Bielsko-Biała: Zwłoki dwóch osób w mieszkaniu

Makabryczne odkrycie w Bielsku-Białej. W jednym z mieszkań odnaleziono ciała dwóch osób. Sprawą zajmuje się prokuratura. Jak informuje reporter RMF FM Marcin Buczek, odnalezione osoby to była rodzina – ponad 90-letnia kobieta i ponad 60-letni mężczyzna. Policja weszła do mieszkania, bo jedna z osób, która znała ofiary, przez kilka dni nie mogła się z nimi skontaktować. Na razie prokuratura nie informuje o przyczynach zgonu kobiety i mężczyzny. Nie ujawnia też, jakie ewentualnie ślady odkryto w mieszkaniu.

Marcin Buczek usłyszał od rzecznik bielskiej prokuratury, że śledczy biorą pod uwagę kilka wersji tego, co mogło się tam wydarzyć. Więcej będzie wiadomo po przeprowadzeniu sekcji zwłok ofiar.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Pijana kobieta zaatakowała nożem 60-latka na przystanku kolejowym

Do tymczasowego aresztu trafiła 42-letnia kobieta, która na przystanku kolejowym w pow. węgrowskim (Mazowieckie) zaatakowała nożem 60-letniego mężczyznę. 42-latka trakcie sprzeczki z nieznajomym zadała mu nożem kilka ciosów. Jak poinformowała w środę rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Węgrowie mł. asp. Monika Księżopolska, do zdarzenia doszło w niedzielę na przystanku PKP w Łochowie (pow. węgrowski).

Oboje byli pijani

Jak ustalili policjanci, między nieznajomymi doszło do utarczki słownej, podczas której kobieta wyjęła nóż i dźgnęła nim kilkukrotnie rozmówcę. Jak się okazało oboje byli pijani. Agresorka miała w organizmie 2 promile alkoholu, a zaatakowany przez nią mężczyzna blisko 1 promila.

Mężczyzna trafił do szpitala, a kobieta do aresztu
 
60-latek z obrażeniami ciała został przewieziony do szpitala, a kobieta osadzona w policyjnym areszcie. „Po usłyszeniu zarzutu usiłowania zabójstwa, 42-latka kolejne trzy miesiące spędzi w areszcie, który zastosował sąd jako środek zapobiegawczy” – dodała policjantka.

Za usiłowanie zabójstwa grozi kara więzienia na czas nie krótszy niż 8 lat, kara więzienia 25 lat albo kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Udało się wyjaśnić sprawę zabójstwa sprzed 10 lat

Policjanci z podlaskiego Archiwum X rozwikłali zbrodnię sprzed 10 lat. Śledczy zatrzymali dwóch mężczyzn podejrzanych o zabójstwo 60-latka. Do zbrodni doszło w 2011 roku, w Suwałkach. W prokuraturze, mężczyźni w wieku 32 i 43 lat, usłyszeli zarzuty zabójstwa i decyzją sądu zastosowano wobec nich trzymiesięczny areszt. Za to przestępstwo grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Policjanci z Zespołu do Spraw Przestępstw Niewykrytych Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku rozwikłali kolejną sprawę zabójstwa. Tym razem policjanci z Archiwum X wyjaśnili zbrodnię, do której doszło w kwietniu 2011 roku, w Suwałkach.

Wówczas to, zaginął 60-letni pensjonariusz jednej z suwalskich noclegowni. Początkowo, praca śledczych nie przyniosła przełomu w sprawie. W listopadzie 2013 roku śledztwo zostało umorzone. Nie było wystarczających dowodów, aby wyjaśnić okoliczności zaginięcia mężczyzny.

W sierpniu 2020 roku sprawa trafiła do Archiwum X. Najbardziej doświadczeni funkcjonariusze służby śledczej zaczęli ją wnikliwie analizować. Policjanci, prowadząc szereg dodatkowych czynności procesowych z jednoczesnym wykorzystaniem nowoczesnych metod badawczych ustalili, że zaginiony mężczyzna prawdopodobnie został zabity, a jego zwłoki – ukryte.

