejrzany montował na terenie Warszawy w „shutterach” bankomatów różnych banków. Śledczy podejrzewają, że 43-latek działał w ten sposób od ponad roku i mógł dokonać kradzieży ponad 45.000 złotych. Sprawa ma charakter rozwojowy, a mężczyzna może usłyszeć kolejne zarzuty.

Za kradzieże obywatelowi Rumunii grozi teraz do 5 lat pozbawienia wolności.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Wywieźli złodzieja do lasu i kazali kopać grób

Pewien złodziej podpadł mieszkańcom jednej z niewielkich wsi na terenie powiatu średzkiego (woj. opolskie). Kiedy ukradł rower nie spodziewał się, że ktoś będzie chciał dokonać na nim samosądu. Oprawcy wpakowali go do bagażnika i wywieźli do lasu. Miał tam sobie wykopać grób.

Sceny rodem z filmów o porachunkach mafii rozegrały się pod koniec lutego w małej miejscowości pod Środą Śląską. Mieszkańcy wsi próbowali na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość drobnemu złodziejaszkowi. Mężczyzna podpadł, bo ukradł jednemu z tamtejszych rower wart ponad 2 tysiące zł. Okradziony postanowił ma własną rękę przeprowadzić śledztwo i poszukać złodziejaszka. Kiedy wraz z kolegami wytypowali potencjalnego chuligana, zamiast powiadomić o sprawie policję, sami ruszyli dokonać samosądu.

Porwali rzekomego opryszka i wsadzili go do bagażnika samochodu. Następnie wywieźli go do lasu nad Odrę. Tam porywacze kazali mu kopać dla siebie grób. Grozili, że poobcinają mu palce… Plan nie okazał się jednak idealny. Złodziej zdołał uciec swoim oprawcom i o całej sprawie powiadomił lokalną policję. Na miejscu, w którym omal nie doszło do tragedii pojawiło się kilka radiowozów. Porywacze zostali zatrzymani. Trzem osobom przedstawiono zarzuty uprowadzenia i gróźb karalnych. Grozi im 5 lat pozbawienia wolności.
Żródło info i foto: Fakt.pl