Policjanci ustalili też, iż prawdopodobnie podejrzanymi są 43-letni suwalczanin i 32-letni mieszkaniec powiatu łomżyńskiego. Dalsze ustalenia prowadzone przez podlaskich śledczych pozwoliły na zatrzymanie mężczyzn. Podejrzani wpadli w ręce mundurowych w minioną niedzielę, w swoich domach. Dzień później zostali doprowadzeni do Prokuratury Okręgowej w Suwałkach, która nadzoruje postępowanie. Tam mężczyźni usłyszeli zarzuty zabójstwa. Decyzją sądu 32 i 43-latek trafili na trzy miesiące do aresztu. Za to przestępstwo grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Skazany na dożywocie szef włoskiej mafii odgryzł palec strażnikowi więziennemu

Podczas inspekcji celi Giuseppe Fanary, szefa sycylijskiej grupy Cosa Nostra doszło do bójki. W jej wyniku gangster odgryzł palec jednemu ze strażników. Włoskie media przekazały, że tamtejszy prokurator uznał, iż przestępca go połknął. 60-letni Giuseppe Fanara odbywa karę dożywotniego pozbawienia wolności w więzieniu Rebibbia w stolicy Włoch. W czerwcu miał on zaatakować siedmiu strażników, którzy przeprowadzali inspekcję jego celi. To właśnie wtedy miało dojść do bójki – podaje włoski dziennik „Il Messagero”.

Fanara został skazany na mocy surowego włoskiego kodeksu karnego, zarezerwowanego dla członków mafii. Reżim więzienny izoluje szefów grup przestępczych, aby uniemożliwić im prowadzenie działalności klanów zza krat.

Media opisały sytuację, do której miało dojść w czerwcu tego roku. – Podczas bójki Fanara odgryzł mały palec prawej dłoni strażnika. Palec zniknął, co doprowadziło rzymskiego prokuratora do wniosku, że został zjedzony – podaje włoski dziennik.

Następnie Fanara miał zaatakować pozostałych sześciu strażników, używając miotły jako swojej broni. Dodatkowo miał wykrzykiwać w ich stronę, że „poderżnie im gardła jak świniom”.

Szef mafii przeniesiony do innego więzienia

Po tej sytuacji służby bezpieczeństwa podjęły decyzję o przeniesieniu Fanary w inne miejsce. Obecnie szef sycylijskiej grupy Cosa Nostra przebywa w więzieniu o zaostrzonym rygorze w mieście Sassari na Sardynii. Na początku 2020 roku włoskie władze zdecydowały się uwolnić wielu starszych i niedomagających bossów mafii, w tym kilku należących do Cosa Nostra. Decyzja ta wywołała oburzenie, zmuszając ministerstwo sprawiedliwości do wycofania się i ponownego rozpatrzenia decyzji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zatrzymano 60-latka, który chciał wysadzić budynek

Policjanci z Siechnic (Dolnośląskie) zatrzymali 60-letniego mężczyznę, który chciał spowodować eksplozję w budynku mieszkalnym. Mężczyzna, będąc pod wpływem alkoholu, odkręcił w mieszkaniu gaz. Policjanci w ostatniej chwili wytrącili mu zapalniczkę z ręki.

Policjanci z Siechnic koło Wrocławia zostali poinformowani przez mieszkańców jednego z budynków wielorodzinnych, że ich sąsiad, będąc pod wpływem alkoholu, grozi wysadzeniem budynku w powietrze.

Funkcjonariusze udali się pod wskazany adres. Pod drzwiami mieszkania było czuć silną woń gazu. „Przebywający w środku 60-latek nie reagował na wezwania do otwarcia mieszkania i uspokojenia się” – relacjonował st. sierż. Krzysztof Marcjan z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.

Policjanci wyważyli drzwi do mieszkania. „Z kuchenki z sykiem wydobywał się gaz, a siedzący obok mężczyzna trzymał w dłoni zapalniczkę, którą właśnie próbował odpalić. Funkcjonariusze błyskawicznie obezwładnili 60-latka, a następnie zakręcili kurek w kuchence. Jeden z policjantów natychmiast otworzył też okna, aby nagromadzony w mieszkaniu gaz mógł jak najszybciej się ulotnić” – powiedział Marcjan.

60-latek został zatrzymany. Mężczyźnie postawiono zarzuty sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy oraz grożenia pozbawieniem życia. Sąd zastosował wobec niego tymczasowy areszt. Podejrzanemu grozi do ośmiu lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Mężczyźni grozili wysadzeniem budynków. Zostali zatrzymani

Dwóch mężczyzn, którzy grozili wysadzeniem budynków zatrzymała w ostatnich dniach policja. Oboje byli pijani. Pierwszy z nich chciał wysadzić blok w Radomiu, drugi kamienicę w Kożuchowie. Sąd zdecydował, że 60-latek z Mazowsza po incydencie spędzi trzy miesiące w areszcie. Grozi mu kara do 8 lat więzienia. W ręce policji wpadł w niedzielę – mundurowi poinformowali o tym dopiero dzisiaj.

Mężczyzna zadzwonił na numer alarmowy i powiedział, że ma myśli samobójcze i zamierza się powiesić. Następnie oświadczył, że posiada w domu dwa granaty, które zdetonuje wraz z dwiema butlami gazowymi. Na miejsce skierowane zostały wszystkie służby. Z budynku przy ulicy Bogusławskiego ewakuowano mieszkańców.

Radomianin ustawił w oknie butle gazowe i podpalił firankę. Mimo wielokrotnych prób nawiązania z nim kontaktu, nie udało się go przekonać do otwarcia drzwi. Policjanci weszli do mieszkania przez okno.

60-latek został zatrzymany. Był pijany – badanie alkomatem wykazało 1,2 promila alkoholu w jego organizmie.

Zadzwonili przestraszeni mieszkańcy

Pod wpływem alkoholu był też 25-latek z Kożuchowa w woj. lubuskim, który chciał wysadzić kamienicę.

Do tej sytuacji doszło w środę. Policjantów wezwali przestraszeni mieszkańcy jednej z kamienicy w Kożuchowie. Wczesnym porankiem kilka rodzin z tego budynku otrzymało wiadomość wysłaną z telefonu, że desperat o godzinie 13 planuje wysadzić budynek przy użyciu butli z gazem i petardy.

Funkcjonariusze wiedząc, że w takich sytuacjach liczy się czas, już po niespełna dwóch minutach byli na miejscu. Przed budynkiem zastali przerażonych mieszkańców, którzy w pośpiechu opuścili swoje mieszkania. Zachowując wszelkie zasady bezpieczeństwa policjanci zatrzymali 25-letniego mieszkańca tej samej kamienicy – powiedziała Renata Dąbrowicz-Kozłowska z Komendy Powiatowej Policji w Nowej Soli.

Dodała, że zabezpieczono m.in. petardę, przy użyciu której miało dojść do podpalenia butli z gazem.

Strach, panika i obawa o swoje zdrowie oraz dobytek, to wszystko przeżyło kilka rodzin z Kożuchowa. Dlatego też, zachowania młodego mężczyzny nie może zostać potraktowane jako żart i poniesie on tego konsekwencje – zaznaczyła policjantka.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Został zatrzymany za płatność fałszywymi banknotami

60-letni mieszkaniec Jelcza-Laskowic (woj. dolnośląskie) wprowadził do obiegu podrobiony banknot o nominale 100 złotych. Udało mu się za niego kupić alkohol. Wpadł, gdy pojawił się w sklepie ponownie i również podrobioną stuzłotówką chciał zapłacić za papierosy. Mężczyźnie grozi do 10 lat więzienia. Mężczyzna fałszywy banknot stuzłotowy wprowadził do obrotu handlowego w jednym ze sklepów spożywczych w Jelczu-Laskowicach. Zapłacił nim za alkohol, a ekspedientka nie zwróciła uwagi na podejrzany banknot i wydała klientowi resztę.

Stuzłotówka z napisem „Souvenir”

Podczas rozliczania kasy i segregowania gotówki kobieta zauważyła jednak „wyróżniającą” się stuzłotówkę – miała napis „Souvenir” i nadruk, że „nie jest środkiem płatniczym”. Ekspedientka przejrzała monitoring i wytypowała sprawcę oszustwa.

Kiedy mężczyzna ponownie pojawił się w sklepie, chcąc po raz kolejny zapłacić podrobionym banknotem, tym razem za papierosy, pracownica sklepu nakazała mu zwrócić pieniądze za poprzednio zakupiony alkohol. 60-latek nie uregulował należności i wyszedł. Wtedy kobieta powiadomiła policję.

Siedział na ławce w pobliżu sklepu

– Funkcjonariusze po przyjeździe na miejsce zabezpieczyli fałszywą stuzłotówkę. Na podstawie informacji zebranych od zgłaszającej oraz dzięki nagraniu z monitoringu, szybko wyszło na jaw, że oszust jest znany mundurowym – poinformowała podinsp. Alicja Jędo z policji w Oławie.

Sprawdzając okolice sklepu, policjanci zauważyli podejrzanego siedzącego na ławce. Mężczyzna został wylegitymowany, zatrzymany i doprowadzony do policyjnego aresztu. 60-latkowi postawiono dwa zarzuty, odpowie za wprowadzenie w obieg podrobionego banknotu oraz usiłowanie wprowadzenia w obieg fałszywych pieniędzy. Przestępstwo to jest zagrożone karą do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Białystok: 60-latek kilka razy złamał zasady kwarantanny. Usłyszał zarzut i trafił do aresztu

Mieszkaniec Białegostoku kilka razy złamał zasady odbywania kwarantanny, a test wykazał, że jest chory na COVID-19. Prokuratura przedstawiła 60-latkowi zarzut, a sąd zdecydował, że na miesiąc trafi on do aresztu.

O aresztowanie mężczyzny na miesiąc wystąpiła Prokuratura Rejonowa Białystok-Południe. W ocenie śledczych, w tym przypadku tzw. wolnościowe środki zapobiegawcze nie dadzą rezultatu. Podejrzany bowiem już kilka razy naruszył zasady przebywania na kwarantannie.

– Sąd uwzględnił wniosek – poinformowała w środę rzecznik Sądu Rejonowego w Białymstoku, sędzia Beata Wołosik.

Sprawa wyszła na jaw, ponieważ 60-latek – według policji – sam pochwalił się w sklepie, iż jest poddawany kwarantannie. To pracownik sklepu zadzwonił do dyżurnego komendy miejskiej w Białymstoku, a ten wysłał patrol przygotowany na możliwość kontaktu z osobą zakażoną.

Okazało się, że klientem sklepu jest mężczyzna, który niedawno wrócił z Niemiec i w tej sytuacji rzeczywiście podlega obowiązkowej 14-dniowej kwarantanny. Policjantom tłumaczył, że chciał sobie zrobić zakupy, by nie fatygować bliskich. Został zatrzymany. Okazało się też, że to nie było jego pierwsze złamanie kwarantanny.

Śledczy zlecili wykonanie testu na obecność koronawirusa, a badanie dało wynik dodatni. Prokuratura zarzuciła 60-letniemu mężczyźnie sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób poprzez spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego lub szerzenia się choroby zakaźnej. Przy nieumyślnym działaniu sprawcy grozi za to do 3 lat więzienia. Jeśli jednak zostanie mu udowodnione umyślne działanie – nawet do 8 lat pozbawienia wolności.

Śledczy chcą teraz ustalić krąg osób, z którymi podejrzany miał kontakt, kiedy naruszał zasady kwarantanny.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Okaleczone zwłoki odnalezione w Miłosławiu. Syn zamordował ojca?

W poniedziałek w Miłosławiu (Wielkopolskie) ujawniono zwłoki mężczyzny. Według nieoficjalnych informacji, mężczyzna został zamordowany. Lokalne media podają, że 60-latek zginął od ciosu nożem, który miał mu zadać syn. Zwłoki mężczyzny zostały znaleziono w poniedziałek w jednym z domów w Miłosławiu (wielkopolskie). Na miejscu prowadzone były czynności śledcze.

Prokuratura ze względu na dobro postępowania bliższe informacje o sprawie przekaże najwcześniej w środę.

„W tej chwili mogę powiedzieć jedynie, że w poniedziałek w godzinach rannych w Miłosławiu zostały ujawnione zwłoki, które miały obrażenia zadane narzędziem ostrym, prawdopodobnie nożem. Obrażenia znajdowały się na szyi i klatce piersiowej. W tej sprawie została zatrzymana jedna osoba, która na razie ma status podejrzewanego” – RZECZNIK PRASOWY PROKURATURY OKRĘGOWEJ W POZNANIU MICHAŁ SMĘTKOWSKI

Dopiero po przeprowadzonej sekcji zwłok, prokurator prowadzący sprawę podejmie decyzję o ewentualnym przedstawieniu zarzutów zatrzymanej osobie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Ciało 60-latka znalezione w jednym z mieszkań w Zielonej Górze. Miał rany kłute i tłuczone

Fot. Stanislaw Kowalczuk/East News. Warszawa 01.05.2015. n/z: policja radiowoz

Ciało pełne ran kłutych i tłuczonych znalazła dziś w jednym z mieszkań Zielonej Góry tamtejsza policja. Służby wyjaśniają okoliczności śmierci 60-letniego mężczyzny. Policja otrzymała zgłoszenie o makabrycznym odkryciu po interwencji na numer 112 w sobotę przed południem. Na miejsce udała się grupa dochodzeniowo-śledcza.

„Ciało 60-latka z ranami kłutymi i tłuczonymi znaleziono w jego mieszkaniu po sygnale na numer alarmowy 112”

O udział w zbrodni posądza się dwie osoby. To syn i żona ofiary. Na ten moment służby nie ustaliły ich związku ze śmiercią 60-latka.

– Prokurator zarządził sekcję zwłok mającą ustalić przyczynę zgonu 60-latka. Na jego ciele znajduje się wiele ran kłutych i tłuczonych, co wskazuje, że prawdopodobnie mamy do czynienia z zabójstwem – dodała rzeczniczka.

O sprawie jako pierwsza informowała dziś rano „Gazeta Lubuska”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